Derek Brower, dziennikarz
Wydarzenia ostatniego tygodnia potwierdzają niezdecydowanie Unii Europejskiej w kwestii polityki energetycznej. Na przestrzeni kilku dni, Rosja podpisała umowy, których realizacja stworzy energetyczne państwo satelickie na obrzeżach Unii Europejskiej, Moskwa będzie kontrolować eksport ropy z rejonu kaspijskiego, rozwinie ośrodek gazu w Europie i utopi projekt Nabucco.
Przyjaciele, rodacy…oddajcie mi sektor energetyczny
Przez ponad dwa lata Komisja Europejska, świadoma zagrożenia jakie Gazprom i jego polityczni właściciele stanowią dla bezpieczeństwa energetycznego, pracowała nad powstrzymaniem rozprzestrzeniania się wpływu tego koncernu na rynki gazowe UE. Państwa członkowskie zostały zmuszone do zjednoczenia sił przeciwko Gazpromowi. Szef Komisji Europejskiej, Jose Manuel Barroso i jej szef d/s energetyki Andris Piebalgs wielokrotnie ostrzegali Europejczyków o niebezpiecznym zaburzeniu równowagi w polityce energetycznej wobec Rosji.
Można więc było, że Komisja z niepokojem będzie przyglądać się scenom ostatnich zwycięstw w Serbii, Bułgarii i Austrii. Niekoniecznie. Zamiast tego, w środę Komisja wyznaczyła kolejne nierealne cele dla walki UE z emisją dwutlenku węgla.
Walka ze zmianami klimatu jest niezbędna. Bruksela ma rację, kiedy stawia wymagania światowym przywódcom i wyznacza państwom członkowskim trudne do osiągnięcia cele. Jeśli kontynent europejski miałby zwiększyć wykorzystanie odnawialnych źródeł energii o minimum 20%, podjąłby skuteczne kroki przeciwko bezpieczeństwu energetycznemu.
Realiści zauważą jednak kilka problemów związanych ze środowym oświadczeniem. Po pierwsze, po nacisku ze strony państw członkowskich i ich wielkich trucicieli, wymowa propozycji osłabnie – nie ufajcie więc nagłówkom. Po drugie, wiele rekomendacji powtarza te przedłożone w styczniu 2007 roku, które są takie same jak dokumenty UE w 2006 roku itd. . Może w ten sposób są podejmowane (lub nie) decyzje w Brukseli, ale trudno przekonać kogokolwiek, że czyny dorównują słowom. Wystarczy spojrzeć tylko na trwającą od połowy lat 90-tych dyskusję na temat liberalizacji rynków energetycznych UE
Po trzecie, kiedy Bruksela wydawała w tym tygodniu oświadczenie, "spółka energetyczna Rosja" prowadziła aktywne działania. Wynik piątkowego szczytu w Bułgarii i przedwczorajsze spotkanie w Moskwie miały na celu przekazanie Rosji kontroli nad eksportem ropy z Kazachstanu i zdobycie przez Gazprom przewagi na Bałkanach
Rosja, Bułgaria i Grecja podpisały porozumienie w Sofii na budowę odcinka rurociągu Burgas-Alexandroupolis. Ten odcinek będzie transportować do 800 tysięcy baryłek dziennie z bułgarskiego półwyspu Morza Czarnego do greckiego Morza Egejskiego. Rosyjskie firmy – Gazprom Neft, Rosneft i Transneft – będą miały w nim 51% udziałów. Kiedy rurociąg będzie użytecznym wspomaganiem dla przeciążonego Bosforu – obecnie jedynego realnego eksportera ropy naftowej przez Morze Czarne, Burgas-Alexandroupolis jest przedłużeniem kontrolowanego przez Rosjan, systemu rurociągów z rejonu kaspijskiego
Rosja ma pod swoją kuratelą rurociąg, który eksportuje dużą ilość ropy z rejonu kaspijskiego nad Morze Czarne. Znacznie więcej ropy napłynie wkrótce z kazachskich pól takich jak Tengiz, czy Kashagan. Jednak Moskwa rozkazała Astanie, że rozwinie eksport, jeśli kazachskie firmy zagwarantują dzierżawę produkcji z Burgas-Alexandroupolis. Astana wyraziła zgodę.
To daje gwarancję rentowności nowego bałkańskiego rurociągu, a tym samym powierza Rosji kontrolę nad kazachskim eksportem. Blokuje to też plany krajów bałtyckich i Warszawy w przełamaniu zależności od rosyjskich importów ropy z rejonu kaspijskiego przez gazociąg łączący Odessę na Ukrainie z Gdańskiem i Płockiem.
Projekt Burgas-Alexandroupolis nie doczekał się w Europie takich nagłówków takich, jak projekt gazowy Gazpromu. A szkoda, ponieważ jest majstersztykiem rosyjskiej strategii interesów – i to w momencie, kiedy politycy europejscy mylnie wierzą, że udało im się zwiększyć wpływy UE w Azji Środkowej.
Tymczasem, inny wielki pomysł europejski – gazociąg Nabucco – przeszedł ostatecznie do historii. Stał się symbolem europejskiej bezradności w porównaniu z szybkim rozwojem projektu Gazociągu Południowego. Ostatnie wydarzenia odebrały kolejne kilka metrów sześciennych nadziei w kwestii Nabucco.
Kiedy w zeszłym tygodniu formalnie podpisano porozumienie w Sofii, a Bułgaria zobowiązała się do budowy pierwszego odcinka rurociągu w UE, Gazprom zaskoczył wielu obserwatorów ostatnimi propozycjami trasy Gazociągu Południowego. Będzie on podzielony na dwie magistrale kolejowe, twierdzi koncern: jedną przez Grecję do Włoch, a drugą przez Bułgarię i Serbię do Europy Środkowej.
Serbia jest dużym zaskoczeniem. Jeśli Europa mogła sobie wyobrażać, że Gazociąg Południowy może być jeszcze bardziej zaszkodzić jej bezpieczeństwu energetycznemu, to jest właśnie przykład tego typu wydarzenia. Poprowadzenie odcinka rurociągu przez Serbię nie znaczy tylko, że Putin położy łapę na rurach, jak The Economist opisał największą paranoję UE. Pomysł dodaje do tej wizji mniejsze łapki bałkańskich polityków wrogo nastawionych do Europy.
Jak na ironię, Gazprom nie liczy na niegasnącą wrogość do Europy w Serbii. Umowa gwarantuje 51% udziałów NISowi, serbskiej państwowej firmie paliwowej, a Gazprom Neft za 400 mln Euro (dodając 500 mln Euro wkładu) osiągnie cel, co stanowi niewiele jak na obowiące standardy. Jonathan Stern, z Instytutu Studiów Energetyki w Oxfordzie stwierdza, to będzie tanio, jeśli wartość kapitału wzrośnie, czego oczekuje Gazprom, w perspektywie przyszłego członkostwa w Unii.
W przeszłości zachodnie firmy energetyczne miały szansę na rozwój biznesu, trudno więc narzekać na te same działania Gazpromu. Jednak w tym przypadku, połączenie interesów rosyjskiej polityki zagranicznej i rozwoju Gazpromu jest przejrzyste jak nigdy.
Kluczem do umowy jest Kosowo. Serbska prowincja wkrótce ogłosi niepodległość. Niemcy i USA popierają nowe państwo i naciskają UE do tego samego stanowiska. Jednak Rosja działa na rzecz Serbii i ogłasza, że postawi veto dla jakiegokolwiek gestu UE aprobującego niezależność Kosowa.
Wsparcie Kosowa przez Rosję jest jednym z powodów, dla których Belgrad zgodził się sprzedać kontrolę sektora naftowego – NIS jest dominującym graczem – za cenę niższą od jej realnej wartości. Analitycy twierdzą, że planowana prywatyzacja NISu przyniesie 2 miliardy dolarów zysku, a sprzedaż Gazpromowi obniży wartość firmy na 1.1 miliarda dolarów Mladjan Dinkic, serbski minister gospodarki, zgodził się: zanim rozpoczął negocjacje z Rosją, opisał propozycję Gazprom Neft jako ,,poniżającą”.
Innym powodem jest niejasna obietnica Gazpromu przeprowadzenia Gazociągu Południowego przez Serbię. Putin i jego preferowany następca Dimitrij Miedwiediew spotkali się przedwczoraj w Moskwie z serbskim prezydentem i premierem, Borisem Tadicem i Vojislavem Kostunicem i podpisali protokół wstępny do konkretnej umowy wyznaczonej na 2008.
Belgrad powinien wykorzystać ten czas na interwencję, żeby uważnie przejrzeć warunki energetycznego paktu. Gazprom Neft może zdobyć NIS po kosztach, ale sam Gazprom chce zyskać kontrolę nad serbskim sektorem energetycznym. Jego plany Gazociągu Południowego pozostają szkicem. Podejrzenie, że Gazprom wykorzystywał negocjacje z Serbią, żeby zmusić Austrię do ostatecznej zgody na gaz Baumgarten zostało wyjawione przedwczoraj, kiedy OMV ujawnił podpisanie kontraktu o rozwoju ośrodka z rosyjską firmą. Podpisanie umowy wyznaczono na koniec 2007 roku. Prawdopodobnie, negocjacje Gazpromu z Serbią, gdzie rozmawiano o rozwoju podobnego ośrodka, zachęciły też OMV do zaprzestania gry na zwłokę i podpisania umowy.
Ponadto, czy Serbia rzeczywiście będzie transportować połowę surowca Gazociągu Południowego. Czy tylko prowadzić transport odnogą od linii do Bośni i Hercegowiny? Jeszcze nie ujawniono szczegółów wczorajszego porozumienia (mimo, że FT twierdzi, że Gazprom zapłaci ponad 400 mln Euro w gotówce i 500 mln Euro, co wkładu wydaje się pomyłką).
Jednak wersja wstępna protokołu pokazuje alarmujące drobne szczegóły. Przykładowo, zgodnie z umową, Gazprom miałby prawo do 51% udziałów w infrastrukturze gazu produkowanego przez Serbię i dostęp do całkowitej produkcji. Zamiar budowy nowego gazowego magazynu w Banatskim Dore zawiera jednak haczyk. Taki sam, jak umowa o transporcie gazu Gazpromu, która daje rosyjskiej firmie odcinek za darmo. Z tego powodu, Gazprom chce nakłonić Belgrad, aby powstrzymał NIS przed budową rafinerii w Europie w ciemno na 5 lat. Zobaczymy, czy te pozostałe szczegóły w przedwczorajszym protokole pozostaną.
Nie oczekujmy, że szczegóły umowy z Gazpromem będą jasne do czasu wyborów prezydenckich w Serbii w przyszłym miesiącu. Nagłówki dla głosujących w kraju mówią, że rząd zawarł umowę z długo dystansowym partnerem Rosją, która będzie bronić Kosowa i zapewni dostawy gazu dla Serbii wzbogacając kraj rosyjskim gazem.
Jednak fakty wskazują, że niezależnie od rosyjskiego wsparcia, Serbia straci Kosowo. Ponadto jej przyszłość to UE, a nie Rosja. Właśnie z tego powodu, Serbia i jej firm energetyczne są atrakcyjne dla Rosji. Gdyby Serbia zaskoczyła analityków i stała się głównym dostawcą dla Gazociągu Południowego, zarobi na tym niewiele albo nic. Kontrola sektora energetycznego będzie w rękach Rosjan.
Serbii można powiedzieć, że w kwestii umów z Rosją, dostanie gwarancję długotrwałych dostaw - a mówimy o kraju przyzwyczajonym do braków. Gazprom dysponuje gazem, który wypełni Gazociąg Południowy. Wraz ze słabnącą produkcją w Rosji i rosnącym wymaganiom rynku wewnętrznego, zdolność Gazpromu do wywiązania się ze wszystkich umów eksportowych będzie kolejną straszną opowieścią dla UE. Bruksela także nie będzie miała siły, żeby się z tym uporać.