![]()
Premier Putin z Nikitą Michałkowem na planie nowego filmu reżysera "Spaleni Słońcem II" w okolicach Petersburga (zdjęcie Reuters)
Piątkowy Kommersant donosi o proponowanej przez Putina reorganizacji struktur rządu. Nowy rosyjski premier chce zastąpić spotkania całego gabinetu zebraniami “Prezydium Rządu”. Wszyscy widzimy, że posiedzenia rządu są rozwlekłe i przesadnie zbiurokratyzowane – tłumaczył Putin.
Nie wiem, czy kiedykolwiek obserwowaliście te obrady rządu. Ja tak – ciężko je przeoczyć. Fragmenty posiedzeń z nabożną czcią emituje we wszystkich programach informacyjnych telewizja, w której zresztą wszystkie kanały są państwowe. Widać, że jest to zaplanowanie działanie rządu, które ma przekazać rosyjskiemu odbiorcy nie do końca zaszyfrowaną wiadomość. Nie brzmi ona bynajmniej: Jesteśmy kompetentnym zespołem profesjonalnych urzędników, którzy sprawnie zarządzają twoim krajem. Jest to raczej coś w stylu: Tylko dzięki zdecydowaniu i jasności umysłu Władimira Putina ci bełkoczący bufoni nie zastali kraju w jeszcze gorszym stanie. Typowe posiedzenie polega na tym, że Putin wysłuchuje raportów kilku ministrów, następnie karci ich za niezrealizowanie planu, a potem wydaje im ścisłe instrukcje, jak mają dalej działać.
Ten teatrzyk nudzi się już oczywiście obywatelom. Państwowa telewizja nieustannie im tłumaczy, że w kraju żyje się coraz lepiej - choć wszyscy odczuwają skutki inflacji (kilkakrotnie wyższej niż się to oficjalnie przyznaje), która w ciągu ostatnich paru miesięcy gwałtownie zniechęciła Rosjan do zakupów. Drogi, szkoły i szpitale, z którymi już wcześniej było fatalnie, są w coraz gorszym stanie. Przetasowania na szczytach władzy nie poprawiają wcale sytuacji. Ostatnio jedyną dobrą wiadomością było zwycięstwo sponsorowanej przez Gazprom drużyny piłkarskiej Zenit z Petersburga w pucharze UEFA. Najlepsze rosyjskie zespoły pochodziły zawsze z Moskwy, ale najwyraźniej dzięki pieniądzom Gazpromu i protekcji Putina każdy może zostać gwiazdą.
A teraz, gdy w parlamencie jest tłoczono jak nigdy wcześniej, a liczbę deputowanych asystujących pierwszym wicepremierom zwiększono ponad dwukrotnie, Putin nagle ogłasza, że za dużo z tym wszystkim zamieszania i że trzeba stworzyć kameralny super-gabinet. Zrobił tak już wcześniej w 1989 kiedy stwierdził, że w Rosji jest za dużo gubernatorów prowincjonalnych. Wprowadził wtedy program łączenia prowincji, których gubernatorów - dotąd wybieranych przez ich mieszkańców - osobiście wyznaczał, żeby lepiej ich kontrolować. Ustanowił też nowy urząd super-gubernatorów – siedmiu prezydenckich pełnomocników, którzy po przemianowaniu urzędu przez Putina jakimś cudem zostali pełnomocnikami premiera.
Zważywszy na ustępliwość Dumy i Rady Federacji można spodziewać się, że propozycja Putina zostanie wkrótce pozytywnie rozpatrzona i nie będziemy już skazani na oglądanie w telewizji Wielkiego Wodza udzielającego reprymendy swoim pochlebcom.
Mogę się założyć, że nowy super-gabinet nie pozwoli, aby jego spotkania zakłócały telewizyjne kamery i będzie prowadzić dyskusje i podejmować decyzje za zamkniętymi drzwiami. Mała zamknięta grupa przez nikogo nie wybranych i niezliczonych ludzi, osobiście oddanych przewodniczącemu partii, każdy z nich o mniej więcej sprecyzowanych zainteresowaniach i raczej niejasnych zainteresowaniach… czy już to gdzieś widzieliśmy? Tak – w Politbiurze Komitetu Centralnego Partii Komunistycznej ZSRR, które przez dziesięciolecia rządziło Rosją, a rola oficjalnego rząd kraju, jego gabinetu i ministrów ograniczał się do wypełniania poleceń.