February 2009 Archives

mtrosskaja%20tiszina
Moskiewski areszt, w którym przebywa obecnie Michaił Chodorowski (zdjęcie Reuters)

Poniżej fragmenty wypowiedzi Jurija Schmidta i Roberta Amsterdama o nowym procesie Michaiła Chodorkowskiego cytowanych przez Moscow News:

“Rozumiem podtekst, który dziennikarze przypisują tej sprawie” mówi prawnik Chodorkowskiego Jurij Schmidt, odnosząc się do sugestii, że przeniesienie oskarżonego do Moskwy to pozytywny sygnał polityczny. “Nie widzę żadnych szczególnych wpływów prezydenta Dimitrija Miedwiediewa i jego ludzi w podjęciu tej decyzji. To zupełnie normalne, zgodne z prawem postępowanie. Najwyraźniej ktoś na górze zrozumiał wreszcie, że prześladowania muszą mieć jakieś granice”.

Dodał też, że choć nie widzi śladów żadnej “szczwanej gry” w decyzji o przeprowadzeniu procesu Chodorkowskiego w Moskwie, wydaje się oczywiste, że “Miedwiediew nie potrzebuje tej sprawy”.

Kanadyjski adwokat Robert Amsterdam, który reprezentował Chodorkowskiego podczas pierwszego procesu, uważa decyzję o prowadzeniu procesu Chodorkowskiego w Moskwie za dobry znak. “Uważam, że umożliwienie Chodorkowskiemu zmierzenia się z prokuratorami i środowiskiem politycznym odpowiedzialnym za jego obecną sytuację to bardzo ważny krok, z którego powinniśmy być zadowoleni” powiedział.

Amsterdam zaznacza jednak, że nie należy spekulować o politycznych motywach tej decyzji.

Inni eksperci sugerują, że ostatnie wydarzenia mają znaczenie polityczne, ale podkreślają, że w analizach motywów polityków trzeba zachować dużą ostrożność. Drugi proces Chodorkowskiego “może oznaczać, że grupa siłowików chce wzmocnić swoją pozycję i w obliczu kryzysu chcą pokazać, kto tu rządzi” twierdzi Dimitrij Oreszkin, szef think tanku Mercator. “Jednak fakt, że zdecydowali przeprowadzić proces w stolicy sugeruje, że są w rządzie osoby zainteresowane tym, by proces nie skończył się tak jak ostatnio”.

wen%20jibao%20putin

Problem z regularną kradzieżą wielkiej własności prywatnej (przynajmniej w Rosji i Wenezueli) polega na tym, że nikt nie wyrywa się potem, by wyłożyć pieniądze niezbędne do realizacji drogich projektów. Potwierdzeniem tego wniosku wydaje się bardzo niekorzystna oferta Chińczyków. Poniżej fragment tekstu z the Economist:


Chiny ogłosiły, że podpisują umowy z trzema firmami państwowymi – wartą 25 miliardów umowę z rosyjskimi Rosnieftem i Transnieftem, kolejną z brazylijskim Petrobrasem (10 miliardów dolarów) i wielomiliardowy układ z PDVSA w Wenezueli. Szczegóły wszystkich transakcji różnią się trochę, ale zasadnicza myśl jest taka sama. Brazylijczycy odkryli olbrzymie pole roponośne, które będzie jednak trudne i drogie w eksploatacji. Rosja chce zakończyć prace nad rurociągiem do Chin. Wenezuela to jeden wielki bałagan. Każdy z tych krajów z jakiegoś powodu potrzebuje pieniędzy, których własne zasoby się wyczerpały.

We wszystkich tych przypadkach pieniądze z Chin powinny być witane z otwartymi ramionami, ale w związku z faktem, że ich cele nie są czysto komercyjne, pieniądze to tylko składowa skomplikowanego równania. Australia, która każdą inwestycję zagraniczną oddaje do oceny niezależnym ekspertom, jest mocno zaniepokojona postawą Chin, które zachowują się nie tyle jak inwestor próbujący maksymalizować wartość surowca, ale raczej jak kupiec, którego cele są dokładnie odwrotne. W interesie narodowym Australii leży to, by jej zasoby osiągnęły jak najwyższą cenę, w interesie Chin, by zdobyć tanie surowce potrzebne dla fabryk. Każdy ugoda będzie obarczona warunkami.

Umowy z suwerennymi rządami pociągają za sobą mniej trudności, bo sprzedawca i regulator są tym samym podmiotem, pozostają jednak istotne punkty zapalne. Jednym z powodów dla których zarówno Rosja jak i Wenezuela zwróciły się właśnie do Chin jest fakt, że nie mogą już liczyć na żadne inne źródła kapitału są już dla nich niedostępne, nie tylko z powodu kryzysu, lecz także ze względu na straty wynikające ze zniszczenia inwestycji Exxon, ConocoPhillips czy Statoil (w przypadku Wenezueli) czy BP i Shella (w Rosji). “Nie ma absolutnego prawa własności dla prywatnej firmy zajmującej się surowcami, bo kraje żądają prawa do suwerenności gospodarczej i wyrzucania niewygodnych firm” zauważa George'a Joffe, profesor z Cambridge.

mbk%2026.02.09Michaił Chodorkowski został przeniesiony do Moskwy, gdzie oczekuje na początek kolejnego procesu. Oto fragmenty tekstów, jakie ukazały się na temat we wczorajszych gazetach:

Gazeta Wyborcza:

Chodorkowski trafił do więzienia w 2003 r., kiedy ówczesny prezydent Władimir Putin odsuwał od władzy bogaczy współrządzących krajem w epoce Borysa Jelcyna. Część z nich - jak Roman Abramowicz - poszła na układ z Kremlem w zamian za zachowanie większości majątku. Inni - jak Borys Bierezowski - uciekli z Rosji. Tylko Chodorkowski, najbogatszy z oligarchów, zdecydował się na walkę z Putinem. Przegrał i za przestępstwa finansowe został skazany na osiem lat łagru.

Nowy proces oznacza przekreślenie nadziei rosyjskich liberałów, że prezydentura Dmitrija Miedwiediewa przyniesie polityczną odwilż, bo jej symbolicznym początkiem miało być właśnie przedterminowe zwolnienie najbardziej znanego więźnia współczesnej Rosji.

Z komentarza Gazety:

Nowy proces przeciw rosyjskiemu oligarsze przypomina dobijanie leżącego wroga. Niegdyś najbogatszego Rosjanina aresztowano jesienią 2003 r. i po dwóch latach skazano na osiem lat łagru. Choć wyrok dotyczył przestępstw podatkowych, to - w zgodnej opinii przeciwników Kremla - prawdziwym motywem zależnej od władz prokuratury oraz sądu było unieszkodliwienie Chodorkowskiego, który ośmielił się rzucić rękawicę ówczesnemu prezydentowi Władimirowi Putinowi, dziś premierowi Rosji. Krytykował rosnące wpływy środowiska radzieckiej i rosyjskiej bezpieki, z której wywodzi się Putin, oraz nie wykluczał startu w wyborach prezydenckich z 2004 r.

Zgodnie z pierwszym wyrokiem Chodorkowski powinien wyjść na wolność jesienią 2011 r., czyli na kilka miesięcy przed kolejnymi wyborami prezydenckimi w Rosji. - To klucz do zrozumienia drugiego procesu sądowego. Dziś nikt nie wie, jak Rosja przeżyje kryzys gospodarczy i jakie będą nastroje społecznie podczas następnej kampanii. Dlatego wrogów politycznych lepiej przytrzymać parę lat dłużej za kratami - tłumaczy Olga Krysztanowska z Ośrodka Badań nad Elitami Politycznymi w Moskwie.

Czy oligarcha, którego koncern władze doprowadziły do upadku, rzeczywiście mógłby okazać się groźny dla Kremla? Przed swym aresztowaniem wspierał finansowo opozycję oraz organizacje pozarządowe, ale dla wielu Rosjan do dziś pozostaje "księciem, którego słusznie strącono z zawłaszczonego tronu". Pamiętają mu, że do swych miliardów doszedł dzięki kontrowersyjnemu programowi prywatyzacyjnemu, który wicepremier Anatolij Czubajs uruchomił w 1995 r. Kiedy skazywano Chodorkowskiego, ponad połowa Rosjan była niezadowolona z wyroku, bo uważała go za zbyt łagodny.

Jednak w rosyjskiej tradycji, która wyrosła na długich represjach ze strony caratu i komunistów, długa odsiadka uszlachetnia mężczyznę, co - jak przyznają socjolodzy - daje mu zadatki na bohatera ludowego.

- Dla demokratycznej opozycji Chodorkowski pozostaje ikoną walki z autorytarnym reżimem. Nadal ma trochę pieniędzy, którymi mógłby poprzeć kandydata opozycji i zdobyć przychylność wpływowych sojuszników z Zachodu - mówi Krysztanowska.

Rzeczpospolita:

Zdaniem Jurija Szmidta, adwokata byłego szefa Jukosu, w przypadku wyroku skazującego do już odsiadywanej przez nich kary sąd może im dodać nawet 22 lata.

Obaj oskarżeni od początku twierdzili, że zarzuty – zarówno w pierwszym, jak i w drugim procesie – były sfabrykowane i umotywowane politycznie i nie miały nic wspólnego z rzeczywistością. Chodorkowski, niegdyś najbogatszy człowiek w Rosji, był właścicielem naftowego imperium. Jego problemy z prawem zaczęły się, gdy odważył się krytykować władze i zapowiedział swój udział w wyborach prezydenckich w 2004 roku.

mbk%2024.02

Oto fragment komentarza, który napisałem dla branżowego serwisu prawniczego JURIST w związku ze zbliżającym się procesem Michaiła Chodorkowskiego (datę pierwszej rozprawy wyznaczono na trzeciego marca):


Obrońcy podkreślają, że obowiązkiem władz jest rozpoznanie tych nadużyć jako niedopuszczalnych i wstrzymanie postępowania.

We wniosku czytamy, że pośpiech i przesadny entuzjazm towarzyszące przygotowaniu sprawy zaowocowały stosowaniem tortur, szantażu, gróźb, więzieniem potencjalnych świadków, tajnymi procesami, odrzucaniem wszelkich dowodów niewinności Chodorkowskiego, ignorowaniem próśb o wyjaśnienie zarzutów, dręczeniem i bezceremonialnym traktowaniem adwokatów, którym utrudniano lub wręcz uniemożliwiano pracę, prowadzeniem przeszukań i rekwirowaniem materiałów bez nakazu sądowego, całkowitym ignorowaniem zasady domniemania niewinności, ukrywaniem i manipulowaniem ważnymi dowodami oraz izolowaniem samego Chodorkowskiego od świata na dalekiej Syberii.

Nadużywanie czy wręcz łamanie rosyjskiego kodeksu karnego dla celów politycznych i własnych interesów ekonomicznych to najwyraźniej typowa praktyka ludzi odpowiedzialnych za aresztowanie i oskarżenie Chodorkowskiego, którzy wciąż nie ustają w staraniach, by zniszczyć reputację biznesmena, zakwestionować jego rolę w rosyjskim społeczeństwie i uprawomocnić kradzież jego firmy przez przyjaciół Kremla.

chodorkowski%2019.02%20ii


Oto fragment tekst z dzisiejszej Rzeczpospolitej. Całość artykułu dostępna na stronach gazety:

Zdaniem adwokata Chodorkowskiego nowe zarzuty są niedorzeczne. – To kompletne brednie, nie mogę inaczej tego nazwać – twierdzi w rozmowie z „Rz” Jurij Szmidt. – Poprzednia sprawa dotyczyła nieprawidłowości podatkowych związanych ze sprzedażą tego surowca, o którym mowa również w nowym akcie oskarżenia. Nowy zarzut przeczy poprzednim, które zresztą też były manipulacją – tłumaczy.(...)

Zwolennicy Chodorkowskiego uważają, że nagonka na niego od początku była dziełem Putina i jego ludzi – karą za zbytnią samowolę oligarchy i jego ambicje polityczne. Teraz sprawa ma dalszy ciąg. – Po prostu uznali, że skazali ich na zbyt małe wyroki – mówi Szmidt. Dodaje, że jeśli się spełni czarny scenariusz, przebywający w kolonii biznesmeni mogą trafić za kratki na kolejne 22,5 roku.

chodorkowski%2019.02


Drugi proces więźnia politycznego i byłego szefa Jukosu Michaiła Chodorkowskiego zaczyna być bezprawny jeszcze zanim zaczął się na dobre, mówią adwokaci biznesmena.

Przed drugim procesem, który ma się zacząć już za kilka tygodni, obrona złożyła 27 stycznia wniosek o wstrzymanie postępowania. Wniosek zawiera listę licznych nadużyć rosyjskich władz, które w oczywisty sposób złamały prawo własne i międzynarodowe i podkreśla, że mają one obowiązek zauważyć niedociągnięcia i co za tym idzie natychmiast wstrzymać dochodzenie.

We wniosku czytamy, że pośpiech i przesadny entuzjazm towarzyszące przygotowaniu sprawy zaowocowały stosowaniem tortur, szantażu, gróźb, więzieniem potencjalnych świadków, tajnymi procesami, odrzucaniem wszelkich dowodów niewinności Chodorkowskiego, ignorowaniem próśb o wyjaśnienie zarzutów, dręczeniem i bezceremonialnym traktowaniem adwokatów, którym utrudniano lub wręcz uniemożliwiano pracę, prowadzeniem przeszukań i rekwirowaniem materiałów bez nakazu sądowego, całkowitym ignorowaniem zasady domniemania niewinności, ukrywaniem i manipulowaniem ważnymi dowodami oraz izolowaniem samego Chodorkowskiego od świata na dalekiej Syberii.

Zdaniem obrońców naciąganie i wykorzystywanie rosyjskiego prawa karnego do celów politycznych i gospodarczych to typowa praktyka ludzi stojących za oskarżeniem Chodorkowskiego, którzy oczerniają go, odmawiają pozycji w rosyjskim społeczeństwie, próbują usankcjonować przejęcie firmy Jukos.

“Jako że Chodorkowski kwalifikuje się do zwolnienia warunkowego po odsiedzeniu połowy wyroku, a władzom brakuje pretekstu, by nadal trzymać go za kratkami. Postanowiły więc zorganizować przeciw niemu kolejny proces pokazowy znowu oparty na bezpodstawnych, politycznie motywowanych zarzutach” mówi Robert Amsterdam, jeden z członków międzynarodowej grupy prawników. “Oprócz bezczelnego zachowania władz, łamania wielu przepisów, nowe zarzuty są dyskusyjne pod względem prawnym i zawierają błędy rzeczowe (tak wielkie, że wprost ośmieszją autorów zarzutów)”.

Amsterdam namawia obserwatorów na całym świecie, by wzywali do uczciwego traktowania oskarżonego w postępowaniu przedprocesowym, zwłaszcza biorąc pod uwagę, że oznacza ono zakwestionowanie całego dotychczasowego postępowania. “Nie może być żadnego uczciwego nowego procesu, skoro sąd akceptuje wnioski i materiały z pełnego błędów śledztwa. Każdy nowy proces powinien być z góry podważony ze względu na oczywiste nadużycia we wcześniejszym postępowaniu” stwierdził.

Prezydent Rosji Dimitrij Miedwiediew publicznie wypowiadał się w obronie rządów prawa, a przeciw “prawnemu nihilizmowi”. To jak zostanie potraktowany w tym roku Chodorkowski dowiedzie, czy to tylko chwyt retoryczny.

Gazowy Orwell

| No Comments | No TrackBacks

putin%20oko


Oto artykuł Roberta Amsterdam, opublikowany w niemieckim Süddeutsche Zeitung:


Berlin 2016

Niemieccy konsumenci wszystkich barw politycznych byli zszokowani decyzją Gazpromu, który 1 stycznia 2016 zawiesił dostawy gazu do Niemiec przez Gazociąg Północny. Prezydent Rosji Dimitrij Rogizin ogłosił, że przerwa w dostawach potrwa dopóki Niemcy nie zgodzą się płacić za gaz o 100% więcej niż dotychczas. Berlin utrzymuje, że zgodnie z obowiązującym wieloletnim kontaktem Rosja nie może żądać tak ogromnej podwyżki opłat.

Szef Gazpromu Gerhard Schroeder oświadczył, że choć podniesienie cen o 100% może się wydawać krokiem drastycznym, w związku z trudną sytuacją gospodarczą Rosji jest w interesie Niemiec by wspierać wewnętrzny rosyjski rynek gazu i pomóc utrzymać wysoką produkcję. Tymczasem sojusznicy Berlina, z których wielu wynegocjowało osobne układy gazowe z Moskwą, zdystansowali się od całej sprawy. Utrzymują, że mimo alarmujących antyrosyjskich wypowiedzi prezydenta Rogozina, dyskusja jest czysto ekonomiczna i dotyczy warunków wypełniania kontraktu.

Większość analityków przekonuje do zaakceptowania ceny gazu, nawet jeśli będzie ona miała rujnujący efekt dla niemieckiej gospodarki. Berlin ma raczej niewiele alternatyw, zwłaszcza biorąc pod uwagę reintegrację Ukrainy z Rosją w 2012, dzięki któremu Moskwa kontroluje wszystkie drogi przesyłu gazu do Niemiec.

Prezydent USA Barack Obama nie jest nastawiony zbyt przyjaźnie: “Europejczycy za namową Niemiec zgodzili się na współpracę z Rosją, muszą dziś zapłacić za błędy, przed którymi zawsze ostrzegały ich Stany Zjednoczone”.

Choć nakreślony powyżej scenariusz nie jest zupełne niemożliwy, wydaje się też mało prawdopodobny. Ilustruje jednak możliwe konsekwencje obecnej polityki energetycznej. Fakty są takie, że jedynym sposobem zapewnienia bezpiecznych dostaw gazu do Niemiec są bezpieczne dostawy dla całej Europy.


Gazociąg Północny, który ma z założeniu zmniejszać zależność od tras ukraińskich, jeszcze bardziej uzależnia Zachód od coraz bardziej niestabilnej i niebezpiecznej autokracji, a nie jak to wynika z oficjalnych komunikatów dywersyfikować dostawy. Ten sam prężący muskuły przywódca, który groził niedawno wycelowaniem rakiet w europejskie stolice, pracuje nad uczynieniem z dostaw energii przedłużenie geopolitycznej potęgi Kremla.

Te sam człowiek metodycznie niszczył rynki i inwestorów, wstrzymywał dostawy, stał za inflacją cen i ciemnymi drogami opłat przez skorumpowanych pośredników,zwłaszcza w handlu między Rosją a krainą.

Gdyby faktycznie przeanalizować stan rządów prawa i rozwoju ekonomicznego Rosji, gdzie interwencje polityczne, korupcja i nieefektywność rosną z każdym dniem, a także coraz mocniejszy antyzachodni trend w rosyjskiej polityce zagranicznej, trzeba uznać, iż przyszłe pokolenia mogą srogo osądzić naszą naiwność i ślepą wiarę w jednego, wielkiego dostawcę. Rosja musi się dziś mocno wysilić, by odzyskać zaufanie Europy jako wiarygodny dostawca.

Nie twierdzę, że Niemcy czy Europa powinny w ogóle odwrócić się od Rosji. Wręcz odwrotnie, trzeba próbować jak najmocniej związać Rosję z gospodarkami reszty Europy. Ta integracja musi jednak odbywać się na zasadach transparencji i wolnego rynku, w zgodzie z prawnymi, etycznymi i środowiskowymi UE.

Wojna gazowa nie jest czysto “komercyjna”. Tego ostatniego terminu Gazprom używa od czasu gdy zaczął wykorzystać nierynkowe praktyki by nagradzać lojalnych politycznie sąsiadów, jak Armenia czy Białoruś, a także pozwalać podejrzanym pośrednikom ciągnąć miliardy z eksportu gazu z Azji Środkowej na Ukrainę. Chociaż Gazprom przygotowywał się do ostatniej wojny gazowej ubierając swoje argumenty w terminy rynkowe – samych siebie przedstawili jako ofiary szantażu, wzywali do transparencji, konkurencji i uczciwych cen. W rzeczywistości działalność firmy w ostatnich latach składała się głównie z manipulacji i celowego wpływania na ceny.

Strategia Rosji najwyraźniej się opłaciła. Moskwa zapłaciła ogromne sumy pieniędzy za podporządkowanie sobie prawie całej konkurencji. Taka polityka przynosi ogromne sukcesy, a jeśli Europa nie zareaguje szybko by wzmocnić konkurencję i zdywersyfikować źródła dostaw, może się okazać, że jest już o wiele za późno.

Ameryka rozgrywa tarczę

| No Comments | No TrackBacks

hillary%20clinton%2013.02


Prywatna agencja wywiadowcza Stratfor publikuje ciekawy artykuł o tym, jak administracja Obamy może wykorzystać plan budowy tarczy antyrakietowej do zdobycia punktów w negocjacjach o bombach atomowych z Iranem.

Dziesiątego lutego na konferencji w Waszyngtonie Sekretarz Stanu Hillary Clinton stwierdziła, że Stany Zjednoczone są gotowe “przemyśleć swoją pozycję” na temat tarczy antyrakietowej, jeśli Iran zrezygnuje z nuklearnych aspiracji. Jakie płyną z tego wnioski? Według Stratfora Clinton chciała przekazać wiadomość Rosjanom. Działania tych ostatnich wobec Gruzji i Ukrainy były częściowo wyrazem protestu wobec planowanej tarczy. Przyjmując taką strategię Amerykanie “trzymają projekt tarczy w zawieszeniu, Polacy i Czesi denerwują się, a kraje Bałtyckie i Europa Środkowa szukają sojuszników przeciw odradzającej się Rosji".


Dalej czytamy:

“Choć Stany Zjednoczone i Rosja ciągle wyczuwają partnera w negocjacjach, sprawa tarczy przeciwrakietowej to pole, na którym możliwy jest kompromis. Wpisując sprawę tarczy antyrakietowej w kontekst irański (zwłaszcza w obecności ministra spraw zagranicznych Czech), Clinton daje Rosji znak, że Waszyngton jest gotów do dyskusji nad projektem, jeśli tylko uda im się opanować sytuację w Iranie. Oznacza to, że Rosja, która często używa dobrych kontaktów w Teheranie w charakterze straszaka na Zachód, musi współpracować z Amerykanami jeżeli chce ruszyć coś w temacie tarczy. Taka współpraca może zaowocować nałożeniem na Iran poważnych sankcji, wstrzymanie przekazania rosyjskiej technologii atomowej lub zawieszeniem rozmów nad umowami strategicznymi między Moskwą a Teheranem. Rosja bynajmniej nie chce, żeby Iran stał się mocarstwem nuklearnym, więc byłaby pewnie gotowa zaakceptować taką koncepcję, gdyby Waszyngton zaproponował im odpowiednio dobre warunki”.

W końcówce autorzy analizy:

“Wygląda na to, że Stany Zjednoczone próbują upiec dwie pieczenie na jednym ogniu. Chcą uzyskać porozumienie z Rosjanami i jednocześnie opanować sytuację z planem atomowym Iranu. Nie wiadomo, czy ten plan wypali, ale wygląda na to, że Clinton zdradziła ważne elementy taktyki Waszyngtonu względem Iranu i Rosji. W międzyczasie kraje Bałtyckie i Europa Środkowa wpadają w panikę i próbują zrobić wszystko co w ich mocy, by nie zostać na lodzie”.

Biden gra z Rosją na czas

| No Comments | No TrackBacks

joe%20bidenNie było to ani najlepsze ani najgorsze przemówienie, ale deklaracja zasad amerykańskiej polityki wobec Rosji Wiceprezydenta Josepha Bidena z weekendowej konferencji o bezpieczeństwie w Monachium dowiodła, że mimo potrząsania szabelkami na przestrzeni ostatnich kilku tygodni, piłeczka wciąż pozostaje po stronie Moskwy, która ciągle ma jeszcze szansę pokazać, że chce postawić na nowe otwarcie w stosunkach z nową administracją w Waszyngtonie.

W pewnym sensie można uznać, że Amerykanie przygotowują się a oczekiwane polepszenie stosunków. Biden bardzo zręcznie zagrał z Moskwą metodą kija i marchewki, ale oba sposoby okazały się nieskuteczne.

Rolę marchewki odegrały przyjazne zwroty retoryczne; przemówienie Bidena wyglądało na szczegółowo dopasowane do stałych rosyjskich wątpliwości:

Stany Zjednoczone odrzucają rozumowanie zgodnie z którym każde zwycięstwo NATO automatycznie oznacza stratę dla Rosji i odwrotnie. Ostatnie kilka lat wyznaczyło niebezpieczne rozejście się dróg Rosji i Sojuszu.

Czas wcisnąć guzik reset i raz jeszcze przyjrzeć się niektórym dziedzinom, w których oba kraje współpracują. Nasi rosyjscy koledzy ostrzegali niedawno przed rosnącym zagrożeniem ze strony Talibów i Al Qaedy w Afganistanie. Dziś NATO i Rosja mogą i powinny współdziałać w walce z tym wspólnym wrogiem.

Później padły jednak szczere słowa nagany:


Nie we wszystkim zgadzamy się z Rosją. Stany Zjednoczone nie uznają na przykład niepodległości Abchazji i Osetii Południowej. Nie uznamy też istnienia stref wpływów. Zawsze uważaliśmy i będziemy uważać, że suwerenne państwa mają prawo podejmować suwerenne decyzje i dowolnie wybierać sojuszników. (...)
Będziemy rozwijać system obrony przeciwrakietowej, by zrównoważyć rosnący potencjał Iranu (jeśli tylko rozwijana przez nas technologia okaże się efektywna i warta swojej ceny)

Aluzja Bidena do planów budowy w Polsce i Czechach tarczy antyrakietowej została wzmocniona w wywiadach udzielonych po wystąpieniu. Tarcza to niewątpliwie obecnie główna obsesja Rosjan w relacji z Waszyngtonem (choć wiele mówi się o tym, że jest to tylko temat zastępczy).

Natychmiastowa reakcja Moskwy na wystąpienie Bidena była “bardzo pozytywna”. Wicepremier Siergiej Iwanow rozmawiał z Bidenem w cztery oczy i wyszedł z tego spotkania w bardzo dobrym nastroju. Radośnie powiedział mediom, że “administracja Obamy dała bardzo mocny sygnał, że pragnie kontynuacji dialogu rosyjsko-amerykańskiego we wspólnym interesie”. Wygląda na to, że Amerykani chcą dotrzymać obietnicy Obamy, który w przemówieniu inauguracyjnym przyrzekł “wyciągnąć dłoń, jeśli tylko wy rozprężycie pięść”. Choć jednak Rosjanom bardzo podobały się te peany, nie zaoferowali gościowi nic w zamian.

Wszyscy doskonale pamiętali oczywiście wrogie sygnały ze strony Moskwy, których wiele pojawiło się przed konferencją Monachium. Przypominały się kwestie takie jak baza lotnicza w Manas w Kirgistanie, nowe bazy w Abchazji i układy obronne z Białorusią. Quentin Peel z Financial Times opisuje tę taktykę typu dobry glina (Dimitrij Miedwiediew, który zrobił wielkie wielkie przedstawienie wokół spotkania z redaktorem z “Nowej Gaziety”) i zły glina (Putin, który rzucał rękawicę Waszyngtonowi jeszcze zanim nowa administracja w ogóle miała szansę się wypowiedzieć).

W tym kontekście wydaje się wysoce nieprawdopodobne, by Rosja faktycznie chciała polepszyć stosunki z USA. Z punktu widzenia Moskwy znacznie bardziej atrakcyjna (zwłaszcza w kontekście szalejącego kryzysu) wydaje się konfrontacja. Wraz z ceną ropy i dewaluacją rubla rosną w Rosji niepokoje społeczne, Kreml zaś widocznie boi się o swoją pozycję, a lęki Kremla najczęściej przekładają się na jego politykę.

Z drugiej strony nie przypuszczam, że amerykańska administracja ma do Rosji stosunek kompletnie naiwny. Co innego mogą zrobić poza zaproponowaniem partnerom nowego otwarcia? Mieli bardzo mało innych opcji, zwłaszcza, że zależy im na natychmiastowym sukcesie i udowodnieniu kompetencji w polityce międzynarodowej.

Jednak najsmutniejsza obserwacja jest taka, że raz jeszcze stosunki między oboma krajami określają twarde interesy, a nie wartości. Moim zdaniem właśnie ta sytuacja stanowi podłoże zasadniczych problemów we wzajemnych stosunkach. Mimo powtarzania podczas kampanii haseł o zmianie, administracja Obamy jest w polityce wobec Rosji niezwykle konserwatywna. Wszystko dobrze, ale pamiętajmy, że główny realista Henry Kissinger jest zaufanym człowiekiem Kremla. Widać też z góry, że Amerykanie wciąż nie chcą poruszać kwestii praw człowieka i podstawowych swobód.

Przemówienie Bidena w Monachium miało jasne przesłanie: zróbmy to co trzeba zrobić, podpiszmy umowy, dajcie nam zdobyć kilka łatwych, symbolicznych puntów. Zniknęła gdzieś ostra retoryka z dnia inauguracji, a nawet moralny gniew z debat prezydenckich. Chwilowo możemy się spodziewać dialogu zdominowanego przez interesy. Mało prawdopodobne, że wysocy rangą urzędnicy amerykańscy wspomną w rozmowach z rosyjskimi partnerami nazwiska takie jak Stanisław Markelow czy Michaił Chodorkowski.

Oczywiście to sprawy bardzo drażliwe, ale trzeba się do nich odnieść, by móc pójść do przodu. Wielu ludzi zwłaszcza w tym trudnym okresie widzi światełko w tunelu; liczy na to, że kryzys daje szansę na zmianę sytuacji politycznej i zmusi władze do odniesienia do kwestii rządów prawa. Jednak przemówienie Bidena nie wskazywało, że Amerykanin rozumie cokolwiek z tej zależności. Choć więc dobrze, jeśli staniemy się mniej jednostronni w tematach takich jak broń nuklearna i będziemy się do Rosji odnosić z szacunkiem, będę twierdził, że wzmacnianie w tej chwili twardej ręki obecnego przywództwa to polityka zupełnie fatalna.

Całe szczęście, że istnieją jeszcze jak szef Komisji Europejskiej Jose Manuel Barroso, dzięki którym te ważne sprawy wciąż pozostają przedmiotem dyskusji. Amerykanie powinni się od niego uczyć.

Eligio_Cedenopl.jpgPoniżej tłumaczenie artykułu “Drugi Chodorkowski” z hiszpańskiej gazety El Pais:

Sprawa bankiera Eligio Cedeno jak w soczewce ogniskuje podobieństwa między Wenezuelą Chaveza a Rosją Putina.


Eligio Cedeño to 44 letni self-made man, który zaczął zarabiać jako pośrednik finansowy z Caracas, gdzie stworzył potem małe imperium bankowe. Ostatnie dwa lata spędził w więzieniu czekając na wyrok w dziwnej sprawie dotyczącej przekrętów w wymianie zagranicznej (jego prawnicy twierdzą, że są to bezpodstawne oskarżenia).

Dlaczego? Bo bankier zaczął flirtować z opozycją, “mógł się stać niebezpiecznym przeciwnikiem politycznym – młody, przystojny, bogaty i popularny” mówi jego prawnik Robert Amsterdam. “Chavez i jego ludzie wierzą, że Cedeno zrobił pieniądze dzięki reżimowi i powinien pozostać mu wierny” - dodaje.

Amsterdam stał się znany dzięki zaangażowaniu w bardzo podobną sprawę – proces Michaiła Chodorkowskiego, rosyjskiego oligarchy, który odmówił ugięcia się przed prezydentem Putinem i odsiaduje wyrok dziewięciu lat więzienia na dalekiej Syberii. Niedawno dołączył do Emilio Berrizbeitii i Gonzalo Himioba w drużynie obrońców Cedeno.

“Między obecnymi wydarzeniami w Rosji i Wenuzeli istnieje zaskakująco wiele podobieństw” tłumaczy Amsterdam. “Różnice wynikają przede wszystkim z tego, że Putin i Chavez to dwaj bardzo różni ludzie. Zbieżności jest jednak dużo – sposób w jaki obaj przywódcy przejmują kontrolę nad sądami, atakują media i organizacje pozarządowe, bezwzględnie niszczą potencjalne zarzewia opozycji. Jednym z najbardziej jaskrawych przykładów jest właśnie Cedeno, bo prawdziwym powodem ataku na bankiera było jego zaangażowanie w działalność opozycyjną, a zwłaszcza w pomoc w ucieczce z kraju ludziom zagrożonym aresztowaniem”.

Berrizbeitia twierdzi, że nie udało mu się dostać do sądu podczas procesu Cedeno i że nie mógł przedstawić dowodów jego niewinności. Sprawa stała się znana w lecie zeszłego roku, ale kiedy zarzuty zostały podważone i wyglądało na to, że Cedeno może wyjść na wolność, prokuratura zmusiła sędziego do zawieszenia procesu po raz trzeci. Bankier siedzi od 8 lutego 2007, powinien więc zostać zwolniony po przepisowych dwóch latach aresztu bez wyroku. Jednak prokuratura wciąż domaga się trzymania go za kratkami nie podając konkretnego powodu.

Zdaniem Amsterdama sprawa Cedeno dowodzi, że Wenezuela jest dziś “demokracją bez rządów prawa” - kolejna analogia do sytuacji w Rosji. Adwokat uważa też, że zbliżenie między oboma krajami to nie przypadek, lecz “geostrategiczna decyzja Kremla”, która pokazuje, że Kreml rozumie wagę Ameryki Łacińskiej znacznie lepiej niż Stany Zjednoczone.

By potwierdzić tezę tę Amsterdam wskazuje na niezwykły rozwój handlu bronią między oboma krajami (zwłaszcza sprzedaż Kałasznikowów straży boliwariańskięj, stworzonej do walki z rozruchami społecznym), częste wizyty wicepremiera Igora Sieczina w Caracas (trzy we ciągu ostatnich czterech miesięcy) i decyzje Chaveza, który wyraźnie faworyzuje rosyjskie firmy naftowe. Wszystkie te działania wiążą się jego opinii z planami Kremla, który chce stworzyć gazowy OPEC.

tnkbp%2004.02.BP ma fatalne doświadczenia inwestycyjne w Rosji. Trzeba jednak uczciwie przyznać, że przynajmniej częściowo jest to efekt decyzji firmy, która postanowiła włączyć się w polityczną grę na najwyższym poziomie. Media donoszą, że spółka straciła jedną czwartą wartości, co według Forbesa wynika z kosztownej inwestycji w Rosnieft (która pociągnęła za sobą stratę 517 milionów dolarów) i ostrej walki z rosyjskimi współwłaścicielami spółki-córki TNK-BP.

Oba problemy dowodzą jak bardzo osłabiają się korporacje, które próbują grać poza regułami rynku, szukają politycznych sojuszników w znanych z interwencjonizmu państwach. Cofnijmy się do czasu, gdy BP zaczęło swoje interesy z Rosnieftem. Skomplikowaną współpracę rozpoczęło zaangażowanie się BP w aukcję aktywów Jukosu (zaznaczmy, że Brytyjczycy okazali się jedynym zagranicznym podmiotem gotowym firmować swoją nazwą przekręt, który miał ukryć i zalegalizować faktyczną kradzież firmy). Potem mieliśmy źle obliczoną wartą miliard dolarów inwestycję w pierwszy rzut akcji państwowej rosyjskiej firmy, która prawie w całości składała się ze skradzionej własności. Te decyzje były bardzo brzemienne w skutki. Oczywiście BP żyło w przekonaniu, że pomoc państwu w przekrętach ułatwi im walkę o złoża z pól Kowykta. Po doświadczeniach Royal Dutch Shella z Sachalinem II wydawało się, że jest to jedyna słuszna strategia. A teraz zaskoczenie: plan się nie powiódł.

Pamiętacie może jeszcze wycieczkę szefa BP Lorda Browna, który przyjechał złożyć hołd carowi Putinowi i przedstawić swojego następcę Tony'ego Haywarda. Łatwo można było się zorientować, że BP łączy z Rosją coś więcej niż tylko czysty biznes. Brytyjczycy wyraźnie zgodzili się na warunki Rosjan, którzy chcieli, by inwestycjami w sektorze energetycznym kierowała polityka, a nie interes spółek, prawo własności, czy wreszcie rządy prawa w ogóle.

Czy jednak ta zażyłość nie spowodowała, że BP przeceniło swój związek z władzami i nie doceniło przyjaźni Kremla z ludźmi z TNK-BP czy AAR, takimi jak Michaił Fridman?

Czy po wszystkich tych przejściach możemy się spodziewać zmiany polityki firmy? Raczej mało prawdopodobne, biorąc pod uwagę kogo TNK-BP zatrudniło w charakterze konsultanta politycznego. Sprawie Jukosu ma się teraz przyjrzeć Europejski Trybunał Praw Człowieka. Może jednak nadszedł czas, by BP zastanowiło się nad swoim postępowaniem?

Antysemicki atak w Wenezueli

| No Comments | No TrackBacks

synagoga%20w%20wenezueliWczesnym rankiem 31 stycznia Mariperez (znana też pod nazwą Papelon) jedna z największych synagog w Wenezueli przeżyła nalot dokonany przez uzbrojone komando. Dowiedziałem się tego bezpośrednio od Sammy'ego Eppela – przywódcy społeczności żydowskiej (członka CAIV - Confederación Asociaciones Israelitas de Venezuela) i komentatora El Universal.

Pan Eppel, którego miałem okazję poznać podczas zeszłotygodniowej wizyty w Caracas donosi, że między trzecią a czwartą rano grupa uzbrojonych mężczyzn weszła do synagogi Mariperez i zaskoczyła dyżurujących tam ochroniarzy. Ochrona została związana i zamknięta w szafie. Następnie napastnicy otworzyli drzwi i wpuścili do budynku 16 osób, które metodycznie niszczyły budynek. Na ścianach zostawili oni po sobie antysemickie graffiti, wyjęli też Torę, której zwoje rozrzucili po podłodze, podeptane, podarte, pomalowane, zbezczeszczone. Najczęściej powtarzające się hasła brzmiały “Śmierć Żydom” albo “Żydzi wynoście się z Wenezueli”. Ciekawe, że nie pojawił się za to ani jedno graffiti odwołujące się do Rewolucji boliwariańskiej.

“Moim zdaniem to efekt wezwań prasy rządowej, w której pojawiło się na przestrzeni ostatnich kilku miesięcy wiele antysemickich artykułów” twierdzi Eppel. “Rząd oficjalnie odnosi się do społeczności żydowskiej wrogo od roku 2004, to stanowisko jest zupełnie nie do zaakceptowania”.

Sobotni nalot był przeprowadzony bardzo profesjonalnie i ewidentnie dokładnie zaplanowany. Napastnicy zabrali z biura wszystkie twarde dyski zawierające szczegółowe dane i adresy większości przedstawicieli ludności żydowskiej w kraju. Nietknięty został za to wartościowy sprzęt jak klawiatury czy monitory. Społeczność boi się, że następnym krokiem może się okazać kampania przemocy w wykonaniu popieranych przez państwo antysemickich grup, które część komentatorów łączy z radykalnymi ruchami arabskimi.

Bandyci wiedzieli też dokładnie gdzie znajdują się kamery i jak wymazać z taśm ślady swojej wizyty. O piątej rano na miejscu pojawiła się policja wezwana do zbadania miejsca zdarzenia, pobrania odcisków palców i zidentyfikowania sprawców ataku. Pan Eppel nie wydawał się przekonany, że ich śledztwo przyniesie jakiekolwiek rezultaty.