Agencja Associated Press opublikowała interesujący artykuł o dawnym radzieckim dysydencie Siergieju Kowaliowie, który ubolewa nad brakiem zainteresowania tą częścią rosyjskiej historii. Oto kilka interesujących fragmentów, które przeczytałem dzisiaj rano:
Głaszcząc z żalem czerwoną wstążkę symbolizującą otrzymanie francuskiej Legii Honorowej, 79-cioletni Kowaliow czuje się doceniany za granicą i kompletnie zmarginalizowany przez społeczeństwo, o którego wolność walczyli on i inni dysydenci.W kraju, który przedstawia się jako demokratyczny i otwarty na różne opinie, nie pojawia się w żadnej z dużych stacji telewizyjnych, które pozostają pod kontrolą państwa lub przychylnych Kremlowi biznesmenów. Wielu Rosjan uważa Putina za człowieka, który odbudował wielkość ich kraju, a Kowaliow wie, że niewielu z nich zasmuci jego odejście. (...)
Jednak Kowaliow twierdzi, że Zachód powinien zwiększać presję, nawet jeśli miałoby to oznaczać nową Zimną Wojnę.“Boicie się Zimnej Wojny, chociaż ją wygraliście!” mówi. “A teraz pozwalacie Hydrze wyhodować nowe głowy. Zupełnie nie rozumiem, dlaczego to robicie”.