Atlantic Monthly publikuje nowy, ciekawy artykuł Jeffreya Taylera dotyczący wojen klanów na Kremlu, które mogą zaburzyć dwuwładzę Putina i Miedwiediewa i w rezultacie doprowadzić do umocnienia pozycji nowego prezydenta Rosji:
Dwuwładza nigdy nie sprawdzała się w Rosji. Ostatnim razem, impas w konflikcie między Borysem Jelcynem a wiceprezydentem Aleksandrem Ruckojem skończył się dopiero gdy prezydent ostrzelał azyl Ruckoja, moskiewski Biały Dom (od tego czasu Rosja nie miała żadnego wiceprezydenta). Autokratyczne tradycje sięgają w rzeczywistości czasów XV - wiecznego Wielkiego Księstwa Moskiewskiego i pozostawiły trwały ślad w rosyjskiej świadomości politycznej. Chaos czasów Jelcyna, gdy Kreml nie cieszył się należnym szacunkiem i cedował kompetencje na inne oddziały rządu, regiony, i rzutkich oligarchów, utwierdził tylko wielu Rosjan w przywiązaniu do autokratycznych tradycji. Teraz, gdy formują się dwa ośrodki władzy, sytuacja jest oczywiście niestabilna. (…)Siłowikom Putina, obawiającym się utraty zdobytej władzy, z pewnością daleko do wdzięczności dla szefa, który wybrał niezwiązanego z nimi Miedwiediewa na swojego następcę. Do urażonych w wewnętrznych kręgach zalicza się Igor Sieczin, wiceszef prezydenckiej administracji i prezes Rosnieftu (największej rosyjskiej spółki paliwowej). Sieczin stoi na czele klanu, w którego szeregach znajdziemy też byłego szefa FSB Nikołaja Patruszewa i ministra sprawiedliwości Władimira Ustinowa; mają oni do dyspozycji wciąż znakomicie działający aparat wywiadowczy, więzienny i karny. Nad grupą Sieczina przeważał „liberalny” klan Miedwiediewa z Wiktorem Czerkiesowem, szefem Federalnej Służby FR ds. Kontroli Obrotu Narkotykami, Wiktorem Zołotowem stojącym na czele prezydenckiej ochrony, oligarchą Romanem Abramowiczem oraz członkami „Rodziny”, dawnej kliki Jelcyna.
W warunkach “prawnego nihilizmu”, Putin nie może być pewien swojej przyszłości gdyby rzeczywiście zrzekł się władzy. Nie zajmując już najwyższej pozycji w łańcuchu władzy, nie mógłby uniknąć szykan – szczególnie po ostatnich szokujących doniesieniach zachodniej prasy na temat wysokości jego osobistego majątku liczącego dziesiątki miliardów dolarów, pochodzących m.in. z ogromnych udziałów w rosyjskich przedsiębiorstwach energetycznych. Choć ciężko byłoby te zarzuty udowodnić, niewątpliwie mogłyby one stanowić podstawę do wszczęcia śledztwa i sprawy sadowej.