![]()
Szef TNK-BP Robert Dudley opuszcza Ministerstwo Spraw wewnętrznych, gdzie przesłuchiwano go trzy dni temu (zdjęcie AP)
Nieszczęsny konflikt między udziałowcami TNK-BP trwa dalej i zaczyna osiągać punkt krytyczny. Inspektorzy podatkowi „przesłuchiwali” Roberta Dudleya, Gazprom najpierw zaprzeczył, a następnie potwierdził, że jest zainteresowany przejęciem udziałów, a rosyjscy udziałowcy wytaczają kolejną sprawę sądową.
Prezes BP Peter Sutherland tylko podbił stawkę, mówiąc: To po prostu powrót do ataków na koncerny, które masowo zdarzały się w Rosji w latach 90. (…) Premier (Władimir) Putin mówił o tych działaniach jako o relikcie lat 90., ale okazuje się, że nasi partnerzy niestety nadal się do nich uciekają, a przywódcy kraju nie wydają się zainteresowani czy też zdolni do ich powstrzymania. (…) To jest złe dla nas, złe dla gospodarki i oczywiście bardzo złe dla Rosji.
Bardzo słuszna myśl!
Nikt z obserwatorów tych dyrektorskich przepychanek nie ma z tego żadnej satysfakcji. Nikomu zainteresowanemu prawami człowieka nie powinno być obojętne położenie bezprawnie aresztowanych pracowników. Ci, którzy kochają Rosję i mają nadzieję, że stanie się wreszcie kwitnącym, odnoszącym sukcesy i produktywnym krajem, mogą teraz tylko krzywić się z bólu. Niekończące się problemy TNK-BP przy dyskretnej interwencji ze strony rządu podkopują wiarę we wszystkie pozytywne reformy (pisze o tym w szczegółowej analizie Wall Street Journal), które Miedwiediew – jak twierdzi –zamierza przeprowadzić. Podkopują też nowe deklaracje Kremla o budowaniu praworządności i walce z korupcją.
Ten konflikt doskonale też odzwierciedla kwestie, które tu poruszamy. Na samych szczytach rosyjskiej władzy panuje destabilizacja, drogę sądową wykorzystuje się dla osiągania osobistych korzyści, a urzędnicy i siłowicy związani z sektorem energetycznym są zainteresowani kradzieżą majątków, a nie walką o przyszłość kraju. Nie możemy pozwolić, aby znowu robili to w imię patriotycznych haseł.
Być może najciekawszą lekcją na temat współudziału w korupcyjnych praktykach lokalnych rządów jest to, że – w ostatecznym rozrachunku – nie jest on opłacalny.