Pisaliśmy niedawno o kłopotach jakie mieli obserwatorzy przygotowujący się do ocenienia uczciwości nadchodzących wyborów parlamentarnych w Rosji. Już nie maja, po prostu zrezygnowali. Organizacja Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie (OBWE) poinformowała w piątek (15 listopada), że odwołuje misję obserwacyjną na grudniowe wybory parlamentarne w Rosji. Jak powiedziała PAP rzeczniczka mieszczącego się w Warszawie i podlegającego OBWE Biura Instytucji Demokratycznych i Praw Człowieka (ODIHR) Urdur Gunnarsdottir, przyczyną takiej decyzji są opóźnienia i restrykcje ze strony rosyjskiej.
"Nie wysyłamy nikogo" - podkreśliła rzeczniczka. "Jest zbyt późno, aby przeprowadzić skuteczną obserwację tych wyborów".
"Jeśli coś przeszkodziło obserwatorom ODIHR w przyjeździe do Rosji, to był to bałagan w tym biurze i lekceważący styl działania jego kierownictwa, nie zwracającego uwagi na ogólnie obowiązujące procedury" - oznajmił tymczasem rzecznik MSZ Rosji Michaił Kamynin w specjalnym oświadczeniu.
Rzecznik dodał, że ODIHR "najpierw próbowało narzucić monitoring, nie czekając na otrzymanie zaproszenia, później zaś stwarzało sztuczne problemy obserwatorom, a nawet własnym pracownikom, nie przekazując im nadesłanych przez Centralną Komisję Wyborczą Rosji informacji o formalnościach, jakie muszą dopełnić, aby uzyskać akredytacje". CKW wysłała zaproszenia dla obserwatorów z zagranicy dopiero 31 października. Ograniczyła przy tym liczbę ekspertów do 400 osób, w tym 70 z OBWE. "Płakać nie będziemy. Chyba się zgodzicie, że z powodu tej decyzji świat się nie zawali" – szydził w wypowiedzi dla dziennikarzy w kuluarach Rady Federacji przewodniczący wyższej izby rosyjskiego parlamentu i jeden z zaufanych ludzi Putina Siergiej Mironow. "Jeśli chodzi o nasze problemy, to znamy je lepiej, niż nasi zachodni nauczyciele, i nie boimy się o nich rozmawiać" - dodał.
Na wybory do Dumy z 2003 roku Moskwa zaprosiła ok. 1200 obserwatorów z zagranicy, w tym ponad 400 z samej Organizacji Bezpieczeństwa i Współpracy w Europie. Tymczasem w roku bieżącym Rosjanie zgodzili się na udział zaledwie 70 obserwatorów.
Przewodniczący Komisji Spraw Zagranicznych Parlamentu Europejskiego Jacek Saryusz-Wolski powiedział: "Misje obserwacyjne OBWE są rutynowym przedsięwzięciem w europejskich demokracjach. Nie wpuszczenie obserwatorów albo utrudnianie im wypełnienia mandatu obserwacyjnego wysyła niekorzystny sygnał reszcie świata" - oświadczył Saryusz-Wolski. "Skuteczność misji została podważona przez opóźnienia w wydawaniu wiz oraz wcześniejsze ograniczenie liczby obserwatorów OBWE" - dodał.
A obserwatorzy by się przydali bo sami Rosjanie nie wierzą w uczciwość wyborów parlamentarnych. Aż dwie trzecie obywateli pytanych przez znane Centrum Lewady
oznajmiło, ze wybory nie będą uczciwe. Co więcej Rosjanie pytani o to „od kogo zależy jakie partie znajdą się w Dumie w 30% odpowiedzieli, ze od Putina, w 17%, ze od administracji Kremla a tylko w 18 %, ze od wyborców. Bez entuzjazmu Rosjanie wypowiadali się również o koncepcji mianowania Putina „ojcem narodu”. Borys Dubin z Centrum Lewady poinformował dziennikarzy, że 45 % obywateli nie chce aby specjalnie zwołany Sobór Narodowy wybrał Putina dożywotnim przywódcą narodowym a 35 % taki pomysł popiera.
Można się obawiać, że zarówno OBWE rezygnując z obserwowania wyborów aby legitymizować ich niedemokratyczny charakter jak obywatele wątpiący w ich uczciwość maja rację. Kolejnym przykładem mogą być represje dotykające, niedawno powołany do życia Rosyjski Sojusz Ludowo-Demokratyczny byłego premiera Michaiła Kasjanowa. 15 listopada lokalne władze Ałtaju zabroniły odbycia zebrania tej partii w miejscowym domu kultury argumentując, ze partia nie została jeszcze zarejestrowana, wobec czego nie ma prawa do organizowania zgromadzeń publicznych. Wcześniej 27 października spotkanie z udziałem samego Kasjanowa w Ufie zostało odwołane na dwadzieścia minut przed rozpoczęciem z powodu poszukiwania rzekomo podłożonej bomby. A członkowie Sojuszu Ludowo-Narodowego informują o kilkudziesięciu podobnych przypadkach z ostatnich tygodni.
