February 2008 Archives

Irańska alternatywa

| No Comments | 1 TrackBack

Budowanie porozumień – i gazociągów – z Teheranem powinno stać się strategią UE.

Derek Brower


Tylko jeden kraj może dostarczyć Unii Europejskiej broni w walce o znalezienie alternatywnych dostaw i zabezpieczenie źródeł energii. Mowa o Iranie, który posiada ponad 28 miliardów metrów sześciennych gazu ziemnego, co stanowi około 15% znanych na świecie zasobów. Jedynie Rosja dysponuje większymi rezerwami niż Iran (47.65 miliardów metrów sześciennych). Teoretycznie, dla Europy bliska odległość od obu krajów, jak również ważnych eksporterów gazu w Afryce Północnej powinna być błogosławieństwem. Nic tylko budować kolejne gazociągi. W rzeczywistości Iran jest jednak poza zasięgiem Europejczyków.


Dla Iranu niemożność zarabiania na sąsiedztwa Europy jest katastrofą. Kraj pozostaje istotnym producentem ropy (ok. 3.7 mln baryłek dziennie), ale jego przemysł naftowy obniżył produkcję. Z drugiej strony zapasy gazu ziemnego mogłyby stać się podstawą dla dostaw, które mogłyby konkurować z rosyjskimi. Zamiast tego sprzedaż 5.69 miliardów metrów sześciennych w 2006 roku – plasuje Iran na 20 miejscu w światowym rankingu eksporterów gazu. Nawet Argentyna, czy Oman eksportują więcej gazu. Dla porównania Rosja wysyła poza swoje granice ponad 150miliardów metrów sześciennych gazu.


To tylko jedna strona medalu. Iran stara się zwiększyć produkcję i eksport w następnych kilku latach. Szeroko i długo dyskutowany plan budowy gazociągu do Pakistanu i Indii leży jednak nadal na biurku. Wieloetapowy rozwój pola Południowy Pars – irańskiej części ogromnego pola gazowego - największego na świecie - który dzieli z Katarem w Zatoce Perskiej – był w trakcie realizacji przez lata. Iran ma nadzieję na eksport skroplonego gazu ziemnego (LNG) z Południowego Parsu. Już zaczął produkować gaz z tego pola i skraplać go na potrzeby swojego rynku krajowego.


Południowy Pars napotykał jednak na problemy techniczne i nie tylko techniczne. Plany francuskiego koncernu Total, aby rozwinąć projekt o LNG na tym polu utknęły na poziomie rozmów o warunkach kontraktu. W międzyczasie francuski olbrzym energetyczny stwierdził, że koszty przedsięwzięcia podwoiły się od 1997 roku. Stell i Repsol również chcą eksportować LNG z Południowego Parsu, ale niechętnie podchodzą do podpisania kontaktów dopóki trwa spór Iranu z Zachodem na temat irańskiego programu nuklearnego. To stanowisko podziela austriacka firma energetyczna OMV: zainteresowana, ale niechętna podpisaniu ostatecznej umowy w sprawie projektu LNG. Rosyjski Gazprom dodał również Południowy Pars do swojej listy definiującej strategiczne projekty energetyczne na świecie. Rosyjski monopolista chciałby rozłożyć wykorzystanie złoża na dwa lub trzy etapy. Wreszcie firmy chińskie - są na razie bardziej zainteresowane kontraktami na zakup ropy i gazu i czekają za kulisami.


Ani Gazprom ani chińskie firmy nie wniosą jednak do irańskiego sektora energetycznego technologii LNG, których kraj potrzebuje. W związku z problemami politycznymi ostatnich lat, Zachód zaprzestał eksportu technologii i powiększył przewagę technologiczną w tym sektorze. Także sankcje nałożone na Iran przez USA w praktyce, jeśli nie dla zasady, skutkują wstrzymaniem się Zachodu przed angażowaniem się na obszarze Republiki Islamskiej.


Dla Europy ekspansja rosyjskich i chińskich firm w Iranie jest niebezpieczna i irytująca, ponieważ kraj ten posiada najlepsze ze względów geograficznych źródła surowca dla UE i spełnia strategiczne oczekiwania dywersyfikacji dostaw gazu ze złóż, które pozostałyby poza zasięgiem dominującego eksportera czyli Rosji.


blah_iran_1.gif

Kością niezgody jest oczywiście irański program nuklearny. W tym tygodniu Międzynarodowa Agencja Energii Nuklearnej, ONZ-owski strażnik ładu atomowego na świecie, oświadczyła, że jest w posiadaniu informacji o tym, iż Iran kontynuuje swój niebezpieczny program po 2003 roku. To ważne, ponieważ w zeszłym roku w Waszyngtonie National Intelligence Estimate (NIE) opublikował raport, w którym informuje, że USA liczyły na to, że projekt militarny został zakończony w roku 2003. Iran utrzymuje, że chce rozwinąć technologię nuklearną dla celów pokojowych. Rada Bezpieczeństwa ONZ ma wkrótce przyjąć zestaw kolejnych sankcji względem Iranu.


Zgodnie z planem działania Białego Domu obliczonym przez Busha na najbliższe miesiące, teraz jest czas dla UE na przedstawienie bardziej umiarkowanego sposobu negocjacji z Teheranem. Pomysł powinien określać bodźce – także finansowe odnoszące się do sankcji i normalizacji stosunków Iranu ze światem. Iran natomiast musiałby porzucić ambicje rozwoju broni nuklearnej. Warunki takie byłyby możliwe do zaakceptowania przez Iran. Międzynarodowi obserwatorzy powinni monitorować sposób, w jak ten kraj rozwija pokojowy program wykorzystania energii atomowej.


Następnie Bruksela powinna skłonić Iran do przyszłej ścisłej współpracy w dziedzinie energetyki. Ostatni punkt może budzić kontrowersje. UE jest już zależna energetycznie od uzbrojonej w broń nuklearną Rosji i rządów, które już próbowały w przeszłości szantażować kraje wspólnoty dostawami gazu (Libia). Zachodni nabywcy nigdy nie mieli problemów z wykorzystaniem ropy produkowanej przez niedemokratyczne państwa na Bliskim Wschodzie, włączając w to Iran i Irak.


Ponadto, długofalowa rezygnacja z dostaw z Iranu, nie uchroni w dłuższej perspektywie sektora energetycznego Europy od wpływu firm rosyjskich i chińskich, które nie będą wiecznie opóźniać budowy terminali LNG w Iranie albo od bogatych koncernów międzynarodowych, które postrzegając Iran jako eksportera gazu nie zrezygnują z wykorzystania jego potencjału.


President%20Mahmoud%20Ahmadinejad.img_assist_custom.jpgWadą jest więc to, że Iran ma możliwości jako eksporter – ale jego surowiec płynie w kierunku wschodnim, a nie na Zachód. W międzyczasie, polityka bojkotu wywołuje możliwość przyszłego zderzenia a dostarczanie dowodów obarczających winą za kryzys ekonomiczny kogoś innego, pozwala prezydentowi Amadiżenadowi utrzymywać polityczną władzę.


Możliwość ponownego zbliżenia z Teheranem uzależniona jest jednak od perspektywy zbudowania nowego korytarza energetycznego między Iranem a UE. Pomiędzy Turcją a Iranem zbudowane są już niektóre elementy infrastruktury gazociągowej. Znaczące inwestycje w Iranie pozwoliłyby na budowę nowych odcinków i jeśli dojdzie do jego realizacji, to projekt Nabucco byłby pierwszym gazociągiem łączącym Islamską Republikę z Europą. Wzbogaciłoby to Iran – ale również pomogło Europie w realizacji zamówień na gaz ziemny. OMV myśli o tym w perspektywie następnych 10 lat, oczekując w 27 krajach członkowskich UE wzrostu zapotrzebowania na gaz z 500 do 800 miliardów metrów sześciennych.


W związku z tym Iran powinien przyjąć agendę zaproponowaną przez Komisję Europejską i komisarza ds. energetyki Andrisa Piebalgsa. Jak na razie nie zrobił tego. Zamiast tego, Bruksela bez większych sukcesów stara się pozyskać dostawy z Turkmenistanu i Kazachstanu mając nadzieję, że zasoby gazu w obu krajach mogłyby być transportowane bezpośrednio do UE. Gazprom jednak zablokował ten krok podpisując własną umowę w Azji Środkowej. Moskwa jest również zdeterminowana w powstrzymaniu Iranu przed jego wejściem na rynki europejskie jako potencjalnego konkurenta Rosji. Ten cel wyjaśnia taktykę Kremla w stosunku do Teheranu i starania o utrzymanie Iranu na zawsze poza kręgiem oddziaływania Zachodu


Zmiana prezydenta w Waszyngtonie, daje Brukseli szansę na podjęcie własnej gry strategicznej na Bliskim Wschodzie. Korzystając z tego Europa nie powinna rezygnować z szansy na ocieplenie w stosunkach z Teheranem.

Węgry ponownie wspierają Rosję w działaniach ze szkodą dla bezpieczeństwa energetycznego Europy, wycofując się z projektu gazociągu Nabucco. Nie byłbym wcale pewien, czy Gazprom nie ma już przygotowanych dla Austrii umów, które wznieciłyby ogień spalający projekt Nabucco. Czy jestem jedynym, który widzi kpinę w fakcie, iż główny rosyjski kandydat na prezydenta spędza tydzień przed wyborami na podróży po Europie Południowo-Wschodniej a nie prowadzi w tym czasie kampanii?


Węgry wyraziły zgodę na włączenie się do planowanego przez Rosję gazociągu przebiegającego przez tereny Europy Południowej-Wschodniej. Jest to krok, który wywołuje zdenerwowanie wśród zachodnich partnerów Budapesztu i może zagrozić projektowi Nabucco, gazociągu konkurencyjnego wobec Rosji a wspieranego przez USA i Unię Europejską.


ferenc-gyurcsany.jpgPremier Ferenc Gyurcsany ogłosił swoją decyzję w czasie wizyty w Budapeszcie Dimitrija Miedwiediewa, pierwszego wicepremiera Rosji i niemal pewnego następcy prezydenta Władimira Putina.

Decyzja Węgier umacnia pozycję Gazpromu, rosyjskiego monopolisty gazowego, dając podstawy do budowy wycenionego na ponad 10 miliardów dolarów Gazociągu Południowego, który będzie dostarczał gaz z Rosji przez Morze Czarne do centrum Europy.


W tym roku rosyjski koncern zapewnił sobie poparcie Bułgarii i Serbii, a teraz uzyskał zgodę na trasę do Włoch, miejsca docelowego gazociągu. Znajduje się teraz również w dogodnej pozycji, aby zbudować odnogę do Austrii, centralnego ośrodka gazowego Europy, gdzie rosyjskie grupy interesów zbudowały szczególnie bliskie więzi z miejscowymi koncernami. Gazprom podjął decyzję o budowie oddzielnej magistrali z Bułgarii przez Grecję i Morze Adriatyckie na południe Włoch.


Gyurcsany i Miedwiediew zaprzeczyli, jakoby Gazociąg Południowy zagrażał konkurencyjnemu projektowi Nabucco, przedsięwzięciu wspieranemu przez Zachód i dostarczającemu surowiec z Azji Środkowej przez Turcję, bezpośrednio do Europy. Gyurcsany powiedział: W interesie Węgier leży, aby trasy obu gazociągów przebiegały przez terytorium Węgier. Właścicielem węgierskiego odcinka gazociągu będzie w połowie rząd, a w połowie Gazprom.

Miedwiediew stwierdził, że dla Rosji dywersyfikacja tras była ważna. Moskwa buduje Gazociąg Południowy i Północny - przebiegający dnem morskim Bałtyku, aby zmniejszyć zależność od obecnego gazociągu biegnącego przez Ukrainę.

Jednak zwolennicy projektu Nabucco twierdzą, że projekt Gazociągu Południowego wspierany umowami o dostawach, ma przewagę ekonomiczną i stawia Nabucco na słabszej pozycji już na samym początku. Urzędnik z USA stwierdził: To jest bardzo ważne, aby koncentrować się na oczywistym euro-atlantyckim priorytecie, którym jest Nabucco. To zrozumiałe, że kraje chcą mieć tak dużo gazociągów przebiegających przez ich terytorium, ile się tylko da. Jest to jednak błędne podejście, ponieważ, kiedy patrzy się na logiczny rozwój wydarzeń, najpierw chcesz być w sytuacji, która daje możliwość dywersyfikacji dostaw, zanim uzależnisz się od głównego dostawcy

UE jest w niezręcznej sytuacji, ponieważ w czasie, kiedy wspólna polityka gazowa ma na celu zwiększenie rozszerzenia kręgu dostawców poza Rosję, główne kraje wspólnoty: Niemcy, Francja i Włochy podpisują bilateralne umowy z Gazpromem.

Miedwiediew tymczasem wyraził poparcie dla Serbii po tym, jak w zeszłym tygodniu określił deklarację niepodległości Kosowa jako ,,nielegalną” i wymuszoną przez Zachód. Nadal utrzymujemy, że Serbia jest jednym państwem ze zwierzchnictwem na całym terytorium, powiedział.


Za Financial Times:

Autorzy:
Stefan Wagstyl, Londyn
Kester Eddy, Budapeszt
Neil MacDonald, Belgrad

maria%20vargas%20llosa.jpgMario Vargas Llosa, znany liberalny myśliciel, posiadający jedno z najbardziej błyskotliwych piór literatury latynoamerykańskiej, pisze dziś o sprawie Chodorkowskiego w swoim comiesięcznym felietonie – komentarzu w gazecie El Pais.

Poniżej tłumaczenie artykułu. Oryginalna wersja na hiszpańskiej wersji bloga.

Były szef koncernu naftowego Jukos ponosi obecnie ciężkie konsekwencje swojej ,,chimerycznej” ambicji uczestniczenia w rosyjskiej polityce w roli krytyka i demokratycznego opozycjonisty wobec nowego cara, Władimira Putina.

Jeśli weźmiemy pod uwagę przebieg prawyborów w USA, jest wysoce prawdopodobne, że kandydatami na prezydenta Stanów Zjednoczonych będą Barack Obama z Partii Demokratów i republikanin John McCain. Jeżeli tak się stanie, nie należy wątpić, że w trakcie kampanii prezydenckiej, polemiki między kandydatami staną się jeszcze bardziej gorące, zważywszy na rozbieżności w poglądach na wojnę w Iraku, ekonomię, ubezpieczenia społeczne i wiele innych zagadnień.


Przynajmniej w jednej sprawie są oni zgodni – ktokolwiek okaże się zwycięzcą, włoży wiele wysiłku w to, aby rząd rosyjski zaprzestał lub przynajmniej złagodził zawziętość, z jaką prześladuje byłego szefa koncernu naftowego Jukos Michaiła Chodorkowskiego, który obecnie odsiaduje wyrok w zakładzie karnym na Syberii.


W reakcji na to wydarzenie, 18 listopada 2005 roku na posiedzeniu Senatu Stanów Zjednoczonych McCain i Obama przedstawili rezolucję o jednomyślności w sprawie wyroków na Chodorkowskiego i jego współpracownika Płatona Lebiediewa, które, jak stwierdza tekst rezolucji, przypominają najgorsze praktyki sądowe z okresu władzy sowieckiej. W Rosji możliwy jest jedynie taki kapitalizm, który będzie posłuszny autorytarnej władzy Kremla.


Przyznam się, że do niedawna nie darzyłem sympatią Michaiła Chodorkowskiego, o którego sprawie wiedziałem niewiele a kojarzył mi się powierzchownie z dawnymi komunistycznymi urzędnikami z czasów Jelcyna, którzy pod płaszczykiem prywatyzacji sprzedawali sobie sami firmy, którymi wcześniej zarządzali i w mgnieniu oka stawali się milionerami. Jednak artykuł André Glucksmanna w Le Monde i pojawiające się w nim odniesienia do wypowiedzi na temat tej sprawy dwóch wielkich bojowniczek o demokrację w Rosji, Eleny Bonner-Sacharow i zamordowanej dziennikarki Anny Politowskiej, pozostawiły ślad w mojej głowie i sprowokowały mnie do dalszych poszukiwań.


Obecnie uważam, że cała trójka miała rację i sankcje oraz nadużycia prawne, których ofiarą stał się były szef Jukosu nie mają nic wspólnego z nadużyciami finansowymi, których mógł się dopuścić w swojej działalności biznesowej która uczyniła go najbogatszym człowiekiem w Rosji. Ma to natomiast związek ze wspieraniem przez Chodorkowskiego demokratycznych instytucji i partii politycznych, organizacji działających na rzecz praw człowieka, jak również próbami wprowadzenia w swoich firmach stylu zarządzania i przejrzystości na wzór zachodni. Przede wszystkim jednak chodzi tu o jego dość dziwaczną, biorąc pod uwagę sytuację w kraju, próbę uczestniczenia w polityce rosyjskiej w roli krytyka i opozycjonisty wobec nowego cara, Władimira Putina.


Jego historia mogła by stanowić materiał powieści. Urodził się w 1963 r., w czasie studiów inżynierskich stał na czele Komsomołu (młodzieżowej organizacji komunistycznej). W trakcie pierestrojki zaczął rozwijać działalność gospodarczą, otwierając najpierw kawiarnię, a następnie firmę zajmującą się importem komputerów i towarów luksusowych. Zyski pozwoliły mu na założenie niewielkiego banku w 1998 r., który dzięki swojemu właścicielowi i jego wpływom politycznym, rozwinął się w mgnieniu oka. W 1995 r. za 350 milionów dolarów kupił Jukos. W ciągu dwóch lat wartość firmy wzrosła do 9 miliardów dolarów. Były to czasy prywatyzacji w dogorywającym ZSRR i chyba nikt nie ma wątpliwości, że ta operacja była możliwa tylko dzięki manewrom i przywilejom natury politycznej.


Jednak nawet, jeśli przyjmiemy, że źródła ogromnej fortuny, której dorobił się na szemranych interesach, a może nawet o charakterze kryminalnym (jak zresztą wszystkie wielkie fortuny, które powstały znikąd na fali transformacji ZSRR we współczesną Rosję), to wszystkie dowody, które mogłem znaleźć, potwierdzają, że Chodorkowski, od momentu, kiedy przejął Jukos, wprowadził nowoczesną kadrę zarządzającą, zdawał skrupulatne raporty finansowe, ujawniał nazwiska swoich akcjonariuszy, płacił podatki i dystrybuował należne dywidendy. Te działania pozwoliły mu na nawiązanie szerokich kontaktów z zagranicznymi firmami, z którymi rozpoczął wspólne działania. W chwili, kiedy został zatrzymany, negocjował właśnie fuzję Jukosu z amerykańskim gigantem naftowym Exxon Mobile.


W tamtym samym czasie zaczął wspierać finansowo prasę, niezależne ośrodki informacyjne, fundacje na rzecz praw człowieka, organizacje polityczne o profilu demokratycznym i liberalnym, a także – co było z pewnością jego głównym przestępstwem – próbował aktywnie uczestniczyć w życiu politycznym, przeciwstawiając się Putinowi, którego decyzje i ,,ukazy” skierowane przeciwko uczciwym biznesmenom, otwarcie krytykował. Kiedy niektórzy z baronów finansowych, tacy jak na przykład Borys Bieriezowski, jak tylko zobaczyli, co się dzieje, uciekali za granicę, Chodorkowski dał jasno do zrozumienia, że nie zamierza opuścić Rosji, bo z punktu widzenia prawa nie ma sobie nic do zarzucenia.


I został. Kilka miesięcy przed wyborami 2004 roku, w których chciał kandydować, w październiku 2003 został aresztowany i oskarżony o oszustwa podatkowe i defradudację miliarda dolarów. W maju 2005 roku, w wyniku pokazowego procesu, w którym adwokaci byli prześladowani przez władze i często nie mogli nawet uczestniczyć w rozprawach, został skazany na osiem lat więzienia. Zesłany na Syberię i zamykany na długi czas w celi-izolatce, stał się ofiarą zagadkowej próby zabójstwa ze strony innego współwięźnia, który próbował mu poderżnąć gardło. Po odbyciu połowy wyroku, zgodnie z rosyjskim prawem, miał prawo do zwolnienia warunkowego. Jednak w jego przypadku odmówiono mu tego przywileju, a prokuratura przedstawiła mu kolejne zarzuty, tym razem o malwersacje podatkowe i pranie brudnych pieniędzy, za co grożą mu ponad 22 lata więzienia.


W tym czasie rząd Putina przejął Jukos i doprowadził najlepiej prosperujący rosyjski koncern naftowy do bankructwa. Kontrola sektora energetycznego znalazła się całkowicie w rękach państwa, co stało się głównym narzędziem wpływu i nacisku ze strony Putina na swoich sąsiadów, szczególnie w Europie. Chociaż najbogatszy człowiek w Rosji nie znalazł się na skraju ubóstwa, to jego bajoński majątek zwyczajnie się rozszedł, a wraz z nim poważnie skurczył się sektor prywatny rosyjskiej gospodarki.

Protest%20mch.jpg
Protestujący w obronie Michaiła Chodorkowskiego

Wsyberyjskim więzieniu w mieście Czita, z każdym dniem Chodorkowski niknie w oczach i o ile presja opinii międzynarodowej nie zdoła go uratować, być może pozostaną tam jego kości. Zakład karny znajduje się blisko granicy z Mongolią i warunki w nim są bardzo ciężkie.
Adwokaci Chodorkowskiego są poddawani regularnym prześladowaniom, a pozwolenia na widzenie ograniczone są do jednej godziny. Jednym z powodów podawanych przez sędziów, uzasadniających pozbawienie go możliwości zwolnienia warunkowego, było to, iż podczas spacerów odmawiał trzymania rąk złączonych na plecach. Dotychczas wszystkie protesty rządów i instytucji – wśród nich kanclerz Niemiec Angeli Merkel, prezydenta Busha, Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy, Senatu Stanów Zjednoczonych, Parlamentu Europejskiego, Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, niezliczonych kolegiów adwokatów oraz instytucji na rzecz praw człowieka - okazały się bezskuteczne.


Przypadek Chodorkowskiego dość dobrze ilustruje tragiczne losy jego państwa. Po 70 latach autorytarnej dyktatury i centralnie sterowanej gospodarki, system komunistyczny upadł na skutek wewnętrznego rozkładu, w efekcie prowadząc nie do wolności, lecz przechodząc w pozbawioną zasad anarchię. W tej sytuacji chaosu instytucjonalnego, dezintegracji porządku publicznego oraz zapaści gospodarczej, rozmnożyła się liczba mafii i gangsterów, korupcja stała się powszechna i wyrosły zawrotne majątki. Poziom życia większości obywateli, dotychczas średni lub niski, pogorszył się a wraz z pozbawieniem ludzi bezpieczeństwa i życia w porządku, co spowodowało korzystne warunki dla nowego autorytaryzmu.


W ten sposób zaistniał Putin i sieć najbardziej skutecznego (i odrażającego) z jego starych przyjaciół, przeżytku ZSRR:KGB - policji politycznej. Brak doświadczenia i zamęt, w którym żyli Rosjanie, sprawił, że zobaczyli oni w nowym autokracie swojego wybawiciela a nowy reżim zaakceptowali z błogosławieństwem.


W nowej Rosji Władimira Putina kapitalizm nie umarł – wręcz przeciwnie. Wielu biznesmenów robi wielkie interesy. Wyłącznie jednak pod warunkiem, że są posłuszni i współpracują z władzą, która obecnie, jak we wszystkich reżimach autorytarnych, jest źródłem sukcesu lub porażki każdej firmy, co uzależnia ją od przywilejów nadawanych przez rządzących, a nie od poparcia wolnego rynku.


Żeby nikt o tym nie zapomniał i, co ważniejsze, żeby nikomu nie przyszło do głowy być tak szalonym, aby swobodnie mieszać się w politykę, nieszczęsny Michaił Chodorkowski zamarza przy 40 stopniach poniżej zera, śpiąc na drewnianej pryczy i z pewnością zadaje sobie pytanie: dlaczego godna pożałowania rosyjska rzeczywistość – nieważne, komunistyczna czy kapitalistyczna - tak bardzo przypomina koszmary Dostojewskiego

Jeśli Europa i Zachód chcą zrozumieć, co na prawdę dzieje się w Rosji, powinny wysłać obserwatorów. Ale nie do okręgów i komisji wyborczych, lecz do Sądu Arbitrażowego w Moskwie, gdzie każdego dnia łamane są konstytucja i obowiązujące regulacje prawne.


Właśnie tu, nie tylko przy okazji jakiegokolwiek wyścigu wyborczego lecz codziennie rozgrywa się bitwa o prezydencką sukcesję. O władzę ubiega się grupa byłych agentów KGB, znanych jako siłowniki, od rosyjskiego słowa ,,siła”.

russianmafiyage2.jpg

W bitwach pomiędzy walczącymi frakcjami należy zwrócić uwagę na morderstwa politycznych reprezentantów i falę zatrzymań publicznych urzędników pod zarzutem korupcji – aresztowania inspirowane są przez członków tego samego lub innego klanu. W efekcie grupa pozbawionych wolności ludzi z każdego klanu „siłowników” staje się pionkiem w politycznej grze.


Ostatnie aresztowanie mafijnego króla Siemiona Mogilewicza nie może być uznane za część typowej procedury śledczej, lecz raczej jest efektem przygaśnięcia gwiazdy jego opiekuna na Kremlu. Podobnie jest w przypadku ministra finansów Siergieja Storczaka, który został zatrzymany, w co mamy uwierzyć, za pranie brudnych pieniędzy.


Obserwatorzy Rosji przyzwyczaili się już do całkowicie politycznego manipulowania sądami. Przypominają sobie oni podobne taktyki działania w sprawie Jukosu i przypadku prześladowań Michaiła Chodorkowskiego – procesie, który zarówno Komisja Europejska, jak i Związkowa Rada Szwajcarska określiły jako motywowany politycznie atak.


Ostatnio historia Jukosu ponownie zwróciła uwagę międzynarodowej opinii publicznej, kiedy prokuratorzy konsekwentnie odmawiali niezbędnej pomocy lekarskiej Wasilijowi Aleksanianowi, więźniowi śmiertelnie choremu na AIDS i rozległy nowotwór układu limfatycznego, żeby zmusić go do złożenia fałszywych zeznań obciążających Michaiła Chodorowskiego. Te same sądy i sędziowie udowodniły skuteczność, kiedy skazały na areszt przedstawicieli opozycji np. Garriego Kasparowa i zakazały kandydatowi na prezydenta Michaiłowi Kasjanowi biernego udziału w wyborach.


Obecnie system sądownictwa w Rosji został całkowicie podporządkowany logice konfliktu między klanami. Podejmując próbę zrównoważenia interesów tych grup, prezydent Władimir Putin pozwolił na ustanowienie komisji śledczej, która będzie pracować współrzędnie z Biurem Prokuratora Generalnego. Komisja pod przewodnictwem lojalnego wobec Putina Aleksandra Bastrykina włączyła się w bezpośredni konflikt z Prokuratorem Generalnym Jurijem Czajką. W chwili obecnej dwa biura są zaangażowane w wymianę ciosów i obciążających dowodów, aby zdobyć kontrolę nad państwowym aparatem bezpieczeństwa.


Nowopowstała komisja śledcza stała się również sama w sobie ofiarą ataku – poddana jest kontroli ,,na zamówienie” jednego z rywalizujących klanów.


Walka klanów nie była tak gwałtowna od miesięcy. W październiku Wiktor Czerkiesow naczelny inspektor Federalnej Służby ds. Kontroli Narkotyków, napisał w gazecie Kommiersant artykuł, w którym wzywa walczących „siłowników” do zawarcia rozejmu i apeluje, że w tym konflikcie wszyscy uczestnicy mogą okazać się przegranymi. Czerkiesow stwierdził, że państwowy korporacjonizm który stał się systemem społeczno-politycznym Rosji epoki Putina i fundamentem jej sukcesów upadnie, jeśli walka będzie nadal trwać.


Jeden z rosyjskich komentatorów Aleksander Golts podzielił się swoim spostrzeżeniem na temat siłowników: Będą trzymać się razem, dopóki będą okradać innych. Jednak, jak dojdzie do podziału łupów, zdadzą sobie sprawę z tego, że mogą pomnażać swoje fortuny tylko okradając jeden drugiego.


Niezależnie o tego, czy wszystkie oskarżenia kierowane pod adresem tajnych urzędników Kremla są prawdziwe czy wszystkie są sfałszowane, decydujący jest fakt, że wszyscy mogą znaleźć się pod lupą, że nikt nie pozostaje nietykalny.


Rosja jest znacznie słabsza (bardziej miękka) niż ktokolwiek chce w to obecnie wierzyć. Nie oddajemy sobie grzecznościowej przysługi udając, że Rosja przeprowadzi ,,karykaturalne” wybory, kiedy prawdziwe wyniki będą rozstrzygać się na poziomie walk klanowych. Zachód może tylko liczyć na to, że przyszły rosyjski prezydent Dimitrij Miedwiediew wezwie walczące ugrupowania Kremla do pokoju, ustanowi niezawisłość sądów i cofnie swój kraj znad krawędzi, na której teraz niebezpiecznie się chwieje.


Artykuł ukazał się drukiem w międzynarodowym wydaniu International Herald Tribune.

Żelazna ręka Putina

| No Comments | No TrackBacks

New York Times opublikował pierwszy artykuł z przedwyborczej serii ,,Zasady Kremla”.

21898788.JPG
Niżny Nowogród

Federalna Służba Bezpieczeństwa, znana pod inicjałami FSB, przesłuchuje pracowników Fundacji Wspierania Tolerancji, członków ich rodzin i przyjaciół. Stanisław Dimitriewski i Oksana Czełyszewa z zarządu fundacji otrzymali listy z pogróżkami. Jako część kampanii oszczerstw lokalna telewizja Wołga wyemitowała też materiał o zabitych rosyjskich żołnierzach, którym odcięto głowy w Czeczenii z komentarzem, że zasługiwali na taką śmierć.

Kiedy w październiku fundacja została założona pamięci Anny Politkowskiej, opozycyjnej dziennikarki zabitej w 2006 roku, kilku zagranicznych obrońców praw człowieka zostało aresztowanych w Niżnym Nowogrodzie. Milicja dokonała ponownego nalotu na biuro organizacji charytatywnej, a władze zamroziły konta bankowe dyrekcji uzasadniając to zarzutami szerzenia treści ekstremistycznych.

Dzisiejsza elita rządząca nie ma ideologii, mówi Czełyszewa. Ich jedynym celem jest uzyskanie jak największej władzy, utrzymanie jej za wszelką cenę i czerpanie z niej korzyści. Jesteśmy uzależnieni od tych cynicznych ludzi, którzy są bardziej niebezpieczni niż Komunistyczna Partia ZSRR.

Perfect strangers

| No Comments | No TrackBacks

Kiedy szukałem wnikliwych politycznych analiz na temat złożonych zagadnień autorytaryzmu, źródeł nacjonalizmu i nadużyć w sferze praw człowieka, stwierdziłem, że kultura zachodnia manifestuje swoje stanowisko ustami znanych gwiazd rocka. Ian Gillian z zespołu Deep Purple w jednym z artykułów dotyczącym jego prywatnego koncertu na Kremlu, który autoryzował dla Times’a, pokazuje, że z pewnością nie jest drugim Bono.

Nagranie z koncertu tutaj.

Z Times'a :

Łamie on stereotyp podstarzałej gwiazdy rocka, która żyje w błogiej nieświadomości najbardziej podstawowych problemów, z którymi zmaga się Rosja pod rządami prezydenta Władimira Putina. W dodatku Gillian twierdzi, że poprosił Aleksieja Millera, aby ten przesunął ostateczny termin odcięcia gazu Ukrainie o osiem godzin, żeby nie kolidowało to z koncertem. Jeśli przyjąć założenie, że Miller go posłuchał, może wszyscy powinniśmy nakłonić Gilliana, żeby, zwrócił się do Miedwiediewa z prośbą o wypuszczenie wszystkich więźniów politycznych w Rosji?


Wielu Rosjan należących do określonego pokolenia uczyło się angielskiego z rockowych i popowych piosenek puszczanych w radiu. W ten sposób Miedwiediew poznał też muzykę Deep Purple. Graliśmy piosenki takie jak „Child in Time”, które uświadamiały im (Rosjanom), że są na świecie ludzie, którzy podobnie jak oni są rozczarowani przywódcami politycznymi swoich krajów. Obserwowanie tego, jak sprawy w Rosji się rozluźniły daje nadzieję.


Na Kremlu uczestnicy dobrze się bawili, ale impreza nie była szalona. Kiedy ludzie nie są przyzwyczajeni do chodzenia na koncerty rockowe, nie wiedzą jak się zachowywać. Trudno chwilę po wyjściu z pracy, ubranym w garnitur przestawić się mentalnie. Granie dla bardzo spiętej publiczności nie jest dla nas niczym nowym. Graliśmy już w Japonii, gdzie słuchacze reagowali bardzo powściągliwie. Oklaski pojawiają się i cichną, jakby były puszczane z taśmy, a ludzie wstają i siadają dokładnie w tym samym momencie. (…)


Jednak koncert na Kremlu nie był aż tak sztywny. Młodzi ludzie w ogóle nie usiedli, chociaż raz po raz zerkali na swoich przełożonych, by sprawdzić, czy mogą już poluzować krawaty. Wyglądało to tak, jakby pytali: „Na jak dużo rozrywki mamy przyzwolenie?” Jestem pewien, ze udałoby mi się w końcu porwać wszystkich do zabawy, ale wiedziałem, że po mnie występuje Tina Turner i uznałem, że nie byłoby w porządku tak postąpić.

Kiedy skończyliśmy grać, Miedwiediew i Aleksiej Miller, prezes Gazpromu, weszli do naszej garderoby. Udało nam się pogadać i wypić kilka drinków. Nie mieliśmy szansy poznać prezydenta Władimira Putina, ale w czasie występu śpiewaka operowego i grupy tanecznej podrygiwał z poluzowanym krawatem.


miedwiediew%20%2B%20gazprom.jpgKiedy poznaliśmy Miedwiediewa, miał na twarzy charakterystyczny głupawy uśmiech, bo przecież stali przed nim członkowie jego ulubionego zespołu. Ucięliśmy sobie miłą pogawędkę, ale nie rozmawialiśmy o polityce. Wszyscy członkowie naszej grupy mają tak różne poglądy na tematy religijne i polityczne, że staramy się ,,nie pakować” w takie dyskusje.

Za agencją Reuters:


wnp.jpgPutin przedstawił 42-letniego Miedwiediewa przywódcom krajów Wspólnoty Niepodległych Państw (WNP) jako ,,jednego z kandydatów” w wyborach 2 marca, ale nie ma żadnych wątpliwości, że jest kimś więcej.

WNP jest jednym z głównych kierunków naszej polityki zagranicznej a on (Miedwiediew) był współtwórcą strategii prowadzonej przez Rosję w tych krajach, powiedział Putin.

Nie powinniśmy i nie będziemy wprowadzać żadnych drastycznych zmian, ponieważ Dimitrij Anatolewicz (Miedwiediew) jest współautorem tej drogi postępowania, powiedział.

11 przedstawicieli państw zaproszonych na szczyt ustawiło się w szeregu, żeby uścisnąć rękę Miedwiediewa, który stał obok Putina w poczekalni przedrewolucyjnego pałacu w centrum Moskwy, gdzie odbyło się spotkanie.

Miedwiediew otrzymał prawo głosu na piątkowym nieoficjalnym szczycie zaraz po przemówieniu Putina, co było złamaniem protokołu dyplomatycznego. Przemowa wicepremiera trwała 10 minut, prawie tyle samo czasu, co jego zwierzchnika.

Jeśli wygram w wyborach, będę kontynuował relacje oparte na zaufaniu i indywidualnych kontaktach z Wami, powiedział. Nie ulega wątpliwości, że jest to ważne dla naszych obywateli i krajów.

Przedstawiany tekst napisałem dla Project Syndicate. Drukiem ukazał się m.in. w The Daily Star.

W Europie termin ,,bezpieczeństwo energetyczne” zaczyna dziś ograniczać się do istnienia rynku silnych dostawców i słabych importerów. Oznacza to tym samym osłabienie konkurencji na europejskim rynku energetycznym, rosnącą zależność polityczną odbiorców i rozpad dotychczasowych reguł prawnych rządzących tym rynkiem. Fakt, iż preferowany następca rosyjskiego prezydenta Władimira Putina, Dimitrij Miedwiediew jest przewodniczącym rady nadzorczej Gazpromu pozostawia niewiele wątpliwości co do determinacji Kremla w walce o utrwalenie dominującej roli w sektorze energetycznym. Ale asymetria w stosunkach energetycznych na linii Unia Europejska-Rosja powinna się skończyć.


Troska o bezpieczeństwo energetyczne w Unii potęgowana wzrastającą zależnością od Rosji nigdy nie była większa. W rezultacie zawłaszczenia przez rosyjskie władze kompanii paliwowej Jukos, zagraniczne udziały zostały wycofane z sektora energetycznego Rosji. Nieuniknione są więc w Europie pytania o wiarygodność słów Kremla.

gazprom.jpg


Zamiast wycofywać się jednak, Unia Europejska powinna szukać solidnych zobowiązań opartych na wzajemności. Warto, aby rozważyła włączenie firmy Gazprom w obręb jednolitego rynku energetycznego UE poprzez liberalizację rynku i postępującą integrację europejską. Rzecz jasna Unia musi również wywierać nacisk na ostateczną restrukturyzację firmy i otwarcie rosyjskiego rynku dla firm europejskich, ponieważ niechęć do rzeczywistej współpracy ze strony Rosji działa na niekorzyść bezpieczeństwa energetycznego Europy.


W istocie administracja Putina buduje relacje z firmami z pomocą prokuratorów, instytucji podatkowych, agencji rynku oraz sądów ignorując zasady i zastraszając zagranicznych inwestorów. Gazprom tymczasem urósł do rangi dominującego gracza na rynku gazowym w Europie a jego działania wystawiły na pośmiewisko starania UE o budowanie partnerskiej współpracy z Rosją.


gazprom022208-thumb.jpgStrategia Gazpromu realizowana jest w trzech krokach. Krok pierwszy to łączenie, czyli rozwijanie współpracy z konkretnymi krajami, przywódcami politycznymi i firmami, działającymi w interesie koncernu. Drugi to ,,prawo pierwokupu” przy wykorzystaniu rosnącej rosyjskiej siły i dyplomacji, która manipuluje w negocjacjach warunkami i złudnymi atutami. Trzeci z nich to dzielenie, czyli rozbijanie Unii Europejskiej dwustronnymi umowami z konkretnymi krajami.


Pierwszy krok realizowany jest poprzez Niemcy, gdzie współpraca Rosji między firmami energetycznymi i bankami pomogła przekonać władze do realizacji rosyjskich celów. Zawdzięcza to lobbingowi, bezpośredniemu lub za pomocą pośredników. Jest to sposób na przekonanie odpowiedzialnych za regulacje urzędników do wydania pozwoleń na długoterminowe umowy o dostawach na rynek europejski – bez względu na to, że ma to efekt osłabiający wolną konkurencję.

Prawo pierwokupu jest realizowane poprzez kupowanie na zapas. Gazprom zalał rynek w Turcji, wstrzymał dostawy gazu na Ukrainie, grożąc tym samym Białorusi i oferując dostęp do uprzywilejowanego rynku wybranym partnerom, jak na przykład Włochom.
Kreml powstrzymał Iran przed budową infrastruktury konkurującej w dostawach gazu do Europy.

Aby zatrzymać irański gaz, Rosja kupiła ormiański sektor energetyczny. W tym samym czasie wspieranie przez Rosję irańskiego programu nuklearnego pozwala utrzymać izolację Islamskiej Republiki i trzymać z dala od Iranu zachodnie pieniądze, dzięki którym mogłaby się stać dla Rosji konkurencyjnym eksporterem gazu. Dominacja Gazpromu wspierana jest przez działaczy instruowanych przez Kreml, którzy pomagają w zdobyciu wpływów na rynkach w Hiszpanii i Włoszech. W zamian za umowy gazowe konkurentom, np. Algierii, Rosja proponuje znaczące ustępstwa polityczne i uprzywilejowane terminy spłat zadłużenia.


W innych przypadkach Kreml karci, jak wtedy, gdy odcięto dostawy Litwie, w następstwie sprzedaży polskiej spółce ORLEN rafinerii Mażeikiu Nafta (Możejki), czy też wtedy, gdy wstrzymano dostawy Ukrainie po tym, jak obywatele głosowali na ,,niewłaściwą partię”.


Sztandarowym przykładem ,,taktyki dzielenia” jest Gazociąg Północny, wspierany przez Niemcy i wywołujący sprzeciw Polski i krajów nadbałtyckich. Gazociąg biegnący po dnie Bałtyku będzie kosztował trzykrotnie więcej niż nowa rura biegnąca dotychczasowymi trasami naziemnymi, wpłynie negatywnie na bezpieczeństwo energetyczne wschodnich sąsiadów Niemiec oraz zaszkodzi morskiemu ekosystemowi. Rosja dzięki bezpośrednim dostawom do Niemiec, będzie mogła w każdej chwili przerwać dostawy Ukrainie, Polsce i krajom regionu Bałtyckiego, nie powodując zagrożenia dla Europy Zachodniej. Ostatnie działania Rosji pokazują, że jest to prawdopodobne zagrożenie.


Gazprom obawia się jednak o swoje zasoby, na co wskazuje decyzja o zmianie przeznaczenia złóż podmorskiego pola gazowego Sztokman dla Europy, zamiast szukania rynków dla błękitnego surowca w Ameryce Północnej. Dopóki działania Gazpromu pozostają nieprzejrzyste, Europa nie wie, czy jej główny dostawca posiada rezerwy na przyszłość, a zwłaszcza czy ma możliwość ich eksploatacji. Zwycięstwo Kremla, w walce o kontrolę nad rosyjskim sektorem energetycznym wywołała w efekcie drastyczny spadek produkcji gazu i ropy.


To jest problem dla Europy. Gazprom nie może być partnerem biznesowym, jeśli nie zainwestuje we własną infrastrukturę. Teraz gra pierwsze skrzypce w umacnianiu prywatnych rosyjskich interesów, inwestuje 14 mld USD w przedsięwzięcia nie przynoszące dochodu np. w media i antyszambruje pod gabinetami prezydenckiej administracji.

europe%20lights.jpgW Europie nie może zgasnąć światło. Bruksela musi więc wymagać od Moskwy transparentnych reguł gry, poszanowania prawa i zasady partnerstwa a celem wspólnym powinna być integracja rynków energetycznych Europy i Rosji.


Równolegle jednak Europa powinna budować własne bezpieczeństwo energetyczne przez dywersyfikację dostaw, inwestycje w skroplony gaz ziemny (LNG), silny nacisk na przeforsowanie projektu gazociągu Nabucco i budowę połączeń między z krajami południowego wybrzeża Morza Śródziemnego.


Kartą atutową UE jest udzielenie zgody na wejście Gazpromu na rynek europejski. Europa powinna jednak jasno określić, że uczestnictwo w rynku jest warunkowane wzajemną otwartością rosyjskiego sektora energetycznego na nie reglamentowane inwestycje z Europy . Rezultatem będzie miejsce Rosji na europejskim rynku energetycznym. Bo tylko otwarta Rosja będzie budzić zaufanie i szacunek wśród międzynarodowych partnerów.

ponomaryov200.jpgOtrzymałem wiadomości z Rosji o tym, że prokuratorzy wszczęli dochodzenie w sprawie szefa ogólnorosyjskiego ruchu obrony praw człowieka. Lew Ponomarew odbył ostatnio podróż do Stanów Zjednoczonych, gdzie przedstawił dziennikarzom raport o torturach i maltretowaniu więźniów przetrzymywanych w państwowych więzieniach. Został oskarżony o zniesławienie Federacji Rosyjskiej i obowiązuje go zakaz opuszczania kraju.


Lew, o którym wielokrotnie pisaliśmy na tym blogu jest bohaterskim człowiekiem, ojcem, a także moim serdecznym przyjacielem. Kilka miesięcy temu, dostarczył nam tajnie nagrany materiał video dokumentujący ,,akcję prewencyjną” dokonaną przez OMON. Po tym, jak zamieściliśmy na stronie nagranie, na którym milicjanci biją więźniów a Bret Stephens napisał artykuł na ten sam temat w Wall Street Journal, witrynę w YouTube odwiedziło 30 000 użytkowników w ciągu trzech dni. Nagranie zostało wkrótce usunięte z YouTube po interwencji jakichś nieznanych rosyjskich partii, które zaapelowały o usunięcie nieocenzurowanego materiału. Można obiektywnie stwierdzić, że ingerencja cenzury on-line jest ściśle związana z nękaniem Ponomariowa.


Struktury państwowe nakładają sankcje na kogoś, kto ośmiela się mówić prawdę na temat praw człowieka i demokracji w Rosji, co jest oczywistym naruszeniem międzynarodowego i krajowego prawa. Bezpodstawne i skandaliczne śledztwo przeciwko Ponomariowowi jest jasną taktyką zastraszenia. Zorganizowane działania nie powstrzymają jednak odważnych kroków Ponomariowa w demaskowaniu okrutnych i ohydnych praktyk wskrzeszonego systemu Gułagów.


Wyrażam całkowitą solidarność z Lwem i wsparcie dla niego. Mam nadzieję, że czytelnicy tego bloga podzielą moje stanowisko.

Panika "siłowników"

| No Comments | No TrackBacks


NevzlinLeonid.jpg
Leonid Niewzlin


Rosyjskie elity finansowe są oficjalnie zakochane w przyszłym prezydencie Dimitriju Miedwiediewie, którego kojące obietnice reform i tworzenia liberalnych instytucji to miód na ich serca. Alfa Bank wysłał na przykład ostatnio swoim klientom informację, w której wylewnie chwali niedawne przemówienia Miedwiediewa dotyczące gospodarki. „Biorąc pod uwagę okoliczności towarzyszące wypowiedziom, przedstawione priorytety to nie puste słowa, ale poważna deklaracja strategii politycznej na najbliższe lata. Nawet jeśli zostanie ona zrealizowana tylko częściowo, zasadniczo poprawi to szanse Rosji na długotrwały rozwój”.

Bankierzy zapomnieli wspomnieć, że w tym samym przemówieniu Miediwediew powiedział, że „położy nacisk zapewnienie niezależności naszego systemu prawnego od organów wykonawczych i legislacyjnych” i spróbuje powstrzymać praktykę „wymuszania” przez urzędnikach państwowych sprzedaży prywatnych aktywów po zaniżonych cenach. Brzmi świetnie.

Jeśli więc, jak twierdzą bankierzy, Miedwiediew naprawdę pragnie zrealizować to, o czym mówi, możemy się spodziewać desperackich kroków ze strony grupy siłowników, którzy spróbują ograniczyć możliwości nowego lidera i użyją wszelkich środków, by utrzymać własną bezkarność. Moim zdaniem możemy obserwować ten proces już dzisiaj na przykładzie kolejnych, przedwyborczych ataków na byłych szefów Jukosu, a ostatnio „krwawych oszczerstw” pod adresem Leonida Niewzlina, którego nagle oskarżono o opłacenie dwóch zabójstw na zlecenie w latach 1998 – 2002.

Niewzlin nie po raz pierwszy musi się mierzyć ze zmyślonymi zarzutami. Mieszkający od 2003 w Izraelu były przedsiębiorca był już wielokrotnie oskarżany przez prokuraturę o całą serię różnych przestępstw. Większość obserwatorów uznała je za motywowane politycznie. W 2004 Kreml próbował aresztować go pod zarzutem zabójstwa, ale jak w przypadku większości fałszywych zarzutów, temat bardzo szybko zniknął i od dawna nie słyszymy nic o postępach w sprawie (pamiętajcie, że władze próbowały w przeszłości oskarżać o morderstwa wielu ludzi – jak powiedział Chodorkowski w wywiadzie dla FT „Tego typu oskarżenia wiążą się nie z rzeczywistym przestępstwem, ale z pragnieniami władz”).

Jednak teraz, inaczej niż przed trzema laty, prokuratura ogłosiła, że “zamknęła” śledztwo i przekazała sprawę o zlecenie zabójstw moskiewskiemu sądowi, który ma przeprowadzić pokazowy proces in absentia. Niewzlin zostanie w nim najprawdopodobniej skazany za zamordowanie Walentyny Korniejewej i mera Nieftieuganska Władimira Pietuchowa. Nikt nie potrafi za to wyjaśnić, dlaczego sprawa odbywa się akurat teraz - jeśli Kreml miał przeciw Niewzlinowi poważne dowody w sprawie o morderstwo, po co czekać tak długo z wniesiem sprawy przed oblicze sądu?

Jak pisał na początku tego tygodnia w The Wall Street Journal Bret Stephens „sprawa Jukosu odpowiada charakterystyce sowieckich czystek, zwłaszcza jeśli weźmiemy pod uwagę efekt spisku, który wydobywa się przez rzucenie oskarżeń na dużą grupę ludzi”.

Jasno widać dziś próbę budowy takiej teorii spisku. Są to jednocześnie działania grupy siłowników i posłusznych im prokuratorów, którzy najwyraźniej próbują zastosować wobec Miedwiediewa i Putina politykę faktów dokonanych, korzystając z całkowitego skupienia uwagi przywódców na kwestiach związanych z przekazywaniem władzy. Mało prawdopodobne, by ktokolwiek próbował powstrzymać proces Niewzlina. Skazanie go za morderstwo, bez względu na to jak słabe czy niewiarygodne byłyby dowody (a nikt chyba nie podejrzewa, że oskarżyciele będą się przesadnie wysilać, by sfingować mocne dowody czy przekonującą argumentację), dodatkowo wzmocni bezkarność najbardziej skorumpowanych ludzi Kremla.

Osoby stojące za zniszczeniem Jukosu desperacko próbują zapewnić sobie jak najwięcej wyroków skazujących, zanim nowy prezydent zacznie ewentualne „sprzątanie“ po poprzednikach. Kieruje nimi zwyczajna panika – wiedzą, że nie są legalnymi właścicielami majątków, które kontrolują.

Ludzie odpowiedzialni za wykorzystywanie mechanizmów państwowych do kradzieży Jukosu i innych prywatnych firm – ci, którzy nadużyli władzy dla osiągnięcia osobistych korzyści, próbują naznaczyć działania przyszłego prezydenta i utrudnić mu podjęcie walki z korupcją. O ile więc zapowiedzi Miedwiediewa napawają obserwatorów dużym optymizmem i wszyscy mamy nadzieję, że uda mu się przywrócić w Rosji rządy prawa, analitycy i biznesmeni powinni pamiętać, iż skutki skoku na Jukos wciąż uniemożliwiają władzy wykonawczej przeprowadzenie zmian koniecznych, by zagwarantować na przyszłość stabilizację w Rosji.

Niepotrzebne wybory

| No Comments | No TrackBacks


putin%20z%20miedwiediewemx.jpg


Wszystko jest pod kontrolą. Ogłoszony dziś przez dyrektora Walerija Fiodorowa wynik badania Wszechrosyjskiego Centrum Badań Opinii Społecznej (WCIOM) nie przewiduje niespodzianek w czasie wyborów prezydenckich. Badanie przeprowadzone na reprezentatywnej próbie 1600 Rosjan z 46 regionów wskazuje, że ponad 70 % (dokładniej 72,9% głosujących zamierza poprzeć Dimitrija Miedwiediewa. !5 % zamierza głosować na komunistę Giennadija Ziuganowa, a 10,9 % na Władimira Żyrynowskiego. Rezerwowy kandydat Kremla, Andriej Bogdanow z partii Sprawiedliwa Rosja ma poparcie w granicach 1%. Blisko 70% obywateli Federacji Rosyjskiej deklaruje, że weźmie udział w wyborach (w tym 58% „na pewno”).

Sondaż wygląda na uczciwy, bo podobne są wyniki badań innych ośrodków socjologicznych. Krótko mówiąc, można już dzisiaj ogłosić zwycięstwo kandydata Kremla. A dokładniej jednego z kandydatów Kremla, bo realna opozycja (Michaił Kasjanow) nie została dopuszczona do wyborów.

Opublikowane 21 lutego wyniki dowodzą, że współczesna demokracja zależy przede wszystkim od panowania w sferze medialnej. Całkowity monopol władzy na elektroniczne środki przekazu w Rosji sprawił, że kandydat popierany przez Władimira Putina nie ma realnej konkurencji. I rzeczywiście nie ma powodu, dla którego wybory prezydenckie w Rosji miałyby być obserwowane przez zagranicznych obserwatorów. Poza wyskokami różnych regionalnych namiestników – jak w Czeczenii i Inguszetii podczas wyborów parlamentarnych (gdzie frekwencja i poparcie były na poziomie 99% dokładnie jak za czasów komunistycznych) Rosjanie zagłosują tak jak zechcą i wybiorą tych co trzeba. Udało się w Rosji niemal dokładnie skopiować model Białorusi Łukaszenki. Represjami, na wszelki wypadek, zniszczyć opozycję demokratyczną, stworzyć pozorny wybór pomiędzy żałosnymi „partiami sojuszniczymi” a prawdziwym kandydatem obozu władzy i na koniec chełpić się demokratyczną legitymacją pochodzącą z wyborów.

Dużo ciekawsze były wyniki badania uzupełniającego – jakie będzie najważniejsze zadanie przyszłego prezydenta. Ponad 38 % Rosjan uznało, że będzie to walka z biedą i podwyższenie dochodów obywateli. Tylko 1% stwierdził, że główne zadanie prezydenta to wzmocnienie armii. A więc dopóki będą pieniądze z wyprzedaży rosyjskiej ropy i gazu będzie poparcie. Bez tego Rosjanie bardzo szybko odwrócą się od Miedwiediewa. A rzecz wygląda jeszcze niebezpieczniej, gdyż za człowieka, który może rozwiązać ich problemy z drugiego wyboru (czyli gdyby nie było Miedwiediewa) wskazują na Władimira Żyrynowskiego.

oleg%20szwartsman2.jpgPamiętacie jeszcze Olega Szwartsmana, drobnego, łysego, odważnego kapitalistę, który zrzucił na Kreml bombę „aksamitnej reprywatyzacji” w wywiadzie dla Kommiersanta? Wygląda na to, że sprawy nie układają się najlepiej dla niego i Finansgroup po tym, jak wplątał się w „wojny szpiegów” między Wiktorem Czerkasowem a Igorem Seczinem.

Moscow Times doniósł wczoraj, że w obwodach wołgogradzkim, woroneskim i samarskim, a także w republikach Czuwaskiej i Baszkirii anulowano wyniki przeprowadzonych niedawno przetargów na założenie lokalnych funduszy rozwoju regionalnego, które wygrała grupa Szwartsmana. 25% kapitału takich funduszy pochodzi ze skarbu państwa, 25% ze środków lokalnej administracji, a reszta z Finans-Trust.

Mocno niesprawiedliwy wydaje się fakt, że konsekwencje biznesowe ponosi człowiek, który zwrócił uwagę na metodologię kradzieży Kremla, a nie wskazane przez niego skorumpowane spółki. Gdyby przejrzystość biznesu była w Rosji normą, a nie wyjątkiem, całe to wydarzenie nie zwróciłoby pewnie niczyjej uwagi.

putin%20miedwiediew%20plakat.jpgMark Medish z Carnegie zauważa, że rosyjska Operacja Sukcesja w Rosji bardzo ułatwia pracę mediów: „Nieuchronne zwycięstwo Miedwiediewa znacznie ułatwia pracę rosyjskich mediów. Artykuły komentujące wynik wyborów zostały już napisane, a jedyne co pozostaje, to wstawienie do szablonu szczegółów technicznych (jak nekrologi, w których do wzoru wstawia się tylko kilka zmiennych, typu przyczyna śmierci). Nie można jednak twierdzić, że sukcesja była pozbawiona dramatyzmu. Wręcz przeciwnie - odbyła się barwna walka, w której prezentowało się wielu kandydatów, prowadzących interesującą kampanię. Problem polega na tym, że nie działo się to podczas oficjalnej kampanii czy nad urnami. Prawdziwe wybory prezydenckie miały miejsce w zamkniętej przestrzeni, a konkretnie w duszy Władimira Putina. Stosując analogię do Stanów Zjednoczonych – delegaci w głowie Putina wymienili opinie i oddali głosy, a w wyniku tej debaty zwycięzcą został Dimitrij Miedwiediew”.

kenneth%20roth.htmWedług doniesień Kommiersanta dyrektorowi wykonawczemu Human Rights Watch Kenneth’owi Rothowi odmówiono wydania wizy uprawniającej do wjazdu na teren Federacji Rosyjskiej. Roth wybierał się do Moskwy zaprezentować nowy raport o Rosji zatytułowany „Zdławieni przez biurokrację: ograniczenia narzucone przez państwo na niezależną działalność obywatelską” (Choking on Bureaucracy: State Curbs on Independent Civil Society Activism).

Oczywiście kryje się za tym dłuższa historia. HRW od dłuższego czasu krytykuje nadużycia kremla w związku ze zbliżającymi się wyborami, a w ostatnich komentarzach otwarcie nazywa Rosję jako kraj autorytarny. Najpierw dołączyło do głosów oburzenia, jakie wzbudziła sytuacja więzionego umierającego wiceprezesa Jukosu Wasilija Aleksaniana, potem w swoim dorocznym raporcie zaatakowała kraje, które przymykają oczy na rosyjską imitację demokracji. W końcu HRW interweniowało w sprawie 59 oskarżonych w związku ze zbrojnym powstaniem w północnokaukaskiej republice Kabardyno-Bałkaria, którzy oskarżyli rząd o stosowanie tortur (organizacja opublikowała nawet makabryczne zdjęcia pobitych więźniów).

Ironią wydaje się fakt, że przyjazd Rotha do Rosji uniemożliwiła właśnie biurokracja, o której działaniach paraliżujących działalność obywatelską dyrektor HRW miał mówić. To chyba najlepszy dowód, że wnioski raportu są prawdziwe.

Łukoil zakręca kurek Niemcom

| No Comments | No TrackBacks

W chwili, gdy piszę ten tekst, cena baryłki ropy spada właśnie do 99.94 USD, a jeszcze niedawno na zamknięciu sesji wynosiła100 USD. Wielu analityków podkreśla czynniki, które wpływają na wczorajsze wydarzenia na rynku. Wymienia się wśród nich przestój w rafineriach, walkę na linii Exxon-Wenezuela, uszkodzoną rurę w Nigerii i ostatnie wiadomości o tym, że rosyjski producent ropy Łukoil odciął dostawy Niemcom, rzekomo z powodu niezgody w sprawie cen. O co tu chodzi?


putin%20z%20szefem%20%C5%82ukoilu.jpg
Szef Łukoilu Walig Alekperow (z lewej), Władimir Putin i amerykański senator Charles Schumer. Niebezpieczna bliskość władzy i biznesu nie zawsze musi prowadzić do jednoznacznych konkluzji


Trudno na razie znaleźć więcej informacji na ten temat, ale wydaje się, że Sunimex, główny niemiecki importer ropy, nie był w stanie dojść do porozumienia z Łukoilem, który zaspokaja ¼ państwowego zapotrzebowania na surowiec, który przesyła do Niemiec rurociągiem Przyjaźń. Przyjaźń była już w przeszłości zamykana w związku z innymi konfliktami. Kiedyś powstały nawet plany budowy arterii wokół Białorusi.


W sierpniu nasz korespondent energetyczny Tom Nicholls przewidywał, że zamknięcie rurociągu Przyjaźń było częścią taktyki Łukoilu, który próbował wymusić na Sunimexie podniesienie cen i że firma "ostrożnie buduje strategię odpowiadającą politycznym interesom Kremla".


Nie sposób zignorować zbierzności faktów - osiągnięcia przez baryłkę ropy ceny 100 USD, niepodległości Kosowa i odcięcia przez Rosjan dostaw do Niemiec (nawet, jeśli tak właśnie powinniśmy zrobić). Wystarczy cofnąć się do tekstu Roberta J. Samuelsona z 14 listopada. Czytamy w nim, że zawrotna suma 100 USD za baryłkę nie jest efektem okresowego wzrostu cen, ale początkiem nowej ery geopolitycznej , w której energia będzie wykorzystywana jako narzędzie polityczne.


The Telegraph opublikował już nawet zawoalowany wniosek, że odcięcie gazu przez Łukoil to rosyjska kara za ogłoszenie niepodległości przez Kosowo, a prawdopodobnie także ostrzeżenie dla Niemiec, aby porządnie się zastanowiły, zanim uznają suwerenność tego państwa (Chociaż Frank-Walter Steinmeier potwierdził już, że Niemcy to zrobią)


Moim zdaniem, to pochopna i niesłuszna opinia. Łukoil jest ostatnim dużym niezależnym koncernem naftowym w Rosji, stosunkowo wolnym od ingerencji rządu w działania spółki. Choć azerski szef Łukoilu Walig Alekperow udowodnił już, że potrafi posłusznie wykonywać rozkazy Kremla, mało prawdopodobne, by firma odcięła dostawy do Niemiec tylko dlatego, że rząd chce coś udowodnić. Gazprom, Rosneft i Transneft są ulubionymi Kreml narzędziami wywierania wpływów za granicą, choć rosyjskie władze mają też duże sukcesy w wykorzystywaniu prywatnych firm do lobbowania na rzecz własnych interesów.


Dyskusja Łukoilu z Sunimexem wygląda na typowy problem rynkowy: przynajmniej raz prywatna rosyjska firma padła ofiarą monopolu i braku konkurencji. Jednak nawet jeśli Kreml nie stał za decyzją o odcięciu dostaw, wiadomość ta nadal wywołuje napięcie na rynku i popycha ropę w stronę bariery 100 USD za baryłkę... przynajmniej na razie.

Wielu dziennikarzy odnosi się do komentarza Dimitrija Miewdiediewa, który odnosi się w wywiadzie dla tygodnika ,,Itogi” sprawę British Council. Dzisiaj na stronie Johnson's Russia List (projekt World Security Institute) można przeczytać fragmenty wywiadu z przyszłym rosyjskim prezydentem. Poniżej polskie tłumaczenie.
Pełna wersja tutaj.


Itogi, nr 8, luty 2008


Prosta prawda
Fragmenty wywiadu z Dimitrijem Miedwiediewiem.
Andriej Wandenko


RUSSIA-medved-407hi.jpg AW: Poproszę o kilka słów komentarza w sprawie decyzji o zamknięciu biur British Council w Rosji….

DM: Postaram się wytłumaczyć najlepiej jak potrafię. Nie mogę przypomnieć sobie ani jednego przypadku, kiedy brytyjski rząd pozwolił rosyjskim organizacjom pozarządowym na działalność w Wielkiej Brytanii. Spróbujcie zarejestrować organizację pozarządową w Londynie. To będzie bolesne przeżycie. Musielibyście odpowiedzieć na cały zestaw pytań, udzielić wielu wyjaśnień itd. Potrzebne są kompromisy. Dostaliście pozwolenie na przyjazd i pracę w naszym kraju? Dobrze. Macie się więc odpowiednio zachowywać. Powszechnie wiadomo, że instytucje takie jak British Council (finansowane przez państwo) pełnią różne funkcje, niektóre prowadzą działalność wywiadowczą, zbierają informacje.

AW: A co Pan powie o stosunkach z sąsiadami? Powinno byś jak najlepsze, a te pomiędzy Moskwą a Tbilisi i Kijowem często są jedną wielką awanturą.


DM: Zdarza się, ale nie widzę w tym nic strasznego. Co do Ukrainy to wierzę, że uda nam się w końcu zbudować podstawy współpracy gospodarczej. Oczywiście z Kazachstanem i Białorusią także. Rosja nie powinna być obarczana winą za problemy, z jakimi borykają się dzisiaj nasi ukraińscy koledzy. Kiedy walka wewnętrzna angażuje wszystkie siły polityczne – co widzieliśmy na Ukrainie – dochodzenie do jakichkolwiek porozumień na poziomie międzynarodowym staje się trudne. Sprawa relacji rosyjsko-gruzińskich jest bardziej złożona, ale jak sądzę, nawet w tym przypadku nie ma problemów nie do rozwiązania. Nie możemy sami dobierać sobie partnerów, ale pozostajemy otwarci na dialog z obecnymi władzami. Nie mam wątpliwości, że znajdziemy wspólny język i osiągniemy porozumienie z rządem w Tibilisi. Jeśli nie dziś, to jutro.

AW: Zawsze można też zakręcić gaz. Dla Kijowa, Tbilisi i każdego, kto na to zasługuje...


DM: Na szczęście Gazprom wywiązuje się ze swoich zobowiązań. Wszelkie spekulacje na temat szantażu energetycznego, które dochodzą do nas z Zachodu są bezpodstawne. Oczywiście powracająca do dawnych sił Rosja denerwuje wiele środowisk za granicą. To wszystko kwestia odpowiedniej manipulacji słowami. Gdyby spojrzeć z odpowiedniego punktu widzenia, także Stany Zjednoczone można uznać za finansowego agresora i ekonomicznego terrorystę, który wymusza na reszcie świata uznanie swojej jednostki monetarnej i standardów wolnego rynku. Kiedy słyszę, że Rosja powinna być bardziej elastyczna, często myślę, że zgodziłbym się z radą 10 lat temu. Nie teraz. Nie dlatego, że jestem obecnie szefem, ale dlatego, że teraz lepiej rozumiem to. Gdybyśmy się ugięli w pewnych kwestiach, nadal bylibyśmy traktowani jak kraj Trzeciego Świata. Wiecie, jak Haute-Volta z rakietami nuklearnymi. Rosja nie jest taka. Zajmuje swoje niepowtarzalne i wyjątkowe miejsce w świecie.

AW: Czy Rosja zawdzięcza to swoim bombom, ropie i gazowi?


DM: Tak. Ale również ogromnemu intelektualnemu potencjałowi, długiej historii i miejscu na mapie kontynentu euroazjatyckiego. Krótko mówiąc, nie widzę niczego złego w tym, że Rosja w pewnym momencie zaczęła pokazywać zęby. Moskwa powinna zajmować twarde stanowisko nie tylko w tak ważnych sprawach, jak Kosowo i plany tarczy antyrakietowej w Europie, lecz także w kwestii British Council. To są te drobiazgi (w rzeczywistości nimi nie są), które tworzą wizerunek państwa. Kiedy pozwalasz innym, żeby na Ciebie naciskali,ci inni przestają się z tobą liczyć. W polityce międzynarodowej i dyplomacji nie ma spraw drugorzędnych. Rosja to państwo federacyjne z wielkimi perspektywami, lecz i z niemałymi problemami Takim państwem można kierować jedynie przy pomocy silnej władzy prezydenckiej, bez względu na to, kto w danej chwili zasiada w gabinecie na Kremlu. Transformacja w republikę parlamentarną nie jest dobra. Jestem o tym przekonany. Biorę pod uwagę przykłady naszych sąsiadów, którzy starali się zmienić ustrój polityczny w swoich państwach. Pamiętacie, z jakimi problemami musieli się zmierzyć? Nie tworzą już nawet federacji. Rosja zawsze potrzebowała władzy hierarchicznej. To jedyny sposób, żeby mogła funkcjonować.


AW: Dlaczego?


DM: Nasz kraj był i pozostanie republiką prezydencką. Nie może być innej drogi.


AW: Gdzie będzie centrum władzy? Czy będziemy mieli prezydenta na Kremlu i przywódcę narodu w moskiewskim Białym Domu...


DM: Może być tylko jedno centrum władzy i będzie tylko jedno. Rosją rządzi prezydent.


AW: W czasie ostatnich 8 lat , wszystko działało zgodnie z decyzjami konkretnego człowieka, którego imię wszyscy znamy…


DM: Tak, ale czy wcześniej było inaczej?


AW: Ale pierwszy prezydent odsunął się w cień 31 grudnia 1999 roku. Putin nie chce zupełnie odejść od polityki.


DM: Dlatego powtarzam, żeby nie trzeba się nipokić. Wszystko będzie zgodne z konstytucją. Władimir Władimirowicz i ja wiemy, że nasz tandem potrzebuje atmosfery kompletnego zaufania i współpracy.

Precedens Kosowa

| No Comments | No TrackBacks

kosowo%20niepodleg%C5%82osc.jpgNiedzielna deklaracja niepodległości Kosowa ma ogromne znaczenie z punktu widzenia prawa międzynarodowego. Timothy Waters, który pomagał przygotować akt oskarżenia przeciw Slobodanowi Miloszewiciowi pisze w JURIST o znaczeniu tego wydarzenia i wysiłkach Rosji, która chce uniemożliwić zaaprobowanie tej decyzji przez ONZ:


Czy Kosowo powinno być niepodległym państwem? Obie strony mają przekonujące argumenty. Zgodnie z podpisanym przez Stany Zjednoczone, państwa europejskie i Rosję Aktem Końcowym KBWE integralność terytorialna Serbii musi być respektowana. To samo mówi Rezolucja Rady Bezpieczeństwa 1244, która ustanowiła międzynarodowy protektorat nad Kosowem i stanowi podstawę procesu ustaleń dotyczących ostatecznego statusu tego terenu. Rosja dowodzi, że rezolucja 1244 uprawomocniła tylko władzę Narodów Zjednoczonych nad Kosowem (w związku z czym przekazanie misji Unii Europejskiej jest nielegalne), a ponieważ wciąż pozostaje ona w mocy, bo Rada Bezpieczeństwa nie podjęła żadnych nowych decyzji w tej sprawie, decyzja Zgromadzenia Narodowego Kosowa oznacza złamanie jej postanowień.

Jednak część zachodnich rządów ma odwrotne zdanie i twierdzi, że czystki etniczne jakich dopuścili się Serbowie na kosowskich Albańczykach w 1999 i nadzór ONZ ustanowiony przez rezolucję 1244 potwierdzają, że Serbia straciła prawo do Kosowa. Rezolucja nie określa ostatecznego statusu terytorium, więc niepodległość nie została wykluczona. Rada Bezpieczeństwa powinna zdecydować o statusie prowincji, ale aktualnie pozostaje w kompletnym impasie. Paraliż ONZ to argument za podjęciem decyzji przez zachodnie rządy, bo może to być jedyny sposób rozwiązania sytuacji.

Kto ma rację? Rezolucja 1244 nie mówi nic o powstaniu nowego państwa, a dosłowne odczytanie przepisów Karty Narodów Zjednoczonych byłoby mu prawdopodobnie przeciwne, jako że pisze się w niej o nienaruszalności granic. Zachodni dyplomaci zaznaczają, że 1244 wspomina o integralności terytorialnej tylko w niezobowiązującej preambule. Jednak preambuła ta odwołuje się bezpośrednio do Aktu Końcowego KBWE, która chroni integralność terytorialną. A pierwszy artykuł rezolucji mówi, że „polityczne rozwiązanie kryzysu w Kosowie musi opierać się na generalnych zasadach zawartych w aneksach 1 i 2”. W obu aneksach wspomina się z kolei o integralności terytorialnej Serbii. (…)

Główny argument Zachodu w sprawie poparcia dla Kosowa jest empiryczny i bardzo przekonujący, choć znajduje bardzo niewielkie oparcie w prawie międzynarodowym. Brzmi on bardzo prosto – niepodległość to jedyna odpowiedź na czystki etniczne wśród Albańczyków, którzy nigdy już nie będą w stanie zaufać Belgradowi.(…)

USA i większość Europy (choć o czym warto pamiętać nie cała Unia) przywołuje usprawiedliwienie pierwszej interwencji NATO w Kosowie – wtedy także nie udało się uzyskać sankcji Rady Bezpieczeństwa, a liderzy państw NATO nie wspominali wówczas o podstawach prawnych. Mówili tylko o moralnej konieczności podjęcia działań. Komisja ekspertów uznała wtedy wojnę w Kosowie za „nielegalną, ale usprawiedliwioną”. Podobna logika przyświeca obecnej postawie Zachodu wobec Kosowa: Sprawa jest na tyle ważna, że nie warto zwracać uwagi na szczegóły techniczne, zwłaszcza że Rosja blokuje skutecznie podjęcie decyzji. To jak Kreml szafuje swoim prawem weta to jeden z kolejnych dowodów na to, że ONZ niezbędnie potrzebuje reformy (w między czasie będziemy pewnie mieli szansę oglądać, jak USA zawetują rezolucję o nie uznaniu niepodległości Kosowa, którą Rosjanie z pewnością zaproponują). Pozostaje też efekt – pomimo prawnych subtelności, jeśli decyzja Zachodu nie ulegnie zmianie, Kosowo pozostanie niepodległe, co z czasem ukonstytuować precedens, że odpowiedzialność za ochronę przed czystkami etnicznymi może stanowić powód przyznania niepodległości. (…)

Potęga Rosji

Rosja zręcznie próbowała powstrzymać ogłoszenie niepodległości. Kiedy ponad rok temu Martti Ahtisaari, wysłannik do ONZ ogłosił plany dotyczące prowincji, większość zachodnich ekspertów była przekonana, że Kosowo uzyska niepodległość w połowie 2007. Rosjanie nalegali na negocjowanie innego rozwiązania i konsekwentnie przypominali, że stworzenie precedensu przyznania prowincji prawa do secesji może stworzyć niebezpieczny precedens, który mógłby mieć wpływ na inne konflikty, w które są zaangażowani. Państwa europejskie, takie jak Cypr, które sprzeciwiają się uznaniu niepodległości obawiają się o własną integralność terytorialną. (…)

Niepodległość Kosowa oznacza podział Serbii. Nie można jej po prostu ogłosić i uznać, że nie ma to znaczenia dla innych podobnych sytuacji. Będzie to precedens, jeśli zostanie tak odebrany, a Władimir Putin z pewnością zrobi wszystko, by wykorzystać przypadek Kosowa w konfliktach na terenie byłego ZSRR. Istnieje na przykład duże prawdopodobieństwo, że Rosja wzmocni poparcie dla separatystów w Gruzji. Bośniaccy Serbowie sugerują, że jeśli Kosowo może odłączyć się od Serbii, oni powinni uzyskać to samo prawo. Czy te przypadki mają jakiś prawny związek? Prawny nie, ale polityczny zdecydowanie tak. (…)

Stany Zjednoczone dążą do niepodległości Kosowa, ale nie chcą zapłacić politycznej ceny stworzenia precedensu. Nie mogą one kontrolować wspomnianych skutków tego wydarzenia ani działań Rosji. Wyjaśnia to dlaczego Europa, która od dawno przychyla się do przyznania prowincji niezależności, tak długo wstrzymywała się z podjęciem decyzji, zwłaszcza wobec rosyjskiej opozycji i próbowała przesunąć problem w odległą przyszłość. (…)

Szukanie rozwiązania problemu żyjących na północy prowincji Serbów na podstawie ich politycznych pragnień sugeruje też, że istnieje jeszcze jeden sposób uzasadnienia przyznania Albańczykom prawa do niepodległości. Sposobu tego nie uznaje współczesne prawo, ale ma on za sobą długą tradycję historyczną i wsparcie moralne wielu instytucji: chodzi o powrót do zasady samostanowienia narodów. Albańczykom z Kosowa należy się niepodległość nie dlatego, że byli uciskani, poddani czystkom etnicznym, ani dlatego, że zgadzają się na to światowe mocarstwa. Mają prawo do niepodległości ze względu na odrębną tożsamość i decyzję przytłaczającej większości mieszkańców terytorium. Jeśli przyjrzymy się wydarzeniom z początku lat 90. z pewnością większość z nas zgodzi się, że już wtedy należało się zgodzić na przyznanie kosowskim Albańczykom niepodległości. Pozwoliłoby to uniknąć eksterminacji i wygnań. Nikt nie powinien być zmuszony do takich poświęceń dla osiągnięcia tego, co większości z nas przysługuje od urodzenia. To byłby precedens, na który warto się powoływać.

Na temat byłego wiceprezesa Jukosu Wasilija Aleksaniana pisaliśmy już wielokrotnie. Miesiące szantażu ze strony rządu wywołały skutki nieodwracalne: prawie całkowitą utratę wzroku, AIDS, rozległy nowotwór układu limfatycznego. W tym czasie prokuratorzy zignorowali trzy kolejne orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, żeby wymusić od więźnia fałszywe zeznania obciążające Michaiła Chodorowskiego. Sprawa Aleksaniana jest bezsprzecznie jednym z najbardziej obrzydliwych przypadków łamania praw człowieka w tym roku.

alexanyan021808.jpgStrajk głodowy Chodorowskiego w proteście przeciwko sposobowi traktowania Aleksaniana, wzbudził zainteresowanie mediów i międzynarodowej opinii publicznej. Wasilij Aleksanian został przeniesiony do nowego ośrodka, gdzie wreszcie miała mu zostać udzielona niezbędna pomoc lekarska. Sytuacja nie jest jednak wcale dużo lepsza.


Według ostatnich doniesień został jak zwierzę przykuty kajdankami do szpitalnego łóżka. Jest też leczony na najniższym możliwym poziomie.

Jego adwokat powiedział dziś agencji Reuters:


,,To tak, jakby chcieli go ukarać za publiczne wypowiedzi. Przykuwając go do łóżka traktują go jak zwierzę - to nieludzkie. Powinien codziennie brać prysznic, a nie może”.


,,Kajdanów nie zdejmuje się nawet na chwilę, a Aleksanian, który może chodzić, musi dokonywać wszelkich zabiegów higieny osobistej w łóżku”.


,,To niewyobrażalne, co oni robią. Zamiast polepszyć sytuację, czego żądał Europejski Trybunał, skazali go na gorsze warunki. pozytywny pozostaje tylko fakt, że podjęto jakiekolwiek leczenie".

Będziemy na bieżąco informować o dalszym rozwoju sytuacji. Wszystkich zainteresowanych przedstawicieli mediów kierujemy do Drew Holinera (dane kontaktowe w linku).

Tłumaczenie materiału prasowego na temat postępów w sprawie z Khodorkovsky.ru:


18 lutego 2008


Śmiertelnie chory Aleksanian został przykuty kajdankami do łóżka szpitalnego.


W sobotę, 9 dnia hospitalizacji adwokat Gevorg Dangyan miał wreszcie możliwość spotkać się ze swoim klientem.

Aleksanian został umieszczony w sześćdziesiątym szpitalu cywilnym pod okiem 24- godzinnej straży. Na oknie izolatki umieszczono wewnętrzną kratę, a nad łóżkiem chorego kamerę. ,,Jakby tego było za mało, przykuli go kajdankami do łóżka”, mówi adwokat Jelena Lwowa. Przykuli go za ramię. Jak powiedział Aleksanian, zdjęli je tuż przed przyjściem prawnika.

W izolatce nie ma natrysku, na korytarzu dostępny jest tylko zbiorowy. W czasie pobytu w szpitalu (9 dni), pozwolili mu wziąć prysznic dwukrotnie. Data następnego widzenia z prawnikami jest nieznana, ponieważ każda zgoda na wizytę musi być potwierdzona w więzieniu «Matrosskaja tiszina» (SIZO) w Moskwie. Pierwsze pozwolenie wydali dopiero dziewięć dni po przeniesieniu przetrzymywanego do szpitala. ,,W porównaniu z SIZO, warunki są gorsze”, martwi się Jelena Lwowa. ,,Tam mieliśmy przynajmniej możliwość widzenia go codziennie”.

Uczciwi miliarderzy Putina

| No Comments | No TrackBacks

askocz.jpgNa zjeździe „Jednej Rosji” przed wyborami parlamentarnymi Władimir Putin ogłosił kolejna wojnę z tzw. oligarchami. „Potrzebne jest twarde rozdzielenie polityki i kapitału – mówił” Tymczasem pismo „Finanse” znalazło wśród deputowanych Dumy 5 dolarowych miliarderów (rzecz jasna z szeregów partii władzy) Najbogatszy deputowany Dumy Andriej Skocz ma ok. 6 mld. dolarów jako współwłaściciel holdingu „Gazmetal”.

malczanow.jpgW Radzie Federacji mamy kolejnych 7 miliarderów z których najzamożniejszy jest przyjaciel Siergieja Mironowa (marszałka Izby wyższej) Andriej Mołczanow. To opozycjonista całą gębą, ze swojego majątku obliczanego na 5 mld. $ (firmy budowlane) sponsoruje partię Sprawiedliwa Rosja, utworzona pod egidą Kremla pseudoopozycyjną partię lewicową.

Jest już oczywiste, że są źli oligarchowie (Chodorkowski), kapitaliści (jak Abramowicz) i porządni obywatele przez przypadek mający olbrzymie majątki. Ci ostatni mogą spokojnie zasiadać w partii Putina. A resztę, dopóki nie wymrą przykuje się do szpitalnych łózek.

Umieranie w kajdankach

| No Comments | No TrackBacks

aleksanian5.jpgWasilij Aleksanian nareszcie w klinice. Po wystąpieniu Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, po głodówce Michaiła Chodorowskiego, po międzynarodowym skandalu Alekasnian został umieszczony w cywilnej 60 klinice, na ulicy entuzjastów, we wschodniej części Moskwy. Miał okazję porozmawiać ze swoimi adwokatami Eleną Lwową i Georgiem Dangianem. I rzecz jasna wybuchł kolejny skandal. Śmiertelnie chory prawnik i wiceprezes Jukosu jest zadowolony z lekarzy. Diagnoza jednak nie daje wielkich nadziei. AIDS w stadium 3b (nie nadającym się do leczenia) a na dodatek rozległy nowotwór układu limfatycznego.

Aleksanian tymczasem leży w szpitalnej izolatce pod strażą i przykuty kajdankami do szpitalnego łóżka. Kajdanki nie zostały zdjęte nawet wtedy gdy choremu podano kroplówkę, ani na czas rozmowy z adwokatem. Sam Aleksanian informował, że po ujawnieniu wirusa HIV w 2006 r. był wielokrotnie przekonywany, iż złożenie zeznań przeciwko Chodorowskiemu i Lebiedewowi spowoduje, iż zostanie skierowany na leczenie. Płaton Lebiediew oświadczył nawet, iż jest gotów przyznac się do wszelkich niedopełnionych przestępstw, pod warunkiem skierowania Aleksaniana na leczenie. Do szpitala wysłano prawnika jednak dopiero po akcji międzynarodowych protestów i w stanie nie rokującym większych szans na przeżycie. Oskarżenia o to, że zdefraudował 12 miliardów rubli nazywa absurdalnymi. Ale nieustannie jest obiektem szykan władz więziennych.

putin%20time.jpgW aktualnym numerze Foreign Policy Lilia Szewcowa analizuje mity krążące na Zachodzie o prezydencie Putinie. Oto jeden z nich:

Putin stworzył autokrację

Tak, ale nie utrzyma się ona zbyt długo. Wszyscy rozsądni obserwatorzy zgodzą się z pewnością, że ewolucja współczesnej Rosji poszła w dokładnie odwrotną stronę niż powinna. Dwadzieścia lat po upadku komunizmu kraju nie można z pewnością nazwać demokratycznym. Nie przypomina też jednak absolutnej autokracji na modłę Kuby czy Korei Północnej. Znajduje się gdzieś pośrodku – panuje w nim pół-autorytarny reżim w masce demokracji. Za demokratycznymi instytucjami kryje się system jednocześnie autorytarny i oligarchiczny, zbiurokratyzowany do granic możliwości. Trudno jednoznacznie stwierdzić, co jest prawdą a co fałszem. Owszem – istnieją w Rosji partie polityczne, parlament, związki zawodowe i organizacje młodzieżowe. Ale w rzeczywistości to wszystko wioski potiomkinowskie. Rosyjskie elity mają całe wieki doświadczenia w przygotowywaniu podobnych maskarad. Dziś Kreml wyśmiewa marginalną opozycję liberalną, która wbrew własnym intencjom, stały częścią szopki.

Pseudo-demokracja może się okazać znacznie bardziej niebezpieczna, niż czysta autokracja, jaką Rosjanie musieli cierpieć prze wieki. Reżimy autorytarne i totalitarne tworzą w końcu u obywateli potrzebę wolności. Za to imitacja demokracji dyskredytuje tylko demokratyczne instytucje i zasady, a obywatele po jakimś czasie zaczynają rzeczywiście pragnąć rządów „silnej ręki”. Nie oznacza to jednak bynajmniej, że sytuacja demokracji w Rosji jest beznadziejna. Rosjanie wybrali Borysa Jelcyna, a potem Władimira Putina, bo pragnęli porządku, wzmocnienia demokracji i osiągnięcia zachodnich standardów życia. Nie głosowali na ekstremistów, nacjonalistów czy komunistów upokarzającej biedy lat 90.

Dziś 70% Rosjan twierdzi, że są gotowi do życia w wolnym społeczeństwie. Po raz pierwszy w historii nie istnieją bariery nie do pokonania, który mogłyby ten proces powstrzymać. Największym problemem pozostają elity polityczne i gospodarcze, które nie chcą działać w wolnym, konkurencyjnym społeczeństwie i przekonuje resztę świata, że Rosja nie dojrzała jeszcze do prawdziwej wolności. Pomaga im w tym sam Zachód, który bardzo się stara nie urazić rosyjskiego prezydenta. W końcu Zachód będzie musiał się zdecydować, czy bardziej zależy mu na wygodnej relacji z Kremlem, czy autentycznej wolności dla jego poddanych.

Tusk o Rosji w Financial Times

| No Comments | No TrackBacks

tusk%20w%20moskwie.jpgPoniżej fragment artykułu Donalda Tuska o stosunkach z Rosją, który ukazał się dziś w FT. Oryginalna wersja angielska tutaj, polskie tłumaczenie całości dostępne w onet.pl


Europa musi rozmawiać z Rosją jednym głosem

Rosja jest największym i jednym z najważniejszych sąsiadów Unii Europejskiej. Wyzwaniem dla UE jest wypracowanie wspólnej polityki pozwalającej ułożyć się z tym sąsiadem – i spójne jej wdrażanie. Nowy traktat lizboński mówi o odpowiedzialności UE za utrzymywanie spójności swoich działań zewnętrznych, ale jedynie w ramach odpowiedzialności wspólnotowej. (…)

Dodatkowo napięcia, które pojawiają się w relacjach z Rosją, zazwyczaj dotyczą poszczególnych krajów, bez względu na to, czy dotyczą one dostaw gazu i ropy, embarga na produkty rolne, czy centrów krzewienia kultury. To, co dla jednych stanowi problem, innym pozwala wzmocnić swoją pozycję.

Mam nadzieję, że dzięki Traktatowi Lizbońskiemu zostanie osiągnięty postęp w dziedzinie tworzenia spójnej polityki europejskiej, która wzmocni wspólną politykę zagraniczną. Zawiera on również – tak jak to postulowała Polska – klauzulę dotyczącą solidarności energetycznej. Rozpoczynając rozmowy z Rosją na temat nowego układu o partnerstwie i współpracy, warto mieć na uwadze lekcje z ostatnich miesięcy. (…)

Całościowe partnerstwo UE-Rosja nie może stanowić przeszkody dla rozwijania przez UE stosunków z innymi sąsiadami z Europy Wschodniej. Europejskie aspiracje tych krajów są niekiedy postrzegane jako element próby sił pomiędzy Rosja a Zachodem. To uproszczone podejście nie bierze pod uwagę suwerennej woli tych krajów, by modernizować się według zachodnich standardów – co nie wyklucza harmonijnej współpracy z Rosją.

Podejście takie już znajduje odzwierciedlenie w rozwoju równoległych planów – jednego adresowanego do Rosji, a drugiego do krajów, które obejmuje europejska polityka wobec państw sąsiadujących, konkretnie Ukrainy, Mołdowy, Gruzji, Azerbejdżanu, Armenii i, potencjalnie, Białorusi. Problem polega na tym, by zagwarantować, że równoległe istnienie tych projektów nie będzie traktowane jako argument, by te procesy związać ze sobą nierozerwalnie. Unijną reakcją na reformy u niektórych swoich europejskich sąsiadów powinno być zaoferowaniem im perspektywy członkostwa.

Wprowadzenie nowych postanowień unijnego traktatu dotyczących wspólnej polityki bezpieczeństwa i zagranicznej stwarza nowe perspektywy dla współpracy pomiędzy Rosją a UE. Jasna definicja podstawowych zasad będzie sprzyjała głębokiemu partnerstwu, skoncentrowanemu na rozwiązywaniu wspólnych, globalnych problemów, takich jak rozprzestrzenianie broni masowego rażenia, zmiany klimatyczne i terroryzm. Sukces tego partnerstwa będzie zależał od woli znalezienia wspólnych zasad, takich jak przejrzystość, zasada wzajemności i wzajemne korzyści.

Im szybciej wszystkie kraje UE zrozumieją, że wspólny głos w unijnej polityce zagranicznej jest ważny, tym lepsze będą relacje poszczególnych krajów członkowskich i UE jako całości z naszym największym wschodnim sąsiadem.

Do Rosji wracają pionierzy

| No Comments | No TrackBacks

mi%C5%9Bki.jpgW jakim wieku państwo zaczyna indoktrynować swoich obywateli? Okazuje się, że w Rosji granica spadła właśnie do siedmiu lat. Wszyscy wiedzą, że władze rekrutują młodzież do organizacji Nasi i przysyłają jej członków z całego kraju do Moskwy, by czcili prezydenta, świętowali jego urodziny, a czasem rzucali pomidorami w zagranicznych dyplomatów.

Jednak ostatnie demonstracje przed ambasadą Estonii weszły na nowy poziom. RFE/RL donosi o istnieniu nowej grupy Miśki, która zrzesza tysiące dzieci w wieku od siedmiu do piętnastu lat. We wspomnianej demonstracji uczestniczyło dwadzieścioro dzieci z tej organizacji, które rysowały obrazek przedstawiający Brązowego Żołnierza w związku z kryzysem dyplomatycznym na linii Rosja – Estonia (o którym wszyscy sądzili, że skończył się wiele miesięcy temu). Wyraźna konsternacja wśród „aktywnych politycznie” dzieci była jasno widoczna:

Podczas zeszłotygodniowego spotkania Miśków przed estońską ambasadą większość dzieci nie miała pojęcia o co chodzi I co przedstawia rysunek Brązowego Żołnierza, który miały pokolorować.

pionierki.jpgJeden z Miśków powiedział RFE/RL, że ma na imię Wania i że chciał tylko przyjechać do Moskwy. Dodał, że nie wie dlaczego właściwie, dlaczego przyłączył się do organizacji. Członkowie Naszych, którzy opiekowali się Miśkami nie pozwalali dziennikarzom rozmawiać z dziećmi. Jeden z opiekunów krzyczał, żeby przestać „przeszkadzać” dzieciom, szybko pożegnał wszystkich w imieniu Miśków i wsadził podopiecznych do autobusu, który odwoził uczestników z powrotem do Włodzimierza.

Jeśli wziąć pod uwagę wycieczkę do estońskiej ambasady, współpracę z Naszymi I plakat Brązowego Żołnierza, nikogo nie powinien zaskoczyć wybór ideologicznego przywódcy Miśków. Prezydent Władimir Putin od początku wydawał się oczywistym kandydatem.

„Poprosiliśmy Putina, by zgodził się przewodzić ruchowi Miśki ponieważ jest przywódcą naszym narodowym przywódcą i szanowanym liderem, który dostarcza dzieciom świetnych wzorów postępowania.” Mówi Zimowa. „Nikt się go nie powstydzi, jest prezydentem, dumą narodu, nie tylko jako polityk, lecz także jako człowiek”.

Mamy więc tysiące dzieci indoktrynowanych w programie Miśki. Na temat organizacji pisano tutaj i tutaj, a tu można przeczytać o antyzachodnich tyradach w programach telewizyjnych dla dzieci.

W dodatku Europa do "Dziennika" ukazał się dziś ciekawy tekst Roberta Kagana o stosunkach Europy z Rosją ery Putina. Całość artykułu dostępna na stronach gazety.

putin%20flagi.jpg

Nowa Europa, stara Rosja

"Rosja i Unia Europejska geograficznie sąsiadują ze sobą, ale geopolitycznie żyją w różnych stuleciach. XXI-wieczna UE, z jej szlachetną ambicją wyjścia poza politykę siły i zbudowania porządku opartego na prawie i instytucjach, stoi naprzeciwko Rosji, która zachowuje się jak tradycyjne mocarstwo XIX-wieczne. Zarówno Rosję, jak i Unię kształtuje historia. Ponadnarodowy, legalistyczny duch UE jest reakcją na konflikty XX stulecia, kiedy nacjonalizm i polityka siły dwa razy spustoszyły Stary Kontynent. Ale, jak zauważył Ivan Krastev, obecny kształt ustroju rosyjskiego po części wynika z porażki "polityki postnarodowej" po upadku ZSRR.

Koszmarem Europy są lata 30., a Rosji - lata 90. Rozwiązanie problemów Unia widzi w likwidacji państwa narodowego i rezygnacji z polityki siły, a Rosja Putina w powrocie do nich.
Co się dzieje, gdy XXI-wieczny byt polityczny stanie naprzeciwko XIX-wiecznego? Zarysy konfliktu już się wyłaniają - w dyplomatycznych przepychankach o Kosowo, Ukrainę, Gruzję i Estonię, w sporach o rurociągi, w nieczystej walce dyplomatycznej Rosji z Wielką Brytanią czy w powrocie Rosji do ćwiczeń wojskowych na skalę, jakiej świat nie widział od zakończenia zimnej wojny. Europejczycy są pełni uzasadnionych obaw. W latach 90. postawili na prymat geoekonomiki nad geopolityką, chcieli zapoczątkować nową erę, w której ogromna i wydajna gospodarka europejska będzie konkurowała na równej stopie z amerykańską i chińską. Obcięli budżety wojskowe, kalkulując sobie, że twarda siła jest passé. Liczyli na to, że cały świat pójdzie w ślady Unii Europejskiej, która stanie się dzięki temu ponowoczesnym supermocarstwem.

Przez jakiś czas wydawało się, że koncepcja ta zdaje egzamin. Rosja leżała rozłożona na łopatki, dzięki czemu bogata Europa, mająca amerykańskie gwarancje bezpieczeństwa, wciągała prawie wszystkie państwa Wschodu w zachodnią orbitę. Atrakcyjność "dobrowolnego imperium" europejskiego, jak to nazwał Robert Cooper, zdawała się niewyczerpana. Dziś jednak ekspansja Europy została spowolniona, a może nawet całkiem wyhamowana, i to nie tylko dlatego, że Europejczycy wzdragają się przed przyjęciem do swego grona Turcji. Uświadomili sobie, że rozszerzając się na wschód, Europa wzięła na swoje barki nowy problem wschodni. A raczej stary problem wschodni, czyli ciągnący się od stuleci konflikt między Rosją i jej sąsiadami. (…)

Putin płacze nad upadkiem ZSRR i chciałby znowu mieć dominujące wpływy we wszystkich krajach "bliskiej zagranicy". Ale państwa bałtyckie i Europa Środkowa należą teraz do Unii, a Ukrainę, Gruzję i Mołdawię Europejczycy nazywają swoimi "nowymi sąsiadami". (…)

Konfrontacja Rosji z Ukrainą lub Gruzją oznaczałaby początek nowego świata, a może powrót bardzo starego. Wielu mieszkańców Zachodu wciąż chce wierzyć, że żyjemy w świecie geoekonomiki, ale pewien szwedzki analityk nie zostawia nam żadnych złudzeń: "Żyjemy w nowej erze geopolityki. Nie można udawać, że jest inaczej".

ochryd.jpgOto ciekawostka z artykułu o energetyce: Były premier Bułgarii Iwan Kostow dowodzi, że Rosja blokuje działania UE w sprawie Kosowa nie z powodu obawy przed precedensem, jakim byłoby poparcie separatystów, ale dlatego, że niestabilność na Bałkanach może pomóc jej strategii energetycznej.

Wysiłki Rosji dążącej do odbudowania pozycji w regionie budzą poważne kontrowersje. Były premier Bułgarii Iwan Kostow powiedział w wywiadzie dla agencji Fokus, że „W interesie Rosji leży niejasna sytuacja na Bałkanach. To dzięki niej Kreml może tu realizować własne interesy”.

“Rosja szantażuje wszystkich Kosowem, twierdząc że uznanie jego niepodległości roznieci konflikty w innych punktach zapalnych jak Abchazja czy Naddniestrze. To oczywiste, że zależy im na utrzymaniu braku bezpieczeństwa i stabilności w regionie” dodaje.

Wielu ekspertów wątpi w to, że gazociąg południowy to realny projekt. Będzie on kosztował dwa razy więcej niż Nabucco, a przepłynie przez niego tylko część gazu przesyłanego obecnie przez Ukrainę, nie dostarczy więc żadnych nowych źródeł gazu. „To projekt czysto polityczny, wymyślony po to, by uniemożliwić budowę Nabucco” tłumaczy Alan Riley z London's City University.

A my sądziliśmy, że sprawa Kosowa to tylko quid pro quo od Gazpromu za możliwość zakupu NIS po mocno zaniżonej cenie.

Energy Tribune pisze o rosyjskiej produkcji ropy:

Wskaźnik produkcji ropy płaski jak syberyjski step

Pavel Romanov, Energy Tribune

Rosyjski sektor naftowy bez wątpienia pomógł Putinowi. Nie można za to powiedzieć, że Putin pomógł w rozwoju tej dziedziny gospodarki. W 2007 produkcja ropy wzrosła o 2%, co stanowi ułamek wzrostu notowanego w latach 2001 – 2004. Od tamtego czasu wzrosła kontrola państwa nad przemysłem, a jego wydajność znacznie spadła.

produkcja%20ropy.gif
Produkcja ropy w latach 2000 – 2007


Lata 90. to okres obciążony skutkami upadku Związku Radzieckiego. Przemysł naftowy paraliżowały niskie ceny ropy i upadek produkcji. Pod koniec zeszłego stulecia zaczęła rosnąć dzięki kilku nowym prywatnym firmom. W latach 1998 – 1999 największa z tych spółek – Jukos zwiększyła wydajność, dzięki zastosowaniu nowoczesnych technologii i efektywnego systemu zarządzania. Jukos stał się pionierem odrodzenia rosyjskiego przemysłu naftowego. Wykorzystując napływ gotówki i wzrost cen większości rosyjskich firm związanych z ropą i gazem udało się zwiększyć efektywność.

Spółki prywatne jako pierwsze zaangażowały zagranicznych wykonawców i ich nowe technologie, co pozwoliło im szybko prześcignąć tradycyjnych gigantów. Jukos i Sibnieft wierciły poziome szyby i prowadziły wielkie prace hydrauliczne z pomocą międzynarodowych firm, takich jak Schlumberger czy Halliburton. Wskaźniki wydobycia Jukosu i Sibnieft rosły o 12 – 20% rocznie, do chwili upadku Jukosu w 2004 i przejęcia go prze Rosnieft w 2005. Sibnieft stał się w tym samym czasie własnością Gazpromu. Inne firmy z branży jak Łukoil, TNK-BP i Surgutneftegaz rozwijały się o połowę wolniej niż Jukos i Sibnieft.

Pomiędzy 2005 a 2007, kiedy ponad połowę produkcji zaczęło kontrolować państwo, rozwój uległ postępującej stagnacji. Statystyki wskazują, że między 2000 a 2004 produkcja rosła o około 9% w ciągu roku, a w ostatnich trzech latach wskaźnik wzrostu spadł do 2,5%.

ponomarew.jpgTekst z the Boston Globe:


Wolność i strach – rosyjski paradoks

Cathy Young

Optymizm to raczej ostatnia postawa, jakiej można by się spodziewać po współczesnym obrońcy praw człowieka w Rosji. Nie w sytuacji, gdy po sfałszowanych wyborach parlamentarnych z grudnia jesteśmy świadkami farsy „wyścigu” prezydenckiego, nie w momencie, gdy obserwujemy powrót cenzury, pobicia pokojowych demonstrantów i aresztowania wśród członków opozycji. Jednak szef ogólnorosyjskiego ruchu obrony praw człowieka Lew Ponomarew wydawał się wyjątkowo optymistyczny w czasie zeszłotygodniowego wystąpienia dla studentów Harvard's Davis Center.

Sześćdziesięciosiedmioletni były lekarz z pewnością nie patrzy na Rosję Putina przez różowe okulary. Ponomarew uważa obecnych przywódców Kremla za bandę skorumpowanych zbirów z KGB i twierdzi, że Zachód nie powinien uznawać wybranego niedawno parlamentu. Namawia ludzi, by przestali milczeć o tym, że w Rosji znów zamyka się więźniów politycznych, czego najlepszym przykładem pozostaje były potentat naftowy Michaił Chodorkowski. Aktywista nie spodziewa się też niczego dobrego po wyznaczonym na następcę Putina Dimitriju Miedwiediewie, choć ma on reputację bardziej liberalnego.

Jak zatem brzmi dobra wiadomość? “W Rosji istnieje dziś wielka ‘sfera wolności’, a naszym zadaniem jest ją rozszerzyć.” Twierdzi Ponomarew. Na sugestie publiczności, że Putin trzyma Rosję w kleszczach strachu odpowiada, że ta teza jest mocno przejaskrawiona. „Boi się tylko pewna część społeczeństwa” tłumaczy. „Przede wszystkim jego najwyższa warstwa – ci, w których reżim celowo chce wzbudzić grozę” – wielcy biznesmeni czy znani dziennikarze państwowej telewizji. Jednak „im niżej na drabinie społecznej, tym mniej strachu”. Wskazuje na druk, a zwłaszcza dziennikarstwo internetowe jako miejsca, gdzie mimo przypadków prześladowania kwitnie wolność słowa.

Ponomarew dowodzi wręcz, że od czasu wyborów parlamentarnych, które wbiły gwóźdź do trumny demokracji, rosyjskie społeczeństwo stało się bardziej wolne niż wcześniej: „Wzrosła pogarda dla władzy, poziom odrzucenia reżimu”. Fałszerstwa wyborcze są jego zdaniem zbyt bezczelne. „Takie zachowanie mogłoby ujść na sucho w systemie totalitarnym, gdzie ludzi trzyma w ryzach przerażenie. Jednak dzisiaj większość ludzi wcale się nie boi”. Opozycji pomagają też oczywiste walki wewnętrzne na szczytach władzy.

Podobnych paradoksów nie brakuje w dziedzinie praw człowieka. Sytuacja wygląda ponuro – ogranicza się swobody polityczne, działaczy opozycji stawia przed sądem, policja nadużywa siły wobec zwykłych obywateli, a warunki w koloniach karnych pozostają tragiczne. Jednak obrońcy praw człowieka mają pewne sukcesy. „Nie robiłbym tego, co robię, gdyby moja praca nie przynosiła absolutnie żadnych rezultatów” mówi Ponomarew. Powołuje się na niedawny przypadek, gdzie dzięki jego interwencji u prokuratora na rosyjskiej północy kraju udało się oddalić sfabrykowane zarzuty wobec nienawidzonego przez miejscowe władze biznesmena i właściciela gazety, a także oskarżyć podżegaczy całej sprawy.

Ponomarew podkreśla, że “dziś obrońcy praw człowieka działają w ramach systemu” co jaskrawo kontrastuje z czasami sowieckimi, kiedy byli oni grupą wyrzutków. Ponomarew, który sam spędził w 2006 kilka dni w więzieniu za udział w nielegalnej demonstracji, należy do komisji doradzającej w kwestii praw człowieka moskiewskiej prokuraturze generalnej i drugiej pomagającej miejscowej policji. Żadna z tych komisji nie ma realnej władzy i dość niewielkie wpływy, ale sam fakt ich istnienia to już mały krok w dobrym kierunku.

Rzeczywiście ostatnie wydarzenia w Rosji dowodzą, że dla przed ruchem obrony praw człowieka stoją poważne wyzwania. Wasilij Aleksanian, były prawnik Jukosu, oczekujący na proces pod zarzutem defraudacji, choruje na AIDS i raka. Mimo to przez wiele miesięcy przetrzymywano go w fatalnych warunkach i pozbawiono prawa do niezbędnej opieki medycznej chcąc zmusić więźnia do złożenia fałszywych zeznań przeciw Chodorkowskiemu. Dopiero kiedy w zeszłym tygodniu obrońcy praw człowieka zaczęli popierać Aleksaniana wysyłając listy otwarte i organizując wiece, proces został wstrzymany, a Aleksanian przeniesiony do specjalistycznej kliniki.

Lew Ponomarew wierzy, że w dłuższej perspektywie siły pro demokratyczne w Rosji mają szanse się odbudować i za 10 – 15 lat uzyskać realne znaczenie polityczne. Do tego czasu demokratyczna maska Kremla, którą władze są zdecydowane utrzymać, może pomóc obrońcom praw człowieka w uzyskaniu jakichś ustępstw.

Bałkańska puszka Pandory

| No Comments | No TrackBacks

Co można powiedzieć o przemówieniu Siergieja Iwanowa na konferencji bezpieczeństwa w Monachium? Niektórzy uważają, ze odgrywał rolę,,dobrego gliny” w parze ze,,złym” - Putinem. Wypowiadał się na temat Kosowa rozsądnie i łagodnie w przeciwieństwie do Putina, który w przedwyborczych oświadczeniach deklarował początek nowego wyścigu zbrojeń.


Dla przykładu:


13901.41Germany-Security-Conference.sff.jpgIwanow: Chciałbym z góry zaznaczyć, że nie staramy się rzucić innym wyzwania przez tworzenie bloków militarnych czy zachęcanie do otwartej wojny z naszymi partnerami. Sposób działania Rosji jest zupełnie inny. Rozwijamy współpracę z różnymi państwami na wielu polach na poziomie umów dwustronnych, struktur lokalnych i międzynarodowych. Zgodzicie się z faktem, że nie eksportujemy już ideologii, ale kapitał i produkty.


Putin: Widzimy jak wzniosłe slogany o wolności i otwartym społeczeństwie są wykorzystywane do niszczenia niezależności państw i całych regionów. Widzimy, jak pod płaszczykiem frazesów o wolnym handlu i inwestycjach najbardziej rozwinięte kraje świata rozwijają protekcjonalną politykę.


Nawet Quentin Peel z Finanscial Times zauważył, że przynajmniej raz Iwanow nie robił wrażenia zbyt pewnego siebie. Najciekawsza i najważniejsza część przemówienia dotyczyła Kosowa i uznania jego niepodległości, cozdaniem Iwanowa otworzy puszkę Pandory.

Chodzi o to, że Rosja przeciwstawia się separatystycznym dążeniom republik Gruzji i Mołdawii, które widziałaby najchętniej jako państwa uzależnione od centrum w Moskwie. Iwanow wreszcie wyraził się jasno. Pokazał, że rosyjskie zrozumienie dla trudności utrzymania jedności narodowej sięga głębiej, nie ogranicza się do chęci rozszerzenia wpływów na terytoriach byłego Związku Radzieckiego. Iwanow zauważył, że zarówno Rosja, jak i Europa mogą zacząć pękać w szwach z powodu nacjonalizmów i regionalizmów roznieconych przypadkiem Kosowa.

Quentin Peel przedstawił ciekawą analizę efektu domina:

niepodleg%C5%82o%C5%9B%C4%87%20kosowa.jpgPrzynajmniej raz Iwanow nie robił wrażenia jakby kręcił. Nie zgadzamy się, co do Kosowa, ale nie dlatego, że Rosja jest uparta i wspiera Serbów. Nie będziemy bardziej serbscy niż oni sami.


Odrzuca tym samym "błędną koncepcję krajów UE i NATO" o tym, że następstwem niepodległości Kosowa powinno być wsparcie przez Rosję niepodległości Abchazji i Osetii Południowej, autonomicznych republik Gruzji. Zapewniam, że Rosja nie poprze niepodległości tych prowincji następnego dnia.


Mówił jednak o efekcie domina w regionie. Co mógł mieć na myśli?


Przede wszystkim Republika Serbska mogła ogłosić referendum w sprawie oddzielenia od Bośni-Hercegowiny. Byłby to kolejny krok prowadzący do uporządkowania porozumienia pokojowego z Dayton z 1995 roku, które zakończyło wojnę domową w Bośni i Hercegowinie. O niepodległość mogłaby też zacząć walczyć albańska mniejszość w Macedonii.


Tadic może nie chcieć wpierać Bośniackich Serbów. Obiecał, że nie będzie zachęcał do gwałtownej reakcji na niepodległość Kosowa. Jednak w Bośni nadal znajdują się ogromne składy broni i za mało żołnierzy sił międzynarodowych do jej kontroli.

Waszyngton jest jednak nieugięty. Im szybciej Kosowo będzie niepodległe, tym szybciej zapanuje równowaga na Bałkanach. Jednak to Unia Europejska powinna być gwarantem stabilności. Jednak z powodu wyraźnego podziału krajów UE w tej kwestii przyszłości Kosowa, nie przygotowano niezbędnych planów.


Serbia zrobi wszystko, żeby zapobiec ogłoszeniu niepodległości Kosowa. Nie cofnie się przed nałożeniem embarga, mimo że odcięcie elektryczności pozbawi prądu także Macedonię i Grecję.


Istnieje prawdopodobieństwo, że Kosowo pozostanie w najbliższej przyszłości w prawnej i ekonomicznej próżni. Bezpieczeństwo zapewni 17.000 żołnierzy NATO i 1800 policjantów, sędziów i członków administracji z UE. Ich zadaniem będzie stworzenie nowych instytucji. Obecnie, przy braku własnej gospodarki stopę bezrobocia szacuje się na 40-60 %, a eksport przewyższa import tylko o 6% . Samodzielne instytucje nie utrzymają się w takich warunkach.

W najgorszym wypadku możemy być świadkami bankructwa państwa
, mówi Carl Bildt szwedzki Minister Spraw Zagranicznych

O takiej perspektywie większość ludzi boi się nawet myśleć.

Déja-vu

| No Comments | No TrackBacks

Grigorij Pasko

Moskwa

W czasie niedawnej wizyty w Moskwie Donald Tusk proponował Rosjanom budowę nowego wariantu gazociągu Jamał, który mógłby stanowić alternatywę dla planowanego Gazociągu Północnego. Polski rząd uważa, że powstanie rury pozwoli uniknąć kradzieży gazu i nieprzewidywalnych podwyżek opłat tranzytowych. Nowy gazociąg zaaprobowały też wstępnie Litwa, Łotwa i Estonia.

Jednak jeszcze zanim opuścił Moskwę stało się całkowicie jasne, że Rosji nie interesuje polski projekt. Prezydent Putin powtórzył standardowe frazesy o potrzebie rozwoju współpracy z Polską. Prawdziwej odpowiedzi na propozycje Tuska udzielił za to jeden z pracowników Gazpromu: dla rosyjskiego monopolisty polski pomysł jest niemożliwy do zaakceptowania. To wszystko, koniec dyskusji.

Ale czy na pewno?

Bruksela

Krótko po wizycie Tuska w Moskwie odbyło się posiedzenie Komisji Petycji Parlamentu Europejskiego. Tematem dyskusji były ekologiczne skutki budowy Gazociągu Północnego. Spotkanie było szczególnie interesujące dzięki wystąpieniom dyrektora wykonawczego spółki Nord Stream Matthiasa Warniga i dyrektor technicznego Dirka von Amelna. Pojawiło się też wiele interesujących głosów przedstawicieli różnych krajów.

posiedzenie.jpg
Posiedzenie komisji, zdjęcie G. Pasko

Biurokratyczne tortury

O tym, jak przedostać się przez zasieki dzielące zwykłych ludzi od budynku Parlamentu Europejskiego w Brukseli można by napisać osobną książkę, której motywem przewodnim byłyby niepodważalne rządy biurokracji. Chyba nigdy nie przechodziłem tak drobiazgowej kontroli i procesu weryfikacji tożsamości. Nie jestem przeciwny wymogom bezpieczeństwa, ale sądzę, że wystarczyłaby mi w zupełności jedna przepustka, zamiast trzech, które ostatecznie dostałem (wejście do budynku parlamentu, akredytacja dziennikarska i pozwolenie na robienie zdjęć).

W sali imienia Petry

W sali imienia Petry Kelly – niemieckiej obrończyni przyrody i założycielki partii Zielonych, zebrali się wszyscy zainteresowani projektem Gazociągu Północnego. Posiedzeniu przewodził Marcin Libicki, wypowiadali się Europejski Komisarz ds. Energii Andris Piebalgs i były prezydent Litwy Vitautas Landsbergis…

Dyrektor Dirk von Ameln, z którym miałem przeprowadzić wywiad siedział z Matthiasem Warnikiem, jego asystentem Jens Mullerem i mniej więcej dwudziestoma innymi pracownikami Nord Stream. Robili wrażenie spokojnych i obojętnych. (Swoją drogą przyszły gazociąg nie należy wcale do von Amelsów czy Waringsów – jego prawdziwi właściciele nie chcą się publicznie ujawniać).

Déja-vu

Od początku posiedzenia dało się odczuć, że to nie pierwsze spotkanie w Parlamencie Europejskim na ten temat. Szefowie Nord Stream byli tu już na początku zeszłego roku, kiedy rozmawiali z przedstawicielami Parlamentu i Komisji Europejskiej. Dyskutowano wówczas o poparciu pomysłu podmorskiego gazociągu z Rosji do Niemiec ze strony europejskich instytucji, rządów i obywateli krajów członkowskich.

Były kanclerz Niemiec, a obecnie szef Nord Streamu Gerhard Schroeder podkreślał wówczas na konferencji prasowej, że realizacja projektu leży w interesie całego kontynentu: „Chcemy na wiele lat zapewnić Europie solidne dostawy energii. Naszą główną troską jest realizacja projektu zgodnie z najwyższymi międzynarodowymi standardami ochrony środowiska”.

komisja%20petycji2.jpg

Warnig, który towarzyszył wówczas Schroederowi dodał: „Firma prowadzi rozmowy z państwami nadbałtyckimi, by zrealizować projekt najlepiej, jak to tylko możliwe. Jesienią Nord Stream przedstawi wyczerpujący raport o ekologicznych aspektach budowy”.

Zaznaczmy od razu, że Nord Stream nie przestawił oczywiście żadnego takiego raportu. Osobiście mam wrażenie, że nigdy nie miał takiego zamiaru. Badania nie zaprezentowano także tym razem, a von Ameln zarówno przed komisją, jak i w wywiadzie ze mną powtórzył dokładnie to samo (użył nawet tych samych słów), co mówił w zeszłym roku ze Schroederem.

Petycje

Zebrani w Sali Petry Kelly odnosili się do ekologicznych aspektów gazociągu niezwykle krytycznie. Spróbuję nakreślić główne wątpliwości, jakie pojawiały się w dyskusji.

Podkreślano przede wszystkim, że Bałtyk to stosunkowo płytkie i niewielkie morze, które już dziś bardzo cierpi z powodu ludzkiej działalności. Jego ekosystem pozostaje szczególnie wrażliwy. Na dnie leżą niezbadane pokłady zatopionej broni chemicznej. Gazociąg przetnie terytorium kilku parków krajobrazowych. Kto będzie odpowiedzialny za ewentualną awarię przy budowie rury? Komisja Europejska nie angażuje się wystarczająco w dyskusję nad możliwym wpływem na środowisko. Jak będzie ono chronione po zakończeniu budowy? Dlaczego siedziba Nord Stream znajduje się w Szwajcarii? (wbrew pozorom to pytanie pozostaje bardzo adekwatne: w wypadku bankructwa firmy odpowiedzialność za ewentualne wypadki spadnie albo na kraje leżące w pobliżu miejsca wypadku, albo na całą Europę). Nie ma sensu powtarzać, że projekt służy dalszemu jednoczeniu Europy – z ośmiu krajów, których bezpośrednio dotyczy, pięć wyraźnie mu się sprzeciwia.

W swoim wystąpieniu Dirk von Ameln stwierdził, że Nord Stream pragnie wręcz zbudować gazociąg w zgodzie z międzynarodowymi normami, że ekosystem będzie pod świetną ochroną. Twierdził, że firma pozostaje w stałym kontakcie z władzami, obywatelami i niezależnymi organizacjami z zainteresowanych krajów. Podkreślił, że spółka otrzymała 129 komentarzy i przeprowadziła 10 spotkań z sygnatariuszami konwencji z Espoo.

Wypowiadał się także „koń trojański” przywieziony do Brukseli przez pracowników Nord Streamu – przedstawiciel duńskiej firmy, która przygotowuje ocenę wpływu projektu na środowisko. Owa ocena brzmiała w skrócie następująco: spośród trzech proponowanych wariantów gazociągu najlepszy jest (uwaga, czas na wielką niespodziankę….) właśnie ten, który Nord Stream planuje zbudować. Dalej była mowa o matce naturze, stosunkach z ekologami i miłości do ptaków. Na koniec, niemal mimochodem wspomniano, że materiały o wpływie inwestycji na środowisko nie są jeszcze gotowe. Ale, jak zadeklarowano „wyniki naszej pracy z pewnością wszystkich zadowolą”.

Złote myśli Putina

| No Comments | No TrackBacks

putin1202.jpgRaz na jakiś czas nawet rosyjski prezydent mówi coś, z czym każdy zdrowo myślący człowiek musi się zgodzić:

„Prywatna firma działa znaczne bardziej skutecznie niż rządowi urzędnicy, którzy nie zawsze wiedzą wystarczająco dużo o zarządzaniu i o tym, co znaczy efektywna praca.

Musimy też uprościć system podatkowy i zminimalizować możliwość arbitralnej interpretacji prawa. Trzeba zreformować podatki tak, by sprzyjały nowoczesnemu rozwojowi. Niezbędne jest ich uproszczenie, zminimalizowanie obciążeń i ustalenie jednej, możliwie najniższej stawki VAT-u.

Musimy też dalej budować niezależne i skuteczne sądownictwo, który chroniłoby prawa przedsiębiorców, zwłaszcza przed arbitralnymi decyzjami biurokratów”

Wielka szkoda, że nie wykorzystuje się tych założeń w praktyce. Biurokrata Wiktor Zubkow i siłownik Igor Seczin zostali wyznaczeni na kierownicze stanowiska w Gazpromie i Rosniefcie, co zapewni państwu, a nie rynkowi, ścisłą kontrolę nad sektorem energetycznym. Krótko mówiąc wszystko zostaje po staremu.

Czy nadszedł już czas, żeby stwierdzić realną możliwość budowy gazociągu Nabucco? Skazany na niepowodzenie projekt gazociągu dostarczającego surowiec z rejonu Morza Kaspijskiego bezpośrednio do Europy rozwinął się ostatnio w pozytywnym kierunku. Ale gra jeszcze się nie skończyła.

nabucco021108.jpg

Dzisiaj projekt otrzymał pozytywną opinię krajów Unii Europejskiej, z wyłączeniem z zasad o konkurencji Austrii, które odnoszą się do dostępu innych stron do gazociągu. Członek Komisji Energetycznej Andris Piebalgs powiedział:

,,Orzeczenie Komisji w sprawie Nabucco potwierdza poparcie dla gazociągu, który zrealizuje europejskie starania o nowe źródła surowca i drogi jego dostaw.

Potwierdza on, że ,,projekt jest ważny nie tylko dla państw zaangażowanych, lecz również przyczynia się do wzmocnienia konkurencyjności i bezpieczeństwa energetycznego w całej Unii Europejskiej.”


Najważniejsze wiadomości doszły w zeszłym tygodniu z niemieckiego koncernu RWE, który podpisał się pod projektem, dając mu tym samym niespodziewaną szansę jego powodzenia.

W przypadku RWE ryzyko jest duże. Będzie konkurował z E.ON - firmą, która wraz z Eni pozostaje jednym z dwóch najbardziej wpływowych orędowników interesów Kremla w UE. Zabawne, że po tym, jak podpisano z Gazpromem umowę o budowie Gazociągu Północnego, dyrektor generalny E.ON Wulf Bernotat publicznie wyraził brak zaufania wobec rządowych wysiłków uwolnienia się od wpływów Rosji.


Dzisiaj Financial Times umieścił informację, że UE naciska na Turcję, aby ta dołączyła projektem Nabucco. Wskazuje tym samym, że zgoda na drogę wolną od kontroli Gazpromu będzie dla Turcji krokiem w kierunku przyłączenia jej do wspólnoty. ,,Jeśli zależy im na członkostwie, to jest to sposób, w jaki mogą tego jasno dowieść", mówi FT Jozias van Aartsen.


Pozostają jeszcze dwa istotne problemy, które stawiają los Nabucco pod znakiem zapytania: udział firmy francuskiej i odpowiednia ilość źródeł gazu, który mógłby planowaną rurą popłynąć.


Według Eurasia Daily Monitor francuski koncern Gaz de France (GdF) jest zainteresowany Nabucco i prowadzi zaawansowane negocjacje z Rumunią na temat udziałów w jej części gazociągu. Niezależnie jednak od tego, jak bardzo Ankara chciałaby zadowolić Brukselę włączając się w plany gazociągu, Turcy pozostają przeciwni udziałowi GdF. Francja oficjalnie uznała ludobójstwo Ormian, co Turcja potraktowała bardzo poważnie.


Jednak największym zagrożeniem dla ekonomicznej wartości projektu jest propozycja Eni i Gazpromu, które forsują budowę Gazociągu Południowego. Oba koncerny chwalą się, że mają gaz do przesyłania, a główną wadą pomysłu pozostaje wysoki koszt części podwodnej.


Obecnie Nabucco może liczyć na dostawy z Azerbejdżanu, co zdecydowanie nie zapewnia opłacalności inwestycji. Jednym z wyzwań dla przedsięwzięcia było odcięcie przez Turkmenistan dostaw dla Iranu, co wywołało efekt domina, którego skutki były odczuwalne nawet w Europie. Potwierdziło to tylko fakt, że nawet gazociąg spoza Rosji może się wiązać z ryzykiem.

Jednak wiele osób, m.in. Stefan Judisch z RWE wyznaje filozofię: ,,Jeśli wybudujemy gazociąg, surowiec się znajdzie”. Miejmy nadzieję, że mają rację.

Jesteśmy na tym blogu wiernymi fanami dziennikarza śledczego Sterna Hansa-Martina Tillacka. Oto co napisał ostatnio o dziwnych praktykach spółki Nord Stream.

ukrycie.jpgFirma Gerharda Schrodera i podejrzany biznesmen

Hans-Martin Tillack

Firma byłego kanclerza Gerharda Schrödera Nord Strem ma kłopoty. Filia Gazpromu związała się ostatnio z ekstrawaganckim przedsiębiorcą, który utrzymuje kontakty z sektą LaRouche’a i jest szefem rady nadzorczej nieistniejącej firmy.

Manfred Boese to najwyraźniej ważna postać. W biurku ma osiem zestawów wizytówek na różne okazje. Za czasów NRD był prokuratorem, dziś zarządza firmami i stowarzyszeniami. Żeby się z nim spotkać trzeba minąć zapierającą dech w piersiach bramę Palais am Festungsgraben, skręcić w prawo i… poczekać pół godziny. Sekretarka tłumaczy, że jej szef jest na ważnym spotkaniu z rosyjskimi ministrami.

„Mam w Rosji bardzo dobre kontakty, które oczywiście wykorzystuję” mówi dobrze wyglądający 56-ciolatek, po zakończeniu rozmowy z ukraińskim, jak się ostatecznie okazało, ministrem. Najwyraźniej wykorzystał je także współpracując z firmą Nord Stream. Jej głównym udziałowcem jest rosyjski Gazprom, szefem niejaki Gerhard Schroeder, a celem zbudowanie gazociągu na dnie Bałtyku. Boese chce z tą spółką „blisko” współpracować. Ma mu w tym pomóc Międzynarodowy Instytut Bezpieczeństwa Ekologicznego Bałtyku i Morza Północnego, który założył latem 2006.

Ochrona środowiska czy lobbing?

Wspierając interesy Nord Stream wspomniany instytut zorganizował w marcu zeszłego roku konferencję w Berlinie. Do działania namówił Boese’a rosyjski przyjaciel Tengis Borisow – admirał rezerwy i “bohater Federacji Rosyjskiej”. Instytut Boese’go chce podkreślić zagrożenie, jakie stanowi zatopiona w Bałtyku po II Wojnie Światowej niemiecka broń chemiczna. Innymi słowy: morze jest w niebezpieczeństwie, bo Amerykanie i Brytyjczycy nie chcą rzekomo przyznać, gdzie dokładnie zatopili nazistowską broń. Odwrotnie niż Rosjanie, którzy jak zaznacza z szacunkiem Boese „przerwali” zmowę milczenia.

Prawnik chce teraz zainteresować sprawą Bundestag. Spotkał się już w tej sprawie z wieloma parlamentarzystami, z których część okazałą się „niezwykle otwarta”. Być może wiosną uda się zorganizować specjalne posiedzenie na ten temat. Tak czy inaczej działalność instytutu, który dla uproszczenia mieści się w biurze Boese’a, świetnie wpasowuje się w obecną sytuację Nord Stream. Budująca gazociąg firma musi dziś odpowiadać na zarzuty, że jej prace mogą naruszyć zalegające w morzu trujące odpady.

Sprzeczne zaprzeczenia

Menadżer Nord Streamu Barbara Kallnik świetnie czuła się w roli „delegata” na marcowej konferencji Boese’go. Dla innych uczestników było „zupełnie jasne, że to spotkanie Gazpromu”. „Rosjanie byli tam świetnie zorganizowani” wspomina Walter Karpf ze stowarzyszenia na rzecz ochrony ssaków morskich. Na spotkaniu byli nawet obecni zastępca ministra, były kosmonauta i „doradca prezydenta”. Boese żegnał się z panią Kallnik znacznie bardziej wylewnie niż z resztą gości. Karpf przypomina sobie wyraźnie jego słowa „pozrów ode mnie zarząd!”. Boese bynajmniej temu nie zaprzecza, ale twierdzi, że konferencję, której koszt obliczono na 15 tysięcy Euro, sfinansował wyłącznie z własnych funduszy.

Rzecznik Nord Staremu Jens Muller zapewnia, że spółka nie ma nic wspólnego z instytutem Boese’go. Fakt zaproszenia Kallnik na konferncję świadczy wyłącznie o tym, że je organizatorzy chcieli “wnieść do dyskusji rzeczywistość”. Także Boese zdecydowanie zaprzecza, że działa w imieniu Gazpromu. Kwestionuje także, że zastępcą przewodniczącego instytutu jest Tamara Lawrowkaja, choć wynika to bezpośrednio z oficjalnych informacji o organizacji. Czterech z ośmiu założycieli to Rosjanie. Jednym z nich jest Iwan Mazur. Człowiek o tym samym nazwisku kieruje budującą gazociąg firmą Rosneftegazstroy. Boese zaznacza jednak, że „ten pan nie angażuje się w działalność instytutu”.

„Największy satelita świata”

Boese’go interesują nie tylko Rosja i Stany Zjednoczone. Najwyraźniej fascynuje go też kosmos. Szefuje radzie nadzorczej Leo Sat Courier AG, które jak sam mówi, odpowiada za projekt „jednego z największych satelitów na świecie”. Firma planuje na przykład wysłać na orbitę satelity telekomunikacyjne wykorzystując rosyjskie rakiety. Tak w każdym razie twierdzi od ponad dziesięciu lat partner Boese’go Hans-Holger Kirchhoff.

Firma ma więc wielkie plany i jeden drobny problem: nie istnieje. Nie jest zarejestrowana w Niemczech, ani nigdzie indziej. „projekt znajduje się nadal w fazie wstępnej” tłumaczy Boese. Na stronie internetowej można jednak przeczytać, że spółka powstała we wrześniu 2005.

Boese wyjaśnia, że tak dużą firmę trudno oficjalnie założyć. Za to bardzo łatwo można najwyraźniej być zapraszanym w różne miejsca szefowi rady nadzorczej Leo Sat Courier AG. Ostatnio uczestniczył na przykład w tej roli w Niemiecko-Arabskim Forum Ekonomicznym. W grudniu 2006 odwiedził Abu Zabi jako członek delegacji Federalnego ministerstwa Gospodarki.

Fakt, że firma, którą Boese reprezentuje w rzeczywistości nie istnieje umknął uwadze Ministerstwa Gospodarki. Jeśli przedsiębiorca „wyraża duże zainteresowanie” może pojechać z delegacją, tłumaczy pracownik Sekretarza Stanu Pfaffenbacha. „Ministerstwo Gospodarki nie sprawdza formularzy rejestracji firmy przy wejściu na pokład”. Innymi słowy nie problemu, gdy takie formularze po prostu nie istnieją.

Mocarstwo wybuchowe

| No Comments | No TrackBacks

strategia.gifOto tekst Jerzego Marka Nowakowskiego, który ukazał się w dzisiejszym wydaniu tygodnika Newsweek Polska:


Czego chcą ci Rosjanie? To pytanie zadają sobie zarówno czytelnicy gazet jak najpoważniejsi politycy w świecie. Pozornie niekonsekwentna i chaotyczna polityka zagraniczna Rosji bywa raz tłumaczona dominacja oligarchów czy Gazpromu nad instytucjami państwa, innym razem potrzebami kampanii wyborczej a jeszcze innym makiawelicznym tajnym planem KGB. Tymczasem w miarę uważna obserwacja działań Kremla na arenie międzynarodowej pozwala na rozpoznanie co jest narzędziem tej polityki a co celem. Władimir Putin powiedział kiedyś, że jednym z największych nieszczęść XX wieku był rozpad Związku Sowieckiego. Celem strategii rosyjskiej jest w istocie odbudowanie pozycji i wpływów Rosji na takim poziomie jaki miał ZSRR będąc supermocarstwem w latach siedemdziesiątych i osiemdziesiątych XX w. Zmieniły się jedynie narzędzia polityki. Głównymi są obecnie surowce energetyczne i służby specjalne, zmniejszyła się natomiast rola armii.

Od 1994 roku naczelnym zadaniem polityki rosyjskiej jest odbudowa strefy wpływów Rosji na obszarze dawnego ZSRR. Jako plan minimum Moskwa założyła niedopuszczenie do wejścia tych krajów w skład zachodnich struktur obronnych i gospodarczych. Szczególnie istotna rolę z punktu widzenia strategii rosyjskiej odgrywają Białoruś, Ukraina i Kazachstan oraz – z powodów gospodarczych Turkmenistan. Kraje dawnego ZSRR są w politycznej nomenklaturze rosyjskiej nazywane „bliska zagranica”. A symbolicznym potwierdzeniem strategicznej ważności tego kierunku jest fakt, iż pierwszym wiceministrem spraw zagranicznych jest zawsze ten odpowiedzialny za kontakty z byłymi krajami ZSRR. Po rozpadzie Związku Sowieckiego w grudniu 1991 r. rosyjskie elity liczyły na to, że powiązania gospodarcze i dominacja Rosji jako dostarczyciela surowców zmuszą niepodległe republiki postsowieckie do powrotu pod skrzydła Moskwy. Borys Jelcyn przekonywał mnie wtedy, że Ukraińcy „w ciągu dwóch lat wrócą do Rosji na kolanach”. Atrakcyjność targanej kryzysami gospodarki rosyjskiej była jednak znikoma, a byłe republiki radziły sobie coraz lepiej. Na dodatek jedynym sposobem utrzymania ich w orbicie wpływów politycznych stało się sprzedawanie im surowców po sztucznie zaniżonych cenach. Trochę z konieczności, trochę z powodów psychologicznych Rosjanie długi czas sprzedawali ropę i gaz dawnym republikom po cenach wewnętrznych. Dopiero ostatnie lata ukraińska pomarańczowa rewolucja i widmo bankructwa Gazpromu zmusiły ich do zmiany tej polityki.

Narzędziem dominacji Rosji na obszarze dawnego ZSRR miała być tzw. Wspólnota Niepodległych Państw oraz wojskowy układ z Taszkientu. Obie organizacje przyjmowały jednak dziesiątki postanowień, z których większość nie wchodziła w życie, albo też była sabotowana przez najważniejsze państwa. Wobec czego od początku władzy Putina, czyli od roku 2000 Rosjanie wrócili do tradycyjnych metod polityki: nacisku gospodarczego i penetracji elit władzy. Wobec zmian wewnętrznych w Rosji, upadku tzw. oligarchów i faktycznej denacjonalizacji przemysłu wydobywczego oraz sprzedaży surowców Rosja postawiła sobie dwa cele: utrzymania monopolu dostaw i transportu ropy, gazu i paliwa atomowego na całym obszarze b. ZSRR i w miarę możliwości na obszarze dawnego bloku socjalistycznego.

Moskwa również zmieniła sposób oddziaływania na elity wpływu republik sowieckich. O ile przed 2000 rokiem zasadniczym narzędziem budowania wpływów rosyjskich były lokalne partie komunistyczne o tyle po objęciu władzy przez Putina zaczęto używać lokalnych biznesmenów budujących swoje fortuny na uprzywilejowanym handlu z Rosją. Doskonałym, niemal modelowym przykładem takiej operacji było stworzenie przez Wiktora Uspaskicha Partii Pracy na Litwie i jej sukces wyborczy. Wedle podobnego modelu miała działać ukraińska Partia Regionów czy gruziński milioner Patrakaszwili, którego zadaniem było odsunięcie od władzy prozachodniej ekipy Michaiła Saakaszwilego w Tbilisi. Nieustannie używano również jako środka nacisku rosyjskiej mniejszości. Warto zauważyć, że obok energetyki Moskwa pilnowała i pilnuje swojej przewagi na rynku mediów elektronicznych. Jakiekolwiek próby ograniczania emisji programów rosyjskich stacji telewizyjnych spotykały się na terenie byłego ZSRR z niezmiernie ostra reakcją Kremla. Ponieważ niewątpliwa atrakcyjność rosyjskiej oferty kulturalnej połączona była z powszechną na terenie ZSRR znajomością języka rosyjskiego trudno się dziwić, iż Rosja wciąż dominuje w przestrzeni informacyjnej. Niedocenianym a ważnym narzędziem dominacji jest również Internet. Strony pisane w cyrylicy są olbrzymiej większości rosyjskie i tworzą swego rodzaju alternatywny wobec anglojęzycznego świat internetowy. Świat, którego narzędziami niezwykle sprawnie posługują się tak zwani polittechnologowie z Kremla.

Podczas pobytu w większości postsowieckich republik łatwo zauważyć, że językiem, który przenosi idee i najnowsze mody (może z wyjątkiem państwa nadbałtyckich) jest język rosyjski. To po rosyjsku czytane są nowości literatury, w rosyjskiej transkrypcji dostępna jest większość najnowszych filmów itd.

Podobne narzędzia dominacji próbowali Rosjanie zastosować na obszarze państw byłego Układu Warszawskiego. Jeszcze cztery lata temu ceny gazu ziemnego dla Białorusi, Bułgarii, Słowacji i Polski miały się w przybliżeniu jak 1: 2 : 3 : 6. Krótko mówiąc kraje niepokorne były karane a te, które prowadziły politykę zbieżną z polityką Rosji otrzymywały nagrodę. To również wyjaśnia sympatię ukraińskich oligarchów do Rosji. Ukraiński przemysł dzięki dotowanej energii był po prostu bardziej konkurencyjny.


szachy.jpg


Jednocześnie dzięki manipulowaniu cenami nośników energii Rosja zwiększała szanse eksportowe ważnych dla niej firm. Przykładem może być gwałtowna ekspansja białoruskiego przemysłu nawozów mineralnych w Polsce po kilkakrotnych podwyżkach cen gazu,
Ostatnim, choć nie najmniej ważnym narzędziem było budowanie wokół swoich lub zależnych firm imperiów medialnych i skupianie wokół nich grup lobbystycznych. Seria konfliktów wokół cypryjskiej (ale w powszechnym odczuciu rosyjskiej) spółki J&S w Polsce wskazuje jak silna pozycję może zbudować w elitach wpływu instytucja formalnie handlująca surowcami.
Do działań firm naftowych i gazowych (także elektroenergetycznych gigantów w rodzaju RAO JES czy Rosatomu) należy dodać zwyczajną aktywność dyplomatyczną. Jako stały członek Rady Bezpieczeństwa i atomowe mocarstwo Rosja ma znaczący głos na scenie międzynarodowej. I korzysta z niego aby realizować swój cel jakim jest odbudowa pozycji mocarstwowej, szczególnie rywalizacja ze Stanami Zjednoczonymi. Rosjanie maja świadomość, że SA zbyt słabi by żądać powrotu do świata dwubiegunowego II połowy XX wieku. Wobec tego ich politycznym celem w skali światowej stało się hasło wielobiegunowości.

Co to oznacza? Coś na kształt koncertu mocarstw z czasów istnienia Ligi Narodów. Chiny, Indie, Brazylia, Niemcy, Francja, Rosja i USA maja być biegunami nowego porządku światowego. Amerykanie przywiązani do swojej globalnej hegemonii nie maja do takiego pomysłu entuzjazmu, zwłaszcza, że historia uczy, iż w takim porządku prędzej czy później dochodzi do sojuszu mniejszych przeciwko najsilniejszemu. Taki sojusz starał się montować Wladimir Putin w czasie sporu pomiędzy Europą i USA o wojnę w Iraku. Na szczycie Francji, Niemiec i Rosji w Petersburgu ich ówcześni przywódcy zadeklarowali powstanie „bieguna pokoju”. Szybko okazało się jednak, że Moskwa jest zbyt słaba na tworzenie bieguna antyamerykańskiego. Efektem aktywności Putina stała się aktywizacja polityki amerykańskiej na obszarze postsowieckim. Zamiast drugiego bieguna Rosjanie zderzyli się z Amerykanami w Gruzji i utracili swoje wpływy na Ukrainie ogarniętej pomarańczową rewolucją. Na dodatek nie udało im się zapobiec budowie rurociągu Baku-Tbilisi-Ceyhan, jedynego, który wyprowadza ropę z terenu dawnego ZSRR bez kontroli Rosji.

W ostatnich latach Moskwa zrezygnowała z drogi na skróty. Próbuje podtrzymywać dialog z USA równocześnie budując infrastrukturę do kolejnej ofensywy. Ta infrastruktura to przede wszystkim sieć rurociągów i gazociągów. Północny Potok, który pod Bałtykiem ma łączyć Rosję z Niemcami wzmacniając pozycję Rosji na unijnym rynku energii a jednocześnie będąc narzędziem umożliwiającym odcinanie dostaw na Białoruś i Ukrainę a częściowo też do Europy Środkowej. Tę sama rolę na południu na odgrywać Południowy Potok prowadzący przez Bułgarię, Serbie i Bosnię do Grecji i Włoch. W tym wypadku chodzi o likwidację ekonomicznego sensu gazociągu Nabucco prowadzącego z Azerbejdżanu przez Turcję do Europy. Gazociągu do którego zamierza przyłączyć się też Turkmenistan. A to jest zagrożenie fundamentalnych interesów Rosji. Bo Rosja …nie ma gazu. Z bilansu wynika, iż gaz wydobywany w Federacji Rosyjskiej wystarczy na zaspokojenie potrzeb Rosji i krajów „bliskiej zagranicy”. Cały rosyjski eksport to w istocie reeksport taniego gazu z Azji Środkowej, głównie turkmeńskiego. Poprzez monopol tranzytowy Rosjanie wymuszają na partnerach bardzo niskie ceny surowca (to samo dotyczy ropy z Kazachstanu) i używają go jako broni realizacji swoich celów.

Temu samemu służą też ponawiane próby przejmowania firm naftowych w Europie Środkowej. Przed rosyjską ekspansja broni się z coraz większym trudem węgierski MOL, Rosjanie nie zrezygnowali też z przejęcia polskich firm naftowych i gazowych.
Rosja chce być mocarstwem dyktującym warunki w ramach regionu i mającym co najmniej znaczący głos w sprawach światowych. Wróciła w sprawdzone koleiny popierania reżimów dyktatorskich, przekonawszy się w Uzbekistanie, że jest to najwierniejszy sojusznik w globalnej rywalizacji z Ameryką. Stad rosyjski opór wobec tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach, stad wsparcie dla Iranu w jego atomowych ambicjach. Niezwykle wysokie ceny surowców pozwalają na finansowanie takiej polityki. Pytanie jak długo i w jaki sposób ta polityka się załamie. Historyczną zasługą Borysa Jelcyna było to, że doprowadził do rozpadu ZSRR bez stwarzania zagrożenia dla sąsiadów i świata. Obawiam się, że rozpad systemu stworzonego przez Putina może być znacznie groźniejszy.

Chodorkowski kończy strajk

| No Comments | No TrackBacks

Oto ostatnie oświadczenie Michaiła Chodorkowskiego:

11 lutego 2008

Tragiczna sytuacja mojego śmiertelnie chorego byłego współpracownika Wasilija Aleksaniana dowiodła, że są jeszcze ludzie nieobojętni na los innych, że wciąż istnieją podstawy społeczeństwa obywatelskiego.

To dla mnie powód do optymizmu. Mam nadzieję, że mniej jest wśród nas bezdusznych biurokratów gotowych zabić człowieka na życzenie szefów, niż tych, którymi kieruje sumienie. Uważam, że pomoc ludziom znajdującym się w sytuacji podobnej jak Aleksanian to moralny obowiązek każdego obywatela Rosji.

Pozostaję szczerze wdzięczny wszystkim, którzy zareagowali na te nieludzkie tortury stosowane wobec niewinnego, umierającego człowieka, by wymusić na nim fałszywe zeznania. Skoro Wasilij został przeniesiony do cywilnej kliniki specjalistycznej, kończę strajk głodowy.

Pamiętacie pompatycznie defilujących kilka razy w roku na Placu Czerwonym sowieckich żołnierzy, którzy mieli straszyć burżuazję? Marsze powrócą - bardziej patetyczne i organizowane z jeszcze większym rozmachem niż kiedyś.



USSR_1945_Victory_Parad.jpg


Poniższy artykuł potwierdza, że 9 maja, przy okazji 64. rocznicy zwycięstwa armii sowieckiej w wojnie 1941-1945 Kreml postanowił zorganizować wojskową paradę . W pochodzie majowym żołnierze zaprezentują się w nowych mundurach, które zatwierdził sam Władimir Putin. Aby nic nie mogło zakłócić widowiska, decyzją Władimira Putina, kopię Placu Czerwonego zbudowano na terenie bazy wojskowej poza miastem. W celu umożliwienia transportu sprzętu wojskowego, w centrum Moskwy zostaną rozmontowane naziemne linie wysokiego napięcia. Sparaliżuje to publiczny transport i na kilka dni pozbawi prądu mieszkania i siedziby firm w centrum miasta. Przypomina to raczej wiadomości z Korei Północnej niż cywilizowanego europejskiego państwa

Tłumaczenie za RBC:

9maja.JPGDemontaż linii wysokiego napięcia w centrum Moskwy z okazji defilady 9 Maja

Żeby włączyć do programu majowej defilady na Placu Czerwonym sprzęt wojskowy,zostaną rozmontowane linie tramwajowe i wysokiego napięcia w centrum Moskwy.
Jak twierdzi generał Władimir Szamanow, kierownik oddziału ds. szkoleń wojskowych Ministerstwa Obrony, władze Moskwy okazały wyrozumiałość.

Program majowej parady będzie składał się z trzech części. Wezmą w niej udział piechota, siły zmechanizowane i powietrzne.


Prezydent Federacji Rosyjskiej zdecydował, że w okręgu moskiewskim, w rejonie Tamanskaja zostanie wybudowany plac szkoleń dla uczestników majowej parady. Ma odwzorowywać układ głównego placu państwa (do czasu zakończenia szkoleń oddziałów na placu Kodyńskiego w Moskwie). Według generała szkolenia będą się początkowo odbywać w rejonie Tamanskaja, a potem sprzęt wojskowy zostanie przetransportowany linią kolejową do Moskwy.

parada%20zwyci%C4%99stwa%2045.jpgW swojej wypowiedzi Szamanow szczególnie podkreślił, że odział zaprezentuje się w nowych mundurach zatwierdzonych przez samego prezydenta. Generał dodaje, że umundurowanie wejdzie do oficjalnego użycia z początkiem 2009.


Jak podaje Ministerstwo Obrony w czasie majowego pochodu nad Placem Czerwonym przlecą wszystkie modele samolotów i helikopterów używanych w wojskowych sił powietrznych (WWS). WWS przeprowadziło próby samolotów w sierpniu 2007 roku w podmoskiewskim
Monino.


Nad Placem Czerwonym będzie można podziwiać ponad 30 modeli statków powietrznych, m.in. bombowiec Tu-160, samolot transportowy An-124, unowocześnioną wersję Su i MIG. Grupy szturmowe ,,Rosyjscy rycerze” i ,,Jerzyki” również wezmą udział w paradzie. Obecnie załogi WWS, zainteresowane uczestnictwem ćwiczą koordynację w miejscach stałego rozstawienia.


W części naziemnej parady z okazji 9 maja wystąpią mieszane bataliony z Wojskowej Akademii Sił Powietrznych im. Jurija Gagarina oraz Wojskowej Akademii Lotniczej Sił Powietrznych Armii Czerwonej im. prof. Żukowskiego.


globusowa%20waga.gifZnany komentator Bill Burke White umieścił na blogu Cocnurring Opinions ciekawy post ,,Prawo międzynarodowe i Nowa Rosja”. Poniżej umieszczamy fragment. Ponad 20% obecnych spraw rozpatrywanych przez Europejski Trybunał Praw Człowieka (ECtHR) dotyczy Rosji.


Wskazuje to jasno na łamanie praw człowieka w tym kraju i niepowodzenia tamtejszych instytucji w kontrolowaniu wyskoków Kremla.


Kiedy Rosja przegrywa, co zdarza się często, rząd z radością użyje swojej naftowej fortuny, by zapłacić narzucone przez Trybunał. Znacznie rzadziej jednak chce się zastosować do jego postanowień naprawdę zmieniając podważane prawa czy pozwalając krajowym sądom na wprowadzenie orzeczeń ECtHR w życie.


Być może najbardziej jaskrawymi przypadkami łamania międzynarodowych norm w zakresie praw człowieka są prześladowania, pokazowe procesy i uwięzienie Michaiła Chodorkowskiego, kiedyś prezesa Jukosu i jednego z najbogatszych biznesmenów związanych z przemysłem naftowym.


Kiedy Chodorowski złamał niepisaną umowę z Kremlem o nie mieszaniu się w politykę i zaczął wpierać anty-Kremlowskie partie, został aresztowany za oszustwa podatkowe i skazany w pokazowej rozprawie (tylko tak można to nazwać), w której nie miał szans zbudować linii obrony, przedstawić dowodów, ani wezwać kluczowych świadków.

Odsiaduje wyrok na dalekiej Syberii w niehumanitarnych warunkach, gdzie jego życie ciągle jest zagrożone. Jako że Chodorkowski mógłby się starać o zwolnienie warunkowego, Kreml musi postawić kolejne zarzuty o przekręty podatkowe, by zapewnić nowy wyrok skazujący w następnym procesie pokazowym. Jego przypadek jest obecnie rozpatrywany przez Europejski Trybunał Praw Człowieka, choć mało prawdopodobne, by Rosja tym razem zastosowała się do jego wyroku.

Po zamknięciu Chodorowskiego w syberyjskim więzieniu Kreml niezwłocznie przejął Jukos, co stanowi część szerszej strategii centralizacji i konsolidacji narodowych zasobów energetycznych. Koncern zlicytowano podczas mocno wątpliwej aukcji, przy wsparciu kluczowych zachodnich banków inwestycyjnych, związanych z państwowym monopolistą energetycznym Gazpromem. Ostatnio były współpracownik Chodorowskiego, Wasilij Aleksanian, również skazany za oszustwa podatkowe, został pozbawiony opieki medycznej i może umrzeć na AIDS z rąk władz.


Poza długą historią łamania praw człowieka w Rosji, która mogłaby zapewnić materiał wielu artykułów, Nowa Rosja podważa międzynarodowe prawo na wiele innych sposobów. Wykorzystuje szybko rosnącą władzę, a szczególnie nierównowagę sił między Rosją a mniejszymi, słabszymi, uzależnionymi od dostaw energii państwami Azji Środkowej, Kaukazu, Europy Wschodniej. Buduje nową sferę wpływów, zarówno prawną, jak i polityczną. W ostatnich latach Rosja dążyła do podpisania dwustronnych umów i kontraktów energetycznych z tymi krajami, przez co umocniła wpływy na arenie międzynarodowej.


Państwa, które nie przyjmują warunków Moskwy, boją się już nie Armii Czerwonej, ale inżynierów Gazpromu, którzy przykręcając jeden kurek mogą odciąć niezbędne dostawy ropy i gazu. Struktura i zawartość tego typu umów to coś więcej niż wyzwanie dla praw człowieka i stosunków międzyrządowych w prawie międzynarodowym od końca Zimnej Wojny. Zawiera w sobie też groźbę przerwania dostaw energii, co zmusza prawników do przeanalizowania podstawowych norm prawa międzynarodowego określonych w artykule 2(4) Kart Narodów Zjednoczonych:


,,Wszyscy członkowie powinni w swych stosunkach międzynarodowych powstrzymywać się od stosowania groźby lub użycia siły przeciwko nietykalności terytorium albo niepodległości politycznej któregokolwiek państwa, lub wszelkiego innego sposobu, niezgodnego z zasadami Narodów Zjednoczonych”.


Także na innych polach Rosja wykazała się ostatnio asertywnością i skłonnością do podważania obowiązujących od dawna zasad prawa międzynarodowego.

Latem zeszłego roku rosyjski okręt podwodny spenetrował bogate w ropę dno Morza Arktycznego. Rosyjska flaga pływa pod krą Arktyki. Choć częściowo miało to być widowisko medialne, gest ten niesie za sobą duże znaczenie prawne. Rosja próbuje ożywić zasadę ,,terra nullius”, według której państwa mogą wysuwać roszczenia względem ,,terenów niczyich” wbijając w nie własną flagę.


Tym sposobem Rosja nie tylko uzyskuje kontrolę nad arktyczną ropą, lecz również sprzeciwia się zasadom Konwencji Prawa Morza ONZ dotyczących podwodnych surowców. Możliwe, że w ten sposób łamie także międzynarodowe zasady suwerenności terytorialnej.

Zapach kampanii o poranku

| No Comments | No TrackBacks

putin%20rada%20panstwa2.jpgUwielbiam ten słodki zapach kampanii wyborczej o poranku… Rosyjskie elity polityczne wchodzą na pole minowe antyzachodniej retoryki. Ich pełne pychy głosy wydają się wystarczająco donośne, by zagłuszyć przed własną opinią publiczną fakt pozbawienia jej podstawowych praw wyborczych.

Ultranacjonalista Dimitrij Rogozin „bokser” wysłany prze Rosjan do NATO, zaczął w tym tygodniu maraton zaczepnych wypowiedzigrożąc Polsce widmem trzeciej wojny światowej, jako możliwej konsekwencji umieszczenia na jej terenie elementów tarczy antyrakietowej. A to dopiero rozgrzewka. Prezydent Władimir Putin, który wygłasza ostatnio jeszcze więcej prowokacyjnych komentarzy niż zwykle, kontynuował natarcie wzywając do rozwoju nowoczesnej broni, która mogłaby przeciwstawić się ekspansji NATO. Brzmi to zupełnie jak porażające przemówienie Putina na konferencji w Monachium sprzed roku (swoją drogą niektórzy, na przykład tygodnik TIME, naprawdę szybko o nim zapomnieli). Putin pisze najwyraźniej polityczny „testament” dla swojego następcy – a przy okazji wprawia w ciężkie przerażenie wszystkich, którzy go słuchają.

W przemówieniu wygłoszonym przed Radą Państwa, które Catherine Belton z Financial Times opisała jako „przyprawione nacjonalistycznymi rykami”, Putin deklaruje, że dotychczasowe rozmowy o bezpieczeństwie prowadzone z Zachodem są nieszczere i bezowocne. Jego zdaniem partnerzy Rosji wykorzystują te dyskusje jako „dyplomatyczną przykrywkę dla realizacji własnych planów”.

Niektóre fragmenty jego wypowiedzi mówią same za siebie:

“W końcu jesteśmy zmuszeni zareagować (…) Rosja zawsze powinna umieć odpowiedzieć na tego typu nowe wyzwania” mówił prezydent do oklaskującej go sali. „W najbliższych latach Rosja musi rozwijać nowe rodzaje broni, które w niczym nie ustępują uzbrojeniu innych państw, a w niektórych przypadkach nawet je przewyższają”

„NATO coraz bardziej się rozszerza, zaczyna zbliżać się do naszych granic. Zlikwidowaliśmy nasze bazy na Kubie i w Wietnamie. Co dostajemy w zamian? Amerykańskie bazy w Rumunii i Bułgarii oraz elementy tarczy antyrakietowej w Polsce i Czechach. Zapewnia się nas, że działania te nie są bynajmniej skierowane przeciw Rosji. Nasze wątpliwości są uważane za kompletnie bezpodstawne. To nie jest konstruktywna odpowiedź”.

W podobnym tonie utrzymuje się kąśliwa uwaga Miedwiediewa o tym, że Rosja może z bez chwili wahania wydać miliardy dolarów. We wszystkich tych wypowiedziach zaczyna się rysować nowa linia retoryki Kremla, który najwyraźniej postanowił przypomnieć przywódcom Zachodu, ile środków ma jeszcze w zanadrzu:

„Rzeczywiście, Bóg nie poskąpił nam bogactw naturalnych. Jednak z powodu tych bogactw coraz częściej spotykamy się z próbami ograniczeń rozwoju. Tego typu polityka ma na celu narzucenie nam nieuczciwej konkurencji i zapewnienie innym dostępu do naszych surowców.”

„Widzimy jak pod sztandarami wolności i otwartego społeczeństwa odbiera się suwerenność krajom, a nawet całym regionom (…) Wiele konfliktów i zabiegów dyplomatycznych aż śmierdzi ropą i gazem. (…)” kontynuował prezydent. „Właśnie w tym kontekście trzeba rozumieć rosnące zainteresowanie Rosją ze strony innych krajów”.

Putin zakończył przemówienie stwierdzeniem, że wszelka zagraniczna pomoc dla niezależnych organizacji w Rosji jest nie tylko niemoralna, lecz również nielegalna.

No dobrze, rozumiemy – Rosja ma dziś pieniądze i znowu zasiada przy stoliku najważniejszych światowych graczy. Nie ma w tym nic złego. Taka sytuacja daje wręcz szanse na owocną, konstruktywną współpracę ze społecznością międzynarodową, która może pomóc w budowaniu globalnego bezpieczeństwa, umacnianiu ogólnoświatowej stabilności i gospodarki. Tylko po co ta wojenna retoryka? Po co bezustanne wtrącanie się w sprawy tak różne jak Iran, Birma i Czad? Czasem wygląda na to, że w niekończącym się żądaniu „szacunku”, Moskwa strasznie się plącze. Ciągłe demonstracje władzy i wpływów nie zawsze mają konkretny cel. Jak rosyjski rząd może kiedykolwiek poczuć się usatysfakcjonowany, jeśli sam nie wie, czego chce?


aleksanian3.jpg


Jedenaście dni od początku strajku głodowego Michaiła Chodorkowskiego, dopływają do nas sprzeczne informacje o tym, że śmiertelnie chory Wasilij Aleksanian został „przeniesiony” do nowego ośrodka, gdzie wreszcie udziela mu się niezbędnej pomocy lekarskiej, której tak długo mu odmawiano.

Jednak kłamstw władz w tej sprawi było już tak wiele, że nic nie powinno nas już dziwić. Według oficjalnego oświadczenia adwokatów, wciąż nie potwierdzono, że Aleksanian naprawdę jest leczony. Mówiąc dokładniej ani jego prawnicy, ani rodzina, nie mają w ogóle pojęcia, gdzie więzień obecnie przebywa po tym, jak przetransportowano go w „tajne miejsce”. Odmowa poinformowani prawników o miejscu pobytu i stanie zdrowia ich klienta to zresztą naruszenie rosyjskiego prawa – jedno z wielu, jakich prokuratura dopuściła się w tej sprawie.

Autor jednego z blogów nazwał już historię Aleksaniana „rosyjskim Guantanamo”. To chyba rzeczywiście adekwatna charakterystyka.

John McCain a Rosja

| No Comments | No TrackBacks

mccain.jpgW swoich zdecydowanie przedwczesnych prognozach dotyczących przewidywanych wyników wyborów prezydenckich w USA Stratford pisze między innymi o ich prawdopodobnych skutkach dla polityki zagranicznej Stanów. Oto fragment dotyczący wpływu, jaki zwycięstwo Johna McCaina wywarłoby zdaniem analityków na relacje z Rosją:

[Wygrana McCaina] byłaby najmocniej odczuwana w Rosji i Iranie. Senator zasłyną stwierdzeniem, że gdy spojrzał w oczy Putina, zobaczył tylko trzy litery: K, G i B. Z kolei Iran martwią wypowiedzi, w których McCain sugeruje, że Stany Zjednoczone powinny myśleć o rozwoju Iraku tak jak kiedyś o Niemczech i Korei Południowej i zakładać wieloletnie zaangażowanie w regionie.

Strach przed perspektywą agresywnej Ameryki wpłynie z pewnością na politykę Iranu i Rosji w okresie poprzedzającym wybory za oceanem. Teheran prowadził z administracją Busha łagodne rozmowy, próbując uzyskać jak najlepsze warunki w kwestii przyszłości Iraku. Jeśli władze Iranu uznają, że rok 2009 może przynieść ostrzejszą politykę ze strony USA, zaczną najprawdopodobniej przeć do szybkiego porozumienia z Waszyngtonem. Stany mogą nagle sporo zyskać na polu polityki bliskowschodniej.

Ta perspektywa ma też ogromne znaczenie dla Rosjan. Już dziś Kreml czuje ogromną presję, by zabezpieczyć własne interesy w krajach byłego ZSRR, dopóki Stany skupiają się przede wszystkim na Iraku. Jeśli w Białym Domu zasiądzie McCain, amerykańską polityką pokieruje człowiek, który uważa Kreml za niebezpiecznego przeciwnika. Jeżeli uda mu się przy tym wyplątać ze sporów z Irakiem i Iranem, istnieje też poważna szansa, że całą uwagę będzie mógł skupić na Moskwie.

Syrenka made in Russia

| No Comments | No TrackBacks

putin%20tusk.jpgPrezydent Władimir Putin, podczas piątkowego spotkania z premierem Donaldem Tuskiem w Moskwie wyraził przekonanie, że nie należy ani dramatyzować, ani upolityczniać problemów w stosunkach z Polską. "Stosunki z Polską będą rozwijać się pozytywnie. Mimo problemów - a te mają bieżący charakter. Ja bym nie dramatyzował" - zaznaczył rosyjski
prezydent. "Mimo naszych wspólnych wysiłków, by zepsuć stosunki, nie udało nam się to" - ironizował. Rosyjski prezydent podkreślił, że Polska jest dla Rosji "jednym z najważniejszych partnerów handlowo-gospodarczych w Europie". "(Polska) należy do dziesięciu najważniejszych partnerów handlowych (Rosji), a Rosja zajmuje drugie miejsce wśród handlowo-gospodarczych partnerów Polski po RFN" - powiedział.

Premier Tusk zapewnił podczas spotkania, że polski rząd ma intencje naprawy stosunków polsko-rosyjskich.Po rozmowie z szefem rządu Rosji Wiktorem Zubkowem, Tusk oznajmił, że nastąpił dobry początek rewitalizacji relacji polsko-rosyjskich Obaj politycy rozmawiali przede wszystkim o Gazociągu Północnym, stosunkach UE-Rosja, wymianie handlowej, ułatwieniach dla przedsiębiorców, wizach i ruchu przygranicznym z obwodem kaliningradzkim. Zubkow zapewnił, że gazociąg nie wpłynie negatywnie na zobowiązania kontraktowe Rosji wobec m.in. Polski, a wręcz przeciwnie "może tylko polepszyć sytuację Polski". W odpowiedzi Tusk oświadczył, że stanowiska Polski i Rosji, jeśli chodzi o Gazociąg Północny, "nie są tożsame", co stwierdzono "z dużym spokojem i wzajemną życzliwością".

"Wizyta przyniosła więcej niż mogliśmy się spodziewać. Tusk okazał się rozmówcą wytrzymałym, zręcznym i doskonale przygotowanym do rozmowy" - powiedział w piątek prof. Jerzy Pomianowski tłumacz Sołżenicyna i znawca stosunków polsko - rosyjskich.
Istotnie wizyta Donalda Tuska okazała się sukcesem. Do listy oficjalnych spotkań należy dodać jeszcze jedno kończącą wizytę rozmowę z Michaiłem Kasjanowem w polskiej ambasadzie. Niedoszły demokratyczny kandydat na prezydenta bez wątpienia mówił polskiemu premierowi o problemach Rosji z przestrzeganiem standardów demokratycznych i praw człowieka. A z drugiej strony już sam fakt spotkania z liderem opozycji każe ocenić, że wizyta Donalda Tuska w Moskwie nie była wizyta na kolanach, ale po raz pierwszy od dawna rozmową o charakterze partnerskim. I to z inicjatywy samego Putina. Dowodem na usilne dążenie strony rosyjskiej do ocieplenia atmosfery był incydent do jakiego doszło na samym początku wizyty. Dziennikarz Gazety Wyborczej, Wiesław Radziwonowicz został wyproszony ze spotkania Tusk – Zubkow i poinformowany, iż ma się udać na lotnisko bo jest w Rosji osobą niepożądaną. Po interwencji członków polskiej delegacji ta decyzja została jednak cofnięta i dziennikarz mógł bez przeszkód uczestniczyć w dalszej części wizyty. Sygnał był czytelny – dla dobrych stosunków z Polską jesteśmy skłonni do dużych ustępstw. Pozostaje pytanie – o co chodzi Rosjanom? Timeo Danaos... powiadali starożytni Rzymianie. I taka jest też rada dla polskiego rządu. Bardzo dobrze, że odnieśliśmy sukces, bardzo dobrze, że prowadzimy dialog. Ale w tym dialogu musi znaleźć się miejsce dla umierającego Wasilija Aleksanian i dla więzionego bezprawnie Michaiła Chodorkowskiego. Fakt, że polski premier nie zapomniał o spotkaniu z opozycją daje nadzieję. Ale będziemy z uwagą śledzić dalszy ciąg tego dialogu. Bo syreni śpiew płynący z Moskwy może być groźniejszy od ryku niedźwiedzia.

Zakład o 100 tysięcy dolarów, że zasoby ropy wyczerpią się szybciej, niż sądzą amerykańscy eksperci

The Association for the Study of Peak Oil-USA (Aspo-USA) zapewnia , że wzrost światowego zaopatrzenia w ropę zostanie wkrótce zahamowany. Jest się nawet skłonne założyć o 100 tysięcy dolarów, że tak właśnie się stanie.

PeakOilScoreCard.jpg


W czerwcu zeszłego roku Cambridge Energy Research Associated (Cera) prognozował, że zdolność światowej produkcji ropy sięgnie 112 milionów baryłek dziennie w 2017. Zakładając te same co dzisiaj możliwości produkcyjne, oznaczałoby to zwiększenie wydajności do 107 milionów baryłek dziennie w ciągu dziewięciu lat, o 20 milionów z obecnych 87 milionów dziennie.

„Cera przewiduje wzrost o 20 milionów baryłek w ciągu” mówi Steve Andrews, współzałożyciel Aspo-USA. „Uważamy, że przy obecnym poziomie sztuki wiertniczej nie jest to możliwe”.

Jedenastu członków Aspo-USA chce „zwrócić uwagę na niepewną przyszłość światowego zaopatrzenia w ropę”. Wśród uczestników są były szef inżynierii naftowej BP i Matt Simmons bankier energetyczny z Huston.

Peak oil (szczyt wydobycia ropy) to jeden z najbardziej drażliwych tematów ostatnich lat. W styczniu Cera odpowiadając na ponure przewidywania dotyczące ropy opublikowała analizy, które dostarczają „podstaw do ufania w przyszłą dostępność ropy”. Głównym argumentem jest zdaniem ekspertów Cera fakt, że doniesienia o spadku produkcji na polach roponośnych są znacznie mniej niepokojące niż sądzą „pesymistyczni” komentatorzy rynku paliw.

Zdaniem autorów analiz Cera, którzy opierają swoje badania na danych 811 pół naftowych i gazowych łączny poziom spadku światowej produkcji wynosi 4,5%, a nie 8%, jak podają liczne opracowania. Informacje o spadku wyższym niż 4,5% pochodzą w ich opinii z obserwacji mniejszych pól, leżących w większości poza krajami OPEC, na których wydobycie maleje w zastraszającym tempie. Dołącza do nich popularyzacja projektów podwodnych, które aby uzyskać opłacalność narzucają wysoki poziom wydobycia, który dość szybko się zmniejsza. Trzeba też pamiętać, że zastosowanie nowoczesnych technologii przedłuża życie pól naftowych i spowalnia zmniejszanie wydobycia. Dowodzi to tylko, że niezbędne jest ciągłe badanie perspektyw produkcji i zdolności produkcyjnych.

W styczni jeden z ekonomistów BP Peter Davies powiedział grupie brytyjskich polityków zainteresowanych problemem szczytu wydobycia ropy, że choć następne pokolenie będzie prawdopodobnie świadkiem szczytu handlu ropą, będzie to raczej szczyt zapotrzebowania, niż szczyt możliwości wydobycia. Państwa inwestują coraz więcej w rozwój alternatywnych źródeł energii. Davies dodaje, że nie istnieje groźba „bliskiego, globalnego problemu braku surowców”. Podkreśla też, że trzeba na kwestię spojrzeć z szerszej perspektywy – płynne węglowodory są coraz częściej produkowane z wykorzystaniem innych surowców niż ropa, takich jak płynny gaz, produkty upraw, węgiel itd. „W rzeczywistości światowe zasoby ropy nie są stałe. Zleżą od rozwoju techniki i gospodarki w tym samym stopniu, co od geologii” – stwierdził.

Do tych optymistycznych prognoz przychylają się wielkie firmy naftowe. Na listopadowej konferencji energetycznej w Rzymie szef ExxonMobil Rex Tillerson cytował szacunki amerykańskich geologów, że możliwe jest jeszcze wyprodukowanie co najmniej takiej ilości ropy, jaka została zużyta do dzisiaj. Na tym samym spotkaniu Saudi Aramco, największy na świecie producent ropy stwierdziła, że globalnych zasobów tego surowca wystarczy jeszcze na 200 lat.

kreml3.jpgOto fragmenty komentarzy, jakie ukazały się w dzisiejszej prasie przy okazji wizyty Donalda Tuska w Moskwie:

Rzeczpospolita analizuje stosunek Polaków do Rosji i polityki rządu wobec Kremla:

Prawie dwie trzecie Polaków pozytywnie oceniło decyzję Donalda Tuska wyjazdu do Moskwy właśnie teraz. Ponad połowa uważa, że za rządów PO stosunki polsko-rosyjskie są lepsze niż za czasów premiera Jarosława Kaczyńskiego. Zdecydowana większość, aż dwie trzecie ankietowanych, chce jednak, żeby Warszawa prowadziła wobec Moskwy politykę bardziej zdecydowaną niż do tej pory. Dostrzegają bowiem, że Rosja traktuje Polskę jako „kraj gorszy” od siebie (79 proc.). Nie podobają im się również protesty Kremla w sprawie planów budowy w naszym kraju elementów amerykańskiej tarczy antyrakietowej. Aż 61 proc. uważa, że Rosjanie nie mają prawa się temu przeciwstawiać. Choć aż dwie trzecie Polaków dostrzega, że Rosja nie jest państwem demokratycznym, nie obawiają się jej (67 proc.). Nie boją się też gróźb kierowanych pod adresem naszego kraju przez rosyjskich polityków i generałów (50 proc.). Na stosunkach polsko-rosyjskich ciąży przede wszystkim historia – uważa większość pytanych Polaków – Polska dokonała wyboru, Polska jest w Europie, a kiedy się należy do demokratycznego świata, to nie ma się czego lękać – powiedział „Rzeczpospolitej” były wiceminister spraw zagranicznych i ekspert od polityki wschodniej Paweł Kowal (PiS).

Dziennik pisze o celach wizyty:

Czemu zatem Rosjanie zdecydowali się przyjąć polskiego premiera z takimi honorami? Bo i im zależy na choćby pozornym ociepleniu relacji z Polską. W momencie kiedy w Europie (m.in. w Wielkiej Brytanii i Francji) notowania Putina spadają, Kreml chce pokazać, że potrafi wznieść się ponad urazy. Dlatego Rosjanie przygotowali wiele protokolarnych gestów. Prezydent Putin nie tylko podtrzymał zaproszenie dla polskiego premiera, rosyjskie służby zapowiedziały również, że "będzie to spotkanie w intymnym gronie". Jednak nie ma co liczyć na konkrety. Żadna ze stron nie jest gotowa pójść na realne ustępstwa. Dotyczy to w pierwszym rządzie tarczy antyrakietowej. Źródła rządowe zapewniają: "Chcemy, aby było jasne, iż w sprawie bezpieczeństwa Polska nie ulegnie naciskom Rosji". Tusk stawia też warunki odblokowania przez Polskę negocjacji nad umową handlową między UE i Rosją. Polska zablokowała te ważne dla Moskwy negocjacje w odpowiedzi na rosyjskie embargo nałożone na import mięsa z Polski. Dziś Tusk chce, aby w mandacie negocjacyjnym przygotowywanym przez Brukselę znalazł się wymóg ratyfikacji przez Kreml unijnej Karty Energetycznej. To warunek dla Rosjan nie do przyjęcia. Gdyby się na niego zgodzili, musieliby udostępnić swoje sieci przesyłowe zachodnim koncernom energetycznym i podporządkować rynek energii (m.in. gazu) unijnym regułom. A gaz to dziś najpotężniejszy oręż rosyjskiej polityki zagranicznej. W dodatku Rosjanie nie pozostawiają wątpliwości, że nie zrezygnują z budowy Gazociągu Północnego na dnie Bałtyku, czemu z kolei sprzeciwia się Polska.
Gazeta wyborcza prowadzi na swojej stronie relację „minuta po minucie” z wizyty.

Ciekawe komentarze pojawiły się też w radiu TOK FM, na stronie rozgłośni można posłuchać opinii gości o stosunkach polsko – rosyjskich i oczekiwaniach związanych z wyjazdem Tuska. Szczególnie interesująca wydaje się rozmowa z Adamem Rotfeldem, który w porannej rozmowie z Jackiem Żakowskim powiedział między innymi:

Jacek Żakowski: Co Donald Tusk powinien przywieźć z Moskwy, żeby nie przeczytać jutro na pierwszych stronach gazet, że poniósł kolejną klęskę w polityce zagranicznej?

Adam Daniel Rotfeld: Zasada jest taka, że im wyższe są oczekiwania, tym większe jest rozczarowanie. Więc podbijanie bębenka oczekiwań, z natury rzeczy spowoduje, że będzie rozczarowanie. Ale jest na przykład rzecz taka, niezbyt spektakularna, która będzie miała prawdopodobnie miejsce, mianowicie podpisanie umowy o informacjach niejawnych. Otóż ta sprawa kompletnie opinii publicznej nie interesuje. Jakkolwiek w Polsce w tej chwili te sprawy niejawne stają się bardzo jawne. Jak powiedziałem, że skoro nie jadę do Moskwy, to zobaczę w prasie, jakie będą wyniki, ktoś mi powiedział, żebym czytał na pierwszej stronie, bo wszystkie sprawy niejawne będą na pierwszej, a na osiemnastej będą sprawy naprawdę merytorycznie ważne. Będzie zapewne podpisana taka umowa. Będzie, jeśli nie przełom, to zbliżenie w sprawie ostatecznego odwołania rosyjskiego embarga nie tylko na mięso, ale na artykuły rolne. (…)

Jacek Żakowski: Rosjanie niedawno podobno zaproponowali nowy sposób wyjścia z kryzysu wokół rurociągu północnego, proponując, żeby zachodnia jego końcówka wychodziła z morza na terytorium Polski. To prawda?

Adam Daniel Rotfeld: Nie wiem. Ja przyznam, że uważam, że takim optymalnym rozwiązaniem byłaby decyzja o zawieszeniu prac nad tą budową gazociągu północnego. Bo, prawdę powiedziawszy, i z punktu widzenia gospodarczego on jest znacznie droższy, z punktu widzenia politycznego on jest jednym z bardzo niedobrych instrumentów, który prowadzi do podziałów wewnątrz Unii, że Unia ma trudności z wypracowaniem wspólnego stanowiska w sprawach polityki energetycznej. I jeżeli mówię, o tym, czego można oczekiwać, to wydaje mi się, że warto byłoby podnieść i prawdopodobnie to będzie podjęte w rozmowach z Rosjanami, że do tego porozumienia Unii z Rosją będzie deklaracja energetyczna i ta deklaracja energetyczna powinna wyrażać wspólne stanowisko. Otóż Rosjanie przekonali swoich głównych partnerów w Unii Europejskiej, którzy uważają, że może ten rurociąg być na dnie Bałtyku i nie ma żadnych przeszkód. Jest wiele państw, Polska również, które uważają, że nie tylko ze względów gospodarczych, politycznych, ale również ekologicznych i bezpieczeństwa ten rurociąg nie powinien być konstruowany. Bo to, co się rzadko podnosi, to oczywiście jeżeli on będzie zbudowany, to w jakimś momencie powstanie problem, co z tymi rurociągami, które biegną przez Polskę, tymi lądowymi, jakie będzie ich wykorzystanie. Nie tylko chodzi o to, że Polskę się omija, tylko może się okazać, że te rurociągi nie będą wykorzystywane. Innymi słowy, on zbyt wiele zastrzeżeń wzbudza.

Zesłaniec na Syberii

| No Comments | No TrackBacks

Oto "wstępniak" z dłuższego materiału poświęconego Michaiłwoi Chodorkowskiem w dzisiejszym Financial Times:

syberyjski%20step.jpg

Michaił Chodorkowski, kiedyś jeden z najbogatszych baronów paliwowych w Rosji, na pewno nie jest święty. Nie mógł nim pozostać w czasie wolnego od wszelkich zasad przejmowania rosyjskiego majątku państwowego w latach 90-tych. Jednak kiedy w 2003 roku został zamknięty na 8 lat w syberyjskim więzieniu pod zarzutem ogromnej kradzieży, defraudacji i oszustw podatkowych, wstrząsnęło to zachodnią opinią publiczną i zagranicznymi inwestorami w Rosji.Był to pierwszy, milowy krok agresywnej polityki prezydenta Władimira Putina w kierunku ponownego ustanowienia władzy kremla nad gospodarką, a zwłaszcza sektorem energetycznym, po chaotycznych rządach jego poprzednika Borisa Jelcyna.

Dzisiaj Chodorkowski, który wciąż siedzi w syberyjskim więzieniu, musi odpowiedzieć na nowe zarzuty defraudacji, które mogą doprowadzić do skazania go na następne 22 lata. Aktualnie prowadzi strajk głodowy na znak protestu przeciw odmówieniu opieki medycznej choremu na AIDS byłemu wiceprezesowi Jukosu. Niewielu Rosjan odniesie się do tego gestu z sympatią: są uprzedzeni do bogatych oligarchów i doceniają polityczną stabilizację ery Putina, połączoną z dobrobytem, jaki zawdzięczają rosnącym cenom ropy.

Przestępstwem Michaiła Chodorkowskiego nie było odniesienie sukcesu, ani oszustwa podatkowe: w tamtym okresie wszyscy to robili. Był on jednak najmłodszy, najmądrzejszy i najbardziej charyzmatyczny wśród pierwszego pokolenia oligarchów. Próbował też wejść na scenę polityczną. Gdy Putin chciał ponownie umocnić władzę Kremla, Chodorkowski nie zgodził się siedzieć cicho i ograniczyć się ściśle do biznesu. Finansował kandydatów wspierających jego interesy w Dumie, popierał liberalne partie polityczne, które wymykały się kontroli Putina. Dla prezydenta te działania były niewybaczalne.

Były potentat naftowy sam siebie określa mianem więźnia politycznego. Sposób, w jaki go potraktowano, kontrastujący zasadniczo z losem innych oligarchów, którzy jak ognia unikali mieszania się w politykę, sugeruje, że ma rację. W Rosji polityka to bezpardonowa walka o władzę, a Putin ma nad nią całkowitą kontrolę. Jest bezwzględny, a do tego mściwy. Niebezpieczne mogłoby się za to okazać dla Putina przemienienie niepopularnego oligarchy w politycznego męczennika.

W wywiadzie dla the Financial Times Chodorkowski sugeruje, że brak rządów prawa w Rosji to największa porażka reżimu Putina. Na krótką metę przyczynia się to do sukcesu Putina: w ten właśnie sposób wsadził Chodorkowskiego za kratki. Jednak w dłuższej perspektywie biznesmen ma rację: wolny rynek i sprawiedliwe społeczeństwo nie mogą się rozwijać bez poszanowania prawa. Nad tą lekcją powinni się dogłębnie zastanowić zagraniczni inwestorzy.

Czy desygnowany przez Putina następca Dimitrij Miedwiediew pozwoli na rozwój niezawisłych sądów w kraju, któremu są one obce? Jeśli spróbuje może to zagrozić jego własnym interesom. Ostatecznie Chodorkowski patrzy jednak na przyszłość Rosji z dużym optymizmem. Miejmy nadzieję, że ma rację.

Putin na Walentynki

| No Comments | 2 TrackBacks

Oto naprawdę dość zastanawiająca wiadomość z Rosji. Czeka nas premiera komedii romantycznej o życiu prywatnym Władimira Putina, reklamowanej przez producentów w broszurach promocyjnych, w taki oto sposób: ,,Po raz pierwszy mamy szansę spojrzeć na polityka z dość niecodziennego punktu widzenia”. O filmie ,,Nieoficjalny pocałunek” dystrybutorzy mówili na wtorkowej konferencji prasowej w Moskwie. ,,Jest przede wszystkim człowiekiem. Jaki jest w życiu prywatnym, na łonie rodziny? Co kryje jego dusza? Czy jest jeszcze w jego sercu miejsce na miłość?

thekissisofftherecord.jpg Konferencja odbywała się, może przypadkiem, w salonie historycznego Hotelu Narodowego, z którego okien rozciąga się widok na Kreml. Dziennikarze zastanawiali się czy plan wprowadzenia filmu do kin w Walentynki ma związek z marcowymi wyborami prezydenckimi, które z przytłaczającą przegawą ma wygrać namaszczony przez Putina następca - premier Dimitrij Miedwiediew.


,,Ludzie nie widzieli filmu, ale już krzyczą o powrocie do wzorców kultu jednostki”, mówi pan Woropajew, który pod pojęciem jednostki rozumie w tym kontekście czczonego kiedyś przez artystów Stalina. Komedia romantyczna to gatunek popularny w Ameryce. Zdecydowaliśmy, że zainteresuje widzów widzów, i że nasze społeczeństwo dojrzało do właściwej oceny tego filmu.

Srebrny ekran to ostatnio konik władz Rosji, które ogromne pieniądze zarobione na ropie inwestują ostatnio w filmy patriotyczne, historyczne i kiczowate sensacyjne o heroicznych tajnych agentach.

Poniżej przedstawiamytłumaczenie części wywiadu z Michaiłem Chodorkowskim, który Neil Buckley z Financial Times Przeprowadził wczoraj w sądzie w syberyjskiej Czicie.

chodor.jpgFinancial Times: Jak długo planuje Pan kontynuować strajk głodowy?

Michaił Chodorkowski: Deklarowałem już, że zamierzam protestować dopóki warunków przetrzymywania i stanu zdrowia Wasilija Aleksaniana nie zbadania niezależna inspekcja. Na podstawie wyników jej pracy muszą zostać podjęte konkretne działania. Tak brzmią moje żądania. Rosyjski rzecznik praw obywatelskich Lukin przedstawił je, jak sądzę, prokuratorom.

FT: Czy zgodził się Pan przyjmować wodę ze względu na informacje o poprawie sytuacji Aleksaniana?

MC: W każdym razie on sam powiedział, że sytuacja jest lepsza. Moja wiedza opiera się tylko na doniesieniach mediów, według których warunki jego aresztu uległy znacznej poprawie.

FT: A jak Pan się czuje?

MC: Dobrze. Myślę, że uda mi przetrwać długotrwałe biurokratyczne postępowanie niezbędne do zbadania stanu zdrowia Aleksaniana. Jestem gotów kontynuować głodówkę tak długo, jak nasi urzędnicy będą to postępowanie przeciągać.

FT: Dlaczego stwierdził Pan, że strajk głodowy to w zaistniałej sytuacji jedyna możliwa reakcja?

MC: A była jakaś inna opcja? Sam Aleksanian ogłosił, że szef grupy śledczej wprost zażądał od niego złożenia fałszywych, obciążających mnie zeznań, od których bezpośrednio uzależnił możliwość podjęcia leczenia. Aleksanian odmówił, więc uniemożliwiono mu dostęp do niezbędnej pomocy medycznej. Ogłosił to wszystko w rosyjskim Sądzie Najwyższym. Co innego mogłem zrobić w takiej sytuacji?

FT: W jakich warunkach jest Pan przetrzymywany? Z iloma współwięźniami dzieli Pan celę?

MC: Zgodnie z rosyjskim prawem, jeśli ktoś podejmuje strajk głodowy zostaje przeniesiony do izolatki. Wcześniej byłem zamknięty z dwoma lub trzema innymi osobami. Nie skarżę się jednak na warunki, jakie panują w więzieniu – mieszczą się w rosyjskiej normie.

FT: Jednak więzienie, w którym odsiaduje Pan karę ma opinię wyjątkowo ciężkiego.

MC: Nie bardzo mogę dyskutować na ten temat. Jednak warunki, w jakich przebywam są standardowe, w niczym nie odbiegają od rosyjskich norm.

FT: Co sądzi o strajku pańska rodzina?

MC: Najbardziej interesuje mnie, co sądzą na ten temat moi rodzice. Ostatnio to właśnie o nich najczęściej myślę. Żona mnie rozumie, więc zgadza się ze wszystkim co robię. Naprawdę bardzo dużo już przeszła.

FT: Czy w zaistniałej sytuacji jest Pan w stanie przygotowywać się do zbliżającego się procesu?

MC: Nadal mogę czytać 200 stron dziennie. Mam tylko problemy z mówieniem, kiedy wysycha mi gardło.

FT: Niektórzy mówią, że do Rosji wraca lęk, że kraj cofa się do czasów radzieckich…

MC: Mam szczerą nadzieję, że tak się nie stanie. Trzeba być optymistą – nie sądzę, by mogło się tak stać. Ludzie mogą swobodnie podróżować, mają dostęp do Internetu. Powrót do tamtej rzeczywistości po prostu nie jest dziś możliwy.

FT: W tym tygodniu Rada Federacji zajmie się analizą prawa dotyczącego Internetu.

MC: Nic nie da się z tym zrobić. Każdy rozumie znaczenie nowoczesnych technologii, bez których nie sposób istnieć we współczesnym świecie.

FT: Czy rząd też to rozumie?

chodorkowski%20za%20kratami.jpgMC: Sądzę, że nawet bardzo dobrze. Nawet w przemyśle naftowym nie sposób poradzić sobie bez rozwoju technologicznego.

FT: A co z przykładem Chin? Kraj jest mniej demokratyczny niż Rosja, a mimo to gospodarka świetnie się rozwija.

MC: Między oboma państwami są dwie istotnie różnice. Czytałem kiedyś niezwykle interesujący artykuł Andrieja Illariowa (byłego doradcy ekonomicznego Putina). Autor wymienił w nim trzy autorytarne reżimy, które potrafią osiągać sukcesy ekonomiczne – Chiny, Koreę Południową i Singapur. Co różni te kraje od Rosji? Singapur ma jeden z najlepiej działających wymiarów sprawiedliwości na świecie, w Korei Południowej też jest on na bardzo wysokim poziomie, a w Chinach lepszy niż u nas. To podstawowa różnica. Obecność rządów prawa. Jeśli rządzi prawo, poziom autorytaryzmu władzy wykonawczej pozostaje jakoś ograniczony.
Kolejnym powodem, dla któremu nie mogliby pójść za przykładem Chin wydaje się fakt, że w naszym kraju duży nacisk kładzie się na pluralizm idei. Ludzie Zachodu są przyzwyczajeni do dyskusji w sferze politycznej, konkurencji między partiami. W Chinach też istnieje swoisty pluralizm, ale wiąże się on raczej z podziałem terytorialnym, konkurencją między strukturami partyjnymi z Szanghaju i Pekinu. Jest to jednak pluralizm bardzo daleki od zachodniego i Zachód nigdy go nie zrozumie.
Przełożenie takiego pluralizmu regionalnego na Rosję nie mogłoby się sprawdzić i doprowadziłoby kraj do kompletnego załamania. Dla nas istnieje tylko jedna możliwa forma pluralizmu. Co do Singapuru, trudno raczej jakkolwiek porównać Rosję do państwa – miasta.

FT: Czyli największą bolączką współczesnej Rosji jest brak niezależnego sądownictwa?

MC: Brak rządów prawa. Prawo może lepsze albo gorsze, ale ludzie muszą go przede wszystkim przestrzegać, a nie wykorzystywać jako narzędzie własnych interesów.

FT: Czy Miedwiediew docenia rolę rządów prawa? Jakich zmian spodziewa się Pan po przejęciu przez niego władzy?

MC: Bardzo ciężko cokolwiek przewidzieć. Miedwiediew stoi przed bardzo trudnym zadaniem. Szczerze mówiąc sam nie potrafiłbym powiedzieć, jak wyrwać Rosję z obecnej sytuacji. Przeciwko zmianom jest tradycja, mentalność obywateli, brak sił, które mogłyby wspierać rządy prawa. Mam nadzieję, że Bóg da nowemu prezydentowi energię do przeprowadzenia niezbędnych zmian. Nie pozostaje nam nic poza nadzieją.

FT: Ciągle patrzy Pan w przyszłość Rosji z optymizmem?

MC : Najogólniej mówiąc tak. Ale to chyba tylko kwestia mojego charakteru – nie mam zbyt wielu argumentów przemawiających za byciem optymistą, a jednak wciąż nim pozostaję.

FT: Czy Pana zdanie o przyszłości Rosji zmieniło się podczas pobytu w więzieniu?

MC: Trafiłem do więzienia na dość późnym etapie życia, więc nie sądzę, by mogło ono radykalnie zmienić mój światopogląd. Wciąż jestem przekonany, że Rosja to kraj europejski, z demokratycznymi tradycjami (które kilkakrotnie zostały w naszej historii zanegowane, ale nadal istnieją). Obywatele są wykształceni i zupełnie normalni. Trudno uwierzyć, jak dobrze dogaduję się z mieszkańcami Czity, nawet tymi, którym zupełnie brak wykształcenia akademickiego i którzy zakończyli edukację na etapie szkoły podstawowej. Wszyscy jesteśmy w Rosji dziećmi jednej kultury, wspólnego rozumienia świata… Powiedzieć tu w Czicie, że Rosja to kraj azjatycki, to prawie obraza. Obraza to może zbyt mocne słowo, ale jeśli spytasz ludzi, czy bliżej im do Chińczyków, czy Europejczyków, nikt nie będzie raczej miał problemów z odpowiedzią. Jesteśmy krajem europejskim. W Europie są nasze korzenie i historia , tam leży też nasza przyszłość.

FT: Jak traktują Pana inni więźniowie?

MC: Oczywiście do jakiegoś stopnia jestem dla nich postacią z innego świata, obcym w tradycyjnie zhierarchizowanej rzeczywistości obozowej. Zapytałem czy nie widzieli nigdy wcześniej więźnia politycznego. Powiedzieli, że nie. Stwierdziłem, że muszą w takim razie wymyślić nowy stopień w swojej hierarchii. (…)

FT: Co może Pan powiedzieć o nowych zarzutach, jakie stawia panu prokuratura?

MC: Napisałem już w oświadczeniu wszystko, co mam do powiedzenia na ten temat. Oskarżono mnie o kradzież ropy produkowanej przez Jukos przez sześć lat. Bardzo mnie interesuje, jak zamierzają to udowodnić. To może być naprawdę ciekawe.
Przeciw Jukosowi zapadło już wielu wyroków. Sędziowie najczęściej przeczą innym wyrokom, mimo że wszystkie sprawy prowadzi państwowa prokuratura. Najwyraźniej nawet oni nie mogą się już w tym połapać i nie są pewni, czego chcą. Te oskarżenia nie mają nic wspólnego z rzeczywistym przestępstwem, ale z pragnieniami – pragnieniem łamania ludzi, pragnieniem zmuszenia świadka do zeznań. Wszystko to splot różnych, skomplikowanych pragnień. To dlatego wyroki zaczynają przeczyć sobie nawzajem.

FT: Jak zareagował Pan na zeszłoroczną sprzedaż aktywów Jukosu?

MC: Dosyć spokojnie. Moje emocje sięgnęły zenitu w 2004, kiedy świetnie prosperująca firma została oddana w ręce Rosnieftu. Dzisiaj Rosnieft to zasadniczo Jukos z małymi dodatkami. W dużym stopniu zostali tam nawet ci sami ludzie. Zdolność produkcyjna jest w 75% taka sama. Rosnieft to Jukos po trzyletniej przerwie.

FT: Obecnie jego wartość rynkowa to około 80 miliardów dolarów.

MC: Owszem. Jednak dla mnie większe znaczenie ma fakt, że ludzie nie stracili pracy, nie musieli przeprowadzać się do innych miast. To byłaby katastrofa. Zawsze bałam się, że zatrzymają produkcję. Kilkakrotnie prawie do tego doszło, ale na szczęście dzięki wysiłkom ludzi, którzy nierzadko ryzykowali własną wolność, produkcję udało się utrzymać.

kampania%202008.jpgWczorajsze prawybory miały dla Ameryki ogromne znaczenie. Trzeba też pamiętać, że ich wynik określa również kształt przyszłej polityki zagranicznej USA. Wśród najbardziej uważnych obserwatorów Super Tuesday znaleźli się z pewnością Rosjanie – trudno się im zresztą dziwić, bo kampania prezydencka za oceanem jest zdecydowanie bardziej emocjonująca niż ich własna.

Analitycy zgadzają się w większości, że kandydaci mają bardzo różne poglądy na stosunki z Rosją. Robert Amsterdam pisał niedawno w Washington Times: „Jak na razie kandydaci są wyjątkowo mało konkretni i kiepsko przygotowani w kwestii stosunków z Rosją. Jedyne problemy polityki zagranicznej, o które poruszają szerzej to Irak i Iran. Jednak podczas gdy nasze kierownictwo drzemie, Kreml prowadzi agresywną politykę „aksamitnej reprywatyzacji” strategicznych zasobów tworząc bezprecedensowo silne państwo-firmę, zdolną do wykorzystywania biznesu do celów politycznych.”

Co możemy powiedzieć o stosunku kandydatów do Moskwy? Siberian Light zestawia dziś cytaty z ich wypowiedzi dotyczących Rosji. Dobrze znane jest twarde stanowisko Johna McCaina’a (i jego spotkania z Olegiem Deripaską). Wielką niewiadomą są za to poglądy Hillary Clinton, która zdaniem wymienionego komentatora „zrezygnowała chyba z koncepcji promowania demokracji w Rosji”. Barack Obama jest z kolei często atakowany za brak doświadczenia, „nudę i tendencję do przeczenia własnym opiniom”.

Może Obamie rzeczywiście brak doświadczenia, ale w kwestii polityki wschodniej udało mu się pozyskać ciężką artylerię w osobie tytana Zimnej Wojny Zbigniewa Brzezińskiego. Po tym jak w zeszłe wakacje po miesiącach wzajemnego dogryzania prezydent Bush zaprosił Putina na bezowocny „szczyt homarowy” w Kennebunkport, Brzeziński stwierdził: „myślę, że Kreml musiał się zatrząść od śmiechu, jaki wzbudziło zaproszenie do Kennebunkport. Putin przez rok systematycznie opluwał Stany Zjednoczone. Jak zareagowali Amerykanie? Zaproszeniem na zjazd rodzinny”. Wygląda na to, że Brzeziński nie pozwoli drugi raz zaprosić prezydenta Putina na wakacje.

Nikt nie zadaje sobie jednak pytania, którego z kandydatów Kreml najchętniej widziałby w Białym Domu. Grupa siłowników przez osiem lat cieszyła się wolnością, w niczym nie ograniczaną przez niekompetentną administrację Busha. Nie znaczy to jednak bynajmniej, że woleliby kolejne zwycięstwo Republikanów. Boris Gryzłow zdradził kiedyś Washington Post, że „niektórzy sądzą, iż Demokratów łatwiej przekona retoryka podwójnych standardów w kwestii praw człowieka”. Innymi słowy – republikanie pokazali, że są skłonni milczeć o sprawach wewnętrznych, w zamian za współpracę w dziedzinie gospodarki i bezpieczeństwa. Cała ta sytuacja potwierdza konsekwentne stanowisko R. Amsterdama: wielość stronnictw pogłębia tylko zamęt w dyskusji nad polityką wobec Rosji.

billhilary.jpgOto zabawne podobieństwo łączące światowych przywódców. Eugene Robinson pisze w The Washington Post: ,,Kiedy wpiszesz w google "niekonstytucyjna trzecia kadencja", wyskakują odsyłacze do całej galerii oszustów. Znajdziemy w niej twardych przywódców jak Władimir Putin, Alberto Fujimori, Olusegun Obasanjo, Islam Karimow, Hugo Chávez, którzy w ostatnich latach przynajmniej zastanawiali się nad zatrzymaniem władzy po upływie ustawowej kadencji. Teraz pojawia się w tym kontekście także nazwisko Billa Clintona.

To mogłoby być niesprawiedliwe względem Hilary Clinton, ale perspektywa powrotu jej męża do Białego Domu – chociaż nie w roli prezydenta, ale księcia małżonka, co nie narusza konstytucji – stała się ważną kwestią w kampanii i działa na niekorzyść kandydatki."

Robinson zapomniała dodać, że miejsce argentyńskiego prezydenta Nestora Kirchenera zajęła niedawno jego żona Cristina. W tym towarzystwie Putin robi naprawdę pozytywne wrażenie – przynajmniej nie sypia z Miedwiediewem...

Ed Lucas, który niedawno wydał książkę ,,Nowa Zimna Wojna” (odsyłam do jej recenzji na łotewskim blogu Peterisa Cedrinsa), opublikował w The Times of London ostry tekst, w którym wzywa Europę do wypracowania jednoznacznej wspólnej polityki wobec Rosji.

Tłumaczenia za tekstem The Times:


maski.jpg

Po co podlizywać się brutalnej i cynicznej Rosji?


Znowu prowadzimy Zimną Wojnę, którą w dodatku sromotnie przegrywamy. Zachód musi wreszcie przeciwstawić się włodarzom Kremla.

Edward Lucas


60 lat temu blokada Berlina Zachodniego uwydatniła zagrożenie, jakie stanowił Kreml czasów Stalina. 40 lat temu sowieckie czołgi zdusiły ,,Praską Wiosnę", a wraz z nią resztki iluzji o całkowitej władzy Kremla nad podległymi narodami. 20 lat temu przestaliśmy się pilnować, widząc, jak totalitaryzm słabnie w rękach Michaiła Gorbaczowa. Dziś nadszedł czas przyznać niewygodny fakt: Rosja powraca; bogata, potężna i wrogo nastawiona. Partnerstwo przeradza się w rywalizację i wzajemne zastraszanie. Rozpoczęła się nowa Zimna Wojna. I tak jak w 1940 nie uświadamiamy sobie tego wystarczająco szybko.


Najgłośniejszym sygnałem alarmowym wydają się przewidywalne i tajemnicze zarazem wybory prezydenckie zaplanowane na 2 marca. Są one przewidywalne, bo każdy wie, że wygra grzeczny pomocnik Dimitrij Miedwiediew, a tajemnicze, bo nikt nie rozumie, co właściwie to zwycięstwo oznacza.. Czy pan Miedwiediew będzie zwykłym figurantem? Czy wycofa się i pozwoli powrócić swojemu panu - Putinowi? Co mówi nam o nim fakt kierowania energetycznym gigantem - Gazpromem, jedną z najbardziej skorumpowanych, niekompetentnych i złowrogich firm? Co znaczy jego nobilitacja dla klanów szpiegów i krętaczy, których podejrzane rozgrywki tak dynamicznie rozwijały się w ostatnich miesiącach? Uznana już za martwą sztuka "kremlologii" okazuje się w dzisiejszej Rosji użyteczną dyscypliną.

Polityka decyduje obecnie w Rosji o sprawach życia i śmierci. Michaił Chodorowski, kiedyś jeden z najbogatszych ludzi w Rosji, podejmuje w więzieniu strajk głodowy w proteście przeciw traktowaniu aresztownego byłego wiceprezesa Jukosu Wasilija Aleksaniana. Pan Aleksanian jest więziony w brudnej, zarobaczonej, pokrytej grzybem celi, ponieważ omówił podpisania zeznań obciążających Chodorowskiego. Sądowe tortury i brak opieki medycznej, oślepiły go, co potępił Europejski Trybunał Praw Człowieka. Chociaż mówimy teoretycznie o jednej z ośmiu największych potęg gospodarczych świata, opis warunków panujących w więzieniu brzmi jak żywcem zaczerpnięty z powieści Dostojewskiego.

Fakty te zdają się nie martwić większości Rosjan. Putin jest bardzo popularny, podobnie zresztą jak Miediwediew. Chodorowski i inni byli oligarchowie są za to pogardzani, jako symbole lat 90. - czasów, kiedy Rosjanie czuli się oszukiwani w ojczyźnie i poniżani za granicą. Putin przywrócił stabilizację i dumę. Jak na razie demokracja zawiodła: większość Rosjan uważa, że media powinny być kontrolowane przez rządzących, a opozycja nie powinna mieć możliwości zagrożenia władzy.


Wszystkie te procesy są bardzo złożone. Częściowo jest to efekt rządowej propagandy. Obnażają też skutki nieporozumień i niewykorzystanych szans ery Jelcyna, kiedy ceny ropy były niskie, a rosyjski rząd zmagał się z zadłużeniem zagranicznym. Putin miał szczęście – kiedy cena baryłki ropy sięga $100, Rosjanom musi się dobrze powodzić. On sam też jest produktem lat 90-tych - bezrobotny były szpieg, który stał się głównym urzędnikiem na Kremlu za Jelcyna. Jego krytyka tamtych czasów pomija ich pozytywne aspekty: wolną prasę, reformy gospodarcze, prywatyzację, liberalizację cen, na których Rosja bardzo skorzystała.


Komunizm odszedł, a na jego miejsce przyszła ,,suwerenna demokracja” - mieszanka obłudy, nacjonalizmu i ksenofobii, która pomaga rozprzestrzenić władzę Kremla za granicą. Przegrywamy nową Zimną Wojnęw europejskich ,,decydujących krajach” – Bułgarii, Litwie i Mołdawii. O włos uniknęliśmy katastrofy w Serbii. Zatrzymały się silniki UE I NATO, które wciągnęły w orbitę swoich wpływów połowę Europy po upadku komunizmu.

Nie mówimy tu o odległych krajach, o których nikt nie słyszał. Rosja dzieli i rządzi na Zachodzie.Wykorzystuje nasze demokratyczne zasady i wolny rynek przeciwko nam. Gerhard Schröder, były kanclerz Niemiec, został bezczelnie zatrudniony do promowania Gazociągu Północnego - potwornie drogiej rury na dnie Bałtyku. Niczym bogaty i potężny człowiek, który uzależnił się od heroiny, Niemcy wstrzykują sobie rosyjską energię. Nowy gazociąg podtrzyma uzależnienie od dostawcy. Zamiast uczyć się na tym przykładzie Holandia, Włochy i Austria podążają tą samą drogą.


Rosja zastraszyła Organizację Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie, prawdopodobnie główny demokratyczny organ na kontynencie zajmujący się obserwacją wyborów. Przekupiła Komisję Europejską, klub dyskusyjny, który ma bronić praw człowieka. Brytyjscy Konserwatyści, w dziwnym sojuszu z Jedną Rosją Władimira Putina, pomogli byłemu agentowi KGB i apologecie Kremla – Michaiłowi Marglowi w wyborach na szefa Zgromadzenia Parlamentarnego Rady Europy. W czasie kwietniowego szczytu w Bukareszcie, europejscy członkowie NATO pokłonili się Kremlowi i ozięble potraktowali gruzińskie starania o członkostwo. UE nie jest nawet w stanie zebrać sił potrzebnych do liberalizacji własnych rynków wewnętrznych, a co dopiero przeciwstawić się szafującej tanią energią i lukratywnymi gazociągami Moskwie.


Naszą największą słabością są pieniądze. W czasie dawnej Zimnej Wojny, robienie interesów ze Związkiem Radzieckim było wyjątkowo rzadkie i podejrzane. Dzisiejsi bankierzy, prawnicy, konsultanci i specjaliści od wizerunku (a nawet, jak szepczą niektórzy politycy) dają się przekupić za przysłowiowe 30 srebrników, nawet jeśli prywatnie kupiec budzi w nich niesmak. Jeśli nic się nie zmieni, mamy małą szansę oprzeć się Kremlowi i jeszcze mniejszą na przekonanie zwykłych Rosjan do tego, że skorumpowane, cyniczne, brutalne i niekompetentne władze doprowadzą ich do katastrofy, a nie triumfu.

Azylanci

| No Comments | No TrackBacks

wolno%C5%9B%C4%87%20s%C5%82owa.jpgZa czasów sowieckich wystarczyło przekroczyć granicę dowolnego państwa zachodniego by uzyskać azyl polityczny. Po roku 1989 dawne państwa komunistyczne uznano za wolne. Azylantami bywali pojedynczy Czeczeńcy czy ludzie w sposób oczywisty zagrożeni w związku z działalnością polityczną, na przykład na Białorusi. W Rosji Putina ta kategoria zaczyna znowu dotyczyć intelektualistów i adwokatów. Oto petersburski dziennikarz Nikołaj Andruszenko wysłał list do prezydenta Putina i prokuratora generalnego Jurija Czajki listy w którym rezygnuje z rosyjskiego obywatelstwa.

64 letni Andruszenko został aresztowany za chuligaństwo i stawianie oporu milicji, czyli za to, że w listopadzie na łamach pisma Nowy Petersburg chwalił marsz sprzeciwu organizowany przez opozycyjną koalicję „Inna Rosja”. Wypada dodać, że ten numer „Nowego Petersburga” najpierw miał ogromne trudności ze znalezieniem drukarni, która go wydrukuje a potem cały nakład został skonfiskowany przez milicję.

Choć Nikołaj Andruszenko cierpi na nadciśnienie, po aresztowaniu został umieszczony w izolatce, bez pościeli, bez ciepłego ubrania i bez ogrzewania. Później przeniesiono go do karceru.

Dziennikarz skierował swój list o rezygnacji z obywatelstwa jako ”protest przeciwko działaniom pracowników sądów i prokuratury”. Adwokat Andruszenki, Andriej Antonow podkreśla, że żadne z działań dziennikarza – oskarżanego również o obrazę sądu – nie nosi znamion przestępstwa. Można sądzić, iż podobnie jak w skandalicznej sprawie Wasilija Aleksaniana oprawcy liczą, że choroba zabije w więzieniu niepokornego dziennikarza.

W tej sytuacji trudno się dziwić, ze znany adwokat rosyjski Borys Kuzniecow poprosił o azyl polityczny w Stanach Zjednoczonych. Kuzniecow był obrońcą skazanego za zdradę ojczyzny uczonego Igora Sutiagina (piszącego o zagrożeniu ekologicznym odpadami radioaktywnymi pochodzącymi z rosyjskiej floty), reprezentował rodziny marynarzy okrętu podwodnego Kursk i bronił senatora Lewona Czachmachczjana oskarżonego o łapówki. W tej ostatniej sprawie Kuzniecow ujawnił dokument nakazujący podsłuchiwanie senatora jeszcze zanim prokuratura otrzymała na to zgodę sądu najwyższego. No i teraz jest oskarżony o zdradę tajemnicy państwowej. Znając sposób traktowania więźniów politycznych przez prokuraturę trudno się dziwić, że adwokat wystąpił o azyl. Zwłaszcza, że jego biuro w Moskwie praktycznie przestało działać, bo – jak twierdzi Kuzniecow – FSB „przekonało” jego klientów by zrezygnowali z usług Kuzniecowa.

laborc.jpgNie jest tajemnicą, że Rosja zmusza Węgry i Bułgarię do podporządkowania się "gazowej strategii" Kremla. Obiecuje im przy tym silną pozycję na rynku dystrybucji gazu w regionie (przypomina to uderzająco obietnice złożone ostatnio Serbii w zamian za zgodę na przejęcie NIS przez Gazprom) .

Wszystkich zaskoczyła ostatnia ostatnia decyzja Węgrów, którzy nominowali wyszkolonego przez KGB na dyrektora służby wywiadowczej Sandora Laborca na szefa biura bezpieczeństwa NATO. Zgodnie z obowiązującym systemem rotacyjnym w tym roku właśnie Budapeszt decyduje o obsadzie tego stanowiska. Na poziomie oficjalnym panuje głucha cisza, ale nieoficjalnie wielu dyplomatów wyraża obawy i wątpliwości. Wszyscy podkreślają, że rządy państw członkowskich nie powinny tak łatwo dopuszczać do ściśle tajnych informacji człowieka związanego w przeszłości z KGB.


Biedny Ferenc Gyurcsány – w najbliższej przyszłości nie ma raczej szans na upragnioną chwilę spokoju. Najpierw wspiera plany budowy Blue Stream, pomagając tym samym Rosji utopić projekt Nabucco. Chwilę później stawia bariery, które uniemożliwiają OMV przejęcie MOLa. Choć OMV uważa się powszechnie za konia trojańskiego podrzuconego Rosjanom, premier jest ostro krytykowany przez opozycję za to, że stworzył Gazpromowi "wymarzoną bazę wypadową" i wraca do tradycji ,,gulaszowego komunizmu”.


nie%20m%C3%B3w.jpgKomentarze anonimowych funkcjonariuszy NATO szybko wywołały burzę plotek.


Tłumaczenie za New York Times:


Dyplomata z jednego z krajów zachodnich stwierdził: ,,Do zablokowania tej nominacji wystarczyłby jeden telefon ambasadora Stanów Zjednoczonych do dowództwa NATO. Byłby to sygnał dla innych państw, że tego typu zachowanie nie może ujść płazem”.


Inny dyplomata przewidywał, że niektóre kraje zaczną utajniać swoje informacje wywiadowcze. ,,Mówimy tu o człowieku, którego wyszkoliło KGB”, dodaje dyplomata. ,,Zakładam, że jego postawa życiowa niespecjalnie się zmieniła (...) Warto przy okazji zaznaczyć, że NATO to niezbyt szczelna organizacja”.


Węgry, Polska i Czechy przystąpiły do paktu w 1999 roku, a reszta państw byłego Układu Warszawskiego w 2004 roku. Po tym rozszerzeniu attachés wojskowi z Bułgarii nie otrzymali pełnego dostępu do ściśle tajnych materiałów.


,,Mogę się założyć, że każda informacja, jaką dzieliliśmy się w NATO z Bułgarią, wędrowała prosto do Moskwy”, powiedział inny wysoki rangą dyplomata z Europy Zachodniej ,,Stara komunistyczna nomenklatura i tajne służby nadal świetnie prosperują w Rumunii i Bułgarii. Muszę przyznać, że przykład Węgier jest bardzo, bardzo rozczarowujący”.


Na Węgrzech, nominacja Laborc’a pogłębiła wzajemną nieufność i napięcie między rządzącą partią Socjalistów a opozycyjnym Fidesz, po tym jak premier obszedł parlamentarną komisję ds bezpieczeństwa. Do 2002, kiedy w wyborach zwyciężyli Socjaliści, żaden węgierski urzędnik, który pracował w Moskwie dłużej niż rok, nie mógł ze względów bezpieczeństwa zajmować stanowiska wyższego niż dyrektor departamentu.

,,Stawką jest tu poszanowanie fundamentalnych zasad prawa”, mówi Janos Martonyi, były węgierski Minister Spraw Zagranicznych i zwolennik Fideszu. Po 5- godzinnej debacie komisji ds bezpieczeństwa pod koniec listopada, Laborc nie uzyskał wymaganej większości 11 głosów.


Fidesz twierdzi, że Gyurcsany - były przywódca komunistycznej młodzieżówki, który wyrósł na milionera blisko związanego z rosyjskim prezydentem Władimirem Putinem, upolitycznia służby specjalne dla własnych celów.

flaga%20turkmenistanu.gifNiedawno pisaliśmy o tym, że niemieckie RWE ożywiło projekt Nabucco. Wspominaliśmy też o wątpliwościach, które budzi wiarygodność Turkmenistanu jako ewentualnego dostawcy (niedawne odcięcie dostaw do Iranu wywołało efekt domina, którego skutki były odczuwalne nawet w Grecji i Unii Europejskiej).

W ciągu ostatnich tygodni wszystkie te problemy tylko się pogłębiły, a Europa musi się poważnie zastanowić, jak radzić sobie z coraz bardziej agresywnym rządem Turkmenistanu, który nie zawaha się przed ostrą grą w polityce energetycznej. Trzeba jednak pamiętać, że niedawne odcięcie dostaw nie może być porównywane ze zakręcaniem przez Gazprom kurka Ukrainie .

Prezydent Gurbanguli Berdimuchamedow, który rządzi Turkmenistanem od czasu śmierci Saparmurata Nijazowa, zdążył już udowodnić, że jest niezwykle sprytnym negocjatorem, którego nie obowiązują stare zasady. Kiedy wszyscy są już pewni, że jest wiernym sojusznikiem Kremla, prezydent zaczyna negocjacje z Zachodem i obiecuje wszystko, czego pragną Amerykanie i Europejczycy. Zaraz potem flirtuje ze zdesperowanymi Chińczykami, by szybko wrócić w ramiona Rosji.

Jednak gry Turkmenistanu to coś więcej niż prosty efekt zmiany przywództwa. Mocną kartą przetargową stał się udział w nowym projekcie rurociągu z Chin, który uwolniłby kraj od całkowitej zależności od eksportu do Rosji. Współpraca z Chińczykami to także prawdopodobnie powód, dla którego Gazprom zgodził się na podniesienie o 30% ceny surowca (co, jak kiedyś pisałem dowodzi, że Gazprom zrobi wszystko, by zapewnić sobie surowce, których nie może wyprodukować sam).

Ośmielony licznymi propozycjami eksportu Turkmenistan zażądał od Iranu podwojenia cen gazu. Kiedy roszczenia nie zostały spełnione, Aszchabad z nadejściem zimy po prostu zakręcił kurki. Iran nazwał to zachowanie „niemoralnym”.

prezydent%20turkmenistanu.jpgJednak zagrania turkmeńskiego prezydenta różnią się zasadniczo od awantur Gazpromu z Ukrainą. W tej drugiej sytuacji Kreml usiłował zdestabilizować prozachodni rząd i przestraszyć zwolenników pomarańczowej rewolucji, która wdarła się w byłą strefę wpływów ZSRR. Przypadek Turkmenistanu wpisuje się w zmiany zachodzące w całym regionie. Choć jego nieporozumienia z Iranem odbijają się echem w całej Europie, partner, którym kierują pobudki czysto gospodarcze, pozostaje znacznie bardziej przewidywalny niż taki, którego motywacją jest polityczna strategia. Nie znaczy to oczywiście, że można usprawiedliwić praktykę odcinania dostaw bez uprzedzenia, stosowaną zamiast cywilizowanego rozwiązywania konfliktów przy stole negocjacyjnym.

Warto też zauważyć, że dyskusje o wiarygodności Turkmenistanu rzadko odnoszą się do jego naturalnych interesów strategicznych. Fakt – zwycięzcą afery z Iranem okazała się Rosja, a Chiny najprawdopodobniej zapłacą żądaną cenę. Na odpowiednich warunkach Turkmenistan wciąż może jednak wiele zyskać dzięki uczestnictwu w projekcie Nabucco. Dywersyfikacja kierunków eksportu oznacza większą stabilność zapotrzebowania i wyrwanie się spod władzy Rosji – budzącego uzasadniony doświadczeniami z przeszłości lęk wielkiego sąsiada. Poprzednik Berdimuchamedowa poznał gorzki smak prowadzenia interesów pod kuratelą Gazpromu. Aszchabad szuka więc sposobów uwolnienia się od rosyjskich wpływów.

turkmenistan%20gaz.jpgSukcesy Rosjan w opanowywaniu źródeł energii Azji Środkowej wzbudziły panikę części komentatorów. Inni twierdzą, że Turkmenistan chce tylko uzyskać jak najlepsze warunki i zapewnienie, że nikt nie będzie próbował ingerować w jego wewnętrzne problemy.

Steve LeVine - jeden z moich ulubionych blogerów i ekspert w dziedzinie rejonu Morza Kaspijskiego dowodzi, że tym czego najbardziej w tej chwili potrzeba jest praca amerykańskich dyplomatów: „USA muszą zaufać prezydentowi Berdimuchamedowowi, dopóki ten metodycznie rozmontowuje spadek po swoim poprzedniku Saparmuracie Nijazowie”.

Steve ma w sporo racji - Gurbanguli Berdimuchamedow zalegalizował ostatnio operę, cyrk i dopuścił do dystrybucji niektóre filmy. Zdecydowanie nie nazwałbym jednak jego kraju wolnym. Dochodzimy tu jednak do największego problemu Europy w starciu z Gazpromem i Chinami o turkmeńskie surowce. Podstawową wadą Zachodu w oczach polityków z Aszchabadu pozostaje prawdopodobieństwo, że prędzej czy później jego przedstawiciele zaczną krytykować bezwzględną dyktaturę i łamanie praw człowieka, a w końcu domagać się przeprowadzenia demokratycznych reform. Rosja i Chiny nigdy nie poproszą o tego typu kompromisy, więc przynajmniej teoretycznie wydają się znacznie wygodniejszymi partnerami. Chociaż podpisanie umowy z Europą może wzmocnić pozycję Turkmenistanu w regionie i zabezpieczyć jego interesy, cena moralna może się okazać zbyt wysoka.

Gospodarka według Kremla

| No Comments | No TrackBacks

golary.jpgFinancial Times analizował w zeszłym tygodniu zaskakujące komentarze Anatolija Czubajsa i Aleksieja Kudrina, którzy krytycznie odnieśli się do ostatnich agresywnych posunięć w polityce zagranicznej.

Tłumaczenie za FT:


Gospodarka według Kremla

Nieczęsto zdarza się, by czołowy rosyjski urzędnik publicznie krytykował Kreml, więc kiedy dwóch z nich czyni to jednego dnia, wiadomość wydaje się warta odnotowania.

Anatolij Czubajs, szef państwowego giganta elektryczności UES ostrzegł w tym tygodniu, że zbyt stanowcza polityka zagraniczna Rosji grozi pogorszeniem klimatu inwestycyjnego. Minister Finansów Aleksjei Kudrin powiedział na tym samym spotkaniu: „Musimy zmienić naszą politykę zagraniczną tak, by zapewnić inwestycjom pełną stabilność”.

Te uwagi dowodzą, że choć cała władza została skonsolidowana w rękach prezydenta Putina, wewnętrzne dyskusje ciągle trwają. Zdecydowaną przewagę zdobyli w nich przedstawiciele grupy siłowników zdominowanej przez byłych agentów KGB, ale liberałowie najwyraźniej nie złożyli jeszcze broni. Wybór niezwiązanego z KGB Dimitrija Miedwiediewa na następcę Putina to zwycięstwo tych kremlowskich frakcji, które konkurują z byłymi pracownikami służb specjalnych.

Trudno jednoznacznie stwierdzić, kto aktualnie prowadzi w tej rozgrywce o władzę. Nie sposób ogłosić zwycięstwa liberałów, gdy zastępca Kudrina Siergiej Storczak siedzi w więzieniu pod zarzutem defraudacji. Z drugiej strony istotnym wydaje się fakt, że Kudrin miał odwagę poprzeć Czubajsa i wyłamać się tym samym z szeregu.

Spostrzeżenia obu polityków są z pewnością słuszne. Agresywna polityka zagraniczna szkodzi interesom Rosji. Odstrasza ona inwestorów z rynku wewnętrznego i utrudnia rosyjskim biznesmenom pracę za granicą (dobrym przykładem mogą być problemy z uzyskaniem brytyjskich wiz).

Rosja potrzebuje otwartej debaty. Chociaż Kreml nie potrafi przełknąć prowadzenia demokratycznej polityki, trzeba go przynajmniej zmusić do dyskusji na inne tematy, takie jak gospodarka. Oczywiście, jak doskonale wiedzą Kudrin i Czubajs, polityka szybko wkrada się w takie apolityczne w założeniu rozważania. Słowa obu urzędników zostaną z pewnością ciepło przyjęte na Zachodzie przez tych, którzy twierdzą, że Rosja to kraj otwarty na wpływy, handel i inwestycje.

Na podstawie ich konferencji nie można jednak wysnuwać daleko idących wniosków. Plan Putina, by dzięki agresywnym posunięciom na arenie międzynarodowej odbudować dawną pozycję Rosji jako supermocarstwa, wciąż ma rzesze zwolenników. Nie można raczej liczyć, że sytuacja zmieni się pod rządami Miedwiediewa, który zachęcał we czwartek rosyjskie firmy do pójścia w ślady Chińczyków i wykupywania zagranicznych firm. W przemowie przyszłego prezydenta o tym, że Rosja musi przestać być zależna od zagranicznych technologii, pobrzmiewała nuta gospodarczego nacjonalizmu.

W najlepszym razie możemy więc liczyć na ograniczenie antyzachodniej retoryki i kilka kompromisów w mało istotnych sprawach podobnych do bezsensownej afery z rosyjskim British Council. Nawet to byłby jednak pożądany postęp.

milczenie%20owiec.jpgStare łacińskie powiedzenie, qui tacet, consentit (milczenie jest znakiem zgody) jako pierwszy wprowadził do debaty o współczesnej Rosji Wilhelm Konnander komentując zabójstwo Anny Politkowskiej. Wydaje się ono równie adekwatnym opisem dzisiejszej sytuacji. Kraje Zachodu uparcie milczą na temat losu umierającego rosyjskiego więźnia Wasilija Aleksaniana. Więcej o jego sprawie możecie przeczytać tutaj, tutaj, tutaj, tutaj, tutaj i tutaj.

Dlaczego nikt nie mówi o człowieku, który jest nieszczęśliwą ofiarą niesprawiedliwości Kremla? To pytanie często powtarza się w komentarzach do sprawy. Mam oczywiście wyjaśnienie tego problemu, ale w pełni podzielam oburzenie i niedowierzanie komentatorów.

Przyjrzyjcie się faktom: Aleksanian spędził dwa lata w areszcie śledczym bez wyroku sądu, odmówiono mu niezbędnego leczenia ciężkiej choroby (prokuratorzy nielegalnie (!) przekazali mediom, że spowodował ją wirus HIV), a możliwość podjęcia terapii uzależniono od złożenia przez chorego fałszywych zeznań obciążających Michaiła Chodorkowskiego i innych oskarżonych w sprawie Jukosu. Warto przy tym pamiętać, że Federacja Rosyjska zignorowała trzy orzeczenia Europejskiego Trybunału Praw Człowieka, który nakazał udzielenie więźniowi pomocy.

Więzień balansuje granicy śmierci, a mimo to oprócz mało rozpowszechnionej notki Amnesty International z 18 stycznia, prawie nikt w Europie czy Ameryce Północnej nie wypowiedział się w jego obronie. Powstaje więc proste pytanie: dlaczego?

Trzeba docenić sukces rosyjskiej strategii w tłumieniu krytyki wobec tej i innych spraw. Przede wszystkim warto zauważyć, że prokuratorzy i sędziowie zgodnie z instrukcjami przyspieszają proces i podejmują decyzje w rekordowym, jak na ich obyczaje, czasie. Maskują w ten sposób tortury i powolne morderstwo Aleksaniana. Mają przy tym nadzieję na zdyskredytowanie Chodorkowskiego, jako że umierający więzień odmawia obciążenia go w zamian za uratowanie życia. Zachęceni doświadczeniami z przeszłości prokuratorzy wierzą, że jeśli uda im się osiągnąć jakikolwiek wyrok skazujący, ten pozór praworządności uspokoi sumienie Brukseli.

Nie dajcie się oszukać. Najnowsza wiadomość w sprawie: u Aleksaniana zdiagnozowano ciężką białaczkę, a rosyjski sędzia odmówił przeniesienia go do cywilnego szpitala, bo „obrona nie dostarczyła dowodów, że Aleksanian cierpi na śmiertelną chorobę”. W uzasadnieniu pominięto fakt, że obrońcy nie mieli szans przedstawienia jakichkolwiek dowodów. Witajcie na kolejnym procesie pokazowym.

Ciszę wokół sprawy wyjaśnia częściowo fakt, że Moskwa inwestuje większe niż kiedykolwiek środki w zatrudnienie specjalistów od PR-u w zachodnich stolicach (ktoś powinien im uświadomić, że zmiana prowadzonej polityki byłaby znacznie tańsza). Z rozmów z dziennikarzami w Londynie i Waszyngtonie wiem, że pracujący dla Kremla ludzie coraz mocniej naciskają na właścicieli mediów i reklamodawców w kwestii „równowagi” w relacjonowaniu wiadomości z Rosji. Najnowszym przykładem kupowania fałszywych informacji może być specjalny dodatek do zeszłotygodniowego Washington Post.

Oczywiście znacznie skuteczniejsi od opłacanych agencji są bezpłatni lobbyści, którzy agresywnie promują rosyjskie interesy na Zachodzie - wielkie korporacje, które albo negocjują umowy z Gazpromem i Federacją Rosyjską, albo je już podpisały. Spójrzcie tylko na Petro – Kanada, o którym mówiłem podczas wizyty w Calgary i Toronto. Jak na dłoni widać korzyści, jakie przynosi Rosji przeciąganie, najdłużej jak to możliwe, podpisania umowy energetycznej z Kanadyjczykami. Ogromny nacisk korporacji uniemożliwia w tej chwili przedstawicielom władz wypowiedzenie złego słowa pod adresem Moskwy. Podobną presję wywierają zapewne Eni na Prodiego, E.ON na Niemców, Total na Sarkozy’ego, czy Gasunie na Holendrów.

Wielkie kontrakty energetyczne Gazpromu i Rosnieftu okazały się niezwykle skuteczną bronią w uciszaniu wszelkich dyskusji o prawach człowieka w Rosji. Jednak ostatnio pojawił się nowy problem – dlaczego o sytuacji Wasilija Aleksaniana milczą nawet niezależne od interesów gospodarczych organizacje pozarządowe broniące praw człowieka? Na to pytanie znacznie trudniej znaleźć dobrą odpowiedź. Od wielu lat problem łamania praw więzionych pracowników Jukosu budzi nieuzasadnione uprzedzenia i sceptycyzm. Obrońcy praw człowieka doszli widocznie do wniosku, że jeśli ktoś odniósł oszałamiający sukces w biznesie, nie może być pełnoprawną ofiarą łamania praw człowieka. Wizerunek szefów Jukosu nie pasuje do ich obrazu ofiary.

Ta postawa zmieniła się jednak znacząco na przestrzeni lat. Do grupy adwokatów Jukosu należy znana obrończyni praw człowieka Karina Moskalenko. Ona sama miała kiedyś wątpliwości, czy sprawa faktycznie jest polityczna, które ostatecznie rozwiało niekończące się nękanie jej i jej współpracowników. Na własnej skórze odczuli oni w związku z tą sprawą prześladowania władz. Teraz Moskalenko jest jednym z najostrzejszych krytyków nadużyć rosyjskiego rządu wobec Chodorkowskiego i Jukosu. Domaga się też, by międzynarodowe organizacje pozarządowe poświęciły sprawie więcej uwagi.

Kolejną starą zagrywką, Kremla wobec obrońców praw człowieka, jest retoryka “podwójnych standardów”. Ciągle powtarzają się komentarze, że atakowanie Rosji za złe traktowanie więźniów jest obłudne i niesprawiedliwe, jeśli w tym samym czasie republikańscy kandydaci na prezydenta USA kłócą się o to, który z nich bardziej popiera używanie podtapiania jako metody przesłuchań i powiększenie bazy w Guantanamo. (Mieliśmy przykład takich zapisów na S24 we wpisach Jacka Michała). Cała ta mitologia „podwójnych standardów” ma źródło w bezmyślnym i źle pojętym relatywizmie moralnym. Zgodnie z tą logiką skoro Stany Zjednoczone i Europa mają problemy, to nic co robi Rosja nie może być złe.

Jedna z grup broniących praw człowieka postanowiła się ostatnio skoncentrować na tym chwycie retorycznym i zamiast atakować rządy, które łamią te prawa, uderza w hipokryzję ludzi, którzy popierają i legitymizują działania opresyjnych państw. Tylko wtedy, gdy stanie się jasne, że współwinni przestępstw są wszyscy, którzy przymykają na nie oczy, mamy szansę poczynić jakieś postępy. Human Rights Watch, które nie wypowiedziało się jeszcze w sprawie Wasilija Aleksaniana (mamy nadzieję, że zrobią to wkrótce), zasługuje na duże uznanie za tę nową strategię obrony praw człowieka na arenie międzynarodowej.

Podsumowując – jeśli zasada „milczenie jest znakiem zgody” rzeczywiście obowiązuje, to tylko nieliczni mogą czuć się bez winy. Czas zabrać głos w obronie ludzkiej godności.

Dziewięć żyć Nabucco

| No Comments | No TrackBacks

nabucco%20rury.jpgWygląda na to, że projekt gazociągu Nabucco jest jak kot, który ma dziewięć żyć. Kiedy jesteśmy pewni, że dzięki działaniom Rosjan ostatecznie upadł, w jakiś sposób znowu odżywa.

Najnowszy powiew optymizmu zawdzięczamy niemieckiej spółce RWE. Financial Times donosi, że jest to szósta duża firma, która dołączyła do projektu dostarczania do Europy gazu z rejonu Morza Kaspijskiego drogą wolną od kontroli Gazpromu. Gdyby tylko twórcom Nabucco udało się znaleźć więcej źródeł gazu (jakichkolwiek poza Azerbejdżanem), który mógłby planowaną rurą popłynąć…

Tłumaczenie za FT:

Niemiecka firma wspiera gazociąg znad Morza Kaspijskiego

Ed Crooks

RWE – jedna z największych niemieckich firm energetycznych została szóstą spółką zaangażowaną w pomysł budowy gazociągu Nabucco, który ma dostarczać do Europy gaz z regionu Morza Kaspijskiego. Ta decyzja daje nową iskierkę nadziei zwolennikom pomysłu, który ciągle boryka się z poważnymi trudnościami.

RWE ma oficjalnie ogłosić swoje przystąpienie do konsorcjum na przyszłotygodniowej ceremonii w Wiedniu, na którym jej przedstawiciele spotkają się z uczestniczącymi w projekcie firmami z Austrii, Węgier, Rumunii, Bułgarii i Turcji. Wczoraj RWE nie potwierdziło naszych doniesień przyznając jednocześnie, że firma interesuje się Nabucco i „jest bardzo zadowolona z pozytywnych reakcji”.

Nabucco zapewni konkurencyjne wobec Rosji dostawy gazu do Unii Europejskiej. Przez gazociąg ma popłynąć surowiec z Azerbejdżanu, a być może także z Iranu, Iraku, Turkmenistanu czy Kazachstanu. Jednak kontrolowany przez władze rosyjski Gazprom poczynił spore postępy z konkurencyjnym planem budowy Gazociągu Południowego, który ma dostarczać gaz z Rosji przez Morze Czarne do Bułgarii i dalej do reszty krajów członkowskich UE.

W zeszłym miesiącu do popieranego przez Rosjan projektu wróciła Bułgaria. Gazprom przejął też udziały w serbskim NIS (możliwe więc, że część trasy nowego gazociągu może przebiegać przez Serbię) i sfinalizował umowę z OMV o przejęciu połowy udziałów w należącym do austriackiej firmy zbiorniku gazu w Baumgarten.

Umowa z OMV pozostaje szczególnie kontrowersyjna, bo Austriacy przewodzą konsorcjum budującemu Nabucco, a zbiornik Baumgartem miał stanowić jego zakończenie. Szef OMV Wolfgang Ruttenstorfer twierdzi jednak w rozmowie z Financial Times, że umowa z Gazpromem nie wpływa na plany budowy Nabucco. „Ustaliśmy w toku negocjacji, że Baumgarten pozostanie całkowicie otwarte zarówno na gaz z Nabucco, jak i surowiec rosyjski” – powiedział. „Inaczej nigdy nie podpisalibyśmy tej umowy”.

OMV powtórnie zapewniło wczoraj o swoim poparciu projektu Nabucco po złożeniu w Komisji Europejskiej oficjalnego zawiadomienia o planach kupienia węgierskiego Mola. Przedstawiciele firmy mówili: „Połączenie OMV i Mola pomoże wzmocnić bezpieczeństwo energetyczne UE i zrealizować duże inwestycje infrastrukturalne, takie jak budowa gazociągu Nabucco”.

Nabucco musi zmierzyć się z poważnymi problemami, z których najważniejszym wydaje się fakt, że gazu z Azerbejdżanu może nie wystarczyć, by inwestycja okazała się opłacalna. Jednak zaangażowanie wielkich zachodnich dostawców energii dodaje planom budowy Nabucco impetu. RWE deklaruje, że chce przeznaczyć miliard Euro na badania, rozwój i stworzenie infrastruktury w rejonie Morza Kaspijskiego

Powrót do przyszłości

| No Comments | No TrackBacks

putin%20jako%20stali.gifCzytając doniesienia o ciągłym dręczeniu przebywającego w więzieniu wiceprezesa Jukosu Wasilija Aleksjanina mam wrażenie, że cofnęliśmy się w czasie, a do moskiewskiego sądu wrócił stalinizm w swej najczystszej formie.

Rosyjscy prokuratorzy i sędziowie zaangażowani w procesy Jukosu angażują się w postępowania na wyraźny rozkaz najbardziej radykalnego skrzydła grupy „siłowników”. Wszyscy oni tworzą środowisko odpowiedzialne za łamanie zasad prawa międzynarodowego i podstawowych praw człowieka.

Postawienie przed sądem cierpiącego, śmiertelnie chorego człowieka i odmowa udzielenia mu niezbędnej opieki medycznej w cywilnym szpitalu oznacza odejście od podstawowych zasad prawa. Przeraża jednak nie tylko samo postępowanie rosyjskich władz, lecz także brak reakcji państw Zachodu.

Przychodzi mi do głowy co najmniej kilka powodów uzasadniających działania Rosjan, które wymienię w dowolnej dość kolejności. Po pierwsze prokuratura i sąd zdają sobie sprawę z faktu, że Aleksanian umiera, więc próbują przyspieszyć proces, usiłując do wyroku skazującego, który mogą później wykorzystać jak argument przeciw Chodorkowskiemu i Liebiediewowi. Po drugie nie mogą zgodzić się na przeniesienie więźnia do cywilnego szpitala, bo ocena niezależnych lekarzy może ujawnić, że cała ta prawnicza farsa to w rzeczywistości bestialstwo, co z kolei mogłoby w konsekwencji doprowadzić do przerwania procesu. Po trzecie im więcej osób z byłego kierownictwa Jukosu zostanie o coś oskarżonych, tym bezpieczniejsi będą ci, którzy zyskali na kradzieży majątku Jukosu.

Zapewniam zaangażowanych w tę ohydną, uwłaczającą ludzkiej godności sprawę prokuratorów i prawników, że nie cieszą się całkowitą bezkarnością i że kiedyś, gdy skończy się era rządów szaleńców, mogą zostać pociągnięci do odpowiedzialności za swoje czyny.

Demokratyczna maskarada

| 1 Comment | No TrackBacks

Myślę, że Human Rights Watch zrobiło pewne postępy w przygotowywanym na 2008 rok Światowym Raporcie. Zamiast, jak dotychczas, powtarzać te same ćwiczenia w piętnowaniu okropnych wykroczeń przeciwko prawom człowieka, których dopuszczają się te czy inne nieodpowiedzialne rządy, organizacja skrytykowała tym razem USA i Unię Europejską, które wspierają pseudo-demokracje odpowiedzialne za łamanie praw człowieka.

world_report013108-thumb.jpg,,Dyktatorom zbyt łatwo się dziś ukryć za pozorami demokracji”, tłumaczy w wywiadzie dla AFP - Kenneth Roth, dyrektor wykonawczy Human Rights Watch. Wielu zachodnim przywódcom zależy tylko na przeprowadzeniu wyborów, nie przejmują się tym, co dzieje się dalej. Nikt nie kładzie nacisku na poszanowanie przez władze praw człowieka podstawowych dla funkcjonowania demokracji – wolności prasy, pokojowych zgromadzeń i społeczeństwa obywatelskiego, które mogłoby rzucić rządzącym wyzwanie.


W raporcie wiele uwagi poświęcono Rosji, ze szczególną krytyką spotkały się ,,gry retoryczne” prowadzone przez Władysława Surkowa, który czerpie garściami ze słownika ,,suwerennej demokracji”. Biorąc pod uwagę, że Dimitrij Miedwiediew oświadczył, że nie zgadza się z samą koncepcją suwerennej demokracji, Rosja powinna poszukać nowych sposobów, by znaleźć się w następnym raporcie. Krokiem w dobrym kierunku może być powstrzymanie Georga Clooney’a przed wypowiadaniem się na temat Darfuru...


Fragmenty o Rosji z dokumentu poniżej – pełna wersja dostępna tutaj.


Fragmenty z eseju ,,Demokratyczna maskarada despotów” - Kenneth Roth, Human Rights Watch


Gry retoryczne


Liczni represyjni przywódcy próbowali przedefiniować znaczenie słowa demokracja łącząc z nią przeciwstawne przydawki i przymiotniki. Prezydent Władimir Putin sparaliżował demokrację, kiedy zniszczył konkurencyjne ośrodki wpływów w Rosji, sprawiając tym samym, że,desygnat słowa suwerenność w zwrocie "suwerenna demokracja" zależy od tego, co ma na myśli wypowiadający go suweren. Kiedy birmańska junta aresztowała protestujących mnichów i krwawo tłumiła protesty, jej przywódcy mówili o potrzebie ,,zdyscyplinowanej demokracji”. Chiny promują z kolei model "demokracji socjalistycznej", czyli hierarchiczną centralizację głuchą na opinie mniejszości.

Kontrola maszyny wyborczej


Właśnie z powodu tego typu nadużyć państwowe mechanizmy monitorowania wyborów są wspierane przez międzynarodowe instytucje. Jednak także te ostatnie stały się celem krytyki. Kreml skutecznie nie dopuszcza do swoich wyborów obserwatorów z Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka, głównego organu monitorowania OBWE. Ostatnio w grudniu 2007 roku w czasie wyborów parlamentarnych odmawiano wiz, ograniczono liczbę międzynarodowych obserwatorów i zabroniono OBWE opublikowania jej ocen do czasu, kiedy media pod kuratelą Kremla nie ukształtują właściwego obrazu wyborów w oczach opinii publicznej.

Uciszanie mediów


Jednym z pierwszych celów ataku rosyjskiego prezydenta były niezależne media. Dzisiaj wszystkie główne stacje radiowe i telewizyjne są w rękach sprzymierzeńców Kremla. Kontrolowane media to jedno z głównych narzędzi, dzięki którym Putin ma pewność, że żadna opozycja nie ma szans na zagrożenie jego politycznej pozycji ani w wyborach parlamentarnych z grudnia 2007 roku, ani w marcowych wyborach prezydenckich.

Likwidacja społeczeństwa obywatelskiego


Prawdziwa demokracja zakłada, że poza partiami politycznymi działają również organizacje pozarządowe i stowarzyszenia, które mobilizują ludzi do działań zgodnych z preferencjami politycznymi i umacniają ich głos. Organizacje społeczeństwa obywatelskiego są kolejnym celem na liście autokratycznej władzy.

Na przykład w Rosji, w 2006 roku, prawo regulujące działalność organizacji pozarządowych (ngo) służyło jako pretekst do nasilającego się dręczenia tych ostatnich. Prawo mówi, że grupy mają sporządzać coroczne raporty z działalności i rozliczać się z zagranicznych środków finansowych. Nie wywiązanie się z tych zobowiązań grozi rozwiązaniem. Tymczasem organizacje były poddawane ciągłym inspekcjom. Regulacje z 2007 roku pozwoliły kwalifikować motywowane politycznie i ideologicznie przestępstwa jako ekstremizmy, a co za tym idzie poddawać je surowym karom. Istnieje poważna obawa, że te zmiany prawa zostaną wykorzystane, by uciszyć głosy sprzeciwu.

Stawianie raczej na demokratów niż demokratyczne zasady


Jedną z wad Zachodu jest wspieranie konkretnych, oficjalnych demokratów, zamiast propagowania przestrzegania praw człowieka, które nadają demokracji sens. Rozwinięte demokracje szukają nie instytucji, lecz jednostek, które mają ratować sytuację, do których demokratycznych aspiracji mają się dostosować obywatele. Zachód czyni tak, mimo że pierwsza lekcja teorii demokracji wyjaśnia, że nieskrępowana władza z reguły dryfuje w stronę tyranii. Ta słabość jest charakterystyczna dla polityki Zachodu względem prezydenta Musharaffa w Pakistanie, ale gra też istotną rolę w postawie wobec tak różnych krajów, jak Rosja, Nigeria, czy Gruzja..


W 2001 roku prezydent Bush uścisnął rękę Putina po tym, jak ,,spojrzał mu w oczy i zajrzał w jego duszę. Putin sukcesywnie działa na rzecz osłabiania każdego konkurencyjnego ośrodka wpływów w Rosji – Dumy, lokalnych władz, prasy, ngo-sów, a nawet oligarchów. Amerykański rząd w końcu zareagował, ale stracił szansę budowy stosunków amerykańsko-rosyjskich opartych na zasadach, a nie chemii osobistych relacji.


Niemcy, które tradycyjnie grały przodującą rolę w kształtowaniu polityki UE względem Rosji, miały w 2007 roku mieszane osiągnięcia. Kanclerz Angela Merkel, prawdopodobnie dlatego, że wychowywała się w pozostającej pod sowieckim wpływem wschodniej części Niemiec, patrzy na Putina oczyma otwartymi szerzej niż jej przekupny poprzednik Gerhard Schröder. Wielokrotnie mówiła o niszczących tendencjach w Rosji, a podczas pierwszej wizyty w Moskwie w 2006 roku odwiedziła organizacje pozarządowe broniące praw człowieka. Dało to nadzieję, że Niemcy podniosą wagę praw człowieka w czasie przewodnictwa UE w pierwszej połowie 2007 roku. W rzeczywistości, prawa człowieka pozostały mało istotnym elementem dyskusji. Merkel mówiła o kwestii godności ludzkiej w czasie szczytu UE - Rosja w maju 2007 roku, kiedy tłumiono demonstracje. Przewodnictwo Portugalii zniweczyło ten wysiłek przenosząc kwestie praw człowieka w sferę "wykładów".

Żelazny uścisk Gazpromu

| No Comments | No TrackBacks

gazprom_tank-thumb.jpg

Z działu prawnego Financial Times:

Gazprom od dawna ma opinię konia trojańskiego europejskiego przemysłu energetycznego. Za każdym razem, kiedy konkurencyjny dostawca gazu robi jakiś krok do przodu czy odnotowuje wzrost zysków, budzi to nadzieje, że trzymający za gardło rosyjskie przedsiębiorstwa potentat gazowy chyli się ku upadkowi. Jednak w rzeczywistości pozycji Gazpromu nie da się zachwiać tak łatwo.

Fakt, że niskie dochody z istniejących pól naftowych, opóźnienia w realizacji nowych projektów oraz chroniczne niedoinwestowanie w latach 90-tych postawiły przedsiębiorstwo w dość trudnej sytuacji. Krytycy alarmują, że w ciągu kilku następnych lat zdolność dostaw ze strony Gazpromu w miesiącach największego zapotrzebowania może być poddana ciężkiej próbie.

Według danych Europejskiego Związku Przemysłu Gazowego (Eurogas) Gazprom kontroluje obecnie około dwóch piątych zasobów gazu importowanych przez Unię Europejską. W związku z faktem, że kilka długoterminowych kontraktów wkrótce wygaśnie, przypuszcza się, że inne przedsiębiorstwa takie jak norweski StatoilHydro, czy algierski Sonatrach zyskają dogodne okoliczności do opanowania części rynku, szczególnie w Europie Środkowo-Wschodniej. Problem w tym, że Gazprom ma w zanadrzu kilka asów, których może użyć w tej grze. Wywindował ceny na własnym rynku, aby przydać mu znaczenia na arenie międzynarodowej. Wzmacnia także kapitał inwestycyjny - o 43 proc. w 2008 roku, co nareszcie pozwala mu znaleźć się grupie światowych potentatów energetycznych, przynajmniej, jeżeli chodzi o liczby bezwzględne.

Kupowanie gazu od niezależnych lokalnych producentów takich jak Novatek lub firm z Turkmenistanu czy Kazachstanu, może uzupełnić braki gazu. Więcej łagodnych zim, takich jak ta z przełomu 2006 i 2007 roku może również przyczynić się do zmniejszenia popytu. Jednak jakieś opóźnienia ze strony Gazpromu wciąż są prawdopodobne, zwłaszcza jeśli wziąć pod uwagę oczekiwane zwiększenie importu gazu płynnego do Europy Zachodniej. Ale to jest krótkoterminowy problem. ,,Nowe pokolenie” pól naftowych, które mają być eksploatowane począwszy od 2010 r., powinno zmniejszyć presję. Tymczasem zachodni politycy marzą o rozluźnieniu europejskiej zależności energetycznej od Rosji, lecz obecnie nadal wydaje się to czystą fikcją.

ChaikaYuriFilePhoto.jpgPoniżej prezentujemy tłumaczenie listu Michaiła Chodorkowskiego do Prokuratora Generalnego Jurija Czajki, w którym były szef Jukosu ogłasza strajk głodowy, deklarując wsparcie dla swojego byłego współpracownika Wasilija Aleksaniana.

Do Prokuratora Generalnego Federacji Rosyjskiej Jurija Czajki

Oświadczenie

Sytuacja Wasilija Aleksaniana zmusza mnie do bezpośredniego zwrócenia się w tej sprawie do Pana.


Wasilij Aleksanian podlega aktualnie prokuraturze, a nie organom śledczym. S.K. Karimow, który odpowiada za to co się stało jest pańskim bezpośrednim podwładnym . Mam podstawy przypuszczać, że przez ostatnie kilka lat Karimow współpracował z Igorem Seczinem i podjął liczne, delikatnie mówiąc wątpliwe działania zbierając dowody moich nieistniejących przestępstw.


Wśród tych działań wymienić należy przede wszystkim próby zastraszania krnąbrnych świadków. Część gróźb została zrealizowana, miały miejsce przypadki fabrykowania dowodów i stawiania wyimaginowanych zarzutów, na podstawie których niewinnych ludzi zamykano w więzieniach.

Wielokrotnie skarżyłem się, że właśnie stosowanie takich metod wpływu na ludzi prowadzi do zatajenia w czasie śledztwa ważnych dokumentów.

Jednak dopóki na szali nie leżało życie świadka, ograniczałem się do dyskusji proceduralnych, czekając na reakcję długo oczekiwanego w Rosji niezawisłego wymiaru sprawiedliwości.

Sytuacja z moim prawnikiem Wasilijem Aleksanianem przekroczyła jednak wszelkie granice.
Dowiedziałem się z jego oświadczenia, że nie tylko przesłuchiwano go w mojej sprawie, lecz również bezpośrednio uzależniono udzielenie mu niezbędnej opieki medycznej od złożenia zeznań odpowiadających prokuratorom i Karimowowi osobiście.


W dodatku Aleksanian obawia się, że nie dożyje wyroku sądu.

Nie mam kontaktu z Wasilijem Aleksanianem i mogę ocenić sytuację tylko na podstawie jego oświadczenia w Sądzie Najwyższym.


Wiem, że UFSIN (Departament Służb Federalnych d/s Kar i Skazań) jest zdolny do okłamywania sądu. Wiem to na przykładzie własnego strajku głodowego, więc nie wiążę z ich deklaracjami większych nadziei.


W tym wypadku stoję przed trudnym wyborem moralnym:

-przyznać się do przestępstw, których nie popełniłem i uratować życie człowieka, skazując przy tym niewinnych ludzi, którzy zostaną oskarżeni o współudział

- bronić moich praw i czekać na wyrok niezawisłego sądu, a jednocześnie przyczynić się prawdopodobnie do śmierci mojego prawnika Aleksaniana.

Długo nad tym myślałem i nie mogę podjąć innej decyzji niż ta, do której zostałem zmuszony.

Muszę wyjść poza granica prawa i poinformować o podjęciu strajku głodowego.

Mam nadzieję, że instytucja, która za Panem stoi, podejmie decyzję o uratowaniu życia Wasilija Aleksaniana i zagwarantuje mu opiekę medyczną.



Po zapoznaniu się z protokołem dnia 29.01.2008 dokonano adnotacji: ,,ręczne oświadczenie skierowane do Jurija Czajko w pierwszym dniu strajku głodowego 29.01.2008" . Powody przedstawione w oświadczeniu. Podpisano, M. Chodorkowski.