![]()
Javier Solana, Janez Jansa, Dimitrij Miedwiediew i Jose Manuel Barroso w Chanty-Mansyjsku, zdjęcie Reuetrs
Urzędnicy Unii Europejskiej zebrali się w Chanty-Mansyjsku na Syberii, aby przez dwa dni wraz z przedstawicielami strony rosyjskiej uczestniczyć w serii „dyskusji ramowych”, będących wstępem do rozpoczynających się 4 lipca negocjacji nad nowym układem o partnerstwie i współpracy.
Uczestnicy spotkania zamierzają poruszyć całą gamę tematów, od współpracy politycznej i integracji gospodarczej po trudniejsze kwestie, takie jak bezpieczeństwo energetyczne czy sprawa Gruzji.
Jednak już teraz wydaje się mało prawdopodobne, aby nowy układ o partnerstwie i współpracy między UE a Rosją udało się podpisać do czerwca przyszłego roku. Przy całym chaosie, jaki zapanował po porażce Traktatu Lizbońskiego, Europejczycy mogą za to winić tylko siebie samych. Mamy do czynienia z czymś więcej, niż tylko z polskimi groźbami veta związanymi z embargiem na mięso czy z hamującymi negocjacje posunięciami litewskiej dyplomacji. Tym razem jesteśmy świadkami głębokiego podziału Europy, przechodzącej kryzys tożsamości i celów.
W ostatnich latach Kreml wykorzystywał podziały w Europie dla promowania własnych interesów energetycznych i wywierania presji politycznej na najważniejsze państwa. Jednak tym razem to Moskwie może zależeć na tym, żeby Unia Europejska zmobilizowała się do współpracy i osiągnęła konsensus.
Nowy prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew nie był specjalnie zadowolony rozpoczęciem negocjacji z Unią po irlandzkim fiasku Traktatu, szczególnie przy całym wysiłku włożonym w sprawianie wrażenia, słusznego, czy też nie, że ma „czyste konto” na naprawienie nadszarpniętych za kadencji Putina relacji Moskwy z Brukselą. W wywiadzie dla Reutersa rzeczywiście jasno podkreślił, że według niego Rosja stanowi część Europy, jest oddana jej wartościom (czy też może zamierza być) i zasługuje na „poważny” układ z UE.
To musi być poważny dokument, jednak równocześnie nie powinien być obciążony absolutnie zasadniczymi kwestiami – stwierdził Miedwiediew – Priorytetem jest tu związek między Rosją a Unią Europejską - czyli między Federacją Rosyjską, jednym z najważniejszych krajów europejskich, który postrzega siebie i zachowuje się jak część Europy, a Unią Europejską.
Jednak podwładni Miedwiediewa zrozumieli chyba, co jest tu główną przeszkodą. W wywiadzie dla Financial Times rosyjski przedstawiciel w UE, Władimir Czyżow, wyraził swoje wątpliwości związane brakiem jasności i komplikacjami, które przedstawiałoby dla Rosji osiągnięcie porozumienia: Szczerze życzę naszym partnerom z UE, aby udało im się znaleźć wyjście z kolejnego impasu. (…) W końcu wcale on nas nie cieszy. Nie świadczy oczywiście o sile UE, jednak uważnie śledzimy bieg spraw. –powiedział Czyżow. Jesteśmy przygotowani na współpracę z UE w jej obecnym kształcie. Bez Traktatu Lizbońskiego czy z nim, Unia Europejska pozostaje Unią Europejską. Po przyjęciu Traktatu Lizbońskiego i z jaśniejszym obrazem organizacji Unii łatwiej byłoby prowadzić negocjacje nad paktem… Mam nadzieję, że nie opóźni to procesu negocjacyjnego.
Nawet Benita Ferrero-Waldner na wszelki wypadek przepraszała za mające nadejść trudności, wyrażając równocześnie polityczną wolę uczynienia z paktu fundamentu pod obopólne zrozumienie I zaangażowanie. Oto link to nagrania, na którym Ferrero-Waldner tłumaczy, czemu Europa jest instytucją sui generis.
O porażce Traktatu Lizbońskiego zdecydował brak porozumienia w kwestii tożsamości i celów UE; polityczny pragmatyzm tak ważny na początku II wojny światowej stał się dla wielu krajów zwykłym ekonomicznym udogodnieniem, niczym więcej niż umowa NAFTA między USA a Meksykiem.
To poważne zamieszanie doprowadziło do irlandzkiego veta dla Traktatu Lizbońskiego. Jak ujął to zwięźle blogger zajmujący się sprawami UE, Nosemonkey: Stawiam co najmniej dychę na to, że większość obywateli UE nie odróżnia Rady Europy, Rady Europejskiej i Rady Unii Europejskiej, i kolejna dychę na to, że nie powiedzą wam, jaka jest różnica między rezolucją a dyrektywą UE, kolejną na to, że nie mają pojęcia, jakie są kompetencje Parlamentu Europejskiego, następną na to, że większość nie odróżnia ani przewodniczącego Parlamentu Europejskiego Hansa-Gerta Pötteringa, ani Przewodniczącego Komisji Europejskiej José Manuela Barroso oraz następną na to, że zdaniem większości Europejski Trybunał Praw Człowieka jest instytucją UE (podpowiedź brzmi: nie jest).
Większość osób zgadza się co do tego, że Traktat Lizboński nie był dobrze przygotowany. Nie uwzględniał bezpośrednich wyborów przewodniczących UE, porozumień energetycznych i kwestii wzrastających nacisków energetycznych Rosji, ani też przejrzystości procesu przeprowadzania głosowań.
Rosja jest zawiedziona tym, że wewnętrzne problemy Unii zahamują jej dążenia w kwestii wiz i zasad podróżowania, zawierania interesów, zwiększenia kontroli nad sprawą Kosowa i starych konfliktów. Europa ma oczywiście nadzieję, że te negocjacje pomogą w zmocnieniu jej bezpieczeństwa energetycznego. Stary Kontynent jednak jeszcze nigdy nie był tak bliski stworzenia „kartelu kupców”, zalecanego przez ostatnią „Receptę dla Europy”. Fiasko Traktatu Lizbońskiego nie miałoby żadnego realnego wpływu na wysiłki UE na rzecz skłonienia Rosji do ratyfikowania Traktatu Karty Energetycznej, który umożliwiłby wprowadzenie bardziej przejrzystego i bezpiecznego systemu w handlu energią i uniezależniłby dostawy od kaprysów Kremla. Gazprom ma po prostu zbyt silną pozycję i poczynił starania, aby w przyszłości odciąć Europę od jakichkolwiek alternatywnych dostaw energii - od Morza Kaspijskiego po Nabucco, a nawet Afrykę Północną.
Mino to zawarcie kolejnego porozumienia z Rosją jest wciąż niezmiernie ważne dla obydwu stron, nawet jeśli są w nim poważne luki i niedopatrzenia. Normalizacja i zawarcie bliższych relacji, stworzenie mechanizmów rozwiązywania konfliktów pomogą Europie radzić sobie w wypadku częstych problemów w relacjach z Moskwą. Włączenie Rosji w system europejski pomoże też stworzyć atmosferę przewidywalności. W tym samym czasie, zmuszenie Moskwy do przestrzegania nowych zasad będzie wymagać od Brukseli narzucenia pewnej dyscypliny krajom członkowskim.