Pap donosi, że Komisja Petycji Parlamentu Europejskiego przyjęła dziś znaczną większością głosów raport (jego wstępną wersję można znaleźć na stronach PE) europosła PiS Marcina Libickiego wzywający do powstrzymania budowy Gazociągu Północnego po dnie Bałtyku. Raport podkreśla przede wszystkim zagrożenia ekologiczne związane z realizacją projektu Nord Stream, o których pisaliśmy na tym blogu między innymi tutaj, tutaj i w serii artykułów Grigorija Pasko o planowanej inwestycji, którą znajdziecie tutaj.
Cytat z relacji PAP:
- Dzisiejsze głosowanie jest wielkim sukcesem tych, którzy mają zastrzeżenia do budowy gazociągu - cieszył się autor przyjętego raportu. - Żadne poprawki, które by psuły raport, nie przeszły.- Zdecydowana większość niepokojących poprawek autorstwa socjalistki Eriki Mann została odrzucona. Ich celem było zmiękczenie aspektów środowiskowych budowy gazociągu - dodała eurodeputowana PO Urszula Gacek.- Zdołaliśmy uchwalić korzystny dla Polski kształt raportu.
Komisja Petycji PE zajęła się Gazociągiem Północnym z inicjatywy poznańskiego radnego Krzysztofa Mączkowskiego (PiS). Jego zdaniem rosyjsko-niemiecki gazociąg zagraża unikatowym i wrażliwym ekosystemom Morza Bałtyckiego, w tym liczącej zaledwie 600 osobników populacji morświnów. Analogiczną petycję z Litwy podpisało ponad 30 tys. osób.
Oto co o debacie w Komisji Petycji napisał dzisiejszy Dziennik (całość tekstu na stronach gazety):
"Gazociąg Północny jest niebezpieczny dla środowiska" - przekonywał wczoraj w Brukseli polski europoseł i razem autor raportu komisji petycji Marcin Libicki. Jego przeciwnicy, głównie posłowie z Niemiec i Holandii, podczas wczorajszej debaty milczeli. Prawdziwa próba sił odbędzie się dzisiaj, gdy jedna po drugiej głosowanych będzie kilkadziesiąt poprawek do raportu. "Nie ma wątpliwości, że ich celem jest osłabienie i rozwodnienie jego wydźwięku" - powiedział nam asystent Libickiego.Konkluzja raportu przygotowanego po otrzymaniu przez komisję petycji 30 tys. skarg obywateli UE jest jednoznaczna: budowa rurociągu jest groźna dla Bałtyku, więc Unia powinna jeszcze raz rozważyć, czy zgodzić się na tę inwestycję. Lista zastrzeżeń jest długa: od zatrucia morza toksynami budowlanymi, przez naruszenie morskiego ekosystemu, aż po zdetonowanie zalegających na dnie niewybuchów z czasu wojny. Libicki sugeruje, że Nord Stream powinien być wspólnym unijnym projektem i zostać poprowadzony drogą lądową - wtedy znikną zastrzeżenia Polski i krajów bałtyckich, które uważają, że rurociąg uderza w ich bezpieczeństwo. "Argument zarzucający Rosji wykorzystywanie gazociągu do energetycznych szantaży oraz do celów szpiegowskich (chodzi o prowadzoną równolegle nitkę światłowodu - przyp. red.) przekonał wielu deputowanych" - dowiedzieliśmy się nieoficjalnie w Brukseli.
Fragment wywiadu z europosłem Libickim z weekendowej Rzeczpospolitej (resztę rozmowy można przeczytać na stronach dziennika):
Rz: Czy zgadza się pan z opinią, że Niemcy i Holendrzy przystąpili do ofensywy w Parlamencie Europejskim, by obronić Nord Stream? Marcin Libicki: Wiemy o silnym lobbingu posłów z Niemiec i Holandii. To oni przygotowali większość z długiej listy poprawek do raportu Komisji Petycji, łagodzących go lub wręcz takich, które pozbawią go sensu. Propozycje zmian w raporcie przesłali przede wszystkim posłowie w ogóle niezwiązani z naszą komisją. Ofensywa jest więc widoczna. (...)Jakie praktyczne znaczenie może mieć ta rezolucja Parlamentu Europejskiego?
Na pewno okaże się użytecznym narzędziem dla rządów tych państw, które sprzeciwiają się inwestycji. I nie chodzi tylko o czysto polityczny wymiar dokumentu. Dla niektórych krajów nadbałtyckich znacznie większe znaczenie ma fakt, że gazociąg będzie zagrażał środowisku naturalnemu, niż to, że służy realizacji rosyjskich interesów w Europie i spowoduje uzależnienie Unii od dostaw z Gazpromu.