Na całym świecie święto pracy uświetniły przedwczoraj protesty i festyny. Przez Rosję przetoczyła się fala pochodów, w których według różnych doniesień uczestniczyło „tysiące” lub „ponad dwa miliony” obywateli. Rekord padł w Moskwie, gdzie na ulice wyszło 30 tysięcy ludzi. Największy z moskiewskich pochodów (20 tysięcy uczestników) zorganizowały związki zawodowe i prokremlowska Jedna Rosja. W sielankowej relacji czytamy o „tysiącach związkowców maszerujących przez słoneczne centrum miasta z kwiatami i biało-niebieskimi flagami w dłoniach”.
Wielu ludzi protestowało też przeciw szalejącej w Rosji inflacji, której skutkiem jest sześcioprocentowy wzrost cen od początku roku. Jeden z komentatorów sugeruje, że obawy o dalsze skoki cen mogą „przyćmić oficjalne wezwania do wzmocnienia narodowej jedności i solidarności na tydzień przed odejściem Władimira Putina z Kremla”. Opozycyjny marsz w Petersburgu, w którym uczestniczył między innymi Garry Kasparow, opisywano jako zjawisko „rzadkie i nietypowe”.
Choć wiele napisano w ostatnich dniach o pokojowych demonstrantach, idylliczną atmosferę zakłóca podskórne napięcie. Kasparow miał podczas marszu powiedzieć: „Partia władzy ani trochę nie wstydzi się tego, że jej członkami są milionerzy, którzy okradli nasz kraj”. Jedna Rosja zorganizowała może największy, najbardziej spektakularny pochód pierwszomajowy, ale wczorajszy Washington Post skupia się przede wszystkim na wypowiedzi jej szeregowego członka, prowincjonalnego biznesmena, który powiedział gazecie: „Zmuszono mnie do wstąpienia do Jednej Rosji. To dziś jedyna przepustka, która pozwala utrzymywać dobre kontakty z władzą i zyskać jej ochronę. Jedna Rosja stosuje dziś ten sam mechanizm, co KPZR w czasach Związku Radzieckiego”.