« Prezydent RP w Katyniu | Main | Mała Smuta »

"Bunt. Sprawa Litwinienki" w polskich kinach

Do polskich kin wszedł właśnie film „Bunt”. Miał on swoją premierę na tegorocznym festiwalu w Cannes, gdzie zakwalifikował się do oficjalnej selekcji. Polska jest jednak pierwszym krajem, w którym został on pokazany szerokiej publiczności. Wkrótce będzie można go zobaczyć na ekranach w innych państwach europejskich. Wiadomo też, że poza zamkniętymi pokazami nie będzie wyświetlany w Rosji.

niekrasow.jpg


„Bunt” to bardzo osobiste i subiektywne (do czego reżyser przyznaje się w pierwszych minutach filmu) spojrzenie na życie i śmierć Aleksandra Litwinienki. Opowiada o powodach jego odejścia z FSB, życiu w Wielkiej Brytanii, niewyjaśnionym zabójstwie. Drugim bohaterem filmu jest jego twórca i narrator, a także przyjaciel Litwinienki – Andriej Niekrasow. Reżyser filtruje historię byłego szpiega przez własne doświadczenia, opowiada o swoich próbach dotarcia do niego, o wrażeniach z ich spotkań. W dokumencie pojawia się też wiele wątków niezwiązanych bezpośrednio z Litwinienką. Niekrasow wspomina kontrowersje, jakie wywołały jego dokumenty o Czeczenii, pokazuje represjonowaną opozycję, a przede wszystkim ostro atakuje Władimira Putina. Prezydent Rosji jest tu czarnym charakterem, uosobieniem wszystkich problemów, jakie Litwinienko widział w FSB, człowiekiem obwinionym (pośrednio lub bezpośrednio) o pokazane w filmie przejawy łamania praw człowieka.



litvinienko.jpg

„Bunt” wzbudził ogromne zainteresowanie. Dzieło Niekrasowa jest rozprowadzane w wielu kopiach i reklamowane niemal jak film fabularny. Wydaje się to ogromnym wyróżnieniem w kraju, w którym dokumenty bardzo rzadko trafiają na duży ekran i nie cieszą się popularnością wśród widzów. Uroczysta premiera, z udziałem Niekrasowa i żony Litwinienki, Mariny, okazała się sukcesem. Reżyser stwierdził, że atmosfera była bardzo przyjazna, a publiczność robiła na nim wrażenie autentycznie poruszona filmem. Klimat towarzyszący pokazowi wydał mu się bardziej przyjazny niż w Cannes.


Premiera filmu odbiła się też szerokim echem w mediach. Pisały o nim wszystkie większe dzienniki i portale internetowe, materiały na jego temat pojawiły się także w programach informacyjnych, nawet w wieczornym wydaniu wiadomości
Ciekawym zbiegiem okoliczności wydaje się fakt, że pokaz filmu zbiegł się z kryzysem politycznym w Polsce. Tłem dla filmu stała się więc nasza własna dyskusja o nadużywaniu władzy i sile służb specjalnych.

Opinie recenzentów na temat filmu były podzielone. Powtarzającym się zarzutem jest jego oczywisty brak obiektywizmu. Krytycy za manipulację uznali na przyklad włączenie do filmu rozmowy z Anną Politkowską, która ostrożnie odnosiła się do rewelacji Litwinienki. Innym przykładem niedopowiedzenia ma być scena, w której policja pacyfikuje demonstrację, w której twórca nie mówi, że demonstranci to zwolennicy przywrócenia komunizmu. W komentarzach przewija się też sugestia, że Litwinienko został w filmie wybielony, jest bohaterem bez skazy, co nie wydaje się w pełni przekonujące w odniesieniu do byłego pułkownika FSB. Kolejnym zarzutem recenzentów jest zbyt częsta obecność na ekranie Niekrasowa (którego rzeczywiście widzimy w każdym niemal kadrze). Niektórzy wskazują też, że w filmie brakuje myśli przewodniej, twórca nie próbuje właściwie wyjaśnić dlaczego były szpieg został zamordowany, nie stawia konkretnych hipotez.

Bez względu na to, czy zgadzamy się z tymi zarzutami czy nie trudno nie zauważyć jednego wspólnego mianownika wszystkich komentarzy. „Bunt” skierował uwagę opinii publicznej na sytuację we współczesnej Rosji, przypomniał pytania jakie wywołała śmierć Litwinienki, sprawił, że działania administracji Putina znalazły się na ustach wszystkich. Nawet jeśli tezy Niekrasowa są zbyt mocne czy nie najlepiej udokumentowane, a w filmie można wskazać niepotrzebne dłużyzny, liczy się przywołanie spychanego z debaty publicznej problemu. Film pozostanie symbolem łamania praw człowieka w Rosji i uciszania dyskusji na ten temat. W tym sensie słuszne wydaje się wielokrotnie powtarzane w mediach porównanie Niekrasowa z Michaelem Moorem. Rosyjski reżyser uważa je za nietrafne – twierdzi, że obaj twórcy mają zupełnie inny sposób narracji, ich dzieła pozostają na przeciwnych biegunach dokumentalistyki. Moora i Niekrasowa łączy jedno – obaj wywołują kontrowersje merytoryczne, polityczne i artystyczne, a jednocześnie poruszają publiczność i nie pozwalają jej pozostać obojętną wobec poruszanych problemów.

TrackBack

TrackBack URL for this entry:
http://www.robertamsterdam.com/cgi-bin/mt/mt-t.cgi/1795

Post a comment

(If you haven't left a comment here before, you may need to be approved by the site owner before your comment will appear. Until then, it won't appear on the entry. Thanks for waiting.)

About

This page contains a single entry from the blog posted on 17 września 2007 17:33.

The previous post in this blog was Prezydent RP w Katyniu.

The next post in this blog is Mała Smuta.

Many more can be found on the main index page or by looking through the archives.

Powered by Movable Type 3.31
Hosted by LivingDot