Gdy mowa o Rosji te dwa rodzaje ryzyka często bywają mylone, czego przykładem może być ten artykuł z Financial Timesa:
„Zaczyna mnie męczyć powtarzanie od ponad roku tej samej myśli – nie istnieje w Rosji to, co nazywamy ryzykiem politycznym” mówi Stephen Cohen z banku inwestycyjnego Troika Dialog.„Wynik wyborów znaliśmy na długo przed tym, jak obywatele poszli do urn. Był absolutnie oczywisty 12-18 miesięcy temu.”
Cohen i pani Abu Leil-Cooper sądzą, że wcześniejsze reformy nie zostaną najprawdopodobniej zatrzymane. Rola państwa w rozwoju gospodarki i jego wpływ na możliwości rozwoju infrastruktury powodują, że inwestowanie w sektorach uznawanych przez władze za strategiczne oznacza podjęcie ryzyka.
„Ryzyko wiąże się z kruczkami prawnymi, jaki stosuje państwo, by zapewnić sobie kontrolę nad aktywami, które uzna za strategiczne (najlepszym przykładem takiego zachowania wydają się losy Jukosu)” dodaje Cohen. Firma naftowa Jukos powróciła pod kontrolę państwa w 2006. Ostatnie naloty milicji na TNK-BP wyglądały na echo przywoływanych wydarzeń.
„Nie do końca wiadomo co dzieje się dziś z BP, ale na pierwszy rzut oka wygląda to dość podobnie” mówi Cohen. „Może też chodzić o prywatne rozgrywki między właścicielami. Kwestia udziałów w TNK-BP jest bardzo skomplikowana, więc trudno dokładnie określić o co w całej sprawie chodzi.”
Czy naprawdę? Myślę, że można z dużą dozą pewności stwierdzić, że to co stało się z Jukosem, Royal Dutch Shell, Russnieftem czy TNK-BP to efekt ryzyka politycznego – we wszystkich tych sprawach chodziło o nadużycia i łamanie prawa przez władze i agencje rządowe (urzędy podatkowe, ochrony środowiska itp.) w celu przejęcia aktywów firm. Cohen i Troika zdecydowanie nie pomagają nikomu twierdząc, że mamy tu do czynienia z normalnym procesem czy zwykłym wykorzystywaniem „kruczków prawnych”.