March 2008 Archives

Śledczy pod lupą

| No Comments | No TrackBacks

siergiej%20storczak.jpgPamiętacie jeszcze Siergieja Storczaka, wiceministra finansów, który padł ofiarą wojen szpiegów? Agencja Reuters doniosła ostatnio, że śledczy, który zajmował się sprawą Storczyka, sam stał się przedmiotem dochodzenia. Wiadomość byłaby pewnie sensacyjna, gdyby chodziło o jakikolwiek inny kraj, ale znając stan rosyjskiego wymiaru sprawiedliwości, nie jestem nią przesadnie zaskoczony.

Rzecznik prasowy Biura Śledczego potwierdził, że przeciw szefowi jednej z jednostek biura, Dimitrijowi Dowgijowi i jego współpracownikom wszczęto postępowanie „związane z wykonywaniem obowiązków służbowych”.

Dowgij i jego ludzie kierowali sprawą Siergieja Storczaka, który od listopada przebywa w więzieniu pod zarzutem zdefraudowania 43 milionów dolarów.

Rzecznik biura, podległego Prokuraturze Generalnej, nie potwierdził, że nowe śledztwo wiąże się jakkolwiek ze sprawą Storczyka.

jukos%20logo2.jpgDecyzja holenderskiego sądu, który przyznał w tym tygodniu akcjonariuszom Jukosu 850 milionów dolarów rekompensaty, wpisuje się w całą serię niedawnych sądowych porażek Kremla. Taki obrót wydarzeń nastraja bardzo optymistycznie. Pozostaje tylko pytanie, jakie wywoła konsekwencje.

Wyrok może się okazać pierwszym z wielu. Toczy się obecnie wiele procesów wytoczonych przez akcjonariuszy, którzy żądają zwrotu wartych w sumie dwa miliardy dolarów holenderskich aktywów Jukosu. Nie po raz pierwszy międzynarodowy sąd podważa sprawy Jukosu, Chodorkowskiego i Liebiediewa. Decyzja holendrów wyznacza oprócz tego granicę, której Rosnieft nie może przekroczyć w rozkradaniu własności jednej z najpotężniejszych kiedyś firm w rosyjskim przemyśle energetycznym.

To już kolejna porażka władz w ostatnim czasie, spodziewam się więc wkrótce okrutnej zemsty.

Od samego początku całej sprawy twierdzę, że gdyby bezstronny, kierujący się prawem sąd miał szansę przyjrzeć się absurdalnie nadętym żądaniom podatkowym, przeprowadzeniem procedury bankructwa, nielegalnym aukcjom większości aktywów, a zwłaszcza pokazowemu procesowi Michaiła Chodorkowskiego, mógłby dojść tylko do jednego wniosku – Federacja Rosyjska nie przeprowadziła w tej sprawie serii procesów, ale polityczną czystkę. Po przeanalizowaniu faktów zajęcie Jukosu przez państwo musiałoby zostać uznane za nielegalne.

Gdy zagraniczne sądy mają wreszcie okazję przeanalizować sprawę, przepowiednie o fałszywym legalizmie prokuratury zaczynają się sprawdzać. Kolejne wyroki są poniżające i przerażające dla wszystkich, którym kradzież przyniosła krociowe zyski i którzy ze zrabowanych dóbr uczynili fundament autorytarnego reżimu w Rosji.

Stawka jest wysoka: państwowa firma z ogromnym kapitałem, większościowymi udziałami w wielu innych przedsiębiorstwach energetycznych i międzynarodowych grupach finansowych, rozumie, że nie jest legalnym właścicielem większości swoich aktywów. Możliwość, że prawdziwy sąd wykaże bezprawność ich działań jest dla związanych z Kremlem urzędników nie do przyjęcia. W większości osobiście byli oni beneficjentami przejęcia Jukosu i boją się ewentualnych zarzutów kryminalnych.

Ze strony upolitycznionej rosyjskiej prokuratury doświadczyliśmy już wielu okrucieństw i absurdów. Szczerze mówiąc nie zdziwiłoby mnie, gdyby użyli drastycznych środków w tworzeniu nowych zarzutów przeciw wszystkim ludziom związanym z Jukosem. Widzieliśmy jak szantażują umierającego człowieka, by wymusić fałszywe zeznania, jak zniesławiają byłego właściciela firmy, jak sprytnie stawiają zarzuty, by uniemożliwić Chodorkowskiemu starania o warunkowe zwolnienie.

Nie chcę nawet myśleć o tym, czego jeszcze możemy się spodziewać po tej tchórzliwej administracji. Wiem jednak, że niesprawiedliwość ich działań będzie rażąca, a dowody sfabrykowane lub nieistniejące. W czasach Wielkiego Terroru Beria mówił „dajcie mi człowieka, a paragraf się znajdzie”. Mnie znacznie bardziej podoba się inna wizja Rosji – projekt wymyślony przez prawnika, który szczerze mówi o wykorzenieniu z prokuratury tak zwanego legalnego nihilizmu i stworzenie systemu, gdzie zasady znaczą więcej niż słowo władcy. Dążenie do takiego celu wszyscy powinniśmy wspierać.

Ambasador musiał odejść

| No Comments | No TrackBacks

anthony%20brenton.jpgPisaliśmy niedawno o konsekwencjach, jakie sprawa TKN-BP może mieć dla światowej polityki zagranicznej. Możliwe, że w zamian za odstąpienie od biurokratycznych opresji Kreml zażąda od BP poparcia dla własnych interesów w brytyjskim rządzie. Znamy wiele przykładów na to, jak Gazprom wykorzystywał współpracę z innymi wielkim firmami zagranicznymi po to, by lobbować na rzecz rosyjskiej polityki i uciszać krytykę łamania praw człowieka w tym kraju.

Pewnie nigdy nie poznamy prawdziwych powodów, które stały za odwołaniem z Moskwy brytyjskiego ambasadora Anthony’ego Bretona, którego zastąpiła Anne Pringle. Afera wokół rosyjskiego British Council wydaje się ostatnio przygasać. Moment zmiany wskazuje, że wymusili ją raczej ludzie BP, którym zależy na udobruchaniu Rosjan. Ciekawe, czy ambasador Pringle będzie podobnie jak jej poprzednik zmuszona znosić codzienne wybryki ze strony Naszych.

tnk%20bp.jpg Carl Mortished dowodzi, że atak rosyjskich władz na TNK-BP nie powinien nikogo dziwić. Zastanawiający jest za to moment rozpoczęcia ofensywy. Mogłoby się przecież wydawać, że apetyt Gazpromu zaspokoiła chwilowo kradzież pól gazowych Kowykta

Może więc za całą sprawą nie stoją ludzie Gazpromu (którym zależy na spokoju w czasie, gdy Miedwiediew będzie przejmował obowiązki prezydenta), ale ich rywale – Igor Sieczin i Rosnieft, którzy przejmując aktywa BP chcą wzmocnić własną pozycję w rosyjskim sektorze naftowym:

Plotka w Moskwie głosi, że w całej sprawie nie chodzi o ambicje Gazpromu, ale jego rywala – Rosnieftu, państwowej firmy kierowanej przez Igora Sieczina, który chce uzyskać kontrolę nad nowymi złożami ropy. Pod koniec zeszłego roku wygasła umowa, która zabraniała rosyjskim współwłaścicielom TNK-BP sprzedaży swoich udziałów. Od tego czasu mówi się, że Kreml chce, by oligarchów zastąpiła w firmie któraś z państwowych spółek. Wspomniani oligarchowie – Michaił Fridman, Len Bławatnik i Wiktor Wekselberg nie byli jednak zainteresowani odsprzedaniem udziałów.

Czy potrzebują zatem odrobiny perswazji? Czy BP ma oddać część własnych udziałów, by Fridman i spółka nie musieli pozbywać się swoich? Rosnieft odgrywał już kluczową rolę w przejmowaniu przez państwo politycznie istotnych inwestycji. Było to szczególnie widoczne podczas budzącej do dziś wątpliwości aukcji doprowadzonego do bankructwa Jukosu. Jeśli TNK-BP rzeczywiście jest na celowniku Rosnieftu, cała sprawa bardzo źle wróży przyszłości rosyjskiej gospodarki. Zwłaszcza w chwili, gdy wielu obserwatorów liczy na poprawę sytuacji w Rosji pod rządami nowego prezydenta

.

notatki%20o%20skandalu.jpgW wielu współczesnych demokracjach wielkie publiczne skandale stały się chlebem powszednim systemu. Grzeszki gubernatora Nowego Jorku, śledztwo w sprawie wręczenia łapówki w jednej z największych niemieckich firm czy fałszywe zeznania brytyjskiego arystokraty na rzecz byłego prezydenta Włoch – wszystkie te historie wciąż dowodzą istnienia i działania mechanizmów kontroli, które pozwalają pociągnąć do odpowiedzialności nawet najpotężniejszych ludzi i zaspokoić potrzebę sprawiedliwości, jaka żyje w opinii publicznej.

Julia Latynina w tekście opublikowanym niedawno w The Moscow Times zauważa, że Rosja straciła zdolność generowania skandali i radzenia sobie z nimi. W podporządkowanych rządzącym mediach nie słychać już o naruszeniach prawa czy innych szokujących „niespodziankach” ze strony wysokich rangą urzędników. Nie znaczy to bynajmniej, że w Rosji przestało dziś dochodzić do nadużyć – przeciwnie, było ich wiele już w czasach Jelcyna, a w erze Putina sytuacja tylko się pogorszyła. Julia wskazuje na przykład Anatolia Czubajsa, który przyjął 90 tysięcy dolarów „zaliczki” na poczet przyszłej publikacji książki od wydawnictwa będącego własnością Oneksimbanku Władimira Potanina. Wypłata zaliczki dziwnym trafem zbiegła się ze zwycięstwem banku w przetargu prywatyzacyjnego, którego stawką było 25% udziałów w Swjazinwescie. Kiedy sprawa wyszła na jaw zbulwersowane media i opinia publiczna zmusiły Czubajsa do rezygnacji ze stanowiska.

putin%20ciemne%20okulary.jpgAutorka twierdzi, że dzisiaj administracja Putina idzie na wiele wartych miliony dolarów układów typu quid pro quo, ale żadne z tego typu działań nie wywołuje nawet cienia skandalu. Za czasów Jelcyna prokuratura (kierowana wówczas przez sprytnie usuniętego przez Putina Jurija Skuratowa) prowadziła szeroko zakrojone śledztwo w związku z domniemanymi łapówkami zainkasowanymi przez urzędników przy okazji planów renowacji Kremla. Obecnie takie dochodzenie nie jest w ogóle do pomyślenia.

Zdaniem Julii cała ta sytuacja wiąże się bezpośrednio z wizerunkiem, jaki sprzedają światu i własnej publiczności służby prasowe Putina – obecny prezydent wyciągnął kraj z chaosu i uratował go przed korupcją, która kwitła za rządów Jelcyna. „Sama myśl, że któryś z przedstawicieli obecnej elity mógłby stać się przedmiotem publicznej krytyki albo zostać zmuszony do ustąpienia z powodu popełnionych przestępstw, wydaje się zła, a nawet perfidnie oszukańcza.

Transparencja i otwarta krytyka są dla dzisiejszych władz jak światło dla wampira. Boją się go, chwalą się jak wiele zrobili by zgasić lampy i szczelnie zasłonić wszystkie okna”.

Cały ten wywód podsuwa mi interesujący pomysł – może to właśnie wolność prasy, a zwłaszcza możliwość nieskrępowanego działania dziennikarzy śledczych, którzy wyciągają na światło dzienne obrzydliwe skandale, powinny się stać kryterium oceny pracy administracji prezydenta Miedwiediewa. Dla większości krajów skandale korupcyjne i ujawnianie innych nadużyć władzy oznaczają pogorszenie sytuacji politycznej. W Rosji powrót spektakularnych skandali na czołówki gazet byłby dobrą wróżbą, znakiem, że uśpiona czwarta władza zaczyna się znowu budzić do życia.

siedziba%20tnk-bp.jpgSytuacja British Petroleum w Rosji nie wygląda zbyt obiecująco. Media donoszą, że firma musi wycofać z kraju 148 pracowników, którzy mają problemy z przedłużeniem wiz. Przedstawiciele firmy mówią o “niejasnościach” związanych z wizami I wyrażają nadzieję, że “za kilka tygodni sytuacja wróci do normy”.

Nie sądzę, by rzecznicy prasowi którejkolwiek ze stron poważnie liczyli, że ktoś uwierzy w ich zapewnienia, że biurokratyczne zamieszanie nie stanowi części wysiłków państwa, które próbuje przejąć kontrolę nad TNK-BP. W ostatnim czasie byliśmy świadkami nalotu na biuro firmy, aresztowania rzekomego szpiega, żądań dopłaty podatków i powtórnej inspekcji ekologicznej Olega Mitlowa. Oficjalne stanowisko mówi jednak, że wszystkie te wydarzenia nie mają ze sobą związku, co wydaje się obrażać inteligencję nawet średnio zorientowanego odbiorcy.

Sytuacja nie jest nowa. Kreml łamie prawo kradnąc firmę na oczach całego świata, a nikt nawet nie mrugnie okiem, nie przyzna, co się dzieje. To właśnie poczucie bezkarności rosyjskiego rządu sprawia, że prawo nie ma dla niego żadnego znaczenia. Zapnijcie pasy i przygotujcie się na retorykę zacieśniania współpracy, która będzie pewnie towarzyszyć wymianie udziałów między Gazpromem a BP.

Kaukaskie quid pro quo

| No Comments | No TrackBacks

saakaszwili%20juszczenko.jpgOto co Jackson Diehl napisał ostatnio o stosunku Zachodu do rosyjskiej polityki wobec Gruzji:

Prezydent Saakaszwili skomentował obecną sytuację słowami: “Odmawiając nam [NATO] wysyła Rosjanom prosty przekaz: Róbcie z nimi co chcecie, nie bardzo nas to obchodzi. Rosję tylko zachęca to do działania. Zaczynają czuć przyzwolenie, by dowolnie mieszać w relacjach z nami.”

Niemcy bez przekonania dowodzą, że próbują tylko uniknąć kolejnych problemów – Putina wystarczająco zdenerwowały już ostatnio uznanie przez NATO niepodległości Kosowa i sprawa amerykańskiej tarczy antyrakietowej w Europie. Problem z tą argumentacją polega na tym, że koncentrując się na utrzymaniu dobrych relacji między Zachodem a Moskwą, rządy państw NATO rezygnują z wpływów na Ukrainie i w Gruzji, wyznaczając tym samym nowe granice w post – zimnowojennej Europie. Po jednej stronie tej granicy znalazły się Kosowo i bazy amerykańskie w Polsce i Czechach, z którymi Putin nie może nic zrobić. Po przeciwnej stronie są za to jedyne rzeczywiste demokracje leżące między Polską a Turcją, gdzie Rosjanom dano de facto przyzwolenie na prowadzenie niekontrolowanej, agresywnej polityki.

Oto fragment analizy Ośrodka Studiów Wschodnich na temat konkurencyjnych projektów gazociągów, które mają dostarczać gaz do Europy przez Bałkany. Całość dostępna na stronach OSW.

kurki.jpg



Bałkański kocioł gazociągowy - Nabucco contra South Stream

Agata Łoskot-Strachota

Nabucco jest strategicznym projektem gazociągowym Unii Europejskiej, mającym przyczynić się do zwiększenia różnorodności źródeł i szlaków dostaw gazu, a tym samym wzrostu bezpieczeństwa energetycznego w Europie. Projekt stanowi element szerszej, amerykańsko-europejskiej idei stworzenia korytarza eksportu gazu Wschód-Zachód, umożliwiającego niezależne od Rosji dostawy przede wszystkim gazu kaspijskiego (z Azerbejdżanu i Azji Centralnej), ale także bliskowschodniego (Iran, Irak, Egipt) do Europy. Gazociąg Nabucco miałby biec przez terytorium Turcji, Bułgarii, Rumunii, Węgier do Austrii (hub gazowy w Baumgarten), skąd surowiec trafiałby do innych państw UE.
Wpisany już w 2003 roku na listę priorytetowych projektów infrastrukturalnych unijnego programu TEN (Trans European Networks) gazociąg Nabucco zyskał zasadniczo na znaczeniu po rosyjsko-ukraińskim kryzysie gazowym z 2006 roku. W ramach przedstawionej na początku 2007 roku koncepcji Wspólnej Polityki Energetycznej uznany został za najważniejszy z unijnych gazociągowych projektów, umożliwiających dywersyfikację dostaw. Wyznaczono specjalnego europejskiego koordynatora mającego ułatwić szybszą realizację projektu. (...)

W ostatnich miesiącach przyspieszono prace nad przygotowawczym etapem projektu. Na początku 2008 roku konsorcjum firm zaangażowanych w Nabucco powiększyło się o szóstego udziałowca - niemiecki koncern RWE, co jest korzystne nie tylko finansowo (rozkłada koszty projektu na większą liczbę firm), ale także powinno pozwolić zabezpieczyć rynek zbytu dla części surowca. Wybór RWE nastąpił po dosyć intensywnej rywalizacji (m.in. z francuskim Gaz de France), co świadczy o atrakcyjności projektu dla europejskich koncernów. Także w pierwszych miesiącach 2008 roku Komisja Europejska pozwoliła wyłączyć austriacki odcinek Nabucco z obowiązującej w UE zasady gwarantowania dostępu strony trzeciej (TPA) do mocy przesyłowych szlaku. Wybrano ponadto firmę (brytyjska Penspen) mającą zająć się koordynacją prac inżynieryjnych.(...)

Jednym z kluczowych czynników komplikujących realizację Nabucco jest również fakt, że jest on w swoich założeniach sprzeczny z interesami największego eksportera gazu do Europy - Rosji. Federacja Rosyjska dąży do wzmocnienia swojej pozycji na rynku europejskim, ograniczenia dostępu konkurencji oraz utrzymania kontroli nad eksportem gazu z regionu kaspijskiego. Tymczasem Nabucco miałby dostarczać w niezależny od Rosji sposób gaz z alternatywnych do rosyjskich źródeł (w tym z Azerbejdżanu i Azji Centralnej) na tradycyjnie rosyjskie rynki Europy Południowej i Środkowej. Strona rosyjska prowadzi zatem działania mające hamować powstanie Nabucco w pierwotnie zakładanym kształcie. Pojawiające się w ostatnich kilkunastu miesiącach sygnały o rosnących szansach na realizację projektu (w szczególności sukcesy zachodnie w Azerbejdżanie i rosnąca aktywność dyplomacji unijnej i amerykańskiej w Azji Centralnej), powodują intensyfikację tych działań. Aktywizacja polityki rosyjskiej widoczna jest zarówno w krajach europejskich mających być odbiorcami i/lub obszarem tranzytowym dla nowego gazociągu, jak i w regionie kaspijskim, z którego miałby pochodzić gaz dla Nabucco. (...)

Działania rosyjskie zmierzające do podważania sensowności Nabucco, w tym przede wszystkim ostatnie porozumienia z krajami uczestnikami projektu, spotkały się z jednoznaczną reakcją USA, dla których gra o Nabucco jest przedłużeniem rosyjsko-amerykańskiej rywalizacji o przyszłość eksportu kaspijskiego gazu. W publicznych wypowiedziach dla mediów i w trakcie wizyt zagranicznych w państwach regionu dyplomaci z Departamentu Stanu USA przestrzegli przed "gazociągową wojną" w Europie, podkreślili poparcie Waszyngtonu dla Nabucco, komercyjną wartość projektu i zapowiedzieli aktywizację działań na rzecz rozwiązania problemów spowalniających realizację gazociągu.

Reakcja UE była bardziej wstrzemięźliwa. Stonowane wypowiedzi unijnych urzędników nie oznaczają jednak zmiany priorytetów w polityce energetycznej. Bruksela, uznając oficjalnie możliwość współistnienia obu projektów, podkreślała priorytetowe znaczenie Nabucco dla Unii, czym jasno pokazała chęć kontynuacji działań zmierzających do realizacji tego gazociągu.

kazach_story3.jpgNajwiększy problem z nacjonalizmem surowcowym polega na tym, że gdy jeden rząd zaczyna łamać umowy i przejmować prywatną własność, władze w innych państwach zaczynają pytać, dlaczego nie wolno im zacząć postępować tak samo. Źródłem tej zaraźliwej tendencji są działania Rosji i Wenezueli, które wypróbowują nowe metody wywłaszczania. Ich przykład wpływa na innych eksporterów surowców energetycznych. kilka dni temu pojawił się kolejny dowód potwierdzający tę tezę.

Rosji ta zaraźliwość prowadzonej przez nią polityki nie wyszła na dobre, czyniąc ja nawet kilka razy "ofiarą" interwencjonizmu innych państw. Kilka państw Azji Środkowej zaczęło prowadzić politykę energetyczną w stylu rosyjskim, wykorzystując regulacje podatkowe i instytucje do zdobycia większych udziałów w kontrolowanych przez państwo firmach i żądając większych udziałów w zyskach ze sprzedaży produktów konsumentom. Przkład tej tendencji mieliśmy okazję zobaczyć, gdy Kazachstan dokonał biurokratycznego ataku na koncerny Eni i ChevronTexaco inwestujące w złoża Kaszagan, uzbecką konfiskatę Newmont Mining i niedawny niespodziewany mini-sojusz między eksporterami gazu z Azji Środkowej, którzy uznali, że Gazprom powinien zacząć płacić im za surowiec według europejskich stawek.

Niedawno basza Kazachstanu kolejny raz zastosował przeciw Rosjanom ich własną broń. Jak podaje Financial Times sąd ukarał grupę KPO ( (w której skład wchodzą of Eni, BG, ChevronTexaco i Łukoil)) grzywną w wysokości 15 milionów dolarów za nieuprawnioną emisję gazu z Pola Karaczangank. Takiej biurokratycznej sztuczki nie powstydziłby się nawet Oleg Mitlow.


Nie chodzi o to, czy koncernowi uda się zmniejszyć stopień zanieczyszczenia środowiska, ale jaką część udziałów będzie musiał oddać państwowemu Kaz Munaigas, by pozbyć się problemów z prawem. FT podaje: Szansa wynegocjowania przez KazMunaigas udziałów w Karaczaganaku może pojawić się w tym roku, kiedy KPO zwróci się do rządu o poparcie dla wartego 8 miliardów dolarów projektu który pozwoli zwiększyć produkcję do 380 tysięcy baryłek dziennie, co oznacza podwojenie obecnych wyników.

Nie trzeba będzie długo czekać, by zobaczyć, jak ambicje tego rządu zderzą się z planami innych.

W oczekiwaniu na inaugurację prezydentury Dimitrija Miedwiediewa, przedstawiciele grupy siłowników sprzątają w kręgach opozycji, która pozostaje jeszcze poza ich kontrolą. Ostatnie działania milicji pogrzebały nadzieje optymistów na "odwilż".


22253153.jpg17 marca rozmawiałem z oficerem milicji Siergiejem Nikołajewem, któremu podlega obecnie jeden z obwodów Moskwy. W tej dzielnicy wynajmowałem mieszkanie, w którym spotykali się działacze ruchu Obrona. Na biurku w małej komendzie milicji leżał materiał dowodowy w postaci wycinków z gazet ,,Marsz Dysydentów” i ,,Obrona”. Na ścianie wiszą portrety Władimira Putina i Feliksa Dzierżyńskiego, założyciela Czeka. W sierpniu 1991 cały świat widział, jak burzono pomnik Żelaznego Feliksa przy entuzjastycznych owacjach zgromadzonych tłumów. Teraz metody tego czerwonego kata powracają do wielu komend. Niektórych z nich jego duch nie zdążył nawet na moment opuścić.

Szczerość i śmiałość gróźb, które brzmiały w słowach Nikołajewa nawet mnie wydały się nietypowe. Powiedział otwarcie, że na jego terenie nie może być żadnych organizacji opozycyjnych i wkrótce nie będzie tam też Obrony. Milicjant obiecał, że będzie sprawdzał działaczy codziennie i naciskał na właścicieli mieszkania. By wzmocnić efekt zamierza też zaangażować do pomocy wyższe struktury MWD i FSB, do których wysyła wycinki z gazet ,,Marsz Dysydentów” i ,,Obrona”.

Nie macie czego szukać w centrum miasta. W końcu ON może przypadkiem przypadkiem tędy przejeżdżać., powiedział oficer, który nie był w stanie wymówić imienia Putina i ograniczył się do patrzenia kątem oka na jego portret. Stróż prawa nie próbował nawet znaleźć legalnych uzasadnień swoich żądań, jest po prostu przekonany o swojej pełnej bezkarności.


Następnego dnia zadzwoniła do mnie właścicielka mieszkania. Słyszałem strach w jej głosie. Poprosiła o rozwiązanie umowy: nie chce mieć problemów z milicją. Wyjaśniłem, że działania milicji są niezgodne z prawem, że to zwykły szantaż. Ale wiesz w jakim państwie żyjemy i w jakich czasach, krzyknęła. Na poziomie zwykłego ludzkiego współczucia, żal mi tej kobiety: zawsze była lojalna względem władzy, nie uczestniczyła w Marszach Dysydentów i zawsze grzecznie znosiła wszystkie upokorzenia ze strony państwa. Mimo to, okazała się również ofiarą konfliktu siłowników z demokratyczną opozycją.


W czasach Feliksa Dzierżyńskiego, ludzie mówili o tego typu działaniach: Kiedy rąbiesz drewno, lecą wióry. Ale czy bycie wiórami nie jest upokarzające? Niewinne ofiary represji wywołują tylko współczucie, ale Ci, którzy świadomie podjęli aktywne działania i chcą coś zmienić budzą szacunek i podziw. Na szczęście, są jeszcze w Rosji ludzie, dla których rola wiórów jest nie do zaakceptowania.


W rzeczywistości władza nie czerpie korzyści z takiego "rąbania drewna". Naiwnością jest założenie, że można zniszczyć Obronę wyrzucając ją z mojego mieszkania. Będziemy się zbierać w mieszkaniach innych działaczy, w kawiarniach, parkach, za każdym razem wybierając nowe miejsca. Wcześniej przed domem stał służbowy samochód, z którego w każdej chwili można było zaglądać okna. Teraz obserwowanie Obrony będzie znacznie bardziej skomplikowane.

Z drugiej strony reżim Władimira Putina, obnaża w tej sytuacji swoje odrażające cechy: przypadkowość, bezprawie, cynizm, nietolerancję dla odmiennych opinii, obojętność na los zwykłych ludzi. Spychają Obronę do podziemi państwa, ale w ten sposób ruch staje się bardziej atrakcyjny dla młodych działaczy: w głębi ich romantycznych dusz, wszyscy chcą być częścią jakiegoś zakazanego sekretu, niedostępnego dla większości. Władza, przez własną głupotę i okrucieństwo, po raz kolejny umacnia swojego wroga. Pewnego dnia z rąbanego drzewa poleci tak dużo wiórów, że drwal zostanie przez nie przygnieciony.

Oleg Kozłowski

Ropa, czyli czarne złoto

| No Comments | No TrackBacks

CERA ostrzega, że cena baryłki ropy może sięgnąć nawet 120 dolarów, jeśli przerażeni obecną sytuacją na rynku inwestorzy nie przestaną w panice skupowa towary. Nad amerykańską gospodarką zbierają się jednak czarne chmury, a to oznacza, że w perspektywie ceny surowca prawdopodobnie spadną.


pola%20ropono%C5%9Bne.jpg />Ropa stała się nowym złotem – cennym towarem, w którym inwestorzy szukają ratunku, kiedy inflacja idzie w górę, a wartość dolara spada, uważa Daniel Yergin, przewodniczący Stowarzyszenia Badań Energetycznych w Cambridge.


Kryzys kredytowy, który pobudził ucieczkę inwestorów w kierunku ropy będzie trwał dopóki nie wzmocni się dolar albo recesja będzie bardziej wyraźna, mówi Yergin.


Wczoraj cena ropy gwałtownie wzrosła w związku z kolejnym spadkiem cen dolara, po tym jak Bank Rezerw Federalnych ostro obniżył amerykańskie stopy procentowe – tym razem do poziomu 0.75 – żeby powstrzymać przewidywany kryzys gospodarczy. Ceny trochę się uspokoiły, ale wciąż pozostają blisko rekordowej sumy z początku tygodnia - 111.80 dolarów za baryłkę w przypadku ropy z Nowego Jorku na kwietniową dostawę i 107.97 dolarów za baryłkę za majową ropę z Morza Północnego. Obie ceny znacznie przewyższają najwyższy dotąd wynik 103.59 dolarów z kwietnia 1980 (po uwzględnieniu inflacji).

Według teorii Yergina o ropie jako złocie naszych czasów cena, jaką surowiec osiągnął w tym tygodniu to w dużym stopniu wynik paniki inwestorów, którzy zamieniają papiery wartościowe na towary, które uznają za bezpieczniejsze. Ostatnia ucieczka w inwestycje w ropę była wynikiem spadku cen akcji, jaki zaczął się po uratowaniu jednej z ofiar kryzysu kredytowego - amerykańskiego banku inwestycyjnego Bear Stearns, i trwającej dewaluacji dolara, związanej z obniżeniem stóp procentowych w Stanach Zjednoczonych, które próbują stabilizować swą niepewną gospodarkę.


czarne%20z%C5%82oto.jpgInny czynnik, który wpłynął na podwyższenie cen to nieoczekiwany wzrost kosztów produkcji, co oznacza, że wyższe ceny ropy powodują także wyższe koszty związanych z nią projektów. Brak wyposażenia i personelu powodują dramatyczny wzrost kosztów eksploatacji pól naftowych, twierdzi James Burchard, analityk z CERA,. Koszty pracy na polach uległy w ciągu ostatnich trzech lat potrojeniu. Dochodzi do tego presja fiskalna w postaci wyższych podatków i większego udziału państwa w projektach. Pracownicy CERA uważają, że dalsza obniżka cen dolara związana z wyższymi kosztami przemysłu, może wywindować ropę do niespotykanego dotąd poziomu, przekraczającego nawet być może 120 dolarów za baryłkę.


Czy jednak recesja zatrzyma wzrost cen ropy
? Możliwe – jeśli negatywne zmiany w gospodarce rozszerzą się poza USA, co może osłabić zapotrzebowanie i wzmocnić dolara w stosunku do innych walut.


Stephen Schork, wydawca wpływowego raportu Schork, nie wierzy, że sytuacja ulegnie poprawie. W porównaniu do cen ropy spada za to wartość benzyny. Cena benzyny lepiej ilustruje jego zdaniem stan gospodarki, ponieważ jest kupowana i używana bezpośrednio przez konsumentów i znajduje się pod mniejszym wpływem spekulacji rynkowych, które mogą łatwo wpływać na cenę ropy – ostatnią falę spekulacji wywołało połączenie obaw o pozycję dolara i wydarzeń geopolitycznych .

Szum wokół dolara napędza bańkę spekulacyjną zanim nastąpi krach - pęknięcie bańki, mówi Schork. Wydaje, że czynniki gospodarcze, które zaczną prawdopodobnie dyktować poziom cen ropy nie wyglądają zachęcająco: wzrastające ceny energii podkopują popyt, pewność konsumentów jest w opłakanym stanie, a kiepska sytuacja na amerykańskim rynku pracy spowoduje prawdopodobnie mniejsze zapotrzebowanie na benzynę w drugim i trzecim kwartale roku. Schork stwierdza, że poziom zapotrzebowania na benzynę utrzyma się w najlepszym razie na stałym poziomie, a najprawdopodobniej spodnie o 1 – 1.5 punktu, co oznacza niepomyślne perspektywy dla GDP, a co za tym idzie czynnik przemawiający za obniżeniem cen ropy.

Wiele zależy od informacji dotyczących gospodarki, jakie pojawią się w następnych kilku tygodniach w USA i kwestii geopolitycznych, które zeszły ostatnio na dalszy plan, ale wkrótce znów zaczną pewnie grać istotną rolę w planach handlowców.

Tom Nicholls

BP_art-thumb.jpgPamiętacie te błogie dni, kiedy rosyjski rząd organizował naloty tylko na biura swoich głównych przeciwników, takich jak Jukos, wysyłając tam zamaskowanych funkcjonariuszy OMON uzbrojonych w kałasznikowy, którzy niszczyli oczyszczające dowody i kradli tajne dokumenty? Nie uważacie, że było to znacznie bardziej cywilizowane niż podkładanie dokumentów na biurka w czasie rewizji w biurach Otwartej Rosji, czy PrincewaterhouseCoopers ?

Czasy tamtych "powściągliwych" akcji już się skończyły. Teraz BP, mimo podlizywania się Putinowi, doświadcza na sobie tych samych praktyk, które są częścią kampanii nacisku mającej na celu wycofanie się firmy z roli głównego udziałowca spółki TNK-BP.

Financial Times informuje dziś o tym, że milicja dokonała przeszukania w biurze BP w Moskwie, co zdaniem ekspertów, może być uznane za zwiększenie presji państwa na oba koncerny.


Najwyraźniej BP nie oddało jeszcze Gazpromowi większościowych udziałów w eksploatacji Pola Kowytka. Rosyjski gigant starał się o nie wcześniej wykorzystując swój monopol na gazociągi, by uniemożliwić transport wydobywanego surowca. Presja państwa na TNK-BP doprowadziła do spadku wartości spółki do najniższego poziomu w ostatnich latach (tylko 25 miliardów dolarów - sztandarowy przykład aksamitnej reprywatyzacji). Właściciele firmy mówią, że sprzedadzą ją tylko za 60 miliardów dolarów. Wiceprzewodniczący Gazpromu Aleksander Miedwiediew chłodno odpowiedział na pytanie dziennikarza o związek konfliktu między Gazpromem a TNK-BP z akcją milicji: Chciwość nie jest częścią tej dyskusji.

Tu leży prawdziwy haczyk: wiadomość ta pojawiła się dokładnie tego samego dnia, kiedy członek kierownictwa francuskiego koncernu Total, zwycięzcy/przegranego przetargu na Pola Sztokmana udzielił wywiadu, w którym z żałosną wręcz czołobitnością chwali Rosję jako bezpieczne i stabilne środowisko dla inwestycji koncernów energetycznych. CIekawe w co jeszcze mamy uwierzyć...

miedwiediew%20sad%20najwyzszy.jpgZ wypowiedziami prezydenta elekta Dimitrija Miediwediewa nie sposób się ostatnio nie zgadzać. ITAR-TASS pisze o przemówieniu, które nowy przywódca wygłosił wczoraj z okazji 85-ciolecia rosyjskiego Sądu Najwyższego. Miedwiediew dowodził w nim, że prawny nihilizm to jeden z największych problemów w rozwoju Rosji. Dodał, że szacunek dla prawa powinien wyrastać z historycznych tradycji i że „trzeba użyć wszelkich dostępnych środków by rozwinąć świadomość prawną społeczeństwa – od nauki podstaw prawa w szkołach po publikację literatury prawniczej, poruszanie tematu w radiu i telewizji”.

Z kolei przedwczoraj Reuters donosił, że Miedwiediew bronił ostatnio kluczowej roli społeczeństwa obywatelskiego w państwie: „Naszym zadaniem powinno się stać stworzenie systemu, który pozwalałby inicjatywom obywatelskim na istotny udział we władzy i polepszanie jakości pracy polityków (…) Trzeba słuchać wszystkich głosów społeczeństwa (…) Musimy zbudować społeczeństwo zharmonizowane, a do tego niezbędne są praktyczne mechanizmy obrony praw i interesów różnych grup.”

Teraz pozostaje nam tylko trzymać Miedwiediewa za słowo

Dzisiaj odebrałem dwa maile. Pierwszy z nich dotyczył przeszukiwań w biurze Organizacji Praw Człowieka w mieście Czita. Drugi – zastraszenia działacza młodzieżówki Obrona Olega Kozłowskiego, któremu zagrożono odebraniem wynajmowanego mieszkania.


Pierwsza myśl, która przyszła mi do głowy brzmi:zaczęło się. Mam na myśli to, czego spodziewałem się po pierwszych dniach rządów Miediwediewa. Pisałem i mówiłem o tym, że Miedwiediew pełni tylko rolę pionka obecnego prezydenta. (Inna kwestią jest to, że sam Putin też od kogoś zależy). Putin ma wielu podwładnych w tym stylu: wszystkich tych Abramowiczów, Millerów, Weinsztoków, Sobianinów, Zubkowów...


Miedwiediew ma szczęście – mianowali go moim nowym prezydentem. Oczywiście nominacji nie należy traktować na poważnie. Przypomina to ojca, który czasami pozwala swojemu młodemu synowi przez chwilę potrzymać kierownicę samochodu. Ojciec jednak trzyma nogę na pedale gazu i hamulcu, do których nie dosięga stopa syna, ponieważ, po pierwsze ma on za krótkie nogi, a po drugie, kto by mu kiedykolwiek pozwolił...? Jednak pozwolenie na trzymanie kierownicy przez chwilę, pod kontrolą jest w porządku.


Żeby młody człowiek mógł bezpiecznie prowadzić, należy mu oczyścić drogę z przeciwności. I właśnie to się teraz dzieje. Raczej nie czyszczą, tylko likwidują przeciwności. Jest takie eufemistyczne określenie na ten proces w Rosji od czasu I wojny czeczeńskiej –zaczystka.


Najpierw usunęli opozycję – nie pozwolili partiom Jabłko, SPS, Demokratycznej Partii Republikanów itd. na udział w wyborach do legislacyjnego organu władzy - państwowej Dumy. Następnie uniemożliwili kandydowanie w wyborach prezydenckich opozycyjnym pretendentom – Kasjanowi, Bukowskiemu, Niemcowowi, Kasparowi.. Po tym, izolowali opozycyjnych działaczy w Moskwie i Petersburgu. Do dnia dzisiejszego Maksim Reznik przywódca partii Jabłko w Petersburgu siedzi w więzieniu pod sfabrykowanymi zarzutami.


Nie twierdzę bynajmniej, że Putin lub Miedwiediew osobiście wydali nakaz aresztowania Reznika. W końcu Reznik to nie Chodorowski. Zauważmy, że ani Putin, ani nowo wybrany prezydent Miediwediew nie potępili nigdy aresztowań opozycyjnych działaczy. Ponieważ nigdy tego nie powiedzieli, lokalni pochlebcy na prowincji rozumieją, że to oznacza przyzwolenie na kontynuację takich działań. Dalej postępują więc tak samo...


Marina Szawatajewa z Komitetu Praw Człowieka w Czicie (jest również członkiem Komitetu wspierającego Michaiła Chodorowskiego) powiedziała mi w rozmowie telefonicznej, że 14 marca w biurze organizacji przeprowadzono trwające wiele godzin przeszukiwanie. Oficer śledczy Kungurow wyjaśnił, że dochodzenie zostało przeprowadzone w związku ze sprawą sfabrykowanych podpisów na liście poparcia dla kandydata na prezydenta Michaiła Kasjanowa.

W wyniku śledztwa znaleziono puste formularze, sporządzono protokół, skonfiskowano książki telefoniczne i komputery. Co to oznacza na przyszłość, wszyscy mogą łatwo zgadnąć. Jest zupełnie prawdopodobne, że Szawatajewej i jej współpracownikom zostaną postawione zarzuty o przestępstwo kryminalne, tak jak miało to miejsce w przypadku Maksima Reznikowa.
Warto zauważyć, że zbieranie podpisów popierających kandydaturę Kasjanowa zakończyło się 13 stycznia. Sprawa o przestępstwie popełnionym przy zbieraniu podpisów toczy się od połowy lutego. Jednak śledztwo zostało przeprowadzone tylko w Komitecie Praw Człowieka w połowie marca. Warto się zastanowić, dlaczego służby porządkowe tak bardzo ociągają się w pracy.


Siedziba%20Organizacji%20Praw%20Cz%C5%82owieka%20w%20Czicie.jpg
Siedziba Organizacji Praw Człowieka w Czicie


Należy zauważyć, że biuro Organizacji Praw Człowieka w mieście Czita jest siedzibą opozycji w Czicie: miejscem zrzeszającym członków Centrum Wspierania Inicjatyw Obywatelskich, organizacji Rodnoje Zabajkale – lokalnego oddziału Zjednoczonego Frontu Obywatelskiego, gałęzi partii Jabłko, działaczy wspierających Michaiła Chodorowskiego i wielu innych ,,odszczepieńców”.

Trudno więc uwierzyć, że przeszukanie było przypadkowe i związane tylko z listami podpisów.


Teraz kilka słów o samych listach. Byłem osobiście kilka razy w tym biurze. Jeśli chcesz wejść do środka, musisz wypełnić formularz, który zajmuje kilka minut. Złamanie zamków do drzwi – kolejne kilka minut. Podłożenie formularzy – następne kilka minut.


Marina Szawatejewa powiedziała mi, że ludzie, którzy prowadzili przeszukiwanie, kilkakrotnie podkreślili, że zamkną zarówno Tatianę Maltsewą (członkinię Komitetu wspierającego Chodorowskiego i Komitetu Praw Człowieka) jak i samą Szawatajewą. Marina jest przekonana, że to wszystko działania "umowne", ja to nazywam ,, sprawą czysto polityczną”.

MArina%20Sawatajewa%20i%20Tatiana%20MAltsewa.jpg
Marina Szawatejewa i Tatiana Maltsewa


Trudno się z nią nie zgodzić, ponieważ nie jest to pierwszy raz, kiedy władze próbują wywrzeć nacisk na działaczach zastraszając ich sankcjami prawnymi. Nie pierwszy raz próbowali podważać wiarygodność Szawatajewej i Maltsewy, odpowiedzialnych ich zdaniem za nielegalne zgromadzenia w obronie Chodorkowskiego.


Teraz, tuż przed nowym procesem Chodorkowskiego (rozpocznie się najwcześniej w maju), władze starają się uciszyć głosy sprzeciwu w Czicie.


W Moskwie także, jak można było zauważyć, nie wszyscy są szczęśliwi z faktu, że działaczowi młodzieżówki Obrona, Olegowi Kozłowskiemu udało się otrzymać zwolnienie ze służby wojskowej, do której został powołany niezgodnie z prawem w grudniu zeszłego roku, a zwolniono go tylko dzięki naciskowi opinii publicznej, po wielu badaniach lekarskich.


Oto, co Oleg właśnie mi powiedział:

Oleg%20Koz%C5%82owki.jpg
Oleg Kozłowski


17 marca, główny oficer milicji moskiewskiego obwodu Kamowniki, Siergiej Nikołajew, ,,uciął sobie pogawędkę” z koordynatorem Obrony. Milicjant domagał się opuszczenia mieszkania, w którym działacze ruchu zbierali się i które jest legalnie wynajmowane przez Kozłowskiego. Oficer Nikołajew bezpośrednio stwierdził, że powodem nakazu jest opozycyjna działalność Obrony. Powiedział również, że wysłał sprawozdanie do głównej administracji MVD i FSB i załączył do niego wycinki z gazet ,,Marsz Dysydentów” i ,,Obrona”.


,,Kreml znajduje się niedaleko i jest czasami atakowany”, powiedział główny oficer, wskazując na portret Putina w swoim biurze. Przenieście się do Butowa, albo nawet lepiej do Zelenogradu, polecił milicjant. Butowo leży na peryferiach Moskwy, a Zelenograd jest położony poza granicami miasta. W przeciwnym razie, Nikołajew obiecał, że będzie dzwonił do działaczy codziennie, skarżył się na wściekłych mieszkańców i przedstawiał ,,inne ważne problemy”. Równocześnie, naciskano na właścicieli powierzchni mieszkaniowej, żeby zerwali umowę ze względu na wygaśnięcie jej daty ważności.


Oleg Kozłowski powiedział, że Obrona nie podda się cynicznemu i bezczelnemu szantażowi. Tam, gdzie się zbieraliśmy, będziemy to robić nadal.


Należy wspomnieć, że w roku 2006 Obrona była już poddana represjom milicji w centrali w Wołgogradzie. Dwa tygodnie od otwarcia wkroczyła tam uzbrojona jednostka i właściciele powierzchni zostali zmuszeni do zerwania umowy. Prokuratura w Moskwie, do której zwróciła się Obrona, oczywiście nie wykryła żadnych naruszeń ze strony oddziału MVD.


Nawiasem mówiąc, byłem ostatnio w Kamownikach. Zwykła stara moskiewska kawalerka. Jedyna wygodna rzecz to lokacja w pobliżu stacji metra. Najwyraźniej Ci, którzy walczą z opozycją w Rosji są świadomi nawet takich rzeczy. Milicjanci wspomnieli, że władza chciałaby widzieć opozycję z daleka. Myślę, że faktycznie, władza w swoich snach widzi opozycję nawet znaczniej dalej – powiem, w Magadanie i Kołymie...


…To miało już miejsce w rosyjskiej historii. Więzienia, deportacje, obozy, prześladowania, a nawet polityczne zabójstwa.


Wydaje się, że wszystko to znów powraca

Grigorij Pasko, dziennikarz

putin%20rice%20gates.jpg

Amerykańska Sekretarz Stanu Condoleezza Rice i Sekretarz Obrony Robert Gates przybyli przedwczoraj na Kreml uśmiechnięci i prawili swoim rosyjskim gospodarzom wiele komplementów. Jednak ich oczekiwania nie mogły być zbyt wysokie.

Ciepła atmosfera
w Moskwie mocno kontrastuje z wcześniejszymi wypowiedziami Gatesa, który zaledwie kilka godzin przed spotkaniem skarżył się w samolocie towarzyszącym delegacji dziennikarzom, że zaczyna go już męczyć składanie zbyt hojnych ofert, których i tak nikt nie słucha. Prezydent Władimir Putin i jego następca Dimitrij Miedwiediew mogli sobie pozwolić na przychylność i otwartość wobec gości wiedząc, że za rok Gatek i Rice będą mogli krytykować Rosję co najwyżej podczas mało popularnych spotkań naukowych.

Fakt, że wizyty dwojga najważniejszych amerykańskich urzędników nikt nie traktuje w Moskwie poważnie, dowodzi kompletnej porażki polityki administracji Busha wobec Rosji. Przez lata cechowały tą ostatnią marnowanie szans, fatalne rozgrywanie kolejnych problemów i kompletna nieudolność w relacjach z Putinem, któremu udało się zyskać znaczącą przewagę nad Waszyngtonem we wszystkich regionach świata. Wczorajsza wizyta Rice i Gatesa wygląda na kiepskie zakończenie złych stosunków, choć do inauguracji następnego prezydenta pozostało za oceanem prawie 10 miesięcy. Czy przyszłe administracje w obu stolicach wyciągną wnioski z tego żałosnego rozczarowania?

Tym którzy zaczną mi zarzucać, że oceniam wydarzenia zbyt pesymistycznie, przypominam, że Gates wyraził nadzieję na osiągnięcie przed końcem roku satysfakcjonującego obie strony kompromisu w sprawie tarczy antyrakietowej, co brzmiało śmieszniej niż dowcipy o jego złamanej ręce. Pani Rice udało się powiedzieć sporo o przyszłej współpracy Putina z Miedwiediewem. Największym sukcesem tej wizyty wydaje się fakt, że tym razem na zaszczyt spotkania z prezydentem czekali tylko pięć minut, a nie trzy kwadranse jak ostatnio.

Uważam strategiczne zobowiązania za podstawę polityki zagranicznej, więc nie sądzę, że spotkania na wysokim szczeblu nie powinny być pomijane tylko dlatego, że nikt nie spodziewa się po nich postępu. Jeśli przyjrzymy się porażkom doktryn polityki zagranicznej ekipy Busha łatwo dostrzeżemy, jak kosztowne stało się ich upodobanie do niezobowiązujących, warunkowych spotkań. Taka taktyka pozwala Moskwie na zajęcie pozycji „niezbędnego” pomocnika w sprawach, których nie udało się nam uporządkować (np. w kwestii Iranu). Czy ktoś jeszcze wierzy, że ten negocjator nie wykorzysta swojej pozycji do własnych interesów?

Wtorkowe spotkanie po raz kolejny dowiodło, że Waszyngton nie potrafi odpowiedzieć na polityczne zagrywki Putina. Rozmowy toczyły się na warunkach Kremla, a twardą postawę prezydenta zwiększył jeszcze nowy mandat społeczeństwa, które w kontrolowanych wyborach poparło jego kandydata. Przekaz Człowieka Roku Time’a był bardzo prostu – „Zasługuję na lepszą propozycję”.

Prezydent Bush odpowiedział hojnym listem, który wydaje się spełnieniem oczekiwań Putina. Wydaje się, że po niedawnym zaproszeniu do rodzinnej rezydencji Busha w Maine, Putin zaczyna się przyzwyczajać do miłych niespodzianek z Waszyngtonu, gdy relacje między oboma państwami zaczynają sięgać dna. Amerykanie twierdzą, że w list dotyczył tematów spotkania, a źródło rosyjskie przekazało agencji ITAR-TASS, że mówił on o spuściźnie obu prezydentów. Ta ostatnia sugestia wydaje się całkiem prawdopodobna – działania obu przywódców były w niektórych aspektach uderzająco podobne: syberyjskie gułagi i Guantanamo, zasadnicze wzmocnienie roli resortów siłowych.

Zwycięstwa Rosjan dowodzi fakt, że wizyta dotyczyła przede wszystkim szczegółów planu budowy tarczy antyrakietowej w Europie Wschodniej. To strategia charakterystyczna dla Kremla – dyskutują o nierozwiązywalnych problemach, co pozwala im uniknąć pytań o kulejącą demokrację, łamanie praw człowieka czy wykorzystywanie stanowisk w państwowych firmach dla uzyskania osobistych korzyści. Moskwa jest dziś znacznie sprytniejsza od Waszyngtonu i kontynuuje sprawdzoną strategię tworzenia globalnych problemów tylko po to, by potem zyskać na ich rozwiązaniu. Stany Zjednoczone konsekwentnie nie potrafią wykorzystać pozycji Rosjan do realizacji własnych celów.

miedwiediew%20rice%20gates.jpg


Choć Rosja ma uzasadnione obawy związane na przykład z planami rozszerzenia NATO, wysiłki jej dyplomacji koncentrują się często na sprawach drugorzędnych, potrzebnych Kremlowi na arenie wewnętrznej, gdzie musi dowodzić powrotu do pozycji globalnego lidera. Jednak udowadnianie własnej opinii publicznej „szacunku” innych krajów dla Rosji to tylko jeden z powodów ciągłego sprzeciwu wobec tarczy antyrakietowej. Władze w Moskwie wiedzą dobrze, że rozmieszczenie tarczy uniemożliwia praktycznie próbę zatrzymania rakiet wystrzelonych z terytorium Rosji. Ciągłe wysiłki Waszyngtonu, który konsultuje z Moskwą praktycznie każdy krok operacji nie wywołały na wschodzie ani chęci współpracy, ani nawet zainteresowania.

Nie wspomnę już o fakcie, że sam pomysł budowy tarczy wydaje się w obecnej sytuacji mocno dyskusyjny. Inwestowanie milionów dolarów w ochronę Europy przed nieistniejącymi jeszcze rakietami za pomocą technologii, której też jeszcze nie ma, to mało rozważny projekt polityczny. Rosja niestosownie wykorzystała ten ruch do własnych celów, ale z pewnością nie jest w pełni odpowiedzialna za całe zamieszanie we wzajemnych stosunkach.

Jeszcze przed aresztowaniem Michaiła Chodorkowskiego i kradzieżą jego firmy przez państwo, Kreml zrozumiał, że we współczesnej geopolityce siłę daje gospodarka. Obecnie, gdy cena ropy przekroczyła 100 dolarów za baryłkę, nadeszły czasy surowcowych nacjonalistów, a nieprzewidywalne elementy sektora prywatnego triumfalnie wkraczają na najwyższy poziom stosunków międzynarodowych. Sprawa tarczy rakietowej nie jest ważna, bo Rosja już dawno zdecydowała się nawet nie próbować brać udziału w nowym wyścigu zbrojeń.

Zamiast tego Gazprom podpisuje kolejne umowy na całym świecie – od Wenezueli, przez Boliwię, Kanadę czy Nigerię, a państwowe fundusze inwestycyjne gromadzą zagraniczne akcje. Rosja nie próbuje już zyskać nad resztą świata przewagi militarnej. Chce resztę świata kupić.

Cały spór z Rosją o tarczę antyrakietową to bezpośredni skutek błędów polityki zagranicznej Busha. Nie trudno prześledzić powiązania między faktami: tarcza ma stanowić odpowiedź na rosnące zagrożenie ze strony Iranu, które wynika z gwałtownego wzrostu pozycji tego kraju w regionie, co stanowi z kolei efekt idiotycznej inwazji USA na Irak. Rosja przyjęła rolę obrońcy Iranu na forum ONZ i pomogła mu rozwinąć cywilną technologię nuklearną, co znacznie wzmocniło jej pozycję na Bliskim Wschodzie.

W 2001, po zamachach 11 września, Rosja i Stany Zjednoczone stanęły na rozstaju dróg, zaczynały się przemiany, które całkowicie zmieniły ich wzajemne stosunki. Wszyscy wiemy, co stało się od tamtego czasu.

Następna administracja w Waszyngtonie będzie musiała dokładnie przeanalizować politykę rosyjską ery Busha i zastanowić się jak naprawić wyrządzone szkody. Błędy ekonomiczne odchodzącego prezydenta USA osłabiły pozycję międzynarodową Stanów Zjednoczonych, ale Waszyngton nadal ma w ręku dobre karty do gry z Moskwą. Politycy w Białym Domu nie powinni ustępować pola Rosjanom, a już na pewno nie „pozwolić Rosjanom rozwiązywać wewnętrzne problemy”, jak kiedyś sugerowano. Waszyngton powinien się przede wszystkim skupić na znalezieniu strategicznych sojuszników i nauczyć się sprytnie postępować z problematycznym Kremlem. Czasy unilateralizmu dobiegły końca, ale umiejętne rozgrywanie stosunków z obecnymi i przyszłymi sojusznikami może zmusić kraje takie jak Rosja do powrotu na drogę legalizmu.

Głosowanie na dwie ręce

| No Comments | No TrackBacks

W "Dużym Formacie" dodatku do Gazety Wyborczej znajdujemy dziś ciekawy artykuł, który opisuje liczne przypadki nadużyć, jakie miały miejsce podczas niedawnych wyborów prezydenckich. Przykłady pochodzą z niezależnych rosyjskich stron internetowych i portali informacyjnych, na których wyborcy opisali historie zignorowane przez Centralną Komisję Wyborczą. Poniżej cytujemy fragment tekstu, całość dostępna na stronach gazety.

putin%20na%20bilbordzie.jpg
Jak fałszowano wybory w Rosji

Anna Mirkes-Radziwon


Film z lokalu wyborczego w Moskwie.

Uwaga, uwaga! Alarm lotniczy! Natychmiast opuścić budynek! - buczy megafon.

W moskiewskiej szkole, gdzie znajduje się lokal wyborczy nr 1513, potężnie zawyły syreny.

- Wychodzimy wszyscy, natychmiast - zarządza przewodnicząca komisji wyborczej.

- Co? Jaki alarm lotniczy?! Wojna się zaczęła czy co? - Roman Udot, jeden z członków komisji, nie może powstrzymać się od śmiechu. - Jeśli jest wojna, to wynosimy ze sobą urny, ratujemy głosy wyborców, żaden nie powinien przepaść.

- Wychodzimy w tej chwili - naciskają milicjanci.

Alarm lotniczy! Alarm lotniczy!

- Jaki alarm? Gdzie bombowce? Ale urny zabieramy - upiera się Roman razem z jednym z obserwatorów.

- Dzwoniłam, powiedzieli mi, że to ja podejmuję decyzję, że wychodzimy i urny zostawiamy - przewodnicząca odkłada słuchawkę.

- Jeżeli tak, to my zostajemy. Zaryzykujemy życie, co tam - mówią obserwatorzy. - Będziemy bronili głosów wyborców do ostatniego tchu.

Przewodnicząca histeryzuje, zwraca się do milicjantów: - Ci ludzie nie chcą wyjść! W budynku może być bomba! Ja nie mogę ich tu zostawić, oni mogą otworzyć urny!

Milicjantów wcale nie trzeba przekonywać, wyrzucają członka komisji i obserwatora.(...)

Oficjalnie frekwencja wyniosła 69,78 proc.

Obserwatorzy w kaukaskim Dagestanie donoszą o licznych przypadkach nieukrywanego "wbrosu" (wrzucania kart do głosowania przez członków komisji wyborczych). Z reguły jednak "wbros" robi się po kryjomu - do urn, które zanosi się wyborcom głosującym w domu, a czasem przed rozpoczęciem głosowania - obserwatorom pokazuje się pustą urnę, po czym na chwilę wynosi się ją do opieczętowania.

W procesie fałszowania rolę niemal strategiczną odgrywały zaświadczenia o prawie do głosowania poza miejscem zamieszkania. W dzień po wyborach w internecie zaroiło się od informacji o tym, jak grupy studentów, robotników, urzędników pod czujną opieką swoich zwierzchników od samego rana jeździły autobusami od jednego lokalu do drugiego z takim właśnie dokumentem.

Sergiej Mitrochin z partii Jabłoko: - Dzięki masowemu wykorzystywaniu zaświadczeń o prawie do głosowania poza miejscem zamieszkania niewiarygodnie wysoką frekwencję, około 50 proc., osiągnięto już z samego rana. Manipulowano w szpitalach - w jednym z nich okazało się, że 300 osób zagłosowało w niedzielnych wyborach już w sobotę, a w niedzielę rano było aż 700 oddanych głosów.(...)

W grudniu w wyborach do parlamentu w większości tych republik frekwencja wyniosła oficjalnie 99 proc., po czym w Inguszetii ruszyła akcja "Nie głosowałem!", w której podpisy z zaprzeczeniem swego udziału w wyborach złożyła ponad połowa mieszkańców kraju. Teraz władze lokalne pohamowały wiernopoddańczy zapał, w związku z czym frekwencja wyniosła tylko 92 proc.

Tymczasem według Grupy Niezależnego Monitoringu Wyborów w Inguszetii, która wystawiła obserwatorów we wszystkich lokalach z wyjątkiem jednego, głosowało tam tylko 3,5 proc. mieszkańców, w większości urzędnicy administracji lokalnych i ich rodziny. Obserwatorzy Grupy odnotowali również "najazdy" ekip telewizji regionalnych, które inscenizowały i filmowały duży ruch w lokalach wyborczych. Sceny odgrywali pracownicy budżetówki.

- Wszystkie wyniki były sfabrykowane już przed wyborami - twierdzi Magomet Jewłojew, prawnik, założyciel Grupy. Przymusowe głosowanie odbywało się w wojsku, w więzieniach, w szpitalach.

Nauczyciel z Nazrania opowiada na stronie Ingushetiya.ru, jak pod groźbą zwolnienia wszystkich pracowników szkoły zapędzono do lokali wyborczych i zmuszono do głosowania po sześć-siedem razy. Dzwonił do kolegów z innych szkół - robili to samo.(...)

- Najdziwniejsze, że wszyscy zdają sobie sprawę - liczby podane, wyniki wyborów sfałszowane. Jednak oficjalna statystyka ma na nas magiczny wpływ. Wola ulega paraliżowi, zdolność analizy gaśnie, ze zmyślonych danych wnioskujemy o niedoskonałości demokracji rosyjskiej - mówi Aleksandr Podrabinek, obrońca praw człowieka. - Nie wiem, dlaczego utrwaliła się u nas opinia, że władza może trochę skłamać, byle nie za dużo. A przecież jeszcze Goebbels twierdził, że kłamstwo, żeby uznano je za prawdę, musi być kłamstwem ogromnym.

W przeddzień wyborów prezydenckich czasopismo "Jeż" ("Jeżedniewnyj żurnał") zorganizowało akcję "Nie biorę udziału w farsie" (plakaty wyborcze z tym hasłem były w internecie, pojawiły się na reklamówkach i koszulkach): dziennikarze zebrali około 6 tysięcy podpisów i złożyli apel do Centralnej Komisji Wyborczej.

"Oczywiście rozbawimy ICH. Oczywiście powiedzą nam: co za bzdura - 6 tysięcy w tak olbrzymim kraju? Ale ONI nie biorą pod uwagę, że wszędzie i zawsze kampanie sprzeciwu obywatelskiego zaczynają się właśnie tak: od garstki ludzi, którzy się nie zgadzają" - komentuje akcję redaktor naczelny "Jeża" Aleksandr Ryklin.

„No tak, w najbliższym czasie nie zanosi się u nas na wybory w normalnym, ludzkim sensie - pisze Lew Rubinsztejn w eseju „ Wszyscy na wybory”. - Za to istnieje wybór. Między utożsamianiem się z władzą i zdrowym dystansem wobec niej. Wybór między uczestniczeniem w wulgarnej maskaradzie i zdecydowaną odmową. Między ciężką i odpowiedzialną wolnością a zgodą na życie w znośnie ogrzewanej wolierze z żarciem trzy razy dziennie. Wybór między kolorową różnorodnością a monochromatyczną stabilnością, którą szczególnie cenią dożywotni skazańcy. To jest wybór każdego z nas, a nie jakiegoś tam mitycznego »narodu «”.

Prawdziwe kłamstwa

| No Comments | No TrackBacks

prawda.GIF

RFE/RF pisze o liście wysłanym przez znanego obrońcę praw człowieka Siergieja Kowaliowa do Władimira Putina przed marcowymi wyborami prezydenckimi. Kowaliow wychodzi poza standardową krytykę putinizmu i wskazuje na szkody, jakie oficjalne kłamstwa zadają rosyjskiej kulturze:


Kowaliow pisze o „paradoksalnej zmianie” w kontaktach rządzących z opinią publiczną. Zwracając się do przedstawicieli władzy stwierdza: „Kłamiecie, wiedzą o tym widzowie, a wy doskonale zdajecie sobie sprawę, że wam nie wierzą. Oni wiedzą też, że wy wiecie, że wcale wam nie wierzą. Wszyscy wiedzą wszystko. Samo kłamstwo nie ma już na celu oszukiwania kogokolwiek. To, co kiedyś służyło zwodzeniu ludzi stało się z niezrozumiałych przyczyn nieodłączną częścią codzienności, jedną z zasad życia społecznego.”

„Ciągłe kłamstwa przywódców z zasady nie wywołują w społeczeństwie nic poza rosnącym cynizmem” konstatuje Kowaliow. „Raz obrawszy tę drogę nie sposób z niej zawrócić, już zawsze będziecie musieli kłamać”. Dodaje też, że w tej sytuacji wypowiedzi prezydenta elekta Dimitrija Miedwiediewa o „wolności, która jest lepsza niż jej brak” czy potrzebie stworzenia niezależnych mediów mogą zostać odebrane tylko ja „kontumacja zakłamania”, które odbija się o ścianę społecznego cynizmu.

W ostatnich "Wysokich obcasach" ukazał się duży artykuł o Marinie Chodorkowskiej, matce Michaiła Chodorkowskiego, która opowiada o pracy w podmoskiewskim liceum dla sierot, stosunkach z synem i wizytach w więzieniu na dalekiej Syberii.
Oto fragmenty tekstu, całość dostępna na stronach gazety:

rodzice%20ch.jpg
Rodzice Michaiła Chodorkowskiego

Marina Chodorkowska pochodzi ze szlacheckiej rodziny Pietrowów, dziadek miał browar i majątek na Ukrainie. Po rewolucji cudem wyrwał się z łap Czeka. Osiedli w Moskwie. Dziadek, słysząc słowo "Lenin", żegnał się i burczał: 'Czort, czort, czort!'. - Był cenionym inżynierem, studia kończył w Rosji i Niemczech. Nawet na emeryturze dostawał projekty do ekspertyzy. Ojciec i ja też poszliśmy po linii inżynierów. W dzieciństwie szlachcianka Pietrowa była pionierką, do Komsomołu wstąpiła przed egzaminem na studia - inaczej nie przyjęto by jej na uczelnię. Borys Moisiejewicz Chodorkowski był jej kolegą z roku. - Mąż ma krew żydowską, ukraińską i polską. Rodzina była zasymilowana i niereligijna. Podobnie jak moi rodzice. - Ale krzyżyk pani nosi?

(To sławny krzyżyk, Marina Filipowna po wyroku - osiem lat dla syna - zdjęła go na sali rozpraw, mówiąc, że gdyby Bóg istniał, nie pozwoliłby na jawną niesprawiedliwość. 'Zło nie powinno zwyciężać'. Jej słowa zacytowały wszystkie gazety). - Krzyżyk noszę, bo to prezent od Miszy z Jerozolimy. Ale nie wiem nawet, czy byłam chrzczona. (...)

Misza był dzieckiem z kluczem na szyi. Czekając na nas, odrabiał lekcje, robił zakupy, podgrzewał obiad, sprzątał. Dlatego w więzieniu wszystko potrafi zrobić. Oboje z mężem pracowali w fabryce instrumentów precyzyjnych Kaliber, czyli w zbrojeniówce. Borys Moisiejewicz był zastępcą głównego technologa. Marina Filipowna (specjalność - obróbka metali) zarządzała kilkusetosobowym wydziałem, sami mężczyźni. Kierowano do niej stażystów z Polski, przysyłali potem widokówki. Lubiła zwłaszcza tę z pomnikiem Chopina w Łazienkach. Dwa pokoje w komunałce, potem mieszkanie spółdzielcze. Wakacje na Kaukazie lub Krymie. Syn był wybitnie zdolny. - Dzieci biegały po boisku, on czytał. Koledzy przezywali go "profesorem".Na studiach w Moskiewskim Instytucie Chemii im. Mendelejewa miał stypendium dla prymusów. Sądzili, że zostanie wybitnym naukowcem. Ale nastała pierestrojka. Marina Filipowna pamięta opowieść syna przy obiedzie. Tego dnia dziekan zaprowadził go do uczelnianego archiwum: 'Popatrz, ile tu prac doktorskich i habilitacji. I ani jedna nie znalazła zastosowania w produkcji. Nawet jeśli napiszesz genialną dysertację, będzie się kurzyć tu na półce. Nie lepiej zająć się czymś pożytecznym?'. Chodorkowski z kolegami zajęli się pośrednictwem we wdrażaniu nowych technologii.(...)

- Rano budzi się pani i...?- Jeśli uda mi się zasnąć, to budzę się rano i czekam na telefon adwokatów. Mówią, jak Misza się czuje, co mu przekazać. Potem zajmuję się sprawami liceum.- Rosja stanęła za Putinem, Zachód też nie bardzo się oburza na areszt Chodorkowskiego.- W Rosji przeważa mentalność niewolnicza, a dla Zachodu ropa i gaz są ważniejsze od naszych swobód obywatelskich.- Michaił Chodorkowski w kolejnym procesie może otrzymać ogromny wyrok, nawet 22 lata. - Misza będzie siedział, póki obecna władza się nie zmieni. Myślę, że on to wie.- Na co liczy?- Że jego postawa obudzi jakąś część społeczeństwa z letargu, to dodaje mu sił.- Ogłosił głodówkę, walcząc o śmiertelnie chorego prawnika Jukosu Wasilija Aleksaniana, i Aleksaniana przeniesiono z więzienia do kliniki. - Jako obywatelka Rosji jestem z syna dumna. Jako matka - codziennie umieram ze strachu. Ostatnie lata są dla mnie jak zły sen. Najgorzej znosi tę sytuację mąż, bardzo się postarzał, choruje. Podczas ostatniego widzenia Misza poprosił: "Doczekajcie się na mnie. Niech mi tylko nikt nie umiera!"

Agencja Reuters poinformowała, że Jurij Petrow, bliski współpracownik Dimitrija Miedwiediewa otrzymał nominację do rady nadzorczej Rosnieftu. To ostatni cios zadany w walkach klanów. Petrow stał dotychczas na czele Funduszu Inwestycyjnego Rządu Federacji Rosyjskiej, był profesorem prawa na Uniwersytecie w Leningradzie, gdzie studiował Miedwiediew i znany jest z tego, że wspierał obecnego prezydenta w środowisku prawniczym razem z Pawłem Kraszeninkowem, Mikołajem Egorowem i Władimirem Krotowem. Moskiewskie Wiediemości podają, że jego nominacja w Rosnefcie była krokiem, który daje Miedwiediewowi przewagę nad Igorem Seczinem, który usilnie próbuje utrzymać własnych ludzi na najważniejszych stanowiskach w otoczeniu nowego prezydenta.


Analitycy z agencji Stratfor są przekonani, że ta nominacja to niebezpieczny precedens, który wywoła dodatkowe napięcia między konkurującymi ze sobą firmami państwowymi: Zderzenie lojalnych członków zwalczających się klanów w obu firmach może spowodować zamieszanie w stosunkach Rosnieftu i Gazpromie, szczególnie, jeśli oba koncerny będą wzajemnie sabotować swoje plany.

rosneft2.jpg

Osobiście nie jestem przekonany, że człowiek Miedwiediewa w Rosniefcie musi okazać się problemem.

W nowoczesnej gospodarce regulowanej zasadami prawa państwowe koncerny energetyczne nie powinny obawiać się tajności, zdrady czy wyciągania pieniędzy przez rywalizujących członków rady nadzorczej – celem koncernów naftowych powinna być transparentność, zysk, a nie realizowanie polityki Kremla i korupcja. Dobrze, że nowy rosyjski prezydent będzie informowany o sytuacji w Rosniefcie.


Poza tym, jeśli chcemy, by Miedwiediew jest w stanie zrealizować ambitny plan, jaki zaprezentował w przemówieniu na Forum Ekonomicznym w Krasnojarsku, gdzie obiecywał powstrzymanie walk o państwowe firmy i zaangażowania w nie władz, priorytetem musi się dla nie stać zbudowanie własnej niezależnej pozycji.


Nawet ci, którzy nigdy nie byli w Rosji rozumieją, że obecność Władimira Putina na stanowisku premiera poważnie ogranicza możliwości działania nowego prezydenta i że jeśli Miedwiediew chce kiedykolwiek pozbyć się z Kremla siłowników, musi powoli próbować tworzyć własne zaplecze.

Jak zauważa Alvaro Vargas Llosa: Rosjanie liczą, że rządy Miedwiediewa okażą się krokiem w stronę bardziej otwartego, pluralistycznego, zdecentralizowanego systemu politycznego. Realizacja tych nadziei zależy jednak od tego, czy nowy prezydent potrafi bezlitośnie wykorzystać prerogatywy swego urzędu, by pozbyć się Putina i ludzi.


Jednak nominacja Petrowa pociąga za sobą komplikacji. W 2004,kiedy Petrow stojąc na czele funduszu inwestycyjnego kontrolował aukcję, w wyniku której Yuganskneftegaz, największa i najcenniejsza część Jukosu ,znalazł się w rękach tajemniczej firmy Bajkał Finans Group za jedyne 9.3 miliardów dolarów. Była to połowa i tak zaniżonej przez Dresdner Kleinwort Wasserstein's wartości firmy. Wszyscy wiemy, co stało się potem.


Istniejąca zaledwie dwa tygodnie tajemnicza mała firma (której siedziba była zarejestrowana w syberyjskiej lepiance) została przejęta przez Rosnieft. Dla kierownika rosyjskiego funduszu, który pomagał w tym skoku stulecia, zajęcie miejsca w radzie firmy, która zyskała na transakcji wiązało się z oczywistym konfliktem interesów. Byłoby tak nawet, gdyby majątek firmy nie pochodził z kradzieży.


Jednak wydaje mi się, że nominacje do rady Rosnieftu są mało znaczące wobec pytania o to, kto zajmie miejsce Miedwiediewa na czele Gazpromu. Jeśli stanowisko obejmie Wiktor Zubkow będzie to oznaczało zwycięstwo Seczina i prawdopodobne utrzymanie przez niego wpływów na Kremlu przez kolejne cztery lata, co poważnie utrudni Miedwiediewowi realizację obietnic z Krasnojarska.

Oto interesujący komentarz za TOL, którego autorzy sugerują, że Rosjanie nie wykorzystują wystarczająco obecnego sukcesu gospodarcze: Aktualne pozostaje pytanie, czy rosyjskie firmy rzeczywiście zyskały wystarczająco dużo na obecnym sukcesie gospodarczym. Choć Putin skwapliwie wykorzystuje każdą okazję by denerwować Zachód, w zeszłym roku zagraniczne firmy zainwestowały w Rosji rekordowe 28 miliardów dolarów, a rosyjskie firmy wyłożyły prawie trzy razy tyle w projekty poza ojczyzną.

Jednak Wilson sugeruje, że te liczby maskują tylko głód dalszej ekspansji zagranicznej. „Rosja podejmuje różnorodne inwestycje w krajach UE. Obecnie łączy najdogodniejsze cechy obu światów. Nie wymagamy od nich otwarcia rynku czy wprowadzenia rządów prawa, ale pozwalamy z tych przywilejów u nas. Rosja nie potrzebuje już pomocy, ale tamtejszym firmom bardzo przydałyby się inicjatywy typu IPO i zagraniczne pożyczki. Wyniki ekonomiczne, które są dziś zadowalające, mogłyby się wówczas znacząco poprawić”.

Geoff Smith z Renaissance Capital w Kijowie z optymizmem przygląda się nowej umowie między Gazpromem a ukraińskim rządem. "To ogromny postęp, zarówno dla Gazpromu jak i Ukrainy. W końcu zwyciężył zdrowy rozsądek. Zadowoliłoby mnie każde rozwiązanie zapewniające uniknięcie zaburzeń w dostawach gazu do Europy, ale osiągnięty kompromis ma też inne pozytywne aspekty - daje szanse na większą przejrzystość, której brakowało w dotychczasowych stosunkach między stronami".

Rzeczywiście - każdy ruch zmierzający do wyeliminowania tajemniczego pośrednika RosUkrEnergo daje nadzieję na rozjaśnienie sytuacji. Sprawa jest bardzo szeroko komentowana. Pisaliśmy już kiedyś o niezauważonych przez większość komentatorów związkach mafijnego bosa Siemiona Mogiliewicza z upadkiem RosUkrEnergo.

Oto co Nowaja Gazieta napisała o sprawie przymusowo wcielonego do wojska opozycjonisty Olega Kozłowskiego:


kozlov030808-thumb.jpgDziałacz młodzieżówki Obrona Oleg Kozłowski, został wczoraj zwolniony ze służby w Siłach Zbrojnych Federacji Rosyjskiej. Wczoraj złożył dokumenty potwierdzające przeniesienie do rezerwy w odpowiedniej intendenturze wojsk.


Musimy zauważyć, że koordynator Obrony został wydalony tuż po wyborach i stłumionej demonstracji dysydentów w Moskwie. Decyzja o zwolnieniu go z wojska została wydana 29 stycznia, ale sam Kozłowski dowiedział się o sprawie dopiero po głosowaniu.


Dzisiaj, kiedy Kozłowski dotarł do izmailowskiej intendentury wojsk, opowiedział dziennikarzom o szczegółach swojej ,,przygody z wojskiem”. Mówił o tym, jak zwracano na niego baczną uwagę we wszystkich jednostkach wojskowych, a nawet w szpitalu. Według Kozłowskiego wielokrotnie dyskutowano z nim o ewentualnej ucieczce z jednostki lub ze szpitala.


Oficerowie bali się, że zdecyduje się na dezercję. Ponadto Oleg dodaje, że w szpitalu jeden z pacjentów szczególnie się nim ,,opiekował”, a przypadki przedłużającej się nieobecności od razu zgłaszał przełożonym.


obo031208-thumb.gif.jpgKozłowski stwierdził również, że nie chce ukrywać swojej działalności politycznej. Zdarzenie, które miało miejsce potwierdziło tylko słuszność aktywnej postawy obywatelskiej, na jaką się zdecydował.


W najbliższym czasie koordynator Obrony planuje złożyć pozew przeciw intendenturze wojsk z komendy izmailowskiej, na wniosek której Oleg został bezprawnie powołany do wojska. Kozłowski domaga się ponadto zwolnienia komisarza.


Przypomnimy, że 23 letni Kozłowski został zatrzymany 20 grudnia 2007 roku przed własnym domem i odprowadzony do koszar. Zgodnie z orzeczeniem Komisji Lekarskiej okazał się zdolnym do pełnienia służby wojskowej, w wyniku czego został natychmiast wcielony jako szeregowy do jednostki pod Riazaniem.


Powołanie go do służby wojskowej było niezgodne z prawem. Po pierwsze, działacz nie mógł być wcielony jako szeregowiec, ponieważ odbył już służbę wojskową w czasie studiów na MGU (Moskiewski Uniwersytet) i jest oficerem w rezerwie. Po drugie, w chwili gdy dostał powołanie był studentem studiów dziennych w Wyższej Szkole Ekonomii.


Później okazało się też, że lekarze ze szpitala wojskowego Ryazan uznali kwalifikacje Kozłowskiego do służby wojskowej za ograniczone. Oznacza to, że mógł on zostać powołany tylko w przypadku wybuchu wojny.

Anastazja Dergaczewa
«Novaja gazeta»

Oto komentarz naszego rosyjskiego korespondenta dziennikarza Grigorija Pasko do informacji o możliwym ułaskawieniu Michaiła Chodorowskiego.


_40997210_prison811.jpg

Na konferencji prasowej zorganizowanej 8 marca po spotkaniu z kanclerz Niemiec Angelą Merkel, Władimir Putin nie odpowiadał na pytanie, czy były szef Jukosu Michaił Chodorowski, skazany na 8 lat więzienia, ma szanse na ułaskawienie. Zamiast tego bełkotał coś o procedurach i dodał, że jeśli skazany złoży wniosek o ułaskawienie nowy prezydent może go rozpatrzyć.

W związku z tym szeroko komentowanym wydarzeniem cofnąłem się pamięcią do początku stycznia 2002. Izolatka w więzieniu we Władywostoku. Kraty zamiast okien. Na dworze 20 stopni poniżej zera. Wewnątrz trochę cieplej. Nie pierwszy raz marzłem wtedy na więziennej pryczy. Tym razem siedziałem od 25 grudnia 2001 roku.


Jednego z tych styczniowych dni odwiedziła mnie w celi wielka delegacja: dyrektor więzienia, jego zastępcy, prokurator miasta i cała grupa innych ludzi, o których nigdy wcześniej nie słyszałem. Mieli ze sobą jakiś świstek i powiedzieli: napisz wniosek, prezydent Putin obiecał, że Cię ułaskawi. Z jakichś powodów, nie zastanowiwszy się nawet nad ich propozycją, z miejsca kazałem im razem z prezydentem iść tam, gdzie słońce nie dochodzi.


Po tym jak wyszli, a temperatura spadła jeszcze bardziej, zacząłem się poważnie zastanawiać. Nawet telewizja emitowała wtedy materiał o tym, co, gdzie i jak powiedział Putin o moim ułaskawieniem. Było to 15 stycznia 2002. Podczas wizyty we Francji po spotkaniu z Jacquesem Chirackiem, na pytanie o moją sytuację Putin odpowiedział:


To jest problem natury prawnej. Szczerze mówiąc, nie zagłębiałem się w sprawę. Wiem tylko, że pan Pasko został oskarżony w związku z przeciekiem dokumentów określanych jako tajne, za które zapłacili mu przedstawiciele obcego państwa. Tego faktu nie kwestionuje moim zdaniem nikt, nawet jego obrońcy. Trudno mi jednak mówić o szczegółach, po prostu nie znam sprawy.


Nie sądzę jednak, by miała ona znaczenie dla interesów państwa. Uważam, że cała kwestia ma charakter ściśle formalny. Nie uważam za stosowne ingerować w proces prawny. Postępując w ten sposób nie zbudujemy w Rosji nic dobrego, nie stworzymy państwa opartego na zasadach prawa. W naszym kraju, tak jak w każdym innym, które określa się mianem demokratycznego, między władzą a sądem musi istnieć wyraźny podział. To są na szczęście niezależne formy władzy.


Dlaczego cytuję jego słowa tak dokładnie? Bo jest to niezbędne. Po pierwsze, ta sprawa nigdy nie była, od samego początku ,,natury prawnej”. Była czysto polityczna, zbudowana na fałszerstwach na zamówienie pracowników FSB. Po drugie, Putin kłamał, kiedy powiedział, że faktu sprzedaży dokumentów nie kwestionuje nikt, nawet moi obrońcy. Kwestionuje się go od 2002 roku do dzisiaj. Mój przypadek został przedstawiony przed Europejskim Trybunałem Praw Człowieka w Strasburgu i czeka na rozpatrzenie. Po trzecie, ani wtedy, ani teraz nie ma oczywiście w Rosji podziału władzy. Myślę też, że jego brak to w dużym stopniu zasługa "petersburskiego prawnika" - Putina.


Jak się skończyła cała sprawa z amnestią? Odmówiłem od razu bazując na własnej intuicji. Potem przeanalizowałem sprawę i nawet o mały włos nie przekonałem sam siebie do napisania wniosku o ułaskawienie. Myślałem, że wszyscy normalni ludzie i tak zrozumieją, że nie popełniłem przestępstwa. ( w Rosji prośba o ułaskawienie jest w praktyce równoznaczna z przyznaniem się do winy)


Wtedy nieoczekiwanie do więzienia przyszła na widzenie moja żona. Wcześniej nie miałem nawet okazji powiedzieć jej co się stało. Od razu zrozumiała, nad czym się zastanawiam. Stwierdziła tylko: nawet o tym nie myśl. Oto jak to uzasadniła: jeśli napiszesz wniosek o ułaskawienie, to z punktu widzenia prawa przyznajesz się do winy – czekiści szybko to ogłoszą, pojawią się artykuły w mediach o tym, jak ,,szpieg Pasko w końcu się przyznał”. Nikt nie ma nawet najmniejszego zamiaru cię zwolnić. Próbują cię tylko oszukać.
Nie napisałem tego wniosku. Siedziałem w więzieniu jeszcze długo, później kolejne pół roku w kolonii o zaostrzonym rygorze... I do dzisiaj nie żałuję, że nie dałem się złamać Putinowi.


Potem miał miejsce incydent z naukowcem z Instytutu USA i Kanady, Igorem Szutajginem, którego zamknęli w 1999 roku. Przez długi czas nie decydował się na napisanie wniosku, ponieważ ten ,,jezuicki akt” byłby traktowany jako przyznanie się do winy. Niewinnemu człowiekowi trudno zmusić się do takiego działania. Po 8 latach więzienia Igor przełamał się i złożył wniosek. Z nadzieją czekał na decyzję prezydenta. I oczywiście Putin go nie ułaskawił!


Myślę, że mocno przesadza prawnik Henrich Padwa, który uznał słowa Putina o możliwym ułaskawieniu Chodorowskiego za moment przełomowy. Po pierwsze nie możesz ufać Putinowi w niczym. Po drugie, jeśli nawet uznamy, że pozwolą nowemu prezydentowi na działania humanitarne, które pomogą mu zbudować wizerunek liberalnego i demokratycznego przywódcy, czy Michaił Chodorowski zgodzi się przyznać do winy? Po trzecie, wyobraźmy sobie sytuację, kiedy Chodorowski pisze wniosek, a Miedwiediew odmawia mu ułaskawienia? Czy widzicie już ten szyderczy uśmiech na twarzy Putina?


Oczywiście rozumiem, jak ciężko jest teraz Chodorkowskiemu. (W każdym razie, na podstawie własnego doświadczenia, rozumiem lepiej niż inni). I chcę wierzyć, że wraz z nastaniem ery nowego prezydenta czekiści staną się milsi (wszystko zostało już zagrabione, sfery wpływów podzielone, opozycja zduszona...). I naprawdę chcę, aby Michaił Borysowicz miał możliwość powrotu do rodziny, żony i dzieci, jak najszybciej... Ale znam dobrze prawdziwe oblicze czekistów, muszę mu więc powiedzieć: nie wierz im, oszukają Cię. Robili to już wielokrotnie. Nie mam też złudzeń co do nowego prezydenta - uważam, że jest tylko marionetką.

Życie na podsłuchu

| No Comments | No TrackBacks

Najwyraźniej to nie tylko problem amerykańskiNews.ru informuje, że Ministerstwo Informacji ogłosiło, iż wszyscy operatorzy sieci telefonicznej i internetu muszą pozwolić FSB na nieograniczoną możliwość podsłuchu i dostęp do wszelkich informacji, choć konstytucja wyraźnie zastrzega, że działania tego typu są możliwe tylko po uzyskaniu nakazu sądowego. Z doświadczenia wiemy, że system ten funkcjonuje od lat, jednak dopiero teraz ministerstwo ogłasza go publicznie.


misssion%20impossible.jpgMinisterstwo Informacji Technologii i Komunikacji daje FSB możliwość podsłuchiwania rozmów telefonicznych


Po raz pierwszy Ministerstwo Technologii Informacyjnej i Komunikacji Federacji Rosyjskiej oficjalnie zobowiązało wszystkie firmy telekomunikacyjne i operatorów sieci internetowej do umożliwienia FSB nieograniczonego i niekontrolowanego przez operatorów podsłuchiwania rozmów i monitorowania przesyłanych informacji. Konstytucja Rosji pozwala na takie działania tylko po uzyskaniu zezwolenia sądu.


Kommersant donosi, że operatorzy przyznają, iż dokument sankcjonuje tylko działania od dawna podejmowane przez służby specjalne. Wcześniej były one regulowane częściowo tajnymi instrukcjami siłowników.


Zarządzenie I 9: ,,O potwierdzeniu wymogów dotyczących prowadzenia akcji operacyjno-dochodzeniowych w sieci połączeń komunikacyjnych ” wydano 16 stycznia 2003. Rozporządzenie weszło w życie 1 lutego, ale dopiero w zeszły piątek poinformowano o tym opinię publiczną. Znajduje się w nim zapis, że operator musi przedstawić czekiście lub milicji dane techniczne techniczne, które pozwolą agentom bez opuszczania biura przeglądać korespondencję podejrzanych i podsłuchiwać ich rozmowy.


SystemSORM jest stosowany od wielu lat. Wcześniej obsługiwano go zgodnie z tajnymi instrukcjami służb. Jednak nigdy wcześniej przepisy nie zezwalały otwarcie na pełny dostęp FSB do informacji.


Jak podaje Kommersant, system monitorowania operatorów sieci internetowej kosztuje ok. 15 tysięcy dolarów, a dla sieci komórkowej ok. 100 tysięcy dolarów.


Fontanka.ru. donosi, że nowe rozporządzenie podpisane przez Ministra Technologii Informacyjnej i Komunikacji Leonida Reimana wymienia 16 rodzajów usług komunikacyjnych, na warunkach licencji, w której operator ma obowiązek umożliwienia akcji operacyjno-dochodzeniowych.


Firmy muszą zainstalować odpowiednie urządzenia, podłączone i kierowane przez centralę w siedzibie FSB. Ta ostatnia może określić: nadawcę wiadomości (rozmowy telefonicznej, maila, wiadomości sms itd.), adresata, przesyłać informację z kanału komunikacyjnego (po to, żeby skopiować tekst), a także określić miejsce, w którym przebywa użytkownik (dla sieci komórkowej).


Ponadto za pomocą zdalnie sterowanej centrali służby specjalne uzyskują dostęp do bazy użytkowników i wykazu rozmów – informacji o ustawieniach i połączeniach. Operator jest zobowiązany do przechowywania informacji dla FSB przez 3 lata


Ponadto każdy operator musi przeznaczyć odpowiednie pomieszczenie w swojej firmie na urządzenie SORM. Nawet pracownicy koncernów mogą wchodzić to tych pokojów tylko za pozwoleniem przedstawicieli określonych organów władzy.


Z rozporządzenia wynika, że pracownicy FSB mają możliwość wybrania obiektu kontroli bez wiedzy i zgody operatora. Oznacza to, że firma telekomunikacyjna nie może brać odpowiedzialności za fakt podsłuchu lub przenoszenia informacji z kanału transmisyjnego.

Sytuacja ta budzi ogromny niepokój obrońców praw człowieka, którzy zauważają, że zgodnie z rosyjską Konstytucją,,każdy ma prawo do prywatnej korespondencji, rozmów telefonicznych i innych wiadomości. Od prawa tego można odstąpić tylko na polecenie sądu".


Przedstawiciele władz państwowych i pracownicy sieci telekomunikacyjnych mówią jednym głosem, że SORM nie narusza praw obywateli, ponieważ służby nie będą sięgać do informacji bez wcześniejszej zgody sądu. Przedstawiciele Ministerstwa Komunikacji nie zaprzeczają jednak, że kontrola pracy zdalnej centrali w praktyce pozostaje niemożliwa.


Wszyscy muszą po prostu przyjąć na słowo, że pracownicy FSB nie będą podsłuchiwać nikogo bez nakazu. Obrońcom praw człowieka trudno w to jednak uwierzyć.


Nowe rozporządzenie Reimana jest już zatwierdzone i w najbliższej przyszłości zostanie oficjalnie ogłoszone. Daje to obrońcom praw człowieka możliwość zakwestionowania go przed rosyjskim Sądem Najwyższym. Prawdopodobnie przeciwnicy SORM zgłoszą swoje wątpliwości jeszcze pod koniec marca.

gazociag%20n.jpgdowodzą, że Europa nie musi się martwić, a jednocześnie używają wszystkich dostępnych metod, by uniemożliwić powstanie alternatywnych dróg transportu azjatyckiego gazu. Wśród gamy środków, po jakie sięgają znajdziemy kontrakty na wydobycie w miejscach takich jak Sztokman, puste umowy z innymi eksporterami (np. Algierią), a przede wszystkim dwa wielkie projekty, które mają okrążyć Europę – Gazociąg Północny i Południowy.

Jednak dziś dotarły do nas wiadomości o możliwych podwyżkach cen gazu z Azji, które Gazprom tłumaczy interesami państw, z których pochodzi surowiec. Ta sytuacja podważa jednak główne argumenty Rosjan i dowodzi, że jedynym wyjściem dla Europy jest stworzenie gazociągu Nabucco, który jako jedyny gwarantuje przywrócenie na kontynencie opartego na konkurencji rynku energetycznego.

Kryształy i Pałace Kultury

| No Comments | 1 TrackBack

crystal%20tower.jpgFragment tekstu z Financial Times:

Odradzająca się Moskwa, zasilana pieniędzmi z handlu ropą i gazem, znów chce być jedną z ważniejszych światowych stolic. Po raz pierwszy od czasów „Siedmiu sióstr”, które miały być odpowiedzią komunistów na Manhattan, w stolicy Rosji wyrastają w zawrotnym tempie nowe drapacze chmur. W zeszłym roku wydano zgodę na budowę Moscow Tower – piramidy zaprojektowanej przez architektów z SOM. Budowla ma mierzyć 612 metrów, co oznacza, że będzie najwyższym budynkiem w Europie. Inna amerykańska firma (NBBJ) planuje budowę Imperia Tower, która ma się stać jednym z głównym punktów nowego centrum biznesowego Moskwy. Wszystkie te projekty mają odpowiedzieć na rosnące zapotrzebowanie miasta na powierzchnię biurową.

Największe wrażenie robią jednak plany Foster & Partner, które ogłosiło niedawno zamiar stworzenia kryształowej wyspy – wartego 4 miliardy dolarów budynku w kształcie kwiatowego kielich, w którym mają się mieścić biura, centrum handlowe, hotel i centrum rozrywki. Ta dziwaczna propozycja dowodzi, że rozwój miasta zmierza w stronę architektonicznych zoo podobnych do tych, które możemy dziś oglądać w Zatoce Perskiej.


Fakt, że Rosja wykorzystuje pieniądze zarobione na ropie (której cena sięgnęła dziś 108 dolarów za baryłkę) podobnie jak kraje arabskie wydawał mi się oczywisty od czasu ogłoszenia planów budowy sztucznych wysp na Morzu Czarnym w okolicach Soczi. Najwyraźniej nic nie wyraża odzyskanej dumy narodowej lepiej niż wyrzucanie w błoto miliardów dolarów…

putin%20merkel%20kwiaty2.jpgOto co agencja Reuters napisała w relacji z konferencji prasowej po spotkaniu z kanclerz Niemiec Angelą Merkel, która spotkała się dziś z Putinem w Moskwie:


Putin: Ułaskawienie Chodorkowskiego zależy teraz od Miedwiediewa

Rosyjski prezydent Władimir Putin powiedział dziś, że decyzja o ewentualnym ułaskawieniu skazanych przestępców, do których zalicza się potentat naftowy Michaił Chodorkowski, należy teraz do jego następcy Dimitrija Miedwiediewa.

Przedstawiciel Kremla tłumaczy agencji Reuters, że procedura ułaskawienia wymaga od skazanego starającego się o jego uzyskanie przyznania się do winy i złożenia oficjalnego wniosku.

Chodorkowski twierdzi, że jest niewinny.

Oto co Putin odpowiedział podczas wspólnej konferencji prasowej z Angelą Merkel na pytanie czy Chodorkowski ma szanse na ułaskawienie:
Jeśli zostaną wypełnione wymagania proceduralne decyzja o ułaskawieniu będzie leżała w kompetencji głowy państwa – prezydenta Federacji Rosyjskiej” stwierdził Putin.

Chodorkowski przebywa w więzieniu od czasu aresztowania w 2003, które zostało odebrane jako kara za ambicje polityczne biznesmena. Skazanie byłego szefa Jukosu było na Zachodzie szeroko krytykowane, wielu polityków otwarcie wzywało do jego uwolnienia.

„Z radością przyjęlibyśmy taką decyzję [ułaskawienie Chodorowskiego]” zareagowała na słowa Putina Merkel.

papier%20toaletowy.jpgZa każdym razem gdy zaczynam sądzić, że o słynnej, wielokrotnie opisywanej rosyjskiej organizacji młodzieżowej Nasi nie da się już powiedzieć nic nowego i interesującego, dzieje się coś, co kompletnie mnie zaskakuje.

Tym razem na blogu koalicji Inna Rosja czytamy, że pro-kremlowskie stowarzyszenie stoi za rozprowadzaniem papieru toaletowego, na którym wydrukowano logo niezależnej gazety Kommiersant i list od redakcji, która próbuje „zbliżyć się do czytelników, którzy dotąd nie dotknęli gazety”.

Zapomnijmy na moment, że tego typu przykłady nietolerancji i nienawistnego szykanowania wolnych mediów ze strony młodzieżówki Kremla są odrażające i zagrażają funkcjonowaniu społeczeństwa obywatelskiego. Tym co naprawdę zaskakuje mnie w tej historii jest kreatywność Naszych. To organizacja chuliganów, ale za to autentycznie zabawnych. Ciągle wymyślają oryginalne i dowcipne sposoby atakowania politycznych przeciwników, takie jak „dzielnica czerwonych latarni” z ich letniego obozu, gdzie sobowtóry liderów opozycji przebrano za prostytutki i inne pomysłowe akcje propagandowe oparte na tradycji teatrów ulicznych. Nasi zaadaptowali środki teatrów protestu do celów odwrotnych do tych, dla których zostały wymyślone.

Zastanawiam się, czy tak jak w latach 30. ubiegłego wieku MORT, Nasi będą eksploatować tę nową formę agitacji, by porzucić ją na rzecz socrealizmu. Obecna sytuacja w Rosji i eskalacja działań Naszych (a zwłaszcza zachęcanie do atakowania niezależnych dziennikarzy) są zdecydowanie mało zabawne. Interesuje mnie za to jak wielki potencjał intelektualny marnuje się przy pracy nad tymi akcjami nietolerancji politycznej… Kampanie tworzą bowiem z pewnością niezwykle utalentowane i twórcze jednostki, które w każdym normalnym kraju wykorzystywałyby swoje umiejętności w przemyśle filmowym czy reklamowym. Szkoda, że młodzi ludzi marnują się w tak obrzydliwej organizacji, choć trzeba przyznać, że młodzieżówka Kremla przebyła długa drogę od czasu bezbarwnych grup wielbiących Putina.

Alvaro Vargas Llosa z Independent Institute zastanawia się w The New Republic nad tym, czy Dimitrijowi Miedwiediewowi uda się wyrwać spod kontroli Putina i pisze o ironii, jaką wydaje mu się fakt, że jedynym sposobem wprowadzenia liberalnych reform jest z gruntu antyliberalnie wykorzystanie stanowiska do odebrania władzy poprzedniej ekipie.

miedwiediew%20kreml.jpg


Niekończący się Putin

Alvaro Vargas Llosa


Atmosfera na Kremlu jest równie dusząca jak 20 lat temu. Czy Dimitrij Miedwiediew może zmienić tę sytuację? Czy w ogóle chce to zrobić?

Obecna sytuacja to podręcznikowy niemal przykład ironii. Nowy prezydent Federacji Rosyjskiej Dimitrij Miedwiediew może się wyzwolić z uścisku Władimira Putina tylko w jeden sposób – powtarzając drogę samego Putina, który został kiedyś namaszczony jako spadkobierca Borysa Jelcyna i obalił swojego dobroczyńcę.

Oczywiście charaktery i doświadczenia Putina i Miedwiediewa bardzo się różnią. Putin, namaszczony przez Jelcyna i jego współpracowników, do których zaliczali się córka ówczesnego przywódcy czy oligarchowie jak Borys Bieriezowski i Roman Abramowicz, był dzieckiem radzieckich służb bezpieczeństwa, a jego związki z liberalną demokracją pozostawał delikatnie mówiąc mocno ograniczony. Z kolei Miedwiediew to dyplomatyczny prawnik, który sam określa się mianem „liberała“ z ogromnym doświadczeniem w zarządzaniu państwowymi przedsiębiorstwami.

Rosjanie liczą, że rządy Miedwiediewa okażą się krokiem w stronę bardziej otwartego, pluralistycznego, zdecentralizowanego systemu politycznego. Realizacja tych nadziei zależy jednak od tego, czy nowy prezydent potrafi bezlitośnie wykorzystać prerogatywy swego urzędu, by pozbyć się Putina i ludzi. Odchodzący przywódca doskonale zdaje sobie sprawę z potencjalnego niebezpieczeństwa. To dlatego już wiele miesięcy temu ogłosił, że zamierza objąć w administracji Miedwiediewa urząd premiera. Bez stanowiska, które zapewnia mu realną władzę polityczną nad armią i resortami siłowymi, Putin okazałby się łatwym celem w wypadku ewentualnej zdrady Miedwiediewa.

Wiele mówi się dziś o tym, że obecne gry o władzę na Kremlu adekwatnie opisuje język komentatorów czasów radzieckich. Lilia Szewcowa z Carnegie Moscow Center przypomina, że gdy w latach 50. Politbiuro wybrało na przywódcę ZSRR Chruszczowa, wielu uważało go za polityka słabego i obiekt łatwej manipulacji. Wkrótce potem Chruszczow ujawnił zbrodnie Stalina. Podobnie było w latach 60. z Breżniewem, którego naiwnie uznano początkowo za przejściowego przywódcę.

Już na początku swej prezydentury Putin zrozumiał, że jedynym sposobem na utrzymanie władzy jest wprowadzenie do rządu różnych grup interesów, które można rozgrywać przeciwko sobie gdy przyjdzie czas na sukcesję. Na Kremlu pojawiły się więc trzy główne grupy: przyjaciele-szpiedzy z czasów KGB, kilku technokratów i zwolenników wolnego rynku oraz pragmatycy, do których zaliczał się między innymi Miedwiediew. Putin planuje trzymać nowego prezydenta w szachu otaczając go przedstawicielami zwalczających się frakcji i uniemożliwiając Miedwiediewowi budowę jednolitej własnej grupy.

Dziś nikt nie potrafi przewidzieć, czy Miedwiediew okaże się samodzielnym przywódcą, a tym bardziej czy uda mu się zbliżyć do stworzenia w Rosji liberalnej demokracji opartej na rządach prawa. Opierając się na rosyjskiej tradycji i konstytucji, która daje prezydentowi bardzo szerokie prerogatywy, można przypuszczać, że Miedwiediewowi uda się w końcu wyjść z cienia Putina. Mniej prawdopodobne wydaje się za to, by udało mu się to, co naprawdę istotne – zmiana natury systemu. Żeby to osiągnąć nowy prezydent musiałby ograniczyć potęgę resortów siłowych, pozwolić na rozwój partiom opozycyjnym takim jak Inna Rosja Garrego Kasparowa, zgodzić się na powstanie wolnych mediów i prywatyzację państwowych gigantów naftowych jak Gazprom czy Rosnieft. Druga z tych firm zawdzięcza rozwój wchłonięciu Jukosu, którego właściciel Michaił Chodorkowski wylądował w syberyjskim więzieniu za rzucenie wyzwania reżimowi Putina.

Istnieje wiele czynników, które pozwoliły Putinowi powrócić do carskiej tradycji autokratycznej i sojuszu władzy z Cerkwią. Jednym z najważniejszych wydaje się sukces gospodarczy ostatniej dekady. Dzięki względnemu otwarciu gospodarki w latach 90., zapotrzebowaniu rynku chińskiego i (czemu bynajmniej nie przeczę) dyscyplinie finansowej putinowskiej Moskwy, kraj wytwarza obecnie niemal trylion dolarów w produktach i usługach rocznie. Średnia pensja podniosła się o prawie siedem procent do poziomu 600 dolarów miesięcznie, a poziom biedy zmniejszył się o prawie połowę.

Gdyby nie ten gospodarczy „cud“ inne osiągnięcia, za które cenią go rodacy takie jak brutalna, nacjonalistyczna polityka zagraniczna czy brutalna strategia wobec Czeczenii, mogłyby okazać się niewystarczające do zdobycia dyktatury.

Jeśli Miedwiediew marzy o zmarginalizowaniu swojego starego szefa, musi przede wszystkim utrzymać gospodarczy boom. Jeśli chce być zapamiętany jako ktoś więcej niż kolejny skorumpowany tyran, będzie ograniczyć kompetencje nie tylko premiera Putina, lecz także własne, by krajem w końcu zaczęły rządzić instytucje, a nie jak dotąd wybrane jednostki.

Wydaje się to bardzo mało prawdopodobne, lecz nie niemożliwe.

abchazja.jpgZdają się rozwiewać nadzieje na liberalizacje polityki zagranicznej Rosji po wyborach prezydenckich. Ministerstwo spraw zagranicznych poinformowało dziś, że znosi wszystkie restrykcje wobec Abchazji - regionu Gruzji, który od 15 lat pozostaje poza kontrolą władz w Tbilisi i którego separatyzm Rosja nieformalnie wspiera.

Porozumienie przyjęte przez kraje należące do Wspólnoty Niepodległych Państw w 1996 roku zakazywało kontaktów politycznych, gospodarczych, handlowych, finansowych oraz połączeń transportowych z Abchazją. Rosja "nie uważa, że jest nadal związana zasadami tego porozumienia" - wyjaśnia oświadczenie MSZ w Moskwie.

Gruzja przyjęła tę decyzję z oburzeniem. Przewodnicząca parlamentu Gruzji Nino Burdżanadze nazwała decyzję Rosji skandaliczną", "nie do przyjęcia" i określiła ją jako prowokację. Wyraziła nadzieję, że krok ten spotka się z reakcją społeczności międzynarodowej.

Z kolei Siergiej Szamba, szef dyplomacji w nie uznawanym przez świat rządzie Abchazji powiedział, że zniesienie rosyjskich sankcji będzie miało pozytywny wpływ na gospodarkę regionu.

Aleksiej Małaszenko, z Centrum Carnegie w Moskwie uważa, ze w istocie nic się nie stało. Wycofanie się z restrykcji jest "formalnością, która potwierdza de iure stan faktyczny". "Moskwa robi to w reakcji na Kosowo" - dodał Małaszenko.

Abchazja odłączyła się od Gruzji po krwawej wojnie z lat 1992-93. Ma własny parlament, prezydenta, konstytucję, rząd, siły zbrojne i sądy. Niepodległości samozwańczej republiki nie uznało dotąd żadne państwo, włącznie z Rosją. Jednak starania Gruzji, by przywrócić swą władzę nad regionem, pozostały bezskuteczne.

Nastroje niepodległościowe w Abchazji, a także w drugim separatystycznym regionie Gruzji - Osetii Południowej, podsyciło ostatnio uznanie przez Zachód niepodległości Kosowa.
Trudno nie wiązać decyzji Moskwy z obradami ministrów spraw zagranicznych NATO w Brukseli. Tam część krajów – zwłaszcza Niemcy i Francja wyraźnie sprzeciwiła się zaproszeniu Gruzji do NATO. Rosjanie poprzez eskalacje napięcia na granicach Gruzji a w istocie kwestionując kształt terytorialny państwa gruzińskiego pieką dwie pieczenie przy jednym ogniu. Mszczą się na USA i Europie za uznanie niepodległości Kosowa i izolują Gruzję jako państwo niestabilne i mające istotne konflikty na granicach nie rozwiązane w drodze pokojowej.

Obok wojny gazowej z Ukrainą, zakończonej po trzech dniach – co łatwo było przewidzieć, bo Rosja nie ma gdzie przechowywać gazu eksportowanego na Ukrainę – zniesienie sankcji wobec Abchazji jest kolejnym krokiem wskazującym na determinację Kremla w walce o odbudowę wpływów imperialnych. Warto dodać, ze Rosja wezwała tez pozostałe państwa WNP do zniesienia sankcji wobec Abchazji. Krótko mówiąc zamierza przeprowadzić test lojalności wobec partnerów. Nie wygląda to na przygotowanie do spokojnej inauguracji „liberalnego” prezydenta Miedwidiewa.

ropa.jpgW reakcji na rosnącą cenę ropy, która przekroczyła 104 $ za baryłkę, kraje konsumenckie takie jak Stany Zjednoczone zachęcają do wypuszczenia na rynek większej ilości ropy.

Ten scenariusz wydaje się jednak mało realistyczny: światowe zapotrzebowanie na ropę tradycyjnie spada w drugim kwartale roku, co zwykle skłania OPEC do zmniejszenia produkcji. Kartel podkreślał też wielokrotnie, że boi się, iż chwiejąca się gospodarka USA będzie wkrótce potrzebowała mniej ropy.

Producenci sugerują, że przytkanie rynku rafineryjnego jest odpowiedzialne za wysokie ceny ropy w znacznie większym stopniu niż topnienie światowych zasobów surowca. Dowodzą też, że obecna sytuacja na rynku ropy wiąże się raczej z działaniami spekulantów i słabością dolara, a nie niewystarczającym poziomem dostaw.

Część z tych argumentów powtórzono we wczorajszym oświadczeniu OPEC. Spowolnienie gospodarki Stanów Zjednoczonych i „pogłębiający się kryzys na rynkach finansowych zwiększają ryzyko w światowej gospodarce, a co za tym idzie zwiększają zapotrzebowanie na ropę”. OPEC zapewnia, że rynek jest „dobrze zaopatrzony”, a zapasy surowca przewyższają średni poziom z ostatnich 35-ciu lat. Producenci dodali, że „obecne ceny nie odzwierciedlają rzeczywistej sytuacji, ale osłabienie dolara, które powoduje wzrost inflacji i przepływ kapitału na rynek towarowy”. Odnieśli się także do sugestii o zmniejszeniu dostaw wyjaśniając, że zamierza utrzymać aktualny poziom wydobycia „mimo sezonowego spadku zapotrzebowania w drugim kwartale”.

levponomarew3.jpgRozmawiałem niedawno z moim przyjacielem i jednym z najbardziej znanych rosyjskich obrońców praw człowieka Lwem Ponomariewem, założycielem ruchu na rzecz praw człowieka (poprzedni wywiad możecie przeczytać tutaj).

Ostatni miesiąc był dla Lwa szczególnie trudny. Jakiś czas temu zaczął alarmować światową opinię publiczną donosząc o stosowaniu tortur w rosyjskich koloniach karnych i odrodzeniu systemu Gułagów. Kolonie o których mowa znajdują się w większości w Republice Mordwińskiej. Panuje w nich reżim, na który składają się nieograniczone stosowanie przemocy przez strażników i nielegalna wewnętrzna „policja” złożona z uprzywilejowanych grup więźniów zrzeszonych w „Sekcjach porządku i dyscypliny”. Oczywiście wszyscy, którzy biją, zarówno więźniowie jak i strażnicy są przekonani o własnej bezkarności. Do obozów sprowadza się więźniów z innych regionów, którzy odmawiają „przyznania się” do zarzucanych im czynów. Po kilku tygodniach w Mordwie śpiewają jak z nut.

Za próby zwrócenia uwagi świata na problem tortur w nowych koloniach Lew został ukarany oskarżeniem o zniesławienie wysuniętym przez szefa rosyjskiej Służby Więziennictwa (FSIN) Jurija Kalinina. Prokuratura już od jakiegoś czasu zbiera przeciw niemu materiały. W lutym Lew odwiedził Stany Zjednoczone, gdzie udzielił serii wywiadów, opublikowanych między innymi w The Wall Street Journal, The Washington Post, The Boston Globe, czy Chicago Public Radio. Wspominał w nich o istnieniu nagrania dowodzącego stosowania tortur w jednej z kolonii, które umieściliśmy na angielskiej wersji tego bloga. Kilka dni po publikacji artykułu w The Wall Street Journal film w tajemniczych okolicznościach został usunięty z Youtube. Więcej na temat tej sprawy możecie przeczytać tutaj, w skrócie wystarczy powiedzieć, że po naszych protestach film można ponownie znaleźć w sieci.

demokracja.jpgPo powrocie do Rosji Lew został formalnie oskarżony o zniesławienie Kalinina. Zmuszono go do podpisania zobowiązania do niedopuszczania kraju i „właściwego zachowania”. W zamian za to odstąpiono od aresztowania. Klauzula o „właściwym zachowaniu” wydaje się szczególnie niepokojąca, bo prokuratorzy nie potrafili wytłumaczyć Lwu co dokładnie oznacza, pozostawiając tym samym władzom ogromne pole do arbitralnych interpretacji. W dzisiejszej Rosji niemal każde działania obrońców praw człowieka mogą zostać uznane za „niewłaściwe”, co może doprowadzić do szybkiego wtrącenia Lwa do więzienia.

Podczas naszej rozmowy pytałem go szczegóły dotyczące zbliżającego się procesu o zniesławienie i komentarz do aktualnych wydarzeń w Rosji. Oto co powiedział:


Razem z moimi adwokatami przygotowujemy się do procesu przeglądając ogromne ilości materiałów, jakie zebrała przeciwko mnie prokuratura. Do wielu z nich nie mieliśmy wcześniej dostępu. Jest wśród tych dokumentów między innymi doniesienie jakie złożył w prokuraturze Kalinin, który oskarża mnie zniesławienie, jakiego miałem się dopuścić twierdząc, że nakazał on stosowanie tortur w niektórych koloniach.

W mediach dużo już powiedziano o tej sprawie. Wielu moich kolegów ze środowiska obrońców praw człowieka wyraziło chęć wystąpienia w mojej obronie. Chcą wysyłać do rządu petycje, wydawać publiczne oświadczenia i tak dalej. Dochodzi więc do swego rodzaju mobilizacji, choć na razie to dopiero początek.

Fakt, że YouTube zgodził się przywrócić mój film jest dla mnie bardzo ważny. Dzięki niemu odżyła historia o torturach w koloniach karnych. Kiedy nagranie usunięto podniosły się głosy, że prawdopodobnie jest ono nieprawdziwe. Ponowne umieszczenie go w sieci dowodzi jego autentyczności.

Rozmawiałem z wieloma ekspertami na temat „Sekcji dyscypliny i porządku”. Wszyscy zgodziliśmy się, że powinny one zostać jak najszybciej zlikwidowane.

Jednak najważniejszy jest dla nas teraz marsz protestu przeciw wynikom „wyborów” prezydenckich, który ma się odbyć w poniedziałek 3 marca [o marszu, który odbył się już po rozmowie można przeczytać tutaj]. Organizatorzy uzyskali oficjalna zgodę władz Petersburga na organizację marszu, podobnego zezwolenia nie udzieliły jednak władze Moskwy. Nie zgodziły się one nie tylko na marsz, lecz także zabroniły zgromadzenia, co jest z ich strony zwykłym łamaniem prawa. Boimy się więc użycia przemocy wobec młodych ludzi, którzy mimo braku zezwolenia przyjdą wraz ze mną, Kasparowem, Limonowem i innymi demonstrantami by wyrazić swoją dezaprobatę dla sposobu przeprowadzenia niedzielnych „wyborów”.

putin%20miedwiediew%20g%C5%82osowanie.jpgMatt Stone z The Global Buzz podaje listę powodów dla których ewentualny rozłam we współpracy Władimira Putina z prezydentem elektem Dimitrijem Miedwiediewem może doprowadzić do rzeczywistej zmiany gwardii w Moskwie:

1. Zgodnie z konstytucją i tradycją urząd prezydenta daje pełniącej go osobie znacznie większą władzę niż stanowisko premiera

2. Miediwediew cieszy się szacunkiem wielu lojalnych współpracowników w Gazpromie – państwowym gigancie naftowym, któremu szefował. Gazprom to w Rosji potęga, państwo w państwie, gdzie nowy prezydent zbudował zaplecze zdolne przeciwstawić się siłownikom – ludziom związanym kiedyś z KGB, którzy pozostają lojalni względem Putina.

3. Wierność władzy i autorytetom to typowo rosyjskie cechy, wynikające najprawdopodobniej z tradycji rządów silnych indywidualności. Stanowisko prezydenta oferuje Miedwiediewowi pozycję znacznie przewyższającą kompetencje premiera Putina. Na ile elity pozostaną lojalne Putinowi?

4. Czy Putin nie docenia Miedwiediewa? Czy 16 lat lojalności to wystarczająco długo by pozbawić człowieka ambicji i być pewnym, że nie zastosuje on politycznych sztuczek poprzednika?

5. Czynnik “zmęczenia Putinem”. Rosyjscy urzędnicy i politycy są niezwykle ambitni, szukają możliwości awansu i rozwoju. Przez ostatnie osiem lat biurokracja została całkowicie wyjawiona. Możliwość awansu, a co za tym idzie wzbogacenia się pozostawała całkowicie uzależniona od osobistego zaufania Putina. Nowy prezydent, nawet związany z Putinem, oznacza zasadniczą zmianę. Czy elity biznesowe i politycy, którzy czuli się niedoceniani przez byłego prezydenta nie spróbują przekonać Miedwiediewa, by wbił Putinowi nóż w plecy? Na ile niektóre frakcje spróbują wykorzystać tę okazję i utrudniać działania administracji Miedwiediewa i jaką wywoła to reakcję ze strony nowych władz?

ponomarew2.jpgWynik wyborów prezydenckich był na tyle oczywisty, że zamiast analizować komentarze chwilowo postanowiliśmy skupić się na obrońcy praw człowieka i przyjacielu Lwie Ponomariewie, którego wysiłki w walce z torturami i nadużyciami rosyjskiego systemu penitencjarnego wzbudziły ostatnio duże zainteresowanie. Zdaniem władz było ono najwyraźniej o wiele za duże, bo prokuratura postawiła mu zarzuty, które mają być karą za jego działalność.


Poniższy wywiad z Lwem Ponomariewem przeprowadził redaktor mojego bloga, na kilka dni przed opublikowaniem świetnego artykułu Breta Stephensa w The Wall Street Journal:


Mówił pan kiedyś, że ważne jest, by oddzielać pracę na rzecz praw człowieka od polityki, że aby coś osiągnąć trzeba utrzymać ten podział…

Nigdy nie starałem się celowo utrzymać podziału, ale taki sposób postępowania narzuca praktyka. Nie ma sensu próbować określać, które działania wiążą się z polityką a które z obroną praw człowieka. Zdecydowanie chcę za to uniknąć zaangażowania w walkę o władzę. Na tej ostatniej mi nie zależy. Muszę jednak angażować się w politykę, bo występuję w imieniu społeczeństwa. Wystarczy przyjrzeć się wysiłkom na rzecz wolności słowa. W kraju pozbawionym instytucji demokratycznych, w systemie autorytarnym obrońca praw człowieka angażuje się w politykę. Musi w niej uczestniczyć, ale w żadnym wypadku sam nie staje się politykiem.

Ludzie krytykujący naruszenia praw człowieka w Rosji często spotykają się z argumentem „podwójnych standardów” – nie można zarzucać łamania praw człowieka Rosjanom w sytuacji, gdy kraje Zachodu same dopuszczają się spektakularnych nadużyć takich jak Guantanamo czy Abu-Gharib. Jak odpowiada Pan na tego typu zarzuty?

Sądzę, że nasze zachowanie jest jak najbardziej właściwe, a krytyka Rosji uzasadniona i potrzebna. Oczywiście nie istnieje chyba kraj, któremu w dziedzinie praw człowieka nie można nic zarzucić, a Stany Zjednoczone i ich imperium są szczególnie wrażliwe na krytykę. (…) Jeśli przyjrzymy się kwestiom takim jak prawa wyborcze, USA stanowią dla Rosji przykład, można więc atakować Rosję za brak aktywnych i biernych praw wyborczych. W Stanach oba prawa te faktycznie istnieją, a w Rosji nie mamy nic.

Mówimy na przykład o wolności słowa, a w USA rząd federalny nie ma kontroli nad telewizją. W Rosji wszystkie główne kanały pozostają pod kontrolą władz. Dlaczego więc miałbym krytykować Stany Zjednoczone? Za oceanem normą są niezawisłe sądy, podczas gdy w Rosji wymiar sprawiedliwości jest całkowicie sterowany przez państwo, czego dowodzi między innymi sprawa Chodorkowskiego.

Kiedy mowa o konfliktach zbrojnych, często słyszymy porównania wojen w Iraku i Czeczenii. Gdy Stany Zjednoczone zaatakowały Bagdad, wydałem ostre oświadczenie, w którym odniosłem się do łamania przez Amerykanów praw człowieka.

Jak pana zdaniem należy reagować na retorykę „podwójnych standardów”? Jak odpowiadać na tego typu argumenty?

Po prostu przestać na nie reagować (śmiech). Ludzie zawsze będą próbować usprawiedliwić własne zachowania obciążając innych.

Jednym z najgłośniejszych przypadków łamania praw człowieka w Rosji w tym roku była sprawa szantażu byłego wiceszefa Jukosu Wasilija Aleksaniana. Mimo wyroków Europejskiego Trybunału Praw Człowieka czy oświadczeń organizacji międzynarodowych takich jak Amnesty International i Human Rights Watch rosyjscy prokuratorzy dręczyli go na oczach całego świata. Co znaczy to doświadczenie dla przyszłości praw człowieka w Rosji?

Zacznijmy od istoty sprawy. Moim zdaniem powodem okrutnego traktowania Aleksaniana jest jego związek z Chodorkowskim. Władze nie chcą dopuścić do wypuszczenia Chodorkowskiego i pragną skazać go po raz drugi na podstawie dobrze przygotowanych zarzutów łącząc go z nową, fikcyjną grupą przestępczą. Ich głównym zadaniem w tej chwili jest więc uzyskanie precedensu w postaci skazania Aleksaniana. Tu dochodzi kwestia opieki zdrowotnej – oskarżyciele muszą postawić go przed sądem i doprowadzić do skazania, nawet jeśli podsądny dosłownie umiera na oczach sędziego, by mieć podstawy do wytoczenia procesu Chodorkowskiemu.

Nie martwi ich to, że Aleksanian umrze, a ewentualnie fakt, że może umrzeć przed wydaniem wyroku. Ta sprawa to ewidentne naruszenie podstawowych praw człowieka – przed sądem staje śmiertelnie chory człowiek, który nie jest nawet w stanie się bronić. Gdyby jednak rosyjskie władze postąpiły zgodnie z zaleceniami Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, musiałyby odroczyć proces i pozwolić oskarżonemu umrzeć w szpitalu. A do tego nie mogą dopuścić. Nikogo za to nie wzruszy, jeśli umrze podczas procesu – prokuratorzy zachowają wtedy twarz przed zwierzchnikami. Ci ludzie naprawdę zachowują się jak Gestapo.

Wiadomo, że żaden kraj nie lubi rad z zagranicy. Co zachodnie rządy i organizacje powinny mówić i robić by poprawić sytuację praw człowieka w Rosji? Jakie mechanizmy międzynarodowe mogą zachęcić Kreml do wprowadzenia zmian i respektowania praw człowieka?

Uważam, że Zachód powinien wypracować twardsze stanowisko wobec Rosji. Jeśli to tylko możliwe kwestie gospodarcze powinny być bezpośrednio związane z prawami człowieka - tak samo, jak w czasach sowieckich. Trzeba sobie uświadomić, że obecne przywództwo nie dąży do izolacji. Rosyjscy liderzy są zorientowani na Zachód, chcą odwiedzać zachodnie stolice jako partnerzy, nie odmieńcy. Sądzę, że gdyby zagrożono im zakazem wjazdu na Zachód przyniosłoby to niezłe efekty.

Po pierwsze Zachód powinien zażądać od Rosji zwolnienia więźniów politycznych. Moim zdaniem od prezydenta Miedwiediewa powinien tego zażądać następny prezydent Stanów Zjednoczonych. To byłaby prawdziwa zmiana. Po drugie należy zakazać Rosjanom stosowania tortur w obozach pracy i poddać system kontroli międzynarodowych obserwatorów. Od tych postulatów zaczyna się długa lista, na której znajdują się też wolność słowa, prawa wyborcze i inne prawa człowieka.

Chcę też zaznaczyć, że gdy ujrzały światło dzienne słynne zdjęcia z Abu Ghraib spotkały się z ostrą reakcją, a międzynarodowa opinia publiczna domagała się pociągnięcia winnych do odpowiedzialności. Ale moim zdaniem film, który opublikowaliśmy ostatnio na Youtube jest równie drastyczne. Mam nadzieję, że te obrazy dręczenia wzbudzą podobne reakcje ze strony światowych rządów i zmuszą je do podjęcia jakichś działań w tej sprawie.

Po co Rosji wybory?

| No Comments | No TrackBacks

Nawet wśród najzagorzalszych zwolenników Moskwy na Zachodzie trudno byłoby znaleźć kogoś, kto uważa wczorajsze wybory za zgodne z prawem. Przywódcy wydają się przyjmować krytykę mocno wybrakowanych wyborów niemal z satysfakcją. Przynajmniej dopóki opisujemy wczorajsze wydarzenia jako przynajmniej przypominające demokrację. Właściwie dlaczego? Po co rosyjski rząd podejmuje wysiłki by zachować fasadę?

miedwiediew%20koferencja%20po%20wyborach.jpg


Anne Applebaum przedstawia w the Washington Post następującą teorię na ten temat:

Bez odpowiedzi pozostaje tylko jedno pytanie: Po co się męczyć i w ogóle przeprowadzać wybory? Wiadomo, że Kreml, media, wymiar sprawiedliwości i największe firmy pozostają pod ścisłą kontrolą zamkniętej grupy byłych oficerów KGB. Dlaczego Putin zwyczajnie nie wyznaczył Miedwiediewa albo nie przedłużył własnej prezydentury? Zabrzmi to dość dziwnie, ale sądzę, że powodem jest niepewność i brak poczucia bezpieczeństwa rządzącej kliki. Choć włodarze Kremla nie traktują poważnie możliwości ataku militarnego ze strony Zachodu, wydają się za to autentycznie bać inspirowanego przez kraje zachodnie wybuchu niezadowolenia w społeczeństwie – publiczne kwestionowanie źródła ich osobistych majątków, opozycja wobec władzy, demonstracje polityczne podobne do tych, które zaowocowały wybuchem Pomarańczowej Rewolucji na Ukrainie. Aby tego uniknąć powtarzają demokratyczne rytuały, które pozwalają im utrzymać pozory praworządności.

Ta potrzeba legitymizacji pomaga też wyjaśnić serię kąśliwych, agresywnych ataków na zachodnie demokracje, jakie poprzedziły wczorajsze wybory. Na przestrzeni kilku ostatnich lat Putin otwarcie porównał Amerykę do nazistowskich Niemiec, stworzył instytucję, której zadaniem było monitorowanie „wątpliwej” amerykańskiej demokracji oraz wielokrotnie oskarżał Amerykanów i Europejczyków (a zwłaszcza Brytyjczyków) o hipokryzję w kwestii praw człowieka. Stosowanie tej retoryki służy wielu celom, a przede wszystkim uodpornieniu rosyjskiej opinii publicznej na przykłady bardziej otwartych społeczeństw. Wiadomość jaką władze chcą przekazać jest bardzo prosta: Rosja nie tylko jest demokracją, ale wręcz lepszą demokracją niż państwa Zachodu. W tym kontekście retoryka stosowana przez Putina w ostatnich latach nabiera sensu. Spójrzcie na jego wrogość wobec Gruzji i Ukrainy – krajów, gdzie postsowieckie reżimy utraciły w ostatnich legitymizację. Choć Putin nie może czuć się militarnie zagrożony przez potencjalny związek tych państw z NATO, boi się skutków ich zwrotu w kierunku Zachodu.