« Twarde muskuły imperium | Main | Chuligani z poczuciem humoru »

Niekończący się Putin?

Alvaro Vargas Llosa z Independent Institute zastanawia się w The New Republic nad tym, czy Dimitrijowi Miedwiediewowi uda się wyrwać spod kontroli Putina i pisze o ironii, jaką wydaje mu się fakt, że jedynym sposobem wprowadzenia liberalnych reform jest z gruntu antyliberalnie wykorzystanie stanowiska do odebrania władzy poprzedniej ekipie.

miedwiediew%20kreml.jpg


Niekończący się Putin

Alvaro Vargas Llosa


Atmosfera na Kremlu jest równie dusząca jak 20 lat temu. Czy Dimitrij Miedwiediew może zmienić tę sytuację? Czy w ogóle chce to zrobić?

Obecna sytuacja to podręcznikowy niemal przykład ironii. Nowy prezydent Federacji Rosyjskiej Dimitrij Miedwiediew może się wyzwolić z uścisku Władimira Putina tylko w jeden sposób – powtarzając drogę samego Putina, który został kiedyś namaszczony jako spadkobierca Borysa Jelcyna i obalił swojego dobroczyńcę.

Oczywiście charaktery i doświadczenia Putina i Miedwiediewa bardzo się różnią. Putin, namaszczony przez Jelcyna i jego współpracowników, do których zaliczali się córka ówczesnego przywódcy czy oligarchowie jak Borys Bieriezowski i Roman Abramowicz, był dzieckiem radzieckich służb bezpieczeństwa, a jego związki z liberalną demokracją pozostawał delikatnie mówiąc mocno ograniczony. Z kolei Miedwiediew to dyplomatyczny prawnik, który sam określa się mianem „liberała“ z ogromnym doświadczeniem w zarządzaniu państwowymi przedsiębiorstwami.

Rosjanie liczą, że rządy Miedwiediewa okażą się krokiem w stronę bardziej otwartego, pluralistycznego, zdecentralizowanego systemu politycznego. Realizacja tych nadziei zależy jednak od tego, czy nowy prezydent potrafi bezlitośnie wykorzystać prerogatywy swego urzędu, by pozbyć się Putina i ludzi. Odchodzący przywódca doskonale zdaje sobie sprawę z potencjalnego niebezpieczeństwa. To dlatego już wiele miesięcy temu ogłosił, że zamierza objąć w administracji Miedwiediewa urząd premiera. Bez stanowiska, które zapewnia mu realną władzę polityczną nad armią i resortami siłowymi, Putin okazałby się łatwym celem w wypadku ewentualnej zdrady Miedwiediewa.

Wiele mówi się dziś o tym, że obecne gry o władzę na Kremlu adekwatnie opisuje język komentatorów czasów radzieckich. Lilia Szewcowa z Carnegie Moscow Center przypomina, że gdy w latach 50. Politbiuro wybrało na przywódcę ZSRR Chruszczowa, wielu uważało go za polityka słabego i obiekt łatwej manipulacji. Wkrótce potem Chruszczow ujawnił zbrodnie Stalina. Podobnie było w latach 60. z Breżniewem, którego naiwnie uznano początkowo za przejściowego przywódcę.

Już na początku swej prezydentury Putin zrozumiał, że jedynym sposobem na utrzymanie władzy jest wprowadzenie do rządu różnych grup interesów, które można rozgrywać przeciwko sobie gdy przyjdzie czas na sukcesję. Na Kremlu pojawiły się więc trzy główne grupy: przyjaciele-szpiedzy z czasów KGB, kilku technokratów i zwolenników wolnego rynku oraz pragmatycy, do których zaliczał się między innymi Miedwiediew. Putin planuje trzymać nowego prezydenta w szachu otaczając go przedstawicielami zwalczających się frakcji i uniemożliwiając Miedwiediewowi budowę jednolitej własnej grupy.

Dziś nikt nie potrafi przewidzieć, czy Miedwiediew okaże się samodzielnym przywódcą, a tym bardziej czy uda mu się zbliżyć do stworzenia w Rosji liberalnej demokracji opartej na rządach prawa. Opierając się na rosyjskiej tradycji i konstytucji, która daje prezydentowi bardzo szerokie prerogatywy, można przypuszczać, że Miedwiediewowi uda się w końcu wyjść z cienia Putina. Mniej prawdopodobne wydaje się za to, by udało mu się to, co naprawdę istotne – zmiana natury systemu. Żeby to osiągnąć nowy prezydent musiałby ograniczyć potęgę resortów siłowych, pozwolić na rozwój partiom opozycyjnym takim jak Inna Rosja Garrego Kasparowa, zgodzić się na powstanie wolnych mediów i prywatyzację państwowych gigantów naftowych jak Gazprom czy Rosnieft. Druga z tych firm zawdzięcza rozwój wchłonięciu Jukosu, którego właściciel Michaił Chodorkowski wylądował w syberyjskim więzieniu za rzucenie wyzwania reżimowi Putina.

Istnieje wiele czynników, które pozwoliły Putinowi powrócić do carskiej tradycji autokratycznej i sojuszu władzy z Cerkwią. Jednym z najważniejszych wydaje się sukces gospodarczy ostatniej dekady. Dzięki względnemu otwarciu gospodarki w latach 90., zapotrzebowaniu rynku chińskiego i (czemu bynajmniej nie przeczę) dyscyplinie finansowej putinowskiej Moskwy, kraj wytwarza obecnie niemal trylion dolarów w produktach i usługach rocznie. Średnia pensja podniosła się o prawie siedem procent do poziomu 600 dolarów miesięcznie, a poziom biedy zmniejszył się o prawie połowę.

Gdyby nie ten gospodarczy „cud“ inne osiągnięcia, za które cenią go rodacy takie jak brutalna, nacjonalistyczna polityka zagraniczna czy brutalna strategia wobec Czeczenii, mogłyby okazać się niewystarczające do zdobycia dyktatury.

Jeśli Miedwiediew marzy o zmarginalizowaniu swojego starego szefa, musi przede wszystkim utrzymać gospodarczy boom. Jeśli chce być zapamiętany jako ktoś więcej niż kolejny skorumpowany tyran, będzie ograniczyć kompetencje nie tylko premiera Putina, lecz także własne, by krajem w końcu zaczęły rządzić instytucje, a nie jak dotąd wybrane jednostki.

Wydaje się to bardzo mało prawdopodobne, lecz nie niemożliwe.

TrackBack

TrackBack URL for this entry:
http://www.robertamsterdam.com/cgi-bin/mt/mt-t.cgi/4141

Post a comment

(If you haven't left a comment here before, you may need to be approved by the site owner before your comment will appear. Until then, it won't appear on the entry. Thanks for waiting.)

About

This page contains a single entry from the blog posted on 7 marca 2008 17:16.

The previous post in this blog was Twarde muskuły imperium.

The next post in this blog is Chuligani z poczuciem humoru.

Many more can be found on the main index page or by looking through the archives.

Powered by Movable Type 3.31
Hosted by LivingDot