The Washington Post pisze o prezydenckiej ceremonii inauguracyjnej w Rosji, powracając do wypowiedzi Miedwiediewa o „prawnym nihilizmie”. Dziwią mnie mocne słowa nowego prezydenta - albo podszkolił się w praworządności albo pozwolił sobie na ogromną hipokryzję. Sądzę jednak, że Putin też nie oglądał się specjalnie na swoje stwierdzenia o „dyktaturze prawa”.
Na dobry początek, można by poprosić Miedwiediewa o rozwiązanie spraw 14 niewyjaśnionych morderstw dziennikarzy, które miały miejsce za kadencji Putina – takich jak zabójstwo Anny Politkowskiej; podejrzani o morderstwo dziennikarki zostali zidentyfikowani, ale nigdy ich nie osądzono. Wielka Brytania chętnie zaprosiłaby nowego prezydenta do współpracy ze Scotland Yardem w udowodnieniu byłemu agentowi KGB zabójstwa krytycznego wobec Putina Aleksandra Litwinienki.Jeśli to dla niego zbyt wiele, Miedwiediew może zawsze użyć prawa jako broni przeciw liderom opozycji, niezależnym organizacjom obywatelskim i obrońcom praw człowieka - nie mówiąc o rosyjskich i zagranicznych firmach, na których majątek ma ochotę Kreml i środowiska z nim związane. Za czasów Putina, policja podatkowa oraz inspektorzy wydziału ochrony środowiska niejednokrotnie korzystali ze swoich uprawnień aby zamykać biura firm i wymuszać ich sprzedaż po zaniżonej cenie. Wielu krytykujących rząd intelektualistów zostało aresztowanych pod fałszywym zarzutem szpiegostwa. Odnoszący w latach 90. ogromne sukcesy biznesmen Michaił Chodorowski nadal przebywa w syberyjskim wiezieniu po konfiskacie majątku należącego do niego przedsiębiorstwa naftowego Jukos.