W czasach kiedy studiuwałem wymarłą dziś naukę jaką jest obecnie sowietologia, co roku czytałem w gazetach o rekordach i wypelnionych z nadwyżką planach. Im bardziej spektakularne były te prasowe sukcesy, tym gorzej wyglądała rzeczywistość. Nawet jeśli liczby nie były wymyślone, lwia część opisywanych zbiorów nigdy nie opuszczała kołchozów. Dziś w czasach kryzysu gospodarczego i niskich cen ropy oglądamy powrót do oficjalnej retoryki i ambicji stachanowców. W artykule przytoczonym poniżej czytamy o ciekawej kombinacji informacji o “rekordowych” zbiorach połączonych z rosnącymi wciąż cenami chleba.
Kiedyś nie trudno było obnażyć kuchnię doniesień o wspaniałych żniwach. Po pierwsze w trakcie zbiorów zawsze brakowało rąk do pracy i na pola wysyłano do pracy studentów, dla których nie bylo nawet mieszkań na środku stepu. Bolączką był też zawsze brak sprzętu rolniczego. Część plonów dosłownie gniła na polach, bo nie była wystarczającej ilości magazynów. Ziarno, ktore nie mieściło się w ciężarówkach rosypywało się po fatalnych rosyjskich drogach.
Jakby tego było mało, w systemie gdzie państwo wyznacza wszystkie ceny (zwykle arbitralnie i nie zważając na konsekwencje), cena zboża byla w rzeczywistości znacznie wyższa niż subsydiowany chleb, a kołchoźnicy regularnie używali chleba do karmienia świń, czym jeszcze bardziej zmniejszali ilość chleba dostępnego dla dostępnego dla konsumentów. Co roku kołchozy dostawały też przed zasiewem pożyczki, których nigdy nie mogły potem zwrócić.
Choć od rozpadu Związku Radzieckiego minięto prawie 20 lat, najwyraźniej niewiele się w Rosji zmieniło. Oto artykuł z gazety internetowej Forum.msk.ru o zbiorach roku 2008. Chyba mam deja vu...
Rekordowe zbiory: Ziarnem karmi się zwierzęta hodowlane, a chleb robi się coraz droższyW roku 2008 zebrano w Federacji Rosyjskiej około 105 milionów ton zboża. To najlepszy wynik od sześciu lat. Wydawałoby się, że tak dobry wynik powinien być korzystny zarowno dla rolników jak i dla konsumentów. Jednak chleb bynajmniej nie tanieje. Poza tym nie ma wystarczająco dużo miejsca, by przechowywać tak duże zapasy. Żeby zboże nie zmarnowało się kompletnie karmi się nim zwierzęta (pisze o tym gazeta Izwiestia).
Jak powiedział nam rolnik z Woronieża, jego koledzy sprzedają nadwyżki po cenie najniższej z możliwych – za około 3000 rubli. Tańsze odmiany zboża idą dosłownie za kopiejki. W efekcie rolnicy tracą zyski, mają trudności ze spłatą zaciągniętych wcześniej kredytów. Podobną sytuację obserwujemy we wszystkich rolniczych regionów kraju – Sewastopolskim, Kabańskim, Rostowskim, Wołgogradzkim, Samarskim i innych.
“Tutuj wszyscy stoją na granicy bankructwa. W zeszłym roku cena zboża była bardzo dobra. Zaczęliśmy snuć wielkie plany, kupiliśmy sprzęt. Oczywiście na kredyt – nie jesteśmy milionerami. Wiele osób zdecydowało się rozbudować gospodarstwa, zasiało dodatkową ziemię – niektórzy 100, inni 300 hektarów. Za wszystko trzeba było zapłacić. Sądziliśmy, że uda się nam to odpracować, ale okazało się, że jest inaczej. Banki nie chcą czekać. Wkrótce zaczną nas ścigać komornicy.” - mówi Olga Moszczenko ze Stowarzyszenia Rolników.
Przyczyną problemów mieszkańców wsi jest oczywiście wszechogarniający kryzys finansowy. Ze względu na problemy z wypłacalnością biednych krajów nie stać na kupowanie niezbędnego jedzenia. W dodatku wyjątkowo obfite plony zanotowały w tym roku nie tylko Rosja, lecz także Europa i kraje Ameryki Łacińskiej. W efekcie rynki są już nasycone, a ze względu na kryzys nie ma popytu. Minister Rolnictwa Aleksiej Gordiejew obiecał rolnikom pomoc państwa w eksporcie zboża.
Jednym z rozwiązań jest wprowadzenie interwencyjnego skupu. Państwowe ceny są z definicji znacznie wyższe od cen rynkowych i w teorii skup powinien pomóc rolnikom przetrwać kryzys. Jedyny problem jest taki, że planowany zakup 8 milionów ton ziarna to kropla w morzu potrzeb. Poza tym istnieją poważne przypuszczenia, że skup interwencyjny obejmie tylko gospodarstwa zaprzyjaźnione z urzędnikami.
Mimo wszystko większość rolników jest przekonana, że obecny stan rzeczy to kwestia sytuacji w Rosji, a nie ogólnoświatowego kryzysu. Z jednej strony władza zachęca rolników do zbierania rekordowych plonów, z drugiej nie jest gotowa tych plonów przetrawić. W efekcie w praktyce okazuje się, że nie ma miejsca na składowanie zboża, ani nikogo, komu można je sprzedać. Zboże gnije więc na polach.
Najsmutniejsze jest jednak to, że eksperci przewidują, iż do wiosny 2009 zbankrutuje 20% gospodarstw, co musi skutkować dalszym wzrostem cen żywności.