Obserwujcie bacznie kurs rubla. Od kryzysu w 1998, kiedy rubel załamał się, a oszczędności milionów zwykłych obywateli z dnia na dzień stały się bezwartościowe, Centralny Bank Rosji prowadził politykę monetarną zwaną „sterowaniem kursem walut”. Korzystał z dostępnych środków nacisku aby w miarę możliwości utrzymać stabilność narodowej waluty w stosunku do zagranicznych walut. Muszę przyznać, że CBR wykonało tu świetną robotę – przez większość ostatniej dekady rubel był rzeczywiście wyjątkowo stabilny w stosunku do dolara amerykańskiego i euro, aż do ostatniego gwałtownego spadku dolara, za który Rosjanie winy nie ponoszą.
Jednak sterowanie kursem walut Rosjanie przypłacili gwałtownym wzrostem inflacji, po części związanym ze spadkiem dolara, lecz także z urągającą zdrowemu rozsądkowi polityką fiskalną prowadzona w ostatnich latach przez rosyjskie władze. 17 czerwca minister finansów Aleksiej Kudrin oświadczył, że w ciągu najbliższych kilku lat CBR zamierza wdrażać nową politykę monetarną, tzw. indeksowania inflacji, polegającego na zachowywaniu stabilności rodzimej waluty nawet za cenę kursu walutowego. Zasadą makroekonomii jest to, że bank centralny może mieć tylko jeden cel – nie może w obliczu presji ekonomicznych utrzymywać w tym samym czasie zarówno stabilności cen, jak i kursu walut: musi dokonać jednego wyboru i trzymać się go.
Przestawienie się na sterowanie inflacją ma sens z politycznego punktu widzenia. W ciągu ostatnich dwóch lat ceny konsumpcji wzrastały w zastraszającym tempie, prowadząc do niebezpiecznego pogłębiania się frustracji w społeczeństwie i niezadowolenia z władz. Jednak jak dotąd najlepszym pomysłem władz na nadchodzący kryzys było - przeprowadzane niezręcznie i w sowieckim stylu - „dobrowolno-przymusowe” zamrażanie cen podstawowych towarów konsumpcyjnych, trwające od października 2007 do majowych wyborów prezydenckich. Pisaliśmy już o tym na naszym blogu.
Teraz, gdy wybory się skończyły, a władza ma poczucie stabilizacji, ceny znów radośnie idą w górę – według Federalnego Urzędu Statystycznego oficjalna stopa inflacji od 1 stycznia do 9 czerwca wynosiła 8,1 %.Oczywiście rzeczywista stopa inflacji jest znacznie wyższa. Nikomu nie trzeba tłumaczyć, że Rosji prawie na pewno nie uda się osiągnąć oficjalnie planowanej na 2008 rok wysokości inflacji – 10,5 %.
W ostatnich latach cicho spierano się o to, czy Rosja powinna przeprowadzić „reformę walutową”, czyli odciąć od rubla parę zer, po której to reformie „nowy rubel” byłby równy 100, 1000 lub 10000 „starych rubli”. Ten proces, po rosyjsku błędnie zwany „denominacją” i czasem w ten sposób niewłaściwie tłumaczony na angielski, jest z grubsza zabiegiem psychologicznym, do którego ucieka się państwo, któremu wreszcie udało się mniej więcej opanować inflację. Rosja przeprowadziła taką reformę pod koniec roku 1997, skreślając trzy zera. Niestety, miała ona miejsce kilka miesięcy przed załamaniem rubla w sierpniu 1998. W rezultacie, wszystkie lśniące nowością kopiejki stały się bezwartościowe po zaledwie paru miesiącach obiegu, a CBR zaczął wprowadzać monety i banknoty o coraz wyższych nominałach.
Ta reforma, jak i wszystkie poprzednie, była z początku utajniona, a władze żarliwie zaprzeczały, jakoby miały ją w planach. Podczas reformy w 1991 roku, kiedy z obiegu wycofano sowieckie ruble i zastąpiono je nowymi pieniędzmi, obowiązywały surowe ograniczenia co do wysokości sum, jakie obywatele mieli prawo wymieniać. W rezultacie, wiele ludzi straciło oszczędności całego życia, gdyż nie mogli wymienić wszystkich rubli, które przez lata odkładali do skarpetki.
Wszyscy Rosjanie zauważyli, że władze w ciągu ostatnich paru miesięcy sondowały nastroje społeczne w kwestii reformy walutowej, np. nieoczekiwanie wyskakując na internetowych stronach informacyjnych z mini-sondażami (wiecie, tymi w stylu „Czy Britney powinna sprawować opiekę na dziećmi?” albo „Wolisz Baracka czy Hilary?”) w sprawie „denominacji” rubla. Niestety nie mam już linku do takiej strony, ale na pewno zgodzicie się ze mną, że tych pytań nie zadaje się „tak sobie” i bez powodu. Władze oficjalnie zaprzeczają, że cokolwiek planują, jednak Rosjanie wciąż pamiętają rok 1991.
Na początku tego roku, w ramach przygotowywania obywateli na przykrą niespodziankę, rosyjska strona internetowa dp.ru, która publikuje „moskiewskie informacje biznesowe”, zamieściła wywiad z ekonomistą Michaiłem Deljaginem. Choć sam artykuł jest już nieco ”przeterminowany”, to i tak sądzę, że warto go przeczytać.
Na przestrzeni lat Michaił i ja uczestniczyliśmy wspólnie w wielu wydarzeniach, a jego imię niejednokrotnie pojawiało się na tym blogu. Ostatnio zrobiło się o nim głośno po tym, jak komputerowo wymazano górną cześć jego ciała z telewizyjnego talk-show, ponieważ uznano go za członka „opozycji”. W związku z tym, że Michaiła uważa się za przeciwnego Kremlowi, jego stanowisko wobec nadchodzącej reformy walutowej jest tym bardziej interesujące.
Link do angielskiego tłumaczenia wywiadu.