W aktualnym numerze Foreign Policy Lilia Szewcowa analizuje mity krążące na Zachodzie o prezydencie Putinie. Oto jeden z nich:
Putin stworzył autokracjęTak, ale nie utrzyma się ona zbyt długo. Wszyscy rozsądni obserwatorzy zgodzą się z pewnością, że ewolucja współczesnej Rosji poszła w dokładnie odwrotną stronę niż powinna. Dwadzieścia lat po upadku komunizmu kraju nie można z pewnością nazwać demokratycznym. Nie przypomina też jednak absolutnej autokracji na modłę Kuby czy Korei Północnej. Znajduje się gdzieś pośrodku – panuje w nim pół-autorytarny reżim w masce demokracji. Za demokratycznymi instytucjami kryje się system jednocześnie autorytarny i oligarchiczny, zbiurokratyzowany do granic możliwości. Trudno jednoznacznie stwierdzić, co jest prawdą a co fałszem. Owszem – istnieją w Rosji partie polityczne, parlament, związki zawodowe i organizacje młodzieżowe. Ale w rzeczywistości to wszystko wioski potiomkinowskie. Rosyjskie elity mają całe wieki doświadczenia w przygotowywaniu podobnych maskarad. Dziś Kreml wyśmiewa marginalną opozycję liberalną, która wbrew własnym intencjom, stały częścią szopki.
Pseudo-demokracja może się okazać znacznie bardziej niebezpieczna, niż czysta autokracja, jaką Rosjanie musieli cierpieć prze wieki. Reżimy autorytarne i totalitarne tworzą w końcu u obywateli potrzebę wolności. Za to imitacja demokracji dyskredytuje tylko demokratyczne instytucje i zasady, a obywatele po jakimś czasie zaczynają rzeczywiście pragnąć rządów „silnej ręki”. Nie oznacza to jednak bynajmniej, że sytuacja demokracji w Rosji jest beznadziejna. Rosjanie wybrali Borysa Jelcyna, a potem Władimira Putina, bo pragnęli porządku, wzmocnienia demokracji i osiągnięcia zachodnich standardów życia. Nie głosowali na ekstremistów, nacjonalistów czy komunistów upokarzającej biedy lat 90.
Dziś 70% Rosjan twierdzi, że są gotowi do życia w wolnym społeczeństwie. Po raz pierwszy w historii nie istnieją bariery nie do pokonania, który mogłyby ten proces powstrzymać. Największym problemem pozostają elity polityczne i gospodarcze, które nie chcą działać w wolnym, konkurencyjnym społeczeństwie i przekonuje resztę świata, że Rosja nie dojrzała jeszcze do prawdziwej wolności. Pomaga im w tym sam Zachód, który bardzo się stara nie urazić rosyjskiego prezydenta. W końcu Zachód będzie musiał się zdecydować, czy bardziej zależy mu na wygodnej relacji z Kremlem, czy autentycznej wolności dla jego poddanych.