Kilka miesięcy temu, kiedy w ambasadzie australijskiej wypełniałem aplikację o przyznanie mi wizy, szczerze napisałem, że byłem przedtem karany. Pracownik ambasady poprosił mnie o dostarczenie oficjalnych akt kryminalnych tej sprawy. Akta tego typu wydawane są przez Główne Centrum Informacyjno-Analityczne Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Federacji Rosyjskiej w ciągu miesiąca od daty złożenia wniosku. Ambasada Australii była na tyle uprzejma, że wydała mi wizę bez tegoż dokumentu zezwalając na wizytę we wrześniu. Poproszono mnie jednak, tylko dla porządku w papierach, o dostarczenie tego dokumentu po powrocie. Gdy otrzymałem moje akta kryminalne, to co tam przeczytałem bardzo mnie zadziwiło.
W 1997 roku zostałem aresztowany i oskarżony o szpiegostwo na rzecz japońskich dziennikarzy. Później, w roku 1999, uznano mnie winnym, z czym nie mogłem się zgodzić. Zostałem wypuszczony z więzienia, ale na wokandzie był już następny proces. W 2001 roku zostałem ponownie aresztowany, pod tym samym zarzutem, i ponownie wsadzono mnie, najpierw do więzienia, potem w kolonii karnej o zaostrzonym rygorze. W 2002 roku wyrok uprawomocnił się. W 2003 roku zostałem zwolniony warunkowo z kolonii. Na czas zawieszenia kary dostałem specjalne dokumenty. Później, na każde życzenie, okazywałem je w każdej placówce spraw wewnętrznych w moim miejscu pobytu.
Parę innych ważnych faktów: wyrokiem sądu pozbawiono mnie stopnia wojskowego, kapitana drugiego stopnia. Kiedy przyszedłem zarejestrować się na miejscowy komisariat (każdy dorosły Rosjanin musi to robić) powiedziano mi, że nikt ich nie informował o pozbawieniu mnie stopnia. Faktem jest, że jednostka wojskowa, przy otrzymaniu kopii werdyktu w relacji do żołnierza, musi zainicjować degradacje stopnia zaczynając od końca: przez wniesienie wniosku do dowództwa, które wydało decyzje o przyznaniu stopnia oficerskiego. W moim przypadku był to minister obrony. Okazało się jednak, że nie ma odpowiedniego zarządzenia dotyczącego ministra obrony, które umożliwiłoby pozbawienie mnie przez niego stopnia kapitana drugiego stopnia. I nie istnieje to do dnia dzisiejszego (choć nie powstrzymało to pracowników FSB do wydania w tajemnicy i nieoficjalnie rozkazu, by komisariat w Moskwie przestał wypłacać mi pensję, ale to inna historia). To, co istotne w tej sprawie, to fakt, że oficjalnie i formalnie nie zostałem pozbawiony stopnia oficerskiego. Wracając jednak do moich akt kryminalnych Głównego Centrum Informacyjno-Analitycznego Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Federacji Rosyjskiej. Oto co tam napisano
słowo po słowie:
“Główne Centrum Informacyjno-Analityczne Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Federacji Rosyjskiej, Główna Administracja Spraw Wewnętrznych w Moskwie, Główna Administracja Ministerstwa Spraw Wewnętrznych oddział w Moskwie, nie posiadają informacji na temat oskarżeń dotyczących Grigorija Michajłowicza Pasko na terytorium Federacji Rosyjskiej.”
Nie ma żadnych dodatkowych informacji.
Oficjalna pieczęć i podpis szefa.
Więc siedzę sobie tu i myślę. Wiele mówiłem i napisałem o tym, jak funkcjonariusze FSB, prokuratura i sąd popełniali wobec mnie przestępstwa – doprowadziły do skazania osoby, która jak powszechnie wiadomo, była niewinna. Moje odwołanie od wyroku, badane przez trybunał w Strasburgu od nie wiadomo ilu już lat, dotyczy właśnie tej sprawy. Jednak nigdy nie przypuszczałem, że Główne Centrum Informacyjno-Analityczne Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Federacji Rosyjskiej mogłoby podzielać mój punkt widzenia na coś, co kiedyś ktoś nazwał procesem. Bo żadnego procesu nie było – to był zwyczajny cyrk, kpina ze sprawiedliwości, z prawników, ze mnie, z mojej rodziny i każdego na całym świecie, kto mnie bronił.
Pewnie można by myśleć, że są i dobrzy prawnicy Głównym Centrum Informacyjno-Analitycznym Ministerstwa Spraw Wewnętrznych Federacji Rosyjskiej, ludzie posiadający precyzyjną wiedzę i zrozumienie istoty tych kangurzych sądów na mnie odbywających się w latach od 1997 do 2002. Nie było uczciwych procesów! A ponieważ nie było żadnych sądów, dlaczego miałyby być jakieś dane o skazaniach?
To wydaje się logiczne.
I to całą tę sytuację czyni jeszcze bardziej absurdalną!
Formalnie, nie pozbawiono mnie stopnia, ale nie płacą mi pensji.
Wiem na pewno, że siedziałem w więzieniu i w obozie – dwukrotnie – ale oficjalnie nie ma żadnych danych na temat mojego oskarżenia.
Szaleństwo!- powiesz.
Szaleństwo!- zgadzam się.
Rosyjska rzeczywistość – powie ktoś z zewnątrz.