Paweł K. Bajew napisał ciekawy artykuł analizujący tajemniczą nieobecność Władimira Putina na walnym zgromadzeniu Gazpromu na początku miesiąca, gdzie Aleksiej Miller musiał przedstawić całą serię złych wiadomości, w tym informację o obcięciu o 85% wysokości dywidendy i inwestycji o 35%, a także opóźnienia w planie produkcyjnym. Ale nie myślcie, że Putin wypoczywał w tym czasie na daczy – widzieliśmy go wiele razy podczas istotnych wystąpień publicznych. Na oczach wielu ludzi upokorzył Deripaskę w Pikałowie, a potem oskarżał sprzedawców o zawyżanie cen w supermarketach. Bajew przypomina część tych działań.
Obowiązki premierów są z pewnością bardzo skomplikowane, ale niewielu ludzi poza Putinem ma czas na niespodziewane wizyty w odległych miejscach i dokonywać cudów w postaci wskrzeszanie upadłych fabryk. Wszystko zaczęło się w małym miasteczku Pikaliewo w okręgu leningradzkim, gdzie ekipy telewizyjne dojechały akurat w odpowiednim momencie, by sfilmować Putina wysiadającego z helikoptera i przeprowadzającego szybką inspekcję pustych fabryk, których właściciele zostali zmuszeni do wznowienia produkcji. Nie pozwolił im nawet zatrzymać w prezencie piór, którymi podpisali deklarację. Potem byliśmy świadkami wizyty w Barnaul, gdzie premier sprawdził budowę centrum medycznego, ale już sama jego obecność w kraju ałtajskim wystarczyła, no rozwiązać konflikt o pracę w fabryce traktorów w Riubtsowsku, która nagle znalazła nowych klientów. Po odwiedzinach prywatnej galerii Ilji Głazunowa, gdzie artysta z wielką uwagą słuchał rad przywódcy. Komentatorzy przestrasz się, że Putin traci kontakt z rzeczywistością. W zeszłym tygodniu pojawił się w moskiewskim sklepie spożywczym, gdzie nie spodobały mu się ceny mięsa i wysłuchał zapewnień obsługi o tym, że natychmiast zostaną obniżone. Jurij Kobaladze, szef sieci do której należy sprawdzony przez Putina sklep (a przy okazji były generał służby wywiadu zagranicznego), miał wystarczając dużo odwagi, by stwierdzić, że słów premiera nie można traktować do końca poważnie, ale mimo to lipcowa wyprzedaż została karne ogłoszona.Przypomina to komiczne “ręczne sterowanie” w stylu “wielkich i drogich” przywódców Korei Północnej. Efekt wizerunkowy takich zrywów zainteresowania lokalnymi problemami jest dość krótkotrwały, ale tworzy się w ten sposób rosnące zapotrzebowanie na szybkie rozwiązanie tak skomplikowanych problemów, takich jak stagnacja w “mono-miastach” zbudowanych wokół konkretnych fabryk. Banalna sugestia, że odpowiedzią na obecny kryzys gospodarczy jest głęboka reforma, która uwolniłaby przedsiębiorców od urzędników wyciągających z nich pieniądze w postaci lichwiarskich podatków, nie znalazła się w przedstawionym niedawno planie antykryzysowym. “Ideologia” tego planu sprowadza się do nadziei na ponowne podniesienie cen ropy, które ponownie napędzą rosyjską gospodarkę, tak jak działo się to za prezydentury Putina. (...)
Gazprom to zarówno narzędzie jak i ofiara tej polityki “to w końcu przejdzie”, która już dziś przeobraziła kryzys w stagflację. Zarządzanie na poziomie mikro, które stosuje teraz Putin wobec firmy nie jest nigdzie ogłaszane, ale jego rękę widać gołym okiem w polityce dochodzenia do granic, której przykładami są konflikty z Ukrainą i Białorusią. Kompromisy w tych sporach zawsze pozostają tylko środkiem odmówienia obu krajom niezależności w kwestiach gazowych. Putin poważnie nie widzi, jak to twarde zachowanie psuje reputację Gazpromu w Europie, podobnie zresztą jak nie jak nie widzi, że zmniejsza się efektywność korporacyjnego potwora.