Wysunięta przez senatora Johna McCaina (a może raczej neokonserwatywnego politologa Roberta Kagana) propozycja stworzenia „ligi demokracji“ wydaje mi się równie interesująca, co nierealistyczna. Uważam ją za nierealistyczną , bo nie sądzę, by sztab wyborczy traktował ją poważnie – człowiek z tak dużym doświadczeniem w amerykańskim senacie jak McCain ma znacznie głębszą wiedzę o dyplomacji, docenia znaczenie ONZ-tu w polityce międzynarodowej, nawet mimo frustracji, jaką powodują problemy organizacji czy nadużywanie prawa weta przez autorytarne kraje. Państwa tak duże i ważne ekonomicznie jak Rosja czy Chiny nie lubią zazwyczaj być wykluczane z dyskusji. W końcu broń nuklearna to dla nich przede wszystkim niepodważalny bilet do wszystkich stołów negocjacyjnych. Doceniam jednak fakt, że stworzenie takich zamkniętych klubów demokracji mogłoby zmusić kraje autorytarne do wprowadzenia podstawowych reform, imitowania przynajmniej najważniejszych procesów demokratycznych. Na dłuższą metę tego typu zmiany mogłyby się udać tylko wtedy, gdy wprowadzały je suwerenne społeczeństwa. Sądzę, że istnieją znacznie lepsze, bardziej konstruktywne sposoby osiągnięcia tych samych zmian.
W praktyce mogłoby to ewentualnie oznaczać, że w ONZ-cie mógłby się pojawić solidarny blok „wspólnoty demokracji“. Taka taktyka jest jednak daleka od ambitnych celów McCaina, który przewidywał marginalizację Chin i Rosji.
Cieszę się jednak, że Kagan i McCain otworzyli dyskusję o rosnącej współpracy państw autorytarnych i ich skoordynowanych działaniach w ramach organizacji międzynarodowych, które mają najczęściej na celu niszczenie ruchów wolnościowych w ich krajach i sąsiednich terytoriach. Liga Demokracji to dziś fikcja, podobna do komiksowej Ligi Sprawiedliwości, choć sądzę, że sama rozmowa o tworzeniu takiego ciała to postęp – przywołanie problemów, które w świecie dyplomatycznym skrzętnie ukrywano i pomijano.
Do napisania tego tekstu zainspirował mnie artykuł Roberta Skidelskiego, członka brytyjskiego parlamentu, który napisał: „Zdecydowanie popieram szerzenie zachodniej demokracji, jednak nie za cenę rozniecania wrogości w świecie. Pokojowe współistnienie różnych systemów politycznych to cel, do którego powinny dążyć wszystkie światowe potęgi“.
Zdecydowanie nie podoba mi się argumentacja tego rodzaju. Ci, którzy czytają tego bloga od razu zorientują się, o czym mówię.