Pisaliśmy niedawno o tym, że miasto Moskwa wydaje więcej na pomoc bezdomnym psom niż bezdomnym ludziom. W związku z tym wpadł nam ostatnio w oko inny tekst, który pojawił się ostatnio w rosyjskiej prasie. Jakiś czas temu Komsomolska Prawda wydrukowała bardzo ostry artykuł o przekrętach ukrytych pod programami ochrony psów.
Zasadniczo sprawa wygląda tak: miasto płaci za opiekę nad każdym bezdomnym psem. Oczywiście powoduje to, że schroniska chcą zebrać najwięcej zwierząt jak się da. Te same ośrodki działają też w sferze prywatnej, jako hotele dla zwierząt bogatych właścicieli, którzy nie mogą zabierać ich ze sobą na drogie wakacje, a także w charakterze ośrodków hodujących rasowe psy. Psy-przybłędy trzymane są w przeładowanych klatkach, które do złudzenia przypominają izolatki w których przetrzymywani są więźniowie podczas przesłuchania. Karmi się je zgniłymi ochłapami rzucanymi na podłogę. Przestronne budy i prawdziwe jedzenie zarezerwowane są dla “dochodowych klientów”.
Bardzo często piszemy na tym blogu o łamaniu w Rosji praw człowieka, którego doznają codziennie ofiary procesów politycznych. Warto jednak od czasu do czasu wspomnieć przynajmniej o prawach zwierząt.
Trzeba mieć nadzieję, że przynajmniej czarny labrador Władimira Putina, znany przede wszystkim ze swojej obroży z GPSem i obwąchiwania zagranicznych przywódców, jest traktowany trochę lepiej (więcej o psach Putina możecie przeczytać na blogu Foreign Policy).