Nie rozumiem co wyobrażał sobie amerykański Sekretarz Skarbu Henry Paulson (na zdjęciu) podczas wizyty w Moskwie na początku tygodnia, ale założę się, że żałuje, że pracownicy nie przekazali mu dokładniejszych informacji.
Wymieniając uprzejmości dał Władimirowi Putinowi wspaniałe pole do popisu. Paulson zaczął od serii pochlebstw i gratulacji w związku z napędzanym cenami surowców rozkwitem gospodarczym kraju. Później przeszedł do dyskusji o możliwości zainwestowania części fortuny rosyjskich funduszy stabilizacyjnych w borykającą się z poważnymi problemami gospodarkę amerykańską. Rosyjskie pieniądze miałyby pomóc zatrzymać zbliżającą się nieubłaganie recesję. Paulson dodatkowo osłodził swoją propozycję kuszącymi obietnicami – proponował przywileje dla rosyjskich inwestorów w USA, mówił o tym, że chce pomóc Moskwie w wejściu do WTO, wspomniał nawet o możliwości zniesienia przez Kongres poprawki Jacksona - Vanika.
Putin bezbłędnie potrafi wyczuć szansę, gdy tylko się taka nadarzy. Natychmiast więc zaczął nabijać się ze sfrustrowanego gościa – wyglądało to tak, jakby istniały dokładne plany jak najlepiej rozegrać tę hojną ofertę na korzyść Rosjan.
WSJ Economics blog nazwał całe wydarzenie „grą semantyczną“, ale mnie ten sarkastyczny ton wydaje się znajomy. Putin ironizował „Na razie nie mamy jeszcze funduszy stabilizacyjnych, więc najwyraźniej musiał nas pan z kimś pomylić. (…) Jesteśmy jednak gotowi je stworzyć, skoro pan o to prosi“.
Zaledwie dzień później Rosja wydawała się zniesmaczona „dramatycznym“ stanem amerykańskiej gospodarki i odważnie odrzucała wszelką krytykę pod własnym adresem. Pytany o wysuniętą przez senatora McCaina propozycję usunięcia Rosji z grupy G8 prezydent Miedwiediew stwierdził, że amerykanie powinni się zacząć martwić o własną gospodarkę, a nie pouczać innych o niedociągnięciach ich demokracji: „G8 istnieje nie dlatego, że komuś się to podoba lub nie, ale dlatego, że zrzesza obiektywnie najmocniejsze światowe potęgi gospodarcze i najważniejszych graczy polityki międzynarodowej. Każda próba zmiany struktury grupy czy nałożenia sankcji na któregoś z jej członków wiązałaby się z zachwianiem ogólnoświatowej równowagi. (…) Moim zdaniem każda amerykańska administracja, która chce odnieść sukces, musi przede wszystkim walczyć z kryzysem na własnych rynkach prowadząc pragmatyczną politykę w kraju i za granicą.“
Czy mamy rozumieć, że Paulson zaoferował właśnie Rosjanom carte blanche na łamanie praw człowieka w zamian za wsparcie gospodarki USA? Oczywiście nie, ale trudno też uznać jego wizytę za sukces. Bardzo ciekawe wydaje mi się to, jak szybko połączono ewentualne rosyjskie inwestycje w Stanach Zjednoczonych z wycofaniem krytyki problemów demokracji w Moskwie. Poza tym Sekretarz Skarbu powinien wiedzieć, że aktualnym priorytetem inwestycyjnym Kremla jest opanowanie sektora energetycznego w Europie, który Moskwa ceni sobie znacznie bardziej niż zagraniczne bazy wojskowe.
Amerykanie powinni po prostu poprosić o wsparcie swojej gospodarki Chińczyków. Znowu.