January 2009 Archives

Pieskie życie

| No Comments | No TrackBacks

putin%20labrador


Pisaliśmy niedawno o tym, że miasto Moskwa wydaje więcej na pomoc bezdomnym psom niż bezdomnym ludziom. W związku z tym wpadł nam ostatnio w oko inny tekst, który pojawił się ostatnio w rosyjskiej prasie. Jakiś czas temu Komsomolska Prawda wydrukowała bardzo ostry artykuł o przekrętach ukrytych pod programami ochrony psów.

Zasadniczo sprawa wygląda tak: miasto płaci za opiekę nad każdym bezdomnym psem. Oczywiście powoduje to, że schroniska chcą zebrać najwięcej zwierząt jak się da. Te same ośrodki działają też w sferze prywatnej, jako hotele dla zwierząt bogatych właścicieli, którzy nie mogą zabierać ich ze sobą na drogie wakacje, a także w charakterze ośrodków hodujących rasowe psy. Psy-przybłędy trzymane są w przeładowanych klatkach, które do złudzenia przypominają izolatki w których przetrzymywani są więźniowie podczas przesłuchania. Karmi się je zgniłymi ochłapami rzucanymi na podłogę. Przestronne budy i prawdziwe jedzenie zarezerwowane są dla “dochodowych klientów”.

Bardzo często piszemy na tym blogu o łamaniu w Rosji praw człowieka, którego doznają codziennie ofiary procesów politycznych. Warto jednak od czasu do czasu wspomnieć przynajmniej o prawach zwierząt.

Trzeba mieć nadzieję, że przynajmniej czarny labrador Władimira Putina, znany przede wszystkim ze swojej obroży z GPSem i obwąchiwania zagranicznych przywódców, jest traktowany trochę lepiej (więcej o psach Putina możecie przeczytać na blogu Foreign Policy).

markielow2


Gazeta Wyborcza drukuje dziś wywiad z Robertem Amsterdamem. Całość tekstu dostępna na stronach Gazety. Poniżej fragment rozmowy:

Znał pan Stanisława Markiełowa, adwokata zabitego w zeszłym tygodniu w centrum Moskwy wraz z dziennikarką "Nowej Gaziety" Anastasiją Baburową?

Robert Amsterdam: Dziennikarka "Nowej Gaziety" Anna Politkowska przedstawiła mi go jako jednego z najodważniejszych adwokatów w Rosji. Pokazał mi wtedy wewnętrzne zalecenia rosyjskiego MSW, które udało mu się zdobyć. Zezwalały na zakładanie w całej Rosji obozów filtracyjnych dla "groźnych jednostek" wzorowanych na tych, które powstawały w Czeczenii na mocy prawa wojennego. Takie obozy powstały podczas pogromu w Błagowieszczeńsku w Baszkirii [milicja bezprawnie aresztowała i pobiła tam setki niewinnych obywateli w grudniu 2004 r.], który udało się nagłośnić m.in. dzięki Politkowskiej i Markiełowowi. Dziś oboje nie żyją.(...)

Czy Barack Obama to nowa szansa, czy zagrożenie dla Kremla?

- Barack Obama to dla nich prawdziwy koszmar. Kreml od kilku lat straszył Rosjan Amerykanami i m.in. na tym budował swoją popularność.

Tymczasem Obama, który na całym Zachodzie ma wizerunek przyjaznego demokraty, absolutnie nie nadaje się na straszak. Myślę, że załamanie cen surowców energetycznych oraz brak jastrzębia w Białym Domu mogą wkrótce wywołać w Rosji głęboki kryzys putinowskiej propagandy. Oby wygrali na tym demokraci.

Kiedy Michaił Chodorkowski, którego pan reprezentuje od kilku lat, wyjdzie z łagru na wolność?

- To nie zależy od sądów, lecz układu sił politycznych na Kremlu. Dlatego wolę nie prognozować.

Wina nie leży w gwiazdach

| No Comments | No TrackBacks

markielow

Zeszły tydzień minął przy dźwiękach pożegnań zamordowanego obrońcy praw człowieka Stanisława Markielowa. Trudno było oprzeć się wrażeniu, że Rosja upadła niżej niż kiedykolwiek, i że gorsza jest tylko świadomość, że nie sięgnęliśmy jeszcze dna. Dla mnie najsmutniejsze i uderzające w serii zdjęć z pogrzebu było przyjęcie do wiadomości faktu, że ten młody, niezwykle zdolny, pełen energii i odwagi prawnik został z tego świata przedwcześnie zabrany.

Rosja była miejscem znacznie bezpieczniejszym, kiedy żył Markielow. Jego praca była symbolem moralnego protestu, naszą ostatnią linią obrony. W swojej pracy podkreślał znaczenie rozróżnienia dobra i zła, uważał że żadne ryzyko nie jest za duże, gdy w grę wchodzi ujawnienie kryminalnych zachowań państwa i bezkarności urzędników.

Jego przekonania nie zmieniły się aż do ostatnich dni życia. Przeczytałem tłumaczenia dwóch ostatnich artykułów. W jego tekstach czuć też przerażające przeczucie tragicznych wydarzeń, podobnie jak w późnych tekstach Politkowskiej. W artykule “Dwa światy, dwie śmierci”, Markielow pisze o pogrzebie patriarchy Aleksieja (na którym w przeciwieństwie do pogrzebu Markielowa obecni byli licznie przedstawiciele władzy). Rosyjski rząd i media były zbyt zajęte, by odnotować śmierć greckiego nastolatka, którego zgon zapoczątkował kilka tygodni nieprzerwanych protestów. Przerażającą apatię otaczającą śmierć adwokata najlepiej opisują jego własny komentarz do tamtej historii:

Zgodnie z doktryną rozpowszechnianą przez państwo, władza jest niezniszczalna i zupełnie nieomylna. Ci, którzy wspinają się na najwyższe stanowiska w państwie natychmiast awansują na ojców narodu i świętych. Mamy tu do czynienia z bezpośrednim zastosowaniem zasad znanych z Bizancjum, gdzie każdy władca automatycznie zostawał świętym. W tym duchu nie sposób wyjaśnić, dlaczego śmierć zwykłego nastolatka urasta do rangi międzynarodowego symbolu, a pięć tysięcy ludzi stawia się na jego pogrzebie spontanicznie, bez nachalnego nagłaśniania sprawy w telewizji. W Rosji prywatne inicjatywy muszą być usankcjonowane, mieć oficjalne poparcie władz, a media poświęcają im szczegółowe raporty. Tylko wtedy udają się nam “dobrze zorganizowane spontaniczne fale żałoby wszystkich Rosjan".

Rzeczywiście – Władimir Putin, Dimitrij Miedwiediew ani nikt z ich administracji nie zająknęli się o morderstwie Markielowa i Anastazji Baburowej ani słowem. Czy nikt już nie widzi, że zamordowanie w biały dzień znanego obrońcy praw człowieka to dowód kompletnego szaleństwa w kraju? Czy zdążyliśmy się już do tego przyzwyczaić? Prezydent i premier są strażnikami konstytucji i jako tacy powinni zostać pociągnięci do odpowiedzialności w przypadku poważnego jej naruszenia. Z ich milczenia wynika dla państwa prosty komunikat – podobne morderstwa są aprobowane i nie zostaną ukarane. Jeśli to rozumowanie jest prawdziwe, to obecne rosyjskie przywództwo zalicza się do klasy władców, których odpowiedników długo trzeba szukać.

Co powoduje, że dzisiejsi autokraci tak bardzo boją się opozycji? Czy chodzi o to, że rozumieją, iż jedyną legitymizacją ich władzy jest cena baryłki ropy? Czy ich władza odwołuje się tylko do najciemniejszej strony natury ludzkiej, najbardziej egoistycznych instynktów, zupełnie różnych od wartości reprezentowanych przez ludzi takich jak Markielow czy Politkowska? Gdzieś w tym rozumowaniu da się znaleźć dobrze ukrytą fałszywą przesłankę.

Owa przesłanka prowadzi nas do dyskusji nie tyle o prawach człowieka w Rosji, ale raczej o jednym z największych sojuszników Kremla – moralnym relatywizmie. Oczywiście Rosja to nie jedyny kraj zdecydowany szybko zapomnieć o niewygodnym przypadku Markielowa. Z wielu stron, od Stanów Zjednoczonych po Europę słyszymy głosy wzywające, by zostawić Rosję w spokoju, przestać dręczyć ją kwestiami “wartości” i dążyć do współpracy za wszelką cenę. Rzadko zdarza się, by zanim ciało zamordowanego wystygnie jeszcze na ulicy, pojawiały się nawoływania do tego, by jak najszybciej o sprawie zapomnieć.

Spójrzcie tylko na ten dziwy zbieg okoliczności: moje pierwsze spotkanie z Markielowem zaaranżowała Anna Politkowska, która zaprosiła mnie na lunch z adwokatem, który miał opowiedzieć o swoich ustalaniach na temat pogromów w rosyjskich obozach filtracyjnych. Ten lunch zaowocował nawiązaniem obiecującej współpracy, którą przerwało wyrzucenie mnie z Rosji. W ilu innych krajach możliwa byłaby taka sytuacja – dziennikarka przedstawia cię prawnikowi, a dwa lata później okazuje się, że oboje padli ofiarą płatnych zabójców na ulicach stolicy?

Pytanie brzmi nie tyle kto zlecił owe morderstwa (w Rosji i tak panuje kompletna bezkarność), ale raczej skąd wziął się system, który ciągle przyzwala na podobne wypadki.

Wina, drogi Brutusie, nie leży w gwiazdach, lecz w nas samych, bo zgadzamy się na tą farsę praworządności, która doprowadziła do śmierci wielu ludzi i zraniła rosyjskiego ducha.

Inauguracja oczami Moskwy

| No Comments | No TrackBacks

inauguracja


Barack Obama został wczoraj zaprzysiężony jako prezydent Stanów Zjednoczonych. Trudno było nie dać się ponieść emocjom w tej historycznej chwili. Byliśmy świadkami wielkiego święta demokracji (większego nawet niż same wybory) zorganizowanego z rozmachem przypominającym otwarcie Igrzysk w Pekinie. Wszyscy komentatorzy jak jeden mąż podkreślali znaczenie “transformacji”. Trudno sobie wyobrazić, by tłumy zebrały się na zimnie by uczcić innego polityka. Przemówienie inauguracyjne Obamy było przesiąknięte ideologią, prezydent kreślił w nim konkretną wizję roli Ameryki w stosunkach międzynarodowych. Nie mnie osądzać, czy nowy przywódca będzie w stanie wypełnić złożone obietnice. Uważam jednak, że jeśli jego celem było wzbudzenie we współobywatelach dumy i wiary w amerykańską politykę, to jego sukces jest niezaprzeczalny.

Tymczasem po drugiej stronie Atlantyku na wschodzie Europy panują zupełnie inne nastroje.

Nie sugeruję bynajmniej, że Rosjanie są od Amerykanów mniej dumni i nie podważam ich głębokiej tożsamości narodowej. Uważam też, że Kreml wyznaczył niedoścignione standardy w organizacji spektakularnych i świetnie wyreżyserowanych uroczystości inauguracyjnych. Jednak tym co różniło wczorajsze wydarzenia w Waszyngtonie od tych, które mieliśmy szansę oglądać pół roku wcześniej w Rosji, był entuzjazm obywateli, morze ludzi demonstrujących związek z władzą.

Tego samego dnia w Moskwie widzieliśmy, jak drugi władzy i obywateli coraz bardziej się rozchodzą. Trzeba pamiętać, że podwójne morderstwo obrońcy praw człowieka i młodej dziennikarki nie zdarza się codziennie oraz że Stanisław Markielow był dla większości Rosjan postacią nieznaną. Biorąc pod uwagę obie te rzeczy to, czego jesteśmy świadkami w Moskwie to nie optymizm, energia czy wiara w siłę narodu, ale raczej obojętność i rezygnacja, przerywana odosobnionymi przypadkami moralnego oburzenia.

Wspomniane morderstwa nie tylko psują wizerunek Rosji za granicą (któremu po wojnie gazowej i inwazji na Gruzję niewiele może już zaszkodzić), lecz także źle wpływa na sytuację wewnętrzną, kiedy pomyślimy o ślepym zaufaniu obywateli do Kremla i odpowiedzialności władzy za społeczeństwo. Przestępstwo tak obrzydliwe, które uznałoby pewnie za gorszące nawet w gangsterskich latach 90., ma miejsce na oczach silnego państwa – lewiatana, a nawet za jego cichą zgodą a przynajmniej tolerancją.

Łatwo przewidzieć co się teraz stanie: Zachód niepewnie zaprotestuje i poprosi o wszczęcie śledztwa, prokuratorzy zgłoszą niepotrzebne wnioski, wiele różnych osób wzruszy ramionami, a potem okaże się, że cała historia jest jakoś powiązana z Czeczenami. Żaden wysoki rangą urzędnik nie skomentuje morderstwa. Ostatecznym efektem całej sprawy będzie powolne roztrwonienie kapitału społecznego, który topnieje już od kilku miesięcy w związku z fatalnymi notowaniami na rosyjskiej giełdzie. Na moskiewskiej ulicy nie zginął tylko Markielow, lecz także konstytucja.

Dopóki któraś z rządowych frakcji nie zbierze się na odwagę by zrobić coś z całą sytuacją, Kreml pozostanie przy swojej stałej metodzie radzenia sobie z kryzysami – będzie próbował odwrócić uwagę obywateli. Obecnego przywództwo ma dużą praktykę w zręcznym maskowaniu wewnętrznych problemów i własnych błędów przez wskazywanie wspólnego wroga za granicą. Ta umiejętność to jądro “suwerennej demokracji” - ograniczenie swobód uzasadnia się twierdzeniem, że w tym momencie w kraju chce ingerować zbyt wielu aktorów zewnętrznych, więc przynajmniej na razie doświadczone władze muszą pomagać swoim obywatelom w dokonaniu właściwych wyborów. Wielu z tych obywateli zgodziło się z tą linią stwierdzając, że dopóki suwerenna demokracja działa, trzeba dać jej działać.

Jednak zabójstwo Markielowa i Anastazji Baburowej wskazuje, że ta niepisana umowa społeczna zaczyna pękać. Ludzi zaczynają pojmować, że administracja nie umie (a może nie chce) bronić własnych obywateli, że kula na moskiewskim chodniku to drastyczny symbol skutków legalnego nihilizmu. W dodatku trudno już używać jako negatywnego przykładu aroganckiej i antypatycznej administracji Busha. Ameryka pod wodzą pierwszego czarnoskórego prezydenta upija się wiarą we własne siły i nadzieją. Tymczasem największym osiągnięciem stosunkowo młodego prezydenta Rosji są zmierzające w stronę autorytaryzmu zmiany w konstytucji.

Nowe władze USA wydają się zresztą zawczasu przygotowane na retoryczne chwyty autorytarnych przywódców. W przemówieniu inauguracyjnym Obamy pojawiły się fragmenty szczególnie bolesne dla Kremla: “Do tym przywódców, którzy wywołują konflikty, by zrzucić odpowiedzialność za własne problemy na Zachód – wiedzcie, że wasi obywatele osądzą was nie po tym, co potrafić zniszczyć, lecz po tym co uda się wam zbudować.

Do tych, którzy utrzymują przy władzy przez korupcję, oszustwa i uciszanie niezadowolonych – wiedzcie, że jesteście po złej stronie historii, ale że wyciągniemy do was dłoń, jeśli tylko zechcecie rozluźnić pięść”.

Przez ostatnie 24 godziny czekałem na jakiś popis ze strony Rosjan – może test nowych rakiet, przemieszczenie żołnierzy, inne tego rodzaju wydarzenie, a przynajmniej werbalny atak, który przyciągnie na Kreml światła reflektorów. Stało się tak gdy Obama wygrał wybory (Putin i Miedwiediew przywitali go wtedy perspektywą rozmieszczenia rakiet w Kaliningradzie). Rosja zastanawia się najwyraźniej jak zareagować na nową sytuację, jak najlepiej rozegrać Obamę w oczach własnej opinii publicznej.

Każdy kto śledził inaugurację z Moskwy musiał być bardzo skonfundowany. Borys Mamliuk z HuffPo przedstawia ciekawe anegdoty o tym jak Rosjanie i eksperci reagują na inaugurację. Część studentów potrafiła podobno rozróżnić nawet drugorzędnych polityków amerykańskich obecnych na trybunach. Inna grupa chciała się dowiedzieć jak to możliwe, że w Waszyngtonie tylu ludzi może bez przeszkód maszerować nie obawiając się ataku ze strony służb porządkowych.

To ostatnie pytanie wydaje mi się świetnie obrazować rozmiar przepaści między sferą publiczną a władzą, która pogłębiła się o kilka metrów po zabójstwie Markielowa i Baburowej. Niedługo Stany Zjednoczone wrócą do rzeczywistości i jej codziennych problemów, zrozumieją, że optymizm nie jest panaceum. Jednak sytuacja w Rosji jest jeszcze trudniejsza – tam ludzie muszą odpowiedzieć sobie na pytanie czy to państwo służy ludziom, czy raczej są w Rosji wrogami publicznymi.

temida%2019.01Od dosyć dawna nie odwiedzałem już moskiewskich sądów. Kiedy jednak znowu wszedłem do jednego z nich dziś rano, na własne oczy przekonałem się, że nic się tam nie zmieniło. W korytarzu tłum ludzi, jeden sędzia rozpatruje kilkanaście spraw na raz. Jak w ogóle można w takich warunkach mówić o poprawianiu jakości wymiaru sprawiedliwości?

Już o dziewiątej pod bramą sądem czekało pięciu dziennikarzy. Kiedy na wokandzie miała się pojawić sprawa A. Kuczma przeciw Michaiłowi Chodorkowskiemu, było ich już ponad 20. Młoda pracownica sądu poinformowała nas, że tylko siedmiu reporterów będzie mogło wejść na salę.

Od razu zauważyłem, że na przyklejonym do drzwi grafiku pracy sądu widniała informacja, że rozpatrywanie pozwu Kuczmy ma się zacząć o 10, a kolejne przesłuchanie wyznaczono już na 10.30. Dla człowieka z dużym doświadczeniem w kontaktach z rosyjskim wymiarem sprawiedliwości jest to jasny komunikat, że rozprawa w praktyce się nie odbędzie, że powód prawdopodobnie się nie pojawi, a sędzina Irina Makarowa zdecydowała już, że rozpatrzy sprawę w późniejszym terminie.

Dokładnie tak się stało.

Pani Makarowa odnotowała, że na sali obecni są adwokaci Michaiła Chodorkowskiego – Jurij Schmidt i Natalia Tieriechowa. Następnie zwracając się do dziennikarzy zapytała, czy są wśród nas przedstawiciele Kuczmy. Przy okazji dowiedziałem się, że wśród dziennikarzy nie ma też zwolenników Kuczmy. Co do moich własnych kontaktów z adwokatem nieobecnego Kuczmy, to w 2007 roku dzięki jego uprzejmości udało mi się przeprowadzić wywiad z samym Kuczmą. Pamiętam, że powiedział mi wtedy, że rzeczywiście pokłócił się z Chodorkowskim, ale powody ich konfliktu były zupełnie inne niż sugerowane obecnie, w ogóle nie związane z seksualnością. Kiedy więc Kuczma kłamał – kiedy odpowiadał na moje pytanie, czy raczej wtedy, gdy pisał donos o rzekomym napastowaniu ze strony Chodorkowskiego?

Dalej sędzina Makarowa stwierdziła, że sądowi nie udało się skontaktować z Kuczmą. W gazetach pojawiły się co prawda informacje, że Kuczma został przeniesiony z Czity do Włodzimierza, a stamtąd do Moskwy, by móc uczestniczyć w procesie, ale na miejscu okaało się, że nikt nie ma pojęcia gdzie przebywa obecnie narkoman, który żąda od Chodorkowskiego 500 tysięcy rubli za rzekome “propozycje seksualne”. Sędzina pytała nawet adwokatów Chodorkowskiego czy nie wiedzą, gdzie jest powód.

Później sąd odrzucił wniosek obrońców byłego szefa Jukosu, którzy chcieli, by sam Chodorkowski został przeniesiony z Czity do Moskwy i mógł uczestniczyć w procesie. Zdaniem sędziny wystarczające będzie pisemne oświadczenie pozwanego.

Następnie Jurij Schmidt przedstawił wniosek obrony, która chce uzyskać od sądu całą dokumentację sprawy. Część materiałów dotyczy incydentu z 2006 roku, kiedy Kuczma w kolonii karnej pchnął Chodorkowskiego nożem. Druga część to dokumentacja innego wydarzenia – ukarania Chodorkowskiego za picie herbaty w niewłaściwym miejscu. Adwokatów interesują też okoliczności zarekwirowania Kuczmie w więzieniu dwóch noży i brzytwy.

Sąd zgodził się spełnić część próśb obrony. Kolejna rozprawa ma się odbyć 25 lutego. Po wyjściu z sądu Jurij Schmidt powiedział dziennikarzom, że jego zdaniem głównym celem pozwu Kuczmy jest dręczenie Chodorkowskiego. Jego zdaniem podobne procesy to “jeden z ulubionych sposobów działania FSIN (Federalnej Służby Egzekucji Kar). Najwyraźniej próbując wymyślić kolejny sposób pognębienia Chodorkowskiego stwierdzili, że zaatakują go z nowej strony – zdecydowali zrobić z niego nie tylko przekręciarza, lecz także człowieka amoralnego”.


“Wszyscy wiedzą, że mimo pięciu lat wysiłków prokuraturze nie udało się złamać Chodorkowskiego. To budzi u ludzi szacunek” dodał Schmidt.

Adwokat zauważył też, że oświadczenie Kuczmy jest napisane bezbłędnie, zawiera odniesienia do Kodeksu Karnego, zostało napisane na komputerze i wydrukowane. Administracja więzienia w Czicie przydzieliła nawet do pomocy Kuczmie pracownika swojego departamentu prawnego, czego ściśle zabrania prawo.

...Ciągle chodzi mi po głowie stwierdzenie sędziny Makarowej: “W związku z faktem, że Czita nie jest zbyt blisko... (tu bardzo długa pauza, jakby pani sędzia wyobrażała sobie dokładnie jak daleko od Moskwy jest Czita), dalsze prace nad sprawą zostają przełożone na (tu kolejna długa pauza) 25 lutego”

Mam wrażenie, że władze, które wsadziły Chodorkowskiego za kratki, same nie wiedzą co zrobić z tą śmierdzącą historią. Teraz dodali jeszcze aspekt homoseksualny. I chyba zrobili to tylko dlatego, że prokuratura jest w całej sprawie coraz bardziej bezsilna.

BP bliżej Kremla

| 1 Comment | No TrackBacks

schroeder%20putin%2015.01


Były kanclerz Niemiec Gerhard Schroeder został przedwczoraj wyznaczony do rady nadzorczej TNK-BP. To oczywisty i jaskrawy przykład na to, jak daleko Rosja odeszła od najbardziej podstawowych standardów funkcjonowania rynku. Środowisko biznesowe nie jest ani efektywne, ani konkurencyjne. Liczy się w nim nie sukces komercyjny, lecz tylko bliskość władzy, osobiste stosunki z aparatem politycznym, zakulisowe uściski dłoni. Korupcja i wszechwładza znajomości dowodzą ostatecznie, że Rosja nie jest dziś państwem rządów prawa, a własność chroni się tylko, gdy jest to komuś na rękę.

Motywy TNK-BP nie są jasne. Angielsko-rosyjskie przedsiębiorstwo, w którym połowę udziałów ma BP, a połowę konsorcjum AAR (Alpha Bank, Access Industries i Renova, które łączy potęgi dwóch oligarchów Michaiła Fridmana i Wiktora Wekselberga), ma za sobą fatalny rok po dramatycznych walkach o kontrolę nad spółką. BP miało własną koncepcję rozwoju firmy, chciało inwestować dywidendy w maksymalizację produkcji (co zakładało zatrudnienie drogich ekspertów). W liście opublikowanym w Financial Times Fridman wyłożył z kolei rosyjską perspektywę, oskarżając Brytyjczyków o wykorzystywanie TNK-BP w charakterze “maszynki do budowania rezerw niezbędnych do utrzymania wysokiej wartości”, ale i brak planów rozszerzenia jej działalności poza Rosję. Peter Sutherland ujął sprawę jasno: “To powrót do praktyk powszechnych w Rosji w latach 90.)

Długo można by przypominać kolejne etapy walk władzę na spółką, które szybko wymknęły się spod kontroli i zaowocowały serią przeszukań w biurach, aresztowaniami osób podejrzanych o szpiegostwo, narzucania niesprawiedliwych podatków, dręczenia, przesłuchań prowadzonych przez FSB, a w końcu zwolnieniem szefa firmy Roberta Dudleya. Państwo odegrało w tej dyskusji rolę ogromną, mówiło się o próbie renacjonalizacji firmy (Tony Hayward spotykał się nawet z Igorem Sieczinem, ale nie osiągnął oczekiwanych rezultatów).

Czy zatrudnienie Schroedera, któremu Gazprom płaci już 390 tysięcy dolarów rocznie za kierowanie pracami nad Gazociągiem Północnym pomoże rozwiązać spór TNK-BP z rządem? Wiele razy pisaliśmy już o współpracy Schroedera z Gazpromem, wspominaliśmy krytykę, jaką zatrudnienie go wywołało za granicą. Oprócz Silvio Berlusconiego Schroeder to największy z zachodnich przyjaciół Putina, który wspierał rosyjskiego premiera po inwazji na Gruzję, wyborczej farsie, czy ostatnio ukraińskim kryzysie gazowym.

Czy znaczy to, że BP zacznie wykorzystywać swoje szerokie koneksje w brytyjskim rządzie by bronić interesów Kremla i podzielać argumenty Schroedera dotyczące rosyjskich inwestycji energetycznych? Nie dowiemy się pewnie, co brytyjska firma dostaje w zamian, ale zatrudnienie Schroedera to poważny krok. Wejście byłego kanclerza do TNK – BP nie rozwiązuje oczywiście problemów, które brytyjski gigant ma z rosyjskimi partnerami. Schroeder może być co najwyżej bardziej gorliwym od Fridmana i Wekselbera rzecznikiem interesów Kremla... grupa AAR jest ciągle niedoceniana, choć dowiodła jak bardzo jest potężna i jak dobrze potrafi się przystosowywać do różnych warunków. TNK-BP może ewentualnie liczyć na mniej bezpośrednich nacisków ze strony rządu i szansę wybrania swojego kandydata na szefa spółki.

Z całej tej historii można wyciągnąć ważne nioski i odnotować smutną tendencję. Firmy inwestujące na rozwijających się rykach powinny znacznie bardziej popierać rozwój rządów prawa i wzmacniać instytucje wyznaczone do rozwiązywania konfliktów. Kapitulacja przed skorumpowanymi urzędnikami państwowymi gotowymi ingerować w sektor prywatny oznacza wejście w zamknięte koło. Sukces inwestycji BP w Rosji zależy teraz od zdolności Moskwy do wycofania się z obecnej drogi i odejścia od prawnego nihilizmu. Dopóki firmy taki jak TNK-BP nie będą mogły liczyć na wsparcie praworządnych instytucji w dyskusjach biznesowych, rozwiązania takie jak zatrudnienie człowieka bliskiego władzom to tylko chwilowy środek zaradczy, bandaż zamiast potrzebnej poważnej operacji.

putin%20obraz2Premier Władimir Putin przekazał na cele charytatywne obraz, ale nie wińcie go za ukraińskie motywy na zsłonach. Oto link do strony aukcji – ciekawe, jaką cenę osiągnie dzieło Putina (na ilustracji)...


Za Daily Mail:

Władimir Putin z Macho stał się człowiekiem renesansu, prezentując talenty nie znane dotychczas rosyjskiej publiczności (...)

Choć Putin sygnuje obraz swoim nazwiskiem (podpis W. Putin widnieje w lewym górnym roku dzieła), wydaje się oczywiste, że do olejnego obrazu przyłożyła też rękę Nadieżda Anfalowa, znana rosyjska malarka, która koordynuje aukcję charytatywną na rzecz szpitala w Petersburgu, rodzinnym mieście byłego prezydenta.

Przyznała, że pomogła “poprawić” zasłony, które (co w obecnej sytuacji politycznej może się wydawać mocno niepoprawne) zdobi czerwony ukraiński wzór.

Kryzys? Jaki kryzys?

| No Comments | No TrackBacks

kryzys%20jaki%20kryzys

Grigorij Pasko


W ostatnich dniach zeszłego roku Minister Finansów Aleksiej Kudrin zauważył, że inflacja w Rosji utrzymuje się na poziomie 13%, a w 2009 dodatkowo przyspieszy ją ewaluacja.

Oznacza to w praktyce wzrost cen towarów importowanych. Lekarstwa, ubrania, żywność, samochody, sprzęt gospodarstwa domowego... Inflacja w USA będzie spadać, a w Rosji rosnąć. Znajomy, który wrócił niedawno z Ameryki zauważył ostatnio, że litr benzyny jest u nas o połowę droższy niż za oceanem. To też efekt polityki ekonomicznej Putina. Ten kryzys uderzy we wszystkich. Jednak tylko w Rosji robimy wszystko po swojemu i to ze szkodą dla większości.

“Oczywiście stopy procentowe nie mogą być niższe niż inflacja, inaczej banki byłyby stratne, zbankrutowały, a gospodarka kompletnie by się załamała” - sprecyzował wicepremier. Oznacza to, że bardzo znacząco obniży się standard życia obywateli.

Kudrin zaznaczył, że problemy finansowe nie zostaną rozwiązane przez obcięcie wydatków socjalnych, nie zostaną też naruszone interesy budżetówki. Te słowa nie biorą się z niczego. Ceny życia w Moskwie na przykład wyraźnie wzrosły. Więcej kosztuje bilet na metro. Podrożało jedzenie. Zaznaczam, że wskazuję tylko najbardziej oczywiste przykłady.

Wygląda na to, że Rosjanie dopiero teraz zaczynają zdawać sobie sprawę z tego, co ich czeka. A zaledwie kilka dni temu, podczas obchodów nowego roku, nie mogłem się nadziwić rozrzutności współobywateli. Zupełnie jakby mieli się zmierzyć z wojną czy inną wielką katastrofą.

W supermarkecie Auchan obok mojego domu sprzedawano przed Sylwestrem całą masę kompletnie bezużytecznych produktów... i wszystkie te rzeczy w rodzaju wypchanych byków, niebieskich Mikołajów itp. były przez klientów dosłownie rozchwytywane. Rosjanie uwielbiają napychać domy zbędnymi bibelotami.

Jednak ludzie zachowują się lekkomyślnie, bo nie wierzą jeszcze do końca w kryzys – na razie pojawiły się tylko pierwsze sygnały ostrzegawcze, pierwsze zwolnienia, cięcia płac... Na razie nie przybrało to jeszcze masowego charakteru. Masy wrócą do pracy po świątecznych imprezach... Na razie Rosjanie wciąż rzucają się na drogie perfumy, złote ozdoby, wystawne domy... Przyglądając się temu szaleństwu trudno uwierzyć, że wisi nad nami widmo kryzysu.

Cały ten zakupowy boom podgrzała jeszcze telewizja – reklamy namawiały do wydawania pieniędzy bez opamiętania, wyjazdów na Malediwy, jedzenia w snobistycznych restauracjach...

Czy coś naprawdę potaniało? W końcu naprawdę mamy kryzys. W mojej dzielnicy sieroty nie dostały darmowych choinek, co zawsze fundowały im władze Moskwy. Najwyraźniej afrykańska wycieczka rosyjskiego Dzieda Moroza wyczerpała świąteczny budżet stolicy. A może ktoś nagle przypomniał sobie o kryzysie?

Wąsy w polityce Kremla

| No Comments | No TrackBacks

miller%2012.01

Czy przejęcie aukcji Jukosu było, jak twierdzą rosyjskie władze, uczciwym, uzasadnionym i transparentnym procesem, czy raczej walką dwóch państwowych firm, które pod przykrywką nacjonalizacji chciały ukraść warte miliardy dolarów aktywa? Nie będę was trzymał w niepewności. Przeczytajcie tylko, co agencja Reuters napisała o szefie Gazpromu Aleksieju Millerze, który opowiada dziennikarzom o tym jak założył się, że zgoli wąsy, jeśli nie uda mu się zdobyć po zaniżonych cenach lwiej części firmy po uwięzieniu Michaiła Chodorkowskiego. Miller przegrał walkę z Igorem Sieczinem i jego Rosnieftem (jedynymi zagranicznymi podmiotami, którym udało się kupić część majątku Jukosu były Eni i Enel, ale obie zostały ostatnio zmuszone do oddania swoich zdobyczy Gazpromowi). Czy Miller planuje znowu zapuścić wąsy? Czy jego zarost stanie się teraz nowym wskaźnikiem dla badaczy polityki Kremla?


Jednak to jego polityczni mocodawcy, a nie akcjonariusze powstrzymują czasem ogromne ambicje Millera.

Miler powtarzał wiele razy, że chce wejść na rynek ropy i że założył się kiedyś, że zgoli wąsy jeśli nie uda mu się kupić aktywów doprowadzonego do bankructwa giganta naftowego Jukos kiedy rząd zlicytował majątek firmy.

Aktywa dostał jednak inny państwowy moloch Rosnieft, a Miller chodzi dziś gładko ogolony. Analitycy sądzą, że Kreml obawiał się, że wzmocniony Gazprom mógłby się stać zbyt potężny.

Sam Miller zaakceptował chyba fakt, że od interesu jego firmy ważniejsza jest polityka. “Jesteśmy bronią w tym samym stopniu w jakim jest nią każdy inny biznes” stwierdził w zeszłym roku.

Wojna znowu jest zimna

| No Comments | No TrackBacks

gazprom%207.12.09

Kiedy ostatnio Gazprom odciął dostawy gazu na Ukrainę w 2006 roku istniały dwie konkurencyjne teorie wyjaśniające motywacje firmy. Część ekspertów twierdziła, że przesłanki kierujące rosyjskim gigantem pozostają czysto komercyjne, część że Rosjanie próbują zniszczyć nowy, prozachodni rząd. Tym razem obie linie argumentacji zastąpiła zaciekła wojna ideowa, którą Kreml wygrywa z łatwością.


Niektórzy z was przypomną sobie pewnie, że na samym początku media donosiły o pracy całej armii lobbystów i PR-owców Gazpromu od dawna przygotowujących przerwę w dostawach. Oczywiście największą rolę odegrali tu partnerzy biznesowi bliscy europejskim rządom, którzy skutecznie powstrzymali już wiele inicjatyw od rozszerzenia NATO po dywersyfikację energii.

Wydaje się jasne, że rosyjskie władze wiele się od ostatniego razu nauczyły. Ich spektakularnym sukcesem było namówienie szefa Komisji Europejskiej, by przedstawił sytuację jako zwykłą dwustronną dyskusję ekonomiczną. Dowodzi to tylko jak słaba jest Unia gdy chodzi o obronę bezpieczeństwa energetycznego.

Europa ma wiele powodów, żeby się poddać (znowu). Ta zima oznacza dla europejskiej opinii publicznej dodatkowe problemy. Mierzymy się z poważnym kryzysem finansowym, niskimi temperaturami, jeszcze niższymi cenami ropy, zmianą władzy w USA po ośmiu latach panowania ekipy Busha i konsekwencjami wojny w Gruzji. Moi koledzy z Brukseli przyznają, że męczy ich już ciągłe stawianie Rosji jako najważniejszego problemu Europy, więc gdy tylko ktoś sugeruje im rozwiązanie w rodzaju “nie warto się tym przejmować” czy “to tylko standardowy spór o ceny”, trafia na niezwykle podatny grunt. Podobnie jak w wypadku wielu innych trudnych decyzji, Europa liczy na to, że uda jej się nic nie zrobić... i właśnie na to liczy Moskwa.

Rzecz jasna sytuacji nie poprawiają sami Ukraińcy. Wielu ludzi przyznaje, że kłótnie między Wiktorem Juszczenko a Julią Tymoszenko znacznie pogorszyły pozycję negocjacyjną Kijowa. Nie pomógł też kryzys, który ciężko doświadcza kraj. Ukraińscy rozumieją, że ich rząd może przetrwać tylko jeśli w dyskusję włączy się Europę. By osiągnąć to ostatnie mogą nawet posunąć się do tego, by uczynić zakłócenia w dostawach odczuwalnymi granicą.

Ta strategia zaczyna działać. Doniesienia o ograniczeniach dostaw gazu zdominowały serwisy informacyjne w Niemczech, Włoszech, Czechach, Bułgarii, na Bałkanach i innych punktach kontynentu. W odpowiedzi Gazprom oskarżył Ukrainę o przykręcanie kurka i złożył dziwny pozew przeciw Kijowowi (pierwszy raz, kiedy firma znana z nichęci do sądów chętnie wejdzie na salę sądową). Bez względu na to w co chciałby wierzyć Vaclav Havel, sprawa zdecydowanie nie ogranicza się do stosunków bilateralnych. W odpowiedzi na alarmujące informacje o zmniejszeniu dostaw, niektórzy politycy grożą zwołaniem specjalnego szczytu energetycznego.

Wracając do pieniędzy – oczywiście między Gazpromem a Naftogazem istnieje realny konflikt o ceny surowca. Rosja chce odzyskać część przeterminowanych gazowych długów Ukrainy (wartych 2 miliardy dolarów) i podnieść stawkę za surowiec do 450 dolarów za tysiąc metrów sześciennych, czyli ceny, którą płaci większość pozostałych krajów europejskich. Można nawet argumentować, że Kijów zachowuje się cynicznie, wykorzystuje obawy UE o własne bezpieczeństwo energetyczne, by wynegocjować korzystną dla siebie cenę.

Nawet jednak jeśli chodzi wyłącznie o negocjacje cenowe, nawet jeśli Ukraińcy rzeczywiście manipulują resztą Europy, nie oznacza to bynajmniej, że działania Rosjan są usprawiedliwione. Istnieją niezależne for a, możliwości arbitrażu, mechanizmy negocjacyjne stworzone do rozwiązywania podobnych problemów. Rosja nie sięgnęła po żadną z powyższych opcji. Handel gazem między oboma krajami wciąż kontroluje tajemnicza firma RosUkrEnergo, o której można powiedzieć wszystko, ale nie to, że jej prace są w jakimkolwiek stopniu transparentne. Dlaczego europejskiemu bezpieczeństwu energetycznemu Europy ciągle zagraża ten dziwny pośrednik?

Bez względu na to, jaki będzie wynik tegorocznej wojny gazowej, powinniśmy z niej już dziś wyciągnąć kilka ważnych wniosków. Rosyjska strategia dzielenia Europy została dopracowana do perfekcji. UE oddała Kremlowi władzę nad nową, przedefiniowaną strefą wpływów – prawo dowolnej interwencji w wybranych krajach ościennych (na przykład posłuszna Białoruś zapłaci za tysiąc metrów sześciennych gazu zaledwie 120 – 169 dolarów). Rosja zyskuje na kontynuowaniu tych dyskusji coś więcej niż lepszą cenę surowca. Kreml chce odwrócić uwagę obywateli od wewnętrznej destabilizacji w Rosji, stawia też na zdestabilizowanie światowych rynków i podniesienie w ten sposób cen ropy. W dodatku cała sytuacja może pomóc Gazpromowi uzyskać kredyt na budowę Gazociągu Północnego.

Pozostawionej na pastwę losu Ukrainie pozostanie tylko pomóc Rosjanom w osiągnięciu powyższych celów. Ale najpierw zobaczymy, jak dosłownie Gazprom pojmuje nazwę Zimna Wojna.

Kłopoty z infrastrukturą

| No Comments | No TrackBacks

putin%206.1.09


Liam Denning opisuje w Wall Street Journal problemy z ambitnym planem Rosji, która planuje zainwestować 1,1 biliona dolarów w rozwój infrastruktury do 2015, teoretycznie tworząc w ten sposób zabezpieczenie przed kryzysem. Główny kłopot polega na tym, że większość środków ma pochodzić ze źródeł prywatnych, co biorąc pod uwagę groźby Moskwy względem zagranicznych inwestorów, poziom ryzyka inwestycyjnego sięgnie niebotycznego poziomu.


Wejście w na rynek nie jest proste. Wolny przepływ akcji w sektorze, który Reneissance określa mianem paliw płynnych wynosi zaledwie 19%. Oznacza to ograniczenie możliwości inwestowania, a także zwiększa ryzyko dla mniejszościowych udziałowców rosyjskich spółek.

Około 71% planowanych inwestycji ma zostać sfinansowane ze źródeł prywatnych. Jednak choć plany rozwoju infrastruktury w Rosji wyglądają bardzo obiecująco, rosyjskie firmy poruszały się dotąd na pożyczonej przestrzeni. Prywatne kieszenie są pełne, ale sięga się do nich by bronić rubla.

Mimo nadziei władz luki nie wypełni też raczej zagraniczny kapitał – decydenci na Zachodzie pamiętają, że rosyjska gospodarka jest całkowicie zależna od cen ropy.

W dodatku traktowanie zagranicznych inwestorów, zwłaszcza w tak zwanych sektorach “strategicznych”, pozostawiało wiele do życzenia.

Inwestorzy mogę więc przynajmniej żądać wysokiej premii za podjęcie ryzyka.

Rozmowa z Jurijem Schmidtem

| No Comments | No TrackBacks

go%20home.jpg


Anna Niemcowa przeprowadziła na łamach Newsweek’a wywiad z jednym z obrońców Michaiła Chodorkowskiego, Jurijem Schmidtem:

Pogrążony w kryzysie Kreml zabiega o względy zachodnich inwestorów, a działacze mają nadzieję, że doprowadzi to do uwolnienia ważnych więźniów politycznych, między innymi szefostwa Jukosu. (W zeszłym miesiącu nieuleczalnie chory były wiceszef Jukosu Wasilij Aleksanjan uzyskał pozwolenie na dokonanie żywota w domu). Anna Niemcowa rozmawiała z prawnikiem Jurijem Schmidtem na temat prawdopodobieństwa ułaskawienia dawnego szefa Jukosu i oligarchy Michaiła Chodorkowskiego:

Czy wypuszczenie Chodorkowskiego będzie dla inwestorów z Zachodu znakiem, że Rosja staje się państwem przestrzegającym standardów prawa?

Wielu przywódców politycznych w publicznych wypowiedziach zasygnalizowało Putinowi i Miedwiediewowi, że takie posunięcie byłoby przez Zachód mile widziane i pożądane.

Pojawiają się jakiekolwiek przesłanki świadczące o tym, że Miedwiediew potraktuje tę sprawę inaczej?

Niestety, nie widzę żadnych zmian... To nie Miedwiediew wsadził Chodorkowskiego do więzienia, nie on również jest odpowiedzialny za zniszczenie Jukosu – odbyło się to na zlecenie Putina lub przynajmniej za jego przyzwoleniem. Tak więc albo Miedwiediew nie jest w stanie znieść klątwy i powstrzymać jawnego łamania praw człowieka albo się tym po prostu nie przejmuje.

Czy uwolnienie Chodorkowskiego jest postrzegane przez władzę z Moskwy jako zagrożenie?

Nie posiada on już takiego potencjału finansowego, żeby konkurować z Kremlem. Moskwa jednakże obawia się dwóch rzeczy: że Chodorkowski stanie się przywódcą opozycji lub że zażąda zwrotu swoich pieniędzy.


NA ZDJĘCIU: marsz opozycji w Petersburgu, 14 XII 2008.

Przebaczając Wujaszkowi Joe

| No Comments | No TrackBacks

stalinphone123108-thumb-220x308.jpg

Zgodzę się ze stwierdzeniem autora tekstu (Ronald Radosh, The rebirth of the Stalin cult), że jest rzeczą wysoce zdumiewającą jak niewiele osób zdziwiło to, iż zaskakująco duża część rosyjskiego społeczeństwa opowiedziała się za przebaczeniem Stalinowi i ogłoszeniem go jedną z najpopularniejszych postaci w historii Rosji. (więcej)

Co byśmy pomyśleli, gdyby dziś Niemcy wybrali Adolfa Hitlera na jednego z najbardziej popularnych przywódców w swojej historii? Możemy snuć jedynie rozważania na temat konsekwencji takiego czynu: przesunięcie Niemiec w stronę skrajnej prawicy, a przede wszystkim zupełne fiasko wysiłków włożonych od czasu II wojny światowej w uświadomienie obecnemu pokoleniu Niemców mrocznej przeszłości narodu.

Rozpaczalibyśmy nad tym, co spotkałoby w dzisiejszych Niemczech wiele mniejszości, zwłaszcza żydowskich osadników przybyłych do Niemiec z dawnego ZSRR w poszukiwaniu lepszego życia.

Z pewnością bylibyśmy tym wstrząśnięci. Niewiele osób jest jednak zaskoczonych, gdy dowiadujemy się, że Rosjanie, w ogólnokrajowym sondażu, wybrali Józefa Stalina trzecią najpopularniejszą postacią w historii Rosji. Przynajmniej nie okazał się numerem jeden! Stalin poległ w starciu z Aleksandrem Newskim, który w XIII wieku pokonał germańskich najeźdźców i który w dodatku był jednym z ulubieńców Stalina. Kolejny uczestnik konkursu, który w rankingu popularności prześcignął Wujaszka Joe - jak nazywano Stalina w Ameryce podczas wojny - to premier Stołypin, słynący z walki przeciwko siłom rewolucyjnym na początku XX wieku. Wszyscy byli twardymi ludźmi, którzy umieli rządzić żelazną reką.

Wskrzeszenie Stalina odbywa się w czasach, gdy sprzeniewierzanie się historii jest podsycane przez reżim Putina. To pod jego rządami został przywrócony do życia dawny radziecki hymn narodowy, tyle że z nowym tekstem, stworzonym jednak przez tego samego człowieka, który skomponował pierwotną wersję hymnu właśnie za czasów Stalina.

Zmumifikowane ciało dyktatora do dziś znajduje się na Placu Czerwonym i wystawiane jest dla oczu zwiedzających, nie ma bowiem żadnych widoków na rychłe zamknięcie mauzoleum. Za to nowe podręczniki szkolne wykonane na zamówienie rządu wychwalają Stalina jako największego przywódcę czasów wojny, który pokonał nazistów i uczynił ze starej Rosji potężne i nowoczesne państwo.

NA ZDJĘCIU: nowy model obudowy telefonu Nokia z wizerunkiem Stalina, dostępny w moskiewskich sklepach. Więcej na ten temat znajdziecie tu.