Tłumaczenie za tekstem ze Slate.com:
Nowi dysydenci
Dlaczego Putin aresztuje protestujących przedstawicieli Innej Rosji? Bo może.
Na zdjęciach zrobionych podczas zatrzymania Garry Kasparow – kiedyś mistrz świata w szachach, dziś lider opozycji ma na sobie nijaką szarą marynarkę i wełnianą czapkę w stylu retro. Nie ma nawet rękawiczek. Zupełnie inaczej niż stróże prawa, którzy dokonują aresztowania. Ci są w pełni wyposażeni – mają wysokie czapki z metalowymi insygniami na środku, maskujące płaszcze, walkie-talkie, czarne skórzane rękawice. Przyjrzyjcie się uważnie a zobaczycie, że zdjęcia zrobione w weekend podczas demonstracji Innej Rosji mogłyby spokojnie pochodzić z 70. czy 80. ubiegłego stulecia, kiedy radziecka milicja regularnie aresztowała dysydentów.Podobieństwo jest nie tylko wizualne. W okresie swojego rozkwitu ruch radzieckich dysydentów był czasem dość dziwnym, trudnym we współpracy zbiorem obrońców praw człowieka, zawiedzionych członków władz, upartych ludzi spoza systemu, osób głęboko religijnych i nacjonalistów ze wszystkich narodów, jakie obejmował swym zasięgiem ZSSR. Właściwym miejscem dla części z nich byłaby demonstracja ekologów i przeciwników broni nuklearnej, inni znaleźliby się na radykalnej prawicy wszystkich scen politycznych świata, ale nie miało to właściwie znaczenia. W 1983 Peter Reddaway, wówczas jeden z głównych badaczy ruchu dysydenckiego, stwierdził że byli oni wstanie zrobić „trochę lub nic w kontakcie z masami zwykłych ludzi”.
Dzisiejszy ruch nie specjalnie różni od historycznego. Sam Kasparow, wciąż jest znany na świecie przede wszystkim jako genialny szachista toczący pojedynki z najmądrzejszym komputerem globu, a nie aktywista polityczny. Jego sojusznicy z Innej Rosji to też dość dziwna mieszanka. Mamy wśród nich z jednej strony znanych liberałów, jak Borys Niemcow, kiedyś wicepremier, a z drugiej Eduarda Limonowa, kiedyś dysydenta, punka i pisarza z jego niemal faszystowską Partią Narodowo-Bolszewicką. W opozycyjną koalicję są też zaangażowane pozostałości ruchu obrony praw człowieka, na czele z moskiewską Grupą Helsińską. Podobnie jak kiedyś dysydentów łączyła nienawiść do komunizmu i Związku Radzieckiego, tak członków Innej Rosji łączy wyłącznie nienawiść do Putinizmu, ideologii która w ostatnich miesiącach zaczyna przypominać staromodny kult jednostki.
Jeszcze dziwniejsze wydaje się to, że w ogóle o nich słyszymy. Do niedawna ta rozwydrzona grupa starszych byłych dysydentów i dwudziestoparolatków była tolerowana przez władze, których stosunek do opozycji wydawał się znacznie subtelniejszy. Przez większość swojej prezydentury „kontrolowana demokracja” Putina pozwalała na istnienie wielu sił opozycyjnych tak długo, jak pozostawały one wystarczająco małe. Choć telewizje były w ten czy inny sposób sterowane przez władze, kilku niskonakładowym gazetom zezwalano na pewną dozę krytyki. Każdy, kto zaczynał wyrastać na realne zagrożenie dla Putina był oczywiście natychmiast niszczony, lecz kilku niepopularnym krytykom, takim jak Kasparow, pozwalano mówić. Wypuszczano w ten sposób trochę pary, ale reżim nigdy nie musiał stawiać czoła rzeczywistym wyzwaniom.
Od zeszłego roku wszystko zaczęło się zmieniać. Po do dziś niewyjaśnionym morderstwie wrogiej Putinowi dziennikarki Anny Politowskiej, nastąpiła cała seria werbalnych i fizycznych ataków na przeciwników administracji. Za typowy przykład tych pierwszych może posłużyć Prawda.ru, która wiosną zeszłego roku nazwała antyputinowską opozycję „kolorową armią dewiantów, kryminalistów, oszustów, niedoszłych polityków i gangsterów, pozostających na obrzeżach rosyjskiego społeczeństwa”. Sam Putin określił ich mianem „szakali” na zagranicznym garnuszku.
Jeśli jednak naprawdę mówimy o szakalach i dewiantach, to po co ich aresztować? Skoro Putin jest aż tak popularny, jaki sens mają te wyzwiska? Kasparow odpowiada na to pytanie twierdzeniem, że Putin jest znacznie mniej pewny swej pozycji, niż się nam wydaje. Podczas wykładu w Warszawie przekonywał, że wyniki sondaży powinny być traktowane z przymrużeniem oka. Kto w państwie autorytarnym, szczególnie postsowieckim, szczerze odpowiada na pytania obcego, zwłaszcza zadającego je przez telefon? Sugerował też, że gdyby przeprowadzający badania zadawali bardziej szczegółowe pytania – „Czy Twoje miasto jest dobrze rządzone? Czy twój mer jest skorumpowany?” – mogłyby pomóc naszkicować zupełnie inny obraz poglądów rosyjskiego społeczeństwa niż najczęściej stawiane pytanie – „Czy popierasz Władimira Putina?”
Możliwe, że Kasparow ma rację. Jednak nawet jeśli tak jest, nie wyklucza to innego, smutnego wyjaśnienia: Putin niszczy opozycję, bo może to zrobić. Cena dolara spada, gwiazda Busha przygasa, Europa wciąż nie wypracowała wspólnej polityki wobec Rosji. Tymczasem do Rosji napływają pieniądze ze sprzedaży ropy, a niedzielne wybory z pewnością potoczą się po myśli Kremla. Dlaczego prezydent Rosji miałby się przejmować, że jego działania są krytykowane przez Washington Post?
Putin i jego świta uzyskali już od Zachodu to, czego chcieli – łącznie ze zgodą na zorganizowanie szczytu G8 w Petersburgu. Czy ma dla nich znaczenie, że fotografie z zeszłego weekendu wyglądają jak te zrobione 30 lat temu? Niewielu Rosjan w ogóle je zobaczy. A większość z tych, którzy jednak się natkną wyciągnie pożądany wniosek – następnym razem będą się trzymali z daleka od zbiorowisk na moskiewskich placach.
