Z artykułu Anne Apelbaum w Washington Post:
Rosyjska polityka zagraniczna opiera się dziś na dziwnym paradoksie. Z jednej strony Rosjanie powrócili do języka, ikonografii i historiografii imperializmu. Z każdym rokiem coraz huczniej świętuje się rocznicę zakończenia Drugiej Wojny Światowej – największego triumfu Związku Radzieckiego. Powróciły radzieckie piosenki i symbole, grozi się użyciem broni nuklearnej, rosyjscy przywódcy określają się mianem “graczy globalnych”.Jednak z drugiej strony rosyjski system polityczny jest zupełnie nietrakcyjne dla obszaru, na ktrym Rosjanom zawsze najbardziej zależało – Europy. We wschodniej części kontynentu żyją rosyjskojęzyczne mniejszości całkowicie zależne od poliycznego i finansowego poparcia Moskwy. W Europie (zwłaszcza we Włoszech i Niemczech) działa też prężne lobby biznesowe gotowe popierać rosyjskich przywódców w każdych okolicznościach. Ale rosyjski system władzy oparty na
kapitalizmie kolesiów, demokratycznych rytuałach bez samej demokracji, kontroli mediów i wszechobecnej korupcji nie jest dla nikogo atrakcyjny, a Rosjanie mają poważne problemy z budowaniem wokół niego imperium.