
W ciągu ostatnich lat poświeciliśmy mnóstwo energii na opisanie wyścigu po gaz między Rosją a Zachodem. Zachód desperacko poszukuje źródeł energii alternatywnych wobec tych kontrolowanych przez Kreml; dzięki sprytnym manewrom Moskwy próby te zwykle spełzają na niczym. Grigorij Pasko przemierzył wzdłuż i wszerz trasę Gazociągu Północnego, przyjrzeliśmy się Gazociągowi Południowemu, a także dużo pisaliśmy o rejonie Morza Kaspijskiego i Azji Środkowej. Dziś z satysfakcją czytamy dogłębną i inteligentną analizę Wall Street Journal na temat kwestii Morza Kaspijskiego i Azji Środkowej; omówione w niej zostały nawet niezgodne z ogólnie przyjętymi zasadami chwyty, do których ucieka się Rosja przy zawieraniu interesów (co moim zdaniem przesądza o jej sukcesie). Zgadzam się z komentarzem Steve’a LeVine’a, że Putin i Miedwiediew nie tylko „wykiwali” Stany Zjednoczone i Europę, ale też ciężko się nad tym napracowali. To skłania nas do zadania pytania: czemu żaden zachodni rząd nie bierze wyścigu po gaz na poważnie? Czy ich polityka zagraniczna jest aż do tego stopnia zdominowana przez kwestie Iraku, Iranu i Afganistanu oraz światowy kryzys ekonomiczny? Czy to przez zmiany na szczytach władzy? Nie są to wystarczające wymówki dla tak poważnego przeoczenia.
A oto najciekawsze fragmenty artykułu z Wall Street Journal:
W styczniu 2007 premier Włoch Romano Prodi złożył Putinowi wizytę w jego czarnomorskiej rezydencji w Soczi. Podczas lunchu przedyskutowali stworzenie grupy specjalistów mających zająć się znalezieniem nowej drogi dostawczej (...)
Mózgiem przedsięwzięcia jest Putin. On wie wszystko o cenach gazu. – powiedział Scaroni – Żałuję, że europejscy politycy nie wiedzą tyle o gazie, co Putin.Andris Piebalgs, Komisarz UE ds. energii, zaakceptował ten plan, gdyż jego zdaniem nie stanowi on zagrożenia dla Nabucco. Według obliczeń Unii Europejskiej nawet połączenie wydajności Gazociągu Południowego i Nabucco nie zaspokoi naszych wzrastających potrzeb w ciągu najbliższej dekady. Jest wystarczająco dużo miejsca dla obydwu gazociągów - stwierdził Aleksander Miedwiediew, dyrektor Gazpromu ds. eksportu.
Zdaniem Rosji nowe gazociągi wpłynęłyby na poprawę europejskiego bezpieczeństwa energetycznego. Gazprom był zaniepokojony stanem gazociągów przecinających Ukrainę i zdenerwowany sporem z Kiewem o niepłacenie rachunków i opłat transportowych. Te same powody skłoniły Moskwę to rozpoczęcia budowy nowego gazociągu omijającego Ukrainę - prowadzącego z Rosji do Niemiec na dnie Bałtyku tzw. Gazociągu Północnego.
Ale interesy Nabucco i gazociągu Południowego zaczęły się pokrywać.
W czerwcu 2007 roku administracja Busha znalazła okazję, by zapewnić Alijewa o opłacalności Nabucco. Podczas szczytu państw basenu Morza Czarnego w Istambule zorganizowano spotkanie między przywódcą Azerów i premierem Grecji Costas Karamanlisem. Strona amerykańska miała nadzieję, że Grecji uda się przekonać Azerów o zapotrzebowaniu na ich gaz na rynku europejskim.
Jednak premier Karamanlis zignorował Azerów, zbratał się z Putinem i ku rozczarowaniu Amerykanów ogłosił, że Grecja popiera projekt Gazociągu Południowego.
Grecki urzędnik rządowy powiedział, że Grecja popiera również alternatywne wobec rosyjskich źródła energii, m.in. dostawy gazu z Algierii czy przez Turcję. Musimy jednak upewnić się, że zabezpieczymy wszystkie źródła energii – stwierdził. (...)
Inne kraje też się potykają. W 2007 roku Węgry, niegdyś popierające projekt Nabucco, zaczęły wątpić w jego opłacalność i martwić się brakiem demokracji w Azerbejdżanie.
Zeszłej wiosny amerykańska dyplomacja zaczęła przekonywać Węgrów o potrzebie dywersyfikacji dostaw gazu. Węgry znowu się przychyliły do Nabucco, a na konferencji zorganizowanej na Węgrzech we wrześniu 2007 premier Ferencz Gyurcsany wyraził całkowite poparcie dla projektu: Naszym zadaniem jest znalezienie źródeł gazu niezależnych od Rosji – powiedział.
Rosja nie pozostała dłużna: Putin i jego najwyżsi doradcy zaczęli intensywnie działać we Wschodniej Europie, przeciągając na swoją stronę lokalne władze i podpisując kolejne kontrakty. W ciągu paru tygodni, Rosja zwerbowała Bułgarię i Serbię jako kraje tranzytowe dla Gazociągu Południowego, a Gazprom wykupił połowę najważniejszego ośrodka handlu gazem w Austrii.
Rozmowy nie przebiegały gładko. Negocjacje z Grecją zdominowała kwestia istniejących długoterminowych umów na dostawę energii z Gazpromem. Rosyjski gigant gazowy zagroził nieprzedłużeniem kontraktów, które wygasają w 2016, jeśli Ateny nie pozwolą Gazpromowi na bezpośrednią sprzedaż gazu na grecki rynek detaliczny. Aleksander Miedwiediew z Gazpromu oznajmił, że Kontrakty zostaną przedłużone jak tylko ta kwestia zostanie rozwiązana.
Rosja zaczęła naciskać Węgry, tym razem w sprawie brakującego łącza na trasie Gazociągu Południowego. 22 lutego przedstawiciele Rosji i Węgier zebrali się w Rosyjskim Ministerstwie Energetyki w Moskwie, aby wypracować porozumienie tranzytowe.
Gazprom chciał przejąć 51 % udziałów w spółce obsługującej węgierską część gazociągu i zdobyć ulgi podatkowe. Jednak takie naciski byłyby niezgodne z prawem Unii Europejskiej i Węgry się wycofały.
Po fiasku rozmów węgierski minister finansów Veres wyruszył w drogę powrotną do domu. W drodze na lotnisko, gdy jego samochód utknął w korku, przez który Veres spóźnił się na samolot, Veres odebrał telefon z rosyjskiej ambasady na Węgrzech. Konsul przekazał mu, że ówczesny wicepremier Rosji Dmitrij Miedwiediew przyjedzie w następny poniedziałek na Węgry, aby dokończyć rozmowy w sprawie Gazociągu Południowego.
Podróże takiej wagi planuje się zwykle tygodniami; Węgrzy dowiedzieli się o niej dwa dni wcześniej. Rosyjski zegar polityczny tykał. Wybory prezydenckie były wyznaczone na następną niedzielę i wszyscy oczekiwali wygranej namaszczonego przez Putina Miedwiediewa. To oczywiste, że chcieli zawrzeć umowę przed wyborami – stwierdził Veres – To był dla nich prestiżowy projekt.
W parę godzin po przyjeździe Miedwiediew przekazał Węgrom najważniejsze żądania: podział udziałów w spółce po połowie i żadnych obietnic w sprawie podatków. Rosja zgodziła się na dostęp Węgrów do gazociągu i na przechowywanie zapasów gazu w podziemnych kontenerach na terenie Węgier.