Fakt – niektórzy za powód do dumy i dowód na powrót Rosji do dawnej potęgi mogą uważać przyznanie organizacji zimowej Olimpiady w Soczi czy szczyt G8 w Petersburgu. Jednak dla wielu przeciętnych rosyjskich kibiców moskiewski finał Ligi Mistrzów rozegrany między Manchester United a Chelsea jest wart znacznie więcej. To piłkarskie wydarzenie roku, dzięki któremu oczy milionów ludzi na całym świecie zwróciły się w stronę stadionu Łużniki, a Moskwa zanotowała napływ rekordowej ilości Brytyjczyków.
Pomijając na chwilę niekończące się dyskusje o tym, czy Rosja powinna być wybierana na gospodarza tak ważnych imprez i jak podobne zaszczyty wpływają na autorytarne władze państwa, trzeba przyznać, że wczorajszy finał to przełom w stosunkach rosyjsko – brytyjskich (a poza tym oczywiście niezwykle ekscytujący mecz).
Na świetnych wynikach tej “sportowej dyplomacji” położył się cieniem jeden szczegół: na mecz wybierał się Andriej Ługowoj. Przed tym zgrzytem Rosjanie byli dla kibiców z Wysp tak mili, jak to tylko możliwe. Nikogo nie powinno też dziwić, że ta zmiana nastawienia zbiegła się w czasie z inauguracją nowego prezydenta. Pisaliśmy już o tym, że Kreml stosuje sprytną strategię łagodząc przepisy wizowe, by zbliżyć się wprost do brytyjskiej opinii publicznej. Podobnej uprzejmości nie doświadczyli rosyjscy kibice Zenitu Petersburg, choć także ci ostatni byli z pewnością zadowoleni, gdy ich złożona głównie z rosyjskich graczy drużyna rozgromiła Glasgow Rangers, którego fani wszczęli w ramach protestu zamieszki.
Jednak zapowiedź pojawienia się na stadionie oskarżonego o otrucie polonem Aleksandra Litwinienki Ługowoja, którego ekstradycja wciąż wywołuje konflikty na linii Londyn Moskwa, to zaprzeczenie pokojowych gestów rosyjskich władz. Bez względu na to, co sądzimy o całej sprawie, wyciągnięto ją z pewnością w najgorszym możliwym momencie. Ługowoj może zniweczyć szanse na to, by Brytyjczycy i Rosjanie zapomnieli o dzielących ich sporach przynajmniej na czas piłkarskiego święta.
Skąd właściwie wiemy, że mecz Manchesteru z Chelsea to dla Rosji ważny instrument polityczny? Cóż, przede wszystkim mówią tak o nim państwowe media.
Zastanawiam się czy gracze tacy jak Cristino Ronaldo, Wayne Rooney czy Frank Lampard zdają sobie sprawę, że w ciągu jednego wieczoru mogli osiągnąć więcej niż były ambasador brytyjski w Moskwie Anthony Brenton przez całą kadencję. Przynajmniej Nasi nie próbowali obrzucać piłkarzy jajkami i nie dręczyli ich całymi dniami.
Moscow Times sugeruje, że Ługowoj kupił pewnie bilet tylko dlatego, że tuż przed meczem wiele miejsc pozostało niespełnionych. Organizatorzy liczyli na przyjazd około 50 tysięcy kibiców z Wysp, ale wyśrubowane ceny lotów i pokoi hotelowych zniechęciły wielu z nich.
„Gdyby mecz odbywał się w Rzymie czy Barcelonie, sami fani Manchesteru mogliby zapełnić cały stadion. Tym razem zobaczymy jednak pewnie kilka pustych miejsc” mówił wczoraj Moscow Times jeden z kibiców czerwonych diabłów. Inny brytyjski gość stwierdził, że jednodniowy wypad do Moskwy kosztuje go tyle samo, co dwutygodniowe wakacje (ponad 1200 funtów szterlingów). Czy to możliwe, że w tym wielkim dniu Rosji, mimo wszystkich wysiłków dyplomatycznych, które zakłócił tylko Pan Polon, na stadionie zostały puste miejsca?