W Gazecie Wyborczej ukazał się wywiad z Robertem Amsterdamem. Całość tekstu dostępna na stronach Gazety.
Wacław Radziwinowicz i Bartosz Węglarczyk: Co się dzieje w sprawie Michaiła Chodorkowskiego, najbardziej znanego więźnia politycznego epoki Władimira Putina?Robert Amsterdam: Chodorkowski jest wciąż na Syberii, a jego sytuacja urąga wszelkim przepisom jakiegokolwiek prawa.
Czekamy do 2 sierpnia. Wtedy minie 18 miesięcy od osadzenia go w areszcie w związku z nowymi zarzutami. Do tego czasu musi zapaść decyzja, czy rozpocząć nowy proces Chodorkowskiego.
Kolejny pokazowy proces Chodorkowskiego nie leży jednak w interesie prezydenta Dmitrija Miedwiediewa, który ogłosił, że chce zakończyć rosyjski nihilizm prawny. Ale taki nowy proces pozwoliłby legalnie więzić Chodorkowskiego nawet po korzystnym dla nas wyroku Trybunału w Strasburgu, gdzie złożyliśmy apelację.
Z drugiej strony warto pamiętać, że system władzy w Rosji ma charakter klanowy i wątpliwe jest, by Miedwiediew miał pełną kontrolę na tym procesem. Na ten proces nakłada się bardzo napięta i niestabilna sytuacja na Kremlu.
Wracamy do czasów, kiedy do zrozumienia sytuacji w Rosji potrzebna była kremlinologia i rysowanie grafów z zależnościami poszczególnych lokatorów Kremla od innych. Miedwiediew ma wokół siebie ludzi, których nie kontroluje. To bardzo skomplikowana gra pałacowa. Wszystko to zaczęło się w jakimś sensie od rozkułaczenia Jukosu. W tym sensie sprawa Chodorkowskiego jest papierkiem lakmusowym dzisiejszej Rosji, bo jest źródłem raka, który toczy ten kraj.
Żyjemy w bardzo groźnym momencie historii: UE jest skoncentrowana na swoich wewnętrznych problemach po fiasku unijnego traktatu, USA nie są skoncentrowane na niczym, a z amerykańskiego prezydenta zupełnie uszło powietrze.
Rosja jest w środku transformacji i jest tam potężna frakcja, która czuje się spychana na bok. Po ogłoszeniu niepodległości Kosowa ta frakcja jest rozdrażniona i łatwo może rozpocząć rozmrażanie konfliktów, które były zamrożone przez dziesięciolecia.
Lobby wojskowe uważa Kosowo za osobiste upokorzenie. Wielu w Rosji uważa, że to, co Zachód zrobił z Kosowem, uprawnia ich do podobnych działań w separatystycznej gruzińskiej Abchazji. Czas wyrównać rachunki - mówią ci ludzie