Robert Amsterdam przebywa obecnie w stolicy Kenii Nairobi, gdzie zakończył się właśnie pierwszy dzień procesu dotyczącego niesprawiedliwego traktowanie pracownika Narodów Zjednoczonych, który pracował w Biurze Koordynacji Spraw Humanitarnych (OCHA) w Harare w Zimbabwe. Człowiek ten, który miał odwagę wystąpić publicznie z informacją o epidemii cholery, był dręczony, grozili mu ludzie pracujący dla ONZ-u, powiązane podobno z partią dyktatora Roberta Mugabe ZANU-PF.
Oto link do wartego obejrzenia filmu dokumentalnego na ten temat, poniżej link do ciekawego komentarza Marian L. Tupy z Wall Street Journal. Więcej informacji o sprawie wkrótce.
Pan Tadonki twierdzi, że decyzja ONZ o nie podjęciu szybkiej reakcji na wybuch cholery nie była zwykłym niedopatrzeniem, ale motywowaną politycznie decyzją. Zdaniem Tadonkiego ONZ nie chciał rozwścieczać rządu i chciał przekonać świat, a zwłaszcza Afrykę, że w Zimbabwe wszystko jest w porządku. Oficjalne stanowisko - wyrażone przez Mugabe dopiero w grudniu 2008 mówiło, że "nie ma żadnej cholery". Według Tadonkiego, jego były zwierzchnik, pan Zacarias układał się z ONZ "w sprawie analizy sytuacji humanitarnej akceptowalnej dla rządu".
ONZ nagrodził krytycyzm Tadonkiego groźbą zwolnienia, co skłoniło go do pozwania organizacji o dręczenie przed trybunałem ONZ w Nairobi. Międzynarodowy prawnik Robert Amsterdam, znany z obrony rosyjskiego więźnia politycznego Michaiła Chodorkowskiego, jest obrońcą pana Tadonkiego.
Czy ONZ nie spełniło swojej misji i nie broniło obywateli Zimbabwe z powodu politycznych obaw? Czy pogorszyło sytuację nie przyznając wybuchu epidemii? Oto pytania, na które proces może wkrótce odpowiedzieć.
Leave a comment