« Groźba Naszych | Main | Dziennik: Jak utracono Rosję? »

Operacja “Olimpiada”, część II

Pierwsza część cyklu dostępna tutaj

Grigorij Pasko

Dolina Imereti

dolina1124-thumb.jpg
Dolina Imereti


Prezydent Putin, który tak przekonująco prezentował Międzynarodowemu Komitetowi Olimpijskiemu “projekt Soczi”, zapomniał wspomnieć o tym, jak realizacja jego wielkich planów wpłynie na mieszkańców tych terenów. Wybudowanie nowych obiektów na ziemiach, które są już zamieszkane jest równoznaczna z wysiedleniem ludzi i zburzeniem ich domów. Jak mówi stare rosyjskie przysłowie – „gdy karczujesz las, lecą wióry”. Ponoć było to jedno z ulubionych powiedzonek Stalina.

Po tym, jak Putin wrócił do Moskwy ktoś uświadomił mu, że mieszkańcy terenów, na których staną budynki olimpijskie, nie będą zbyt zadowoleni. Prezydent odpowiedział na to: „Wszystkie kwestie dotyczące ziemi muszą być rozwiązane z uwzględnieniem interesów mieszkańców, w ramach istniejących procedur”.

Jedną z pierwszych decyzji w tej sprawie, jaką podjęła podległa Putinowi Duma, było wprowadzenie tak zwanej „ustawy olimpijskiej”, zgodnie z którą państwo ma prawo konfiskować ziemię na potrzeby Olimpiady. Mówimy tu o co najmniej 15 tysiącach indywidualnych działek. Trudno będzie też obywatelom uzyskać od sądów wyrok podważających konfiskatę. Znając nasze sądy i ich „kompletną niezależność”, uznałbym to wręcz za niemożliwe. Prawo daje właścicielom trzy i pół miesiąca przed przejęciem ich własności siłą. W tym czasie zdążą w najlepszym razie uzyskać w sądzie wstępne przesłuchanie. Nawet to wydaje się jednak wątpliwe. Z doświadczenia wiem, że nawet w najprostszych czeka się w naszych sądach na rozprawę nie krócej niż sześć miesięcy, a zwykle znacznie dłużej.

W tej chwili Soczi przeżywa boom rejestracji własności gruntów. Ludzie naiwnie wierzą, że władze nie odważą się przejąć zarejestrowanej własności. Jak mówi szef departamentu własności terytorialnej w Soczi, Pawl Gorienko „działki i tak zostaną skonfiskowane, ale tylko właściciele tych zarejestrowanych mogą liczyć na rekompensatę”.

Obywatele spędzają więc całe dnie krążąc po departamencie Gorienki. On sam został gwiazdą lokalnej telewizji. Jego personel rozrósł się z 9 do 35 osób, stając się tym samym największym w całym Kraju Krasnodarskim.

Odwiedziłem oczywiście dolinę Imereti. Budowy i działki są tuż nad wodą. Widzimy tu solidnie zbudowane, dwu- trzypiętrowe domy. Nie przypominają stylu drogich rosyjskich willi. Próbuję nawiązać rozmowę z robotnikami, którzy ogradzają jedną z parcel. Nie chcą jednak nic mówić. Sugerują, ze to co niej powstanie to tajemnica i że zostaliby zwolnieni, gdyby coś powiedzieli.

Człowiek z małego domu wczasowego o skromnej nazwie „Budowlaniec” wydawał się skłonny odpowiedzieć na moje pytania, ale potem wycofał się i zaczął plątać się w odpowiedziach. Wciąż pytał, czy nie mam gdzieś schowanego mikrofonu. „Powiem Panu różne rzeczy, a jutro mnie zamkną i zabiorą do KGB” wyszeptał w końcu.Uspokoiłem go stwierdzeniem, że „na pewno nie zainteresują się kimś tak bojaźliwym”.Wspomniał o tym, że cała ziemia została już podzielona między czelistów, że nawet żona prezydenta ma jakieś interesy w Soczi, wszystko przejmują oligarchowie, a w dolinie Imereti nie można już nic zbudować – wszędzie gdzie próbuje się kopać teren okazuje się podmokły. W całej tej paplaninie znalazłem racjonalny element – fragment o terenach bagiennych. Sam widziałem, że robotnicy pracujący przy ogradzaniu ciągle trafiali na wodę. Wbijali przy tym nawet nie pale, ale tylko szkielet ogrodzenia. Jak więc można tu zbudować coś potężniejszego, jak hotele czy stadiony?


boloto1124-thumb.jpg
Ogradzanie bagnistych terenów w rejonie doliny

Rosyjskie gazety pisały już o tym, że ar ziemi w Dolinie Imereti wart jest około 200 – 250 tysięcy dolarów. Mówią, że nawet mała rudera w tamtym rejonie kosztuje dziś nie mniej niż 5 milionów rubli. Rekompensata proponowana mieszkańcom Soczi jest więc dziesięciokrotnie niższa od realnej wartości ich ziemi. Warto pamiętać, że przodkiem ustaw olimpijskich są wydarzenia w moskiewskiej dzielnicy Jużnoje Butowo. Tam też władze zaproponowały mieszkańcom sumy znacznie zaniżające wartość ich domów, które większość mieszkańców uznało za niewystarczające. Doszło do ostrego sporu z władzami. Ale władza, jak to ma w zwyczaju, wygrała.

W rejonie Imereti dochodzi jeszcze jeden problem: większość działek i budynków nie jest tam formalnie zarejestrowana. W związku z tym można je łatwo uznać za nielegalne, a ich właścicieli za dzikich lokatorów. Za odebranie takiej własności nie należą się rekompensaty.

Człowiek stojący przy bramie zauważył, że mam przy sobie aparat i szybko uciekł z pola widzenia. Zasugerował, ze powinienem poszukać domu z zielonym dachem i wiatromierzem w kształcie koguta. Znalazłem go. Zobaczyłem piękny trzypiętrowy dom. Syn właściciela Pawel wyjaśnił, że ojca nie ma w domu. Znał jednak opinię ojca o całej sprawie: będzie bronił domu „do ostatniej kuli”.

Mieszkańcy doliny Ljubow i Grigorij Droficzewowie oraz ich sąsiad Piotr Ikonnikow opowiadają o swojej sytuacji. Ich domy nie są zarejestrowane. Ikonnikow jest jednak przekonany, że władze nie zabiorą ich domów: „Prezydent i gubernator dali nam gwarancje!”.

Jego sąsiedzi reagują na to uśmiechem: wszyscy wiemy, co te gwarancje są warte… Swoją drogą obywatele mają podstawy do braku zaufania. Korespondent lokalnej gazety „Krug interesow” zapytał Gorienkę: „Czy wszystko zostało już ustalone w kwestii wyznaczenia terenów pod obiekty olimpijskie?” „Oczywiście” pada odpowiedź. „Nasz departament już w lutym otrzymał dziesięć pełnych teczek na temat olimpijskich terenów i obiektów od szefostwa państwowego przedsiębiorstwa „Rozwój Soczi do 2014. Wszystkie wymienione tereny zostały bardzo szybko sprawdzone”

Dowodem na to, że plany te zostały już dawno zatwierdzone jest wystawa w Muzeum Sztuki w Soczi. Pokazano tam ogromne modele budowli olimpijski i plany urbanizacyjne Soczi. Nawet nie będąc specjalistą łatwo się domyślić, że nie można stworzyć takich makiet w kilka dni. Widać na nich dosłownie wszystkie budynki w Soczi – zarówno istniejące jak i planowane.

Brakuje osobnej wystawy poświęconej Imereti. Na makietach nie zaznaczono żadnego ze stojących tam dziś budynków. Jest więc jasne jak słońce, że zostało one przeznaczone do wyburzenia.

maket-dolina1124-thumb.jpg
Makiety na wystawie w Muzeum Sztuki w Soczi


Mówiąc o dolinie Imereti nie można też zapomnieć o oligarchach. Firma Deripaski „Basel”. Jednym ze związanych z Soczi projektów „Basel” jest „Riwiera Imereti”. Taką nazwę będzie nosiła dolina w przyszłości. A przyszłość to zdaniem Deripaska and Co milion metrów kwadratowych hoteli, apartamentowców, powierzchni handlowej i wystawowej. Znajdzie się też na nich miejsce dla centrum prasowego, konferencyjnego i obiektów sportowych. Na tych terenach ma powstać wioska olimpijska. Wartość inwestycji w rejonie „Riwiery Imereti” szacuje się na trzy miliardy dolarów.

W zatoce Imereti Basel planuje też za kolejne 120 milionów dolarów wybudować port z sześcioma dokami gotowymi do przyjmowania statków handlowych. Firma chce też rozwiązać problem z przerwami w dostawach elektryczności do Soczi. Przedstawiciele Basel będą walczyć o stworzenie w stolicy Igrzysk Olimpijskich infrastruktury transportowej. Austriacka firma Strabag, w której 30% udziałów ma Oleg Deripaska ma brać udział w przetargu na budową 20-sto kilometrowej obwodnicy Soczi – suma kontraktu 2,1 miliarda dolarów (droga już się buduje).

Założony w 1997 «Basic Element» ma udziały w dostawie enrgii, konstrukcji maszyn, budownictwie I rozwoju. Wartość rynkowa spółki – ponad 23 miliardy dolarów. Jedyny właściciel - Oleg Deripaska.

Czy naprawdę sądzicie, że Deripaska inwestowałby tak duże pieniądze w Imereti, gdyby nie był pewny usunięcia stamtąd jej mieszkańców? Jasne, że nie.

Wniosek: albo makiety w muzeum to fałszywki, zwykłe ćwiczenia artystyczne czy tekturowe zabawki, albo wszyscy od prezydenta po władze Soczi kłamią na temat uwzględnienia interesów mieszkańców. Oznaczałoby to, że władze od początku wiedziały o planach przejęcia ziemi, podjęły decyzję na długo przed uchwaleniem przez Dumę „ustaw olimpijskich”, a same ustawy to tylko przykrywka dla zamiarów władzy.

Oczywiście nikt nie powie głośno o prawdziwych intencjach. Jednak między ludźmi krążą plotki. Najważniejsza jest ta: Władza dzisiejszej Rosji ma w rękach zbyt dużo pieniędzy z ropy i gazu. Jeśli spróbuje zainwestować je za granicą, pojawią się trudności natury prawnej. Oznacza to, że muszą inwestować na rozległych terenach Rosji. Najbardziej interesującym rejonem do inwestycji wydaje się wybrzeże Morza Czarnego. Tutaj więc popłyną gigantyczne fundusze. Cały pomysł z przeprowadzeniem Olimpiady to przykrywka – sposób na uzasadnienie państwowych inwestycji, które później zostaną po cichu sprywatyzowane.

Wiadomo też, że podczas realizacji dużych projektów poświęca się dobro prostych ludzi. To dlatego szef firmy budowlanej „Nasz dom” Rusłan Tukkajew nie był zbyt optymistyczny co do stosunku władzy do jej własnych obietnic. Nawet jeśli jego dom stoi w bardziej uprzywilejowanej części – na osiedlu Mirny. Tak samo jest też w dolinie Imereti. „Jeśli będą chcieli coś zburzyć, po prostu to zrobią” - stwierdza. „Życie tu z tą Olimpiadą jest jak siedzenie na Wulkanie” dodaje jego żona.

…Kiedy karczujesz las lecą wióry?

TrackBack

TrackBack URL for this entry:
http://www.robertamsterdam.com/cgi-bin/mt/mt-t.cgi/2619

Post a comment

(If you haven't left a comment here before, you may need to be approved by the site owner before your comment will appear. Until then, it won't appear on the entry. Thanks for waiting.)

About

This page contains a single entry from the blog posted on 30 listopada 2007 20:30.

The previous post in this blog was Groźba Naszych.

The next post in this blog is Dziennik: Jak utracono Rosję?.

Many more can be found on the main index page or by looking through the archives.

Powered by Movable Type 3.31
Hosted by LivingDot