Czy zachodnie doświadczenia w kontaktach z Chinami mogą nam pomóc przy współpracy z Rosją w kwestii przestrzegania praw człowieka? Financial Times publikuje dziś ciekawy tekst Geoffa Dyera, który komentuje stanowisko premiera Australii, Kevina Rudda wobec Chin:
Wiadomo, jak wiele czasu poświęcają dyplomaci na przygotowaniach do podobnych rozmów. Tym uważniej przysłuchują się Kevinowi Ruddowi, nowemu premierowi Australii, który zwrócił na siebie uwagę wszystkich słowami, jakie dwa miesiące temu wygłosił do studentów w Pekinie. Oczarował Chińczyków już podczas zeszłorocznego spotkania w Canberrze, kiedy zwrócił się do prezydenta Hu Jintao w języku mandaryńskim. Pracę magisterską pisał o słynnym chińskim dysydencie uwięzionym za nawoływanie do wprowadzenia demokracji pod koniec lat 70.Rudd odwołał się w swoim przemówieniu do pojęcia zhengyou, chińskiego słowa z siódmego wieku oznaczającego przyjaźń. Prawdziwy przyjaciel, to ten, który może być zhengyou – powiedział Rudd. To umiejętność nawiązania bezpośredniego, szczerego i trwałego dialogu dotyczącego naszych podstawowych interesów i przyszłości. Chińskiej publiczności spodobały się te słowa. Może wydawać się przesadą, że lingwistyczne sztuczki miały pomóc w przeskoczeniu głębokich nieporozumień. Jednak dzięki wpisaniu krytyki w ramy chińskiej tradycji, Rudd znalazł interesujący kompromis między potulnymi, niedosłyszalnymi szeptami a krzykami z trybuny. Inne rządy obserwują tę taktykę z zainteresowaniem.