Carl Mortished dowodzi, że atak rosyjskich władz na TNK-BP nie powinien nikogo dziwić. Zastanawiający jest za to moment rozpoczęcia ofensywy. Mogłoby się przecież wydawać, że apetyt Gazpromu zaspokoiła chwilowo kradzież pól gazowych Kowykta…
Może więc za całą sprawą nie stoją ludzie Gazpromu (którym zależy na spokoju w czasie, gdy Miedwiediew będzie przejmował obowiązki prezydenta), ale ich rywale – Igor Sieczin i Rosnieft, którzy przejmując aktywa BP chcą wzmocnić własną pozycję w rosyjskim sektorze naftowym:
Plotka w Moskwie głosi, że w całej sprawie nie chodzi o ambicje Gazpromu, ale jego rywala – Rosnieftu, państwowej firmy kierowanej przez Igora Sieczina, który chce uzyskać kontrolę nad nowymi złożami ropy. Pod koniec zeszłego roku wygasła umowa, która zabraniała rosyjskim współwłaścicielom TNK-BP sprzedaży swoich udziałów. Od tego czasu mówi się, że Kreml chce, by oligarchów zastąpiła w firmie któraś z państwowych spółek. Wspomniani oligarchowie – Michaił Fridman, Len Bławatnik i Wiktor Wekselberg nie byli jednak zainteresowani odsprzedaniem udziałów..Czy potrzebują zatem odrobiny perswazji? Czy BP ma oddać część własnych udziałów, by Fridman i spółka nie musieli pozbywać się swoich? Rosnieft odgrywał już kluczową rolę w przejmowaniu przez państwo politycznie istotnych inwestycji. Było to szczególnie widoczne podczas budzącej do dziś wątpliwości aukcji doprowadzonego do bankructwa Jukosu. Jeśli TNK-BP rzeczywiście jest na celowniku Rosnieftu, cała sprawa bardzo źle wróży przyszłości rosyjskiej gospodarki. Zwłaszcza w chwili, gdy wielu obserwatorów liczy na poprawę sytuacji w Rosji pod rządami nowego prezydenta