Słowo o Annie,
We Włoszech odsłonięto pamiątkową tablicę, by uczcić Annę. W Rosji nie ma tablic i szczerze wątpię, by pojawiły za obecnej władzy. Wszyscy pamiętamy z jak nieukrywaną irytacją mówił o niej Putin. Ale my dziennikarze, pomnik naszej koleżanki już mamy. Znajduje się w naszych sercach.
(Foto: AP)
W ciągu roku nie powiedziałem ani nie napisałem niczego o Annie. Z wielu powodów. Jeden z nich jest taki, że dobrze się znaliśmy. Widywaliśmy się biegając z jednej na drugą konferencję w Moskwie, i w „Nowaja Gazeta”, gdzie pracowałem przez rok. Ale najczęściej spotykaliśmy się daleko poza granicami Rosji na różnych festiwalach wydawniczych. Przesiadywaliśmy razem w poczekalniach na lotniskach, lataliśmy tymi samymi samolotami… Raz, na moją prośbę opowiedziała mi o tym, jak na jednej z moskiewskich ulic nieznani ludzie w dużych terenowych samochodach zajeżdżając drogę z obu stron próbowali zmiażdżyć jej małą Ładę. Nie wiedzieli, że osobą siedzącą za kierownicą nie była Anna, a jej córka. Annie nic się wtedy nie stało, ale jej córka była okropnie przerażona z powodu tego wydarzenia. Potem były pogróżki zostawiane pod jej domem, otrucie w samolocie gdy leciała do Biesłania i wreszcie… zabójstwo.
7 października nigdy więcej nie będzie dniem urodzin Putina. To będzie dzień śmierci Anny. Nieodwołalność jej śmierci wyznacza także koniec Putina. Koniec jego stosunków z dziennikarzami, mediami, środkami przekazu. Koniec wolności słowa. I demokracji w ogóle.
Miałem przywilej słuchania, gdy przy wielu okazjach Anna przemawiała do międzynarodowej widowni. I jakimż mówcą była! Pamiętam targi książki w Edynburgu i setki ludzi tłoczące się w małym pokój, by jej słuchać. A mówiła o swojej nowej książce, o Rosji i Czeczeni, polityce Putina i o nim osobiście… Mówiła odważnie, otwarcie, żywo i przekonująco. Była „dobrze uzbrojona” w fakty.
Usiadłem i słuchałem jej. Wszystko, o czym mówiła, znałem doskonale. Ale słuchałem z tą samą uwagą, co każdy w tamtym pokoju. A potem powiedziałem jej: „Aniu, jak wspaniale mówiłaś!”. A ona uśmiechnęła się: „Nie, to ty wspaniale słuchałeś!”
Było oczywiste, że Anna nie lubi Putina. I kiedy Putin mówił o Annie, było oczywiste, że to uczucie odwzajemnione. (mam wrażenie, że prezydent Rosji generalnie nie lubi bystrych i pięknych kobiet). Jestem przekonany, że obecna władza nie wyjaśni morderstwa Anny, bo nie ma powodu, by być zainteresowana wyjaśnieniem tego zabójstwa. Cóż, może zostaną wskazani, a nawet oskarżenie ci, którzy zlecili mordercy pociągnięcie za cyngiel. To na pokaz, dla Zachodu, by raz na zawsze przestał męczyć Rosję o tę sprawę. Z resztą putinowska władza już wskazała osobę, która prawdopodobnie zleciła morderstwo. Jak można się było spodziewać to Bieriezowski (z masy oskarżeń, które bez wątpienia już przygotowano przeciw temu człowiekowi, można odnieść wrażenie, że przyłożył on rękę do wszystkiego łącznie z ukrzyżowaniem Chrystusa…)
Zauważyłem, że po zamordowaniu Anny, wielu dziennikarzy stało się bardziej ostrożnych w tym, co pisze. Nie mówię o propaństwowych dziennikarzach, że służą władzy – już dawno byli „niżej niż trawa, ciszej niż woda”. Zabicie Anny to przesłanie głośne i czytelne, że od teraz nie ma potrzeby wtrącania dziennikarzy do więzień. Teraz po prostu będą zabijani. Jak towarzysz Stalin zwykł mawiać: „nie ma człowieka – nie ma problemu”.
Musimy zrobić wszystko, by zachować Annę przy życiu: w naszej pamięci i w naszej pracy. Musimy kontynuować to, co zaczęła, czyniąc to z tą samą nienaganną uczciwością, co ona.
Anno, nigdy nie zostaniesz zapomniana!
