Zaledwie kilka dni po tym, jak rosyjskie władze wezwały do zaostrzenia prawa prasowego, tak by pozwalało zamykać gazety za publikowanie oszczerstw, miliarder Michaił Prochorow ogłosił plany wypuszczenia na rynek Snob Magazine – ekskluzywnego miesięcznika, na łamach którego nowobogaccy będą mogli chwalić się przed kolegami najnowszymi błyskotkami. Wygląda to jak okrutny żart. Coś mi mówi, że ten nowy rodzaj dziennikarstwa nie będzie miał wiele wspólnego z ideą Josepha Pulitzera, który twierdził, że gazety powinny „pomagać nękanym i nękać potężnych”. A może Prokchorow próbuje po prostu odwrócić uwagę od sprzedaży swoich udziałów w Norilsk Nikel gigantowi rosyjskiego rynku metali Olegowi Deripasce.
Z drugiej strony prezydent elekt dowodził niedawno, że Rosja jest dziś tak bogata, iż każda ilość gotówki jest na wyciągnięcie ręki. Jane Armstrong dzieli się ciekawymi spostrzeżeniami o niewątpliwym zamiłowaniu Rosjan do ostentacji:
„Bogacze w Rosji różnią się od zamożnych ludzi z innych części świata” mówi Jane Armstrong, korespondent The Globe and Mail w Moskwie. „Eksponują swój majątek na najdziwniejsze sposoby, bo bardzo długo im tego zabraniano”. Rosyjska elita rozbija się drogimi samochodami z przyciemnianymi szybami, by zwrócić na siebie jak największą uwagę. Ochroniarzy zatrudniają nawet ludzie, którym ochrona w ogóle nie jest potrzebna – chcą w ten sposób podkreślić swój status. Nowobogaccy chadzają też do najdroższych restauracji, „nawet jeśli podają tam najohydniejsze jedzenie”.„Lekką ręką przepuszczą w knajpie trzy tysiące dolarów, żeby udowodnić, jak wielki odnieśli sukces” dodaje dziennikarka. „Robią z entuzjazmem rzeczy, które uznalibyśmy za szczyt bezguścia”.
Pomysł magazynu Snob dla rosyjskich bogaczy wydaje się więc bardzo trafiony. „Każdy nowy trend w rodzaju gazety Snob ma szansę stać się popularny. Oni się na to rzucą” mówi Armstrong.